e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: ... zawsze tam, gdzie Ty ... - ~monika~ i Marcin (06.08.06)  (Przeczytany 14982 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline ~monika~ Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 06.08.2006
Kochane moje, już jesteśmy!!

Słów mi brak by opisać to, co się działo przez ostatnich 6 dni, a szczególnie cały dzień i noc 6 sierpnia 2006 roku.

To był najcudowniejszy sen, który się ziścił.

Dziś dopiero wróciliśmy z małej podróży, w którą pojechaliśmy zupełnie spontanicznie, nie planowaliśmy jej ale poczuliśmy taką potrzebę i wyruszyliśmy w drogę. I to był strzał w dziesiątkę. Byliśmy tylko My i .. góry Karaiby pewnie w przyszłym roku , a na razie wystarczą nam Tatry.

Obiecuję obszerną relację i mnóstwo fotek ale proszę was bardzo o cierpliwość, gdyż czasu brak .... Nie mogę jak na razie wstawić żadnego zdjęcia, bo ... nie mam ani jednego .... Wyjechaliśmy zaraz po ślubie i wróciliśmy przed chwilą dosłownie, więc nie brałam fotek od nikogo, a naszym aparatem nie zrobiono ani jednego.
Ale nic nie szkodzi, mieliśmy na slubie tylu papparazzi, że gwiazda by się nie powstydziła Znajomi i rodzina pstrykali ile się dało, teraz więc trzeba to wszystko pozbierać i uporządkować.

W poniedziałek jedziemy do fotografa zobaczyć projekt albumu i pod koniec tygodnia powinien być on gotowy, dostaniemy też płytkę, na której jest ... 600 zdjęć

Napiszę tylko jedno .....
TO BYŁ NAJCUDOWNIEJSZY I NAJBARDZIEJ MAGICZNY DZIEŃ W NASZYM ŻYCIU! (NOC TAKŻE )    

c.d.n.

_________________

Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
gratulacje i czekamy na te foteczki

Offline dziubasek Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: .:25.08.2006:.
Moniczko z niecierpliwością czekamy na foteczki...i bardziej szczegółową relację :D

Offline agatka1984

  • użytkownik
Gratuluje
Czekam na foty

Offline monia

  • złośliwy skorpionek :)
  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 04.06.2005
witaj monisiu..

jeszcze raz - naj naj najlepszego  :mrgreen:

i oczywiście czekam na fotki  :mrgreen:

Offline ~monika~ Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 06.08.2006
Jagodka, dziubasek, agatka, monia, dziękuję za gratulki i witam serdecznie!!!!!!!!!!!


SOBOTA - dzień przed …  

Wstaliśmy o dość przyzwoitej porze, bo przed 9.00.
O 10.00 mieliśmy zaplanowaną spowiedź u Bernardynów. Jak się okazało w trakcie śniadania, razem z nami do spowiedzi wybierała się cała przyjezdna i miejscowa rodzina. Postanowiliśmy jednak z Marcinem zostawić cały peleton za sobą i sami, we dwoje udaliśmy się do kościoła. Reszta miała tam dojechać.
Jak się później okazało, trafiliśmy na tego samego braciszka, który spowiadał nas pierwszy raz, więc poszło bardzo szybko i bardzo gładko.  
Leciutcy jak piórka  wsiedliśmy do samochodu i udaliśmy się do Marcina po dyspozycje, co robić dalej.

Chciałam już zająć się dekorowaniem samochodu i domu ale mi nie pozwolili.
Za wcześnie.
Ok, nie to nie, tylko, żeby potem nikt nie narzekał, ze nie zdążymy.

Pojechaliśmy więc do mnie (tam też całe mieszkanie ludzi) i zjedliśmy spokojnie obiadek, delektując się rozmową z moją fantastyczną rodzinką ze Śląska, z którą do tej pory miałam znikomy kontakt. Okazali się jednak świetnymi ludźmi o niezwykłych temperamentach i poczuciu humoru, które bardzo nam odpowiadało i było potrzebne dokładnie w tym czasie.  

Po obiadku padło hasło „DO MYJNI!”.
Pojechaliśmy więc całym konwojem (5 samochodów) wypucować samochodziki. Było przy tym kupę śmiechu, bo Włosi (Francesco i Antonio) zostawieni na chwilę sami, ni w ząb nie mogli się połapać, jak się obsługuje to magiczne urządzenie stojące przed myjnią automatyczną, co doprowadziło do powstania gigantycznej kolejki za nami.
Na myjni spędziliśmy ponad 2 godziny!
Jakoś się tym jednak nie niepokoiłam, totalny spokój, aż mi było głupio, ze tak się niczym nie przejmuję.  

Gdy ja z chłopakami byłam na myjni, mama z babciami i ciociami wybrały się na ostatnie zakupy.
Oczywiście wcześniej nie było czasu, żeby kupić buty i trzeba było koniecznie zrobić to właśnie dzień przed ślubem.  
Moja babcia i jej siostra zostały pozostawione same sobie w centrum handlowym. To nie był - jak się później okazało - najlepszy pomysł.

Słońce dość mocno o tej godzinie grzało, więc babcia (68 l.) i jej siostra (80 l.) otrzymały nakaz czekania na odbiór ich szanownych czterech liter pod dachem czyt. Nie w pełnym słońcu!
Ale babcie jak to babcie wszystko zrozumieją po swojemu.
Gdy mama z całą resztą zbliżała się do wyznaczonego miejsca, zobaczyła roztrzęsioną babcię i leżącą obok na ławce ciocię. Ciocia straciła przytomność i musieli do niej wezwać karetkę pogotowia. To starsza, schorowana osoba, więc czekanie na słońcu zrobiło swoje.

Ja niczego nieświadoma, dzwonię do mamy, by zapytać jak idą zakupy, a ona mi mówi, ze właśnie jedzie z ciocią w karetce do szpitala.  
Nogi się pode mną ugięły. Tylko tego brakowało.
Całe szczęście obeszło się tylko na strachu. Zrobiono cioci wszelkie możliwe badania, które wykluczyły jakiekolwiek choróbsko. Starszy organizm nie wytrzymał wysokiej temperatury i wysokiego ciśnienia i takie były tego skutki, dobrze, ze tylko takie.

A ciocia, jak na rasową mieszkankę Śląska przystało, stwierdziła, po powrocie do domu, że już jest i możemy jechać na imprezę i że jest zadowolona, ze zachorowała, bo przynajmniej zrobili jej wszystkie „fajne” badania…. Niepoprawna optymistka …  

Gdy emocje już opadły, poszliśmy z Marcinem do kościoła zobaczyć dekorację, która była robiona na ślub mój i Magya. Kościół wyglądał skromnie ale z klasą, baaardzo mi się podobało.    Panie spisały się. na medal.
Ciekawe, czy Madzia też była zadowolona ….  

Po powrocie do domu pojechaliśmy po ciasta i tort. Przy okazji zabraliśmy ze sobą alkohol, żeby zostawić wszystko po drodze w restauracji. W czasie drogi zaczęło ciapać z nieba. Trochę się zaniepokoiłam, gdy zobaczyłam ciemne chmurzyska, rozpościerające się nad nami.
No ale nic ….. jedziemy ….
Ciasta wyglądały całkiem, całkiem ale jak zobaczyliśmy tort  ….. o mamo ….. porażka …..  paskudny był ….. kiczowaty i zepsuł mi humor na dłuższą chwilę.

Ale nie o torcie to opowieść, więc kontynuuję ….

Przyjechaliśmy do restauracji i wpakowaliśmy całe zapasy do chłodni. Przy okazji nie omieszkałam z ciekawości zerknąć na salę, gdzie akurat trwało wesele, by zobaczyć wystrój i ułożenie stołów. Było ślicznie!!
Trochę osłodziło to gorycz porażki, jaką okazał się tort.

Do domku wróciliśmy gdy już się powoli ściemniało. Drobny  nadal padał ….. ale starałam się o tym nie myśleć.
Zabraliśmy się za dmuchanie 100 balonów i przygotowywanie dekoracji domu i samochodów.
Zdecydowałam się na sztuczne róże na samochód i żadnych innych dodatków. I moim zdaniem autko wyglądało ślicznie. Ocenicie na zdjęciach.  

Przygotowywanie dekoracji zajęło nam cały wieczór. Ale ponieważ pomagała nam przy tym cała gromadka dzieciaków, było bardzo wesoło i nie zaprzątałam sobie głowy coraz ciemniejszymi chmurami nad nami.

Około 21.30 Marcin odwiózł mnie do domku. Po raz ostatni odwiózł mnie jako swoją dziewczynę, narzeczoną … Czuliśmy oboje, że zbliża się coś niezwykłego, coś co pozostanie w pamięci na zawsze …

U mnie w domku  na całego. Rodzinka próbowała na wszelkie sposoby odstresować moich rodziców, co wychodziło im nawet nieźle. Nie miałam nic specjalnego do roboty, więc stwierdziłam, ze chyba się położę. Szukałam na siłę jakiegoś zajęcia ale niczego konkretnego nie znalazłam.
Suknia przygotowana, niezbędnik skompletowany, torba na „dzień po” spakowana.

Wyglądnęłam przez okno i ogarnęła mnie czarna rozpacz … LEJE …. Paskudne czarne chmurzyska przewalają się przez niebo, jest zimno i ciemno …. gorzej być nie może.:(
Zdesperowana przypomniałam sobie o przesądzie, który nakazuje postawić dzień przed ślubem buty na parapecie, żeby przywołać ładną pogodę. Nie wierzę w przesądy ale jak już napisałam, byłam zdesperowana i postawiłam te buty na tym parapecie.
Będzie, co ma być - pomyślałam.
I tak „optymistycznie” nastawiona na nadchodzącą niedzielę położyłam się do łóżka.

Postanowiłam jeszcze zadzwonić do Marcina. W momencie, gdy wykręcałam do niego numer, zadzwonił do mnie …. Pomyśleliśmy o sobie w tym samym momencie …. Po telefonie i Jego ciepłych, uspokajających słowach zasnęłam jak dziecko. Naprawdę!
Nie sądziłam, że będę tak dobrze spała w nocy przed własnym ślubem.

Spałam do 5.00 ….

C.d.n.

Offline megi28 Kobieta

  • uzależniony
  • data ślubu: 30.09.2006
No no witaj kochaniutka:)

Relacja zaczęła się bardzo interesująca i czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy i foteczki oczywiście:)

Pozdriowionka dla ciebie i oczywiście jeszcze raz wszystkiego najlepszego.  :Daje_kwiatka:    :Daje_kwiatka:    :Daje_kwiatka:    :Daje_kwiatka:    :Daje_kwiatka:    :Daje_kwiatka:    :Daje_kwiatka:    :Daje_kwiatka:    :Daje_kwiatka:    :brawo_2:    :brawo_2:    :brawo_2:    :brawo_2:    :brawo_2:

Offline Beth Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 02.09.2006
Moniu - a gdzie zdjęcia? ;) Dzień przed miałaś narawdę bardzo fajny - powiem Ci szczerze, że chciałabym być taka spokojna. I mam nadzieję, że się uda :)

Offline groszek

  • maniak
Czekam na dalszy ciąg relacji :) Bardzo fajnie się ją czyta :)

Offline ~monika~ Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 06.08.2006
NIEDZIELA - to dziś ...  

Dokładnie o 5.00 otworzyłam oczy. Zgadnijcie, gdzie spojrzałam w pierwszej kolejności (no oprócz zegarka naturalnie )
OKNO!!
Matko kochana …. nie ma chmur ……  ani jednej chmureczki  ….. chyba słońce zaczyna świecić ….. uffffffffffff …..  :jupi:  :jupi:  :jupi:
stukilowy kamień z serca spadł i na twarz wdarł się ogromniasty uśmiech ……
Mogę spać spokojnie…. i zasnęłam na kolejne 2,5 godziny, już uspokojona i wyluzowana.  

Obudziłam się po 8.00. Miałam jeszcze sporo czasu do wizyty u Justynki (fryzjerki), byłam z nią umówiona na 9.30.
Powędrowałam - spoglądając raz jeszcze za okno - po drodze do łazienki i wzięłam dłuuugą, relaksującą kąpiel. Akcja - depilacja i inne przyjemności ….  :twisted:
   
W tak zwanym międzyczasie Zosia - kuzynka mamy - krzycząc przez drzwi zapytała, a właściwie stwierdziła, ze kawę już mi zrobiła, a jeść to ja pewnie nie będę.
Na to ja, ze oczywiście, że będę jeść, głodna jestem jak wilk i chcę … PIEROGI!

No to się kobieta zdziwiła ….
Gdy wyszłam czyściutka i pachnąca z łazienki kawa i pierożki już na mnie czekały. Niestety żołądek okazał się niewdzięczny i nie pozwolił mi zjeść więcej niż 3 pierożki, a muszę zaznaczyć, że za pierogi ruskie to ja bym mogła nawet zabić, tak je uwielbiam!!

Połknęłam te trzy, które miały pozwolenie zamieszkać w żołądku, popiłam kawką z duuuuużą ilością mleka (to było właściwie mleko z dodatkiem kawy) i zaczęłam szukać bluzki, którą będę mogła po zrobieniu fryzurki i upięciu welonu zdjąć przez dolną część ciała. Gdy już takową znalazłam, stwierdziłam, ze wypadałoby założyć też jakieś odzienie na zadek, bo jakoś o tym wcześniej nie pomyślałam i byłabym skłonna wyjść z domu w majtkach.   :roll:

Miałam jeszcze sporo czasu, więc pobawiłam się z Rokusiem, czekając, aż tatko przywiezie od kwiaciarki róże do włosów. Gdy już przyjechał, zapakowałam welon, róże i swój szanowny tyłek w samochód i zostałam odtransportowana całe 3 kilometry od domu do fryzjera.
Byliśmy na miejscu 9.15. Justyny jeszcze nie było, miała przyjechać specjalnie dla mnie z domku.  
Pomyślałam, ze pewnie jeszcze nie dojechała. Czekaliśmy dziesięć minut, po czym drzwi do zakładu się otworzyły i stanęła w nich Justyna, mówiąc, ze czeka na nas już od 9.00. No tak, Monia nie pomyślała, że szyld „ZAMKNIĘTE” pozostanie na swoim miejscu, bo to niedziela.

Ulokowałam się na fotelu i oddałam w ręce tej przesympatycznej dziewczyny. Przegadałyśmy całą godzinkę. Ona udzielała mi wskazówek i radziła co robić by się choć troszkę mniej denerwować (sama brała ślub miesiąc temu). Ta godzinka z hakiem minęła jak 15 minut i fryzurka była gotowa. Wyszła chyba jeszcze ładniejsza niż na próbnym czesaniu.  
Z tym welonem i w szerokich spodniach czułam się co najmniej dziwnie.
Zadzwoniłam po mamę, która była kolejną w kolejce. Przywiózł ją tata, który przy okazji zabrał mnie do domu.

Była 10.55, na 11.00 miała przyjść wizażystka. Gdy weszłam do domu oznajmiono mi, że „pani od makijażu” już czeka. „Cóż za punktualność!”
 
Rozlokowałyśmy się z Agatką w moim pokoju, zabraniając komukolwiek (oprócz mamy) wstępu. W trakcie makijażu zrelaksowałam się wyśmienicie … siedziałam twarzą do okna, więc cały czas obserwowałam sobie, co się dzieje na niebie.
Pojawiły się chmurki ale były to śliczne, białe obłoczki popychane przez wiatr. Było ok!

Miałyśmy czas do 13.00, o tej godzinie miał się pojawić pan - kamera.
Agata to niesamowita perfekcjonistka. Makijaż w jej wydaniu jest bardzo czasochłonny ale za to jaki trwały!
Około 12.10 zadzwonił ktoś do drzwi. Usłyszałam małe zamieszanie na korytarzu i już wiedziałam, ze coś się szykuje.
Zapukała mama z informacją, ze pan - kamera już jest.
Miał być o 13.00! Co on tu robi tak wcześnie??
Bum bum, bum bum … serducho zaczęło wariować ….  :serce:  :serce:  :serce:
Jak się okazała facet machnął się o godzinę i przyjechał za wcześnie.

Poprosiłam mamę, żeby się tym osobnikiem zajęła (choć nikomu nie było to na rękę w tej chwili). Tata i wujek zajęli go rozmową, dali kawę i miał czekać do oporu.
Jak nie zna się na zegarku to niech czeka….  Zaczynałam być wredna przez to narastające napięcie ….

Agata też już zaczęła czuć presję i widziałam, że stara się łączyć najlepiej jak potrafi szybkość i precyzję.
12.55 zakończył się makijaż. Wszystko więc w czasie.
Zostawiłam wizażystkę, która musiała uprzątnąć ten swój artystyczny nieład i popędziłam do następnego pokoju się ubierać. O 14.00 miał przyjechać Marcin.

Gdy Agata kończyła makijaż do domu wpadła Kasia, moja przyjaciółka. Miała mi pomóc się myć i ubierać. Wkroczyła do pokoju z miną terrorystki samobójczyni i streściła nam swoją drogę do mnie (całe 3 min. piechotą!)

Ponieważ jesteśmy prawie jak siostry, bardzo się stresowała ślubem i przygotowaniami.
W drodze do mnie „koniecznie” musiała zapalić papierosa.
Miała na sobie króciutką sukienkę w groszki, z koła, więc dosyć szeroką, zakończoną tiulem. Wiał dosyć porywisty wiatr, więc gdy bidulka odpalała papierosa , sukienka porwana wiatrem, wylądowała na jej twarzy, odsłaniając całą dolną część ciała, ku uciesze moich nieletnich sąsiadów.  
Przy okazji wypalona została w tiulu śliczna dziurka, w którą można włożyć spokojnie palec.
Myślałam, ze się posikam ze śmiechu, gdy nam to opowiadała, a właściwie wykrzyczała ….
Przez pół godziny przeżywała tą dziurę w nowej kiecce i widok twarzy wyrostków, oglądających jej gołe pośladki …… Ubaw po pachy ….  :mrgreen:

 

W końcu należałoby się ubrać, tym bardziej, ze panu - kamerze znudziło się chyba towarzystwo taty i wujka, bo zaczął delikatnie sugerować, że musi nakręcić parę ujęć i jechać do Młodego.

No dobra, zaczynamy …. Wzięłam pończochy i usiadłam na kanapie i ….. trach …. welon odpadł …  tzn. ja mu skutecznie w tym pomogłam …. Usiadłam na końcówce i poleciał …. wrrrrrrrrrrr ….  :evil: Mamo, ratuj!!

Jakoś mi go przyczepiły, na całe szczęście. Ale nie trzymał się już tak dobrze, jak za pierwszym razem.

Przebiegłam obok pana- kamery w samym ręczniku i z welonem na głowie …. dobrze, ze tego nie utrwalił ….. mama, Kasia i Zosia pomagały mi założyć suknię. Poszło dość sprawnie.
Stanęłam na stołku, bo stwierdziły, ze tak będzie im lepiej zawiązać gorset i w tym momencie pan - kamera zaczął celować we mnie obiektywem. Coś tam do niego mówiłam i non stop szczerzyłam zęby ale nic z tego nie pamiętam, zaczynał się amok ….  

Ok ….. ubrali mnie ….. jest 13.30 … jeszcze całe pół godziny, co jak będę robić tyle czasu? Przez drzwi w tej sukni ledwo się mieszczę, więc trzeba tak stać …. No to różowo ….

Nagle w mieszkaniu zaczęło się robić tłoczno, coraz więcej ludzi ……
Zaczęłam rozmawiać z nimi i w pewnym momencie usłyszałam „JUŻ SĄ!”

Bum bum, bum bum, bum bum, ….. no się zaczyna …. Stałam w tym pokoju i czekałam na moje Słonko z taką niecierpliwością jak nigdy.
W końcu się pojawił …… powiedzieliśmy tylko „cześć” …. nic więcej nie było potrzebne, potem ogromny buziak i to Jego spojrzenie …. To było niezwykłe….
Potem gdy staliśmy i czekaliśmy na błogosławieństwo, Marcin szepną mi na ucho „Jesteś przepiękna, kocham Cię” ……. Tego dnia te słowa miały wyjątkowe znaczenie…

W trakcie błogosławieństwa zagrano „Barkę”, poszło to dość sprawnie, tak chciałam bo jakoś nie przepadam za takimi wyciskaczami łez.

Wyszliśmy przed blok do samochodu, słoneczko tak pięknie świeciło, wokół tylu ludzi, spojrzałam tylko raz za siebie, w każdym oknie jakaś osoba ….. niesamowite …

Oczywiście nie obyło się bez bramy, którą zrobili chłopcy (ci, którzy widzieli tyłek Kaśki :twisted: ). Dostaliśmy od nich kwiaty i książkę. Nie spodziewałam się prawdę mówiąc ale to miłe.

W kościele byliśmy przed czasem. Wszyscy goście weszli do środka. Na zewnątrz zostałam ja z tatą i Marcin z mamą. Najpierw wchodził on z mamą, a potem ja z tatą.
Gdy tak czekaliśmy na rozpoczęcie ceremonii, do kościoła wchodziły kolejne osoby, które robiły wielkie oczy na nasz widok - no w sumie na co dzień widzą nas w nieco innym wydaniu …  

Ksiądz Tomasz (mój ulubiony) pojawił się przed ołtarzem i czekał na nas. Ruszyliśmy w jego kierunku przy przepięknych dźwiękach fletu. Gdy z tatkiem doszliśmy wolnym krokiem (co nie było łatwe, bo mi się jakoś tak spieszyło) do czekającego na mnie przy ołtarzu Marcina, obaj panowie uścisnęli sobie dłonie, a my przywitaliśmy się z księdzem i zajęliśmy przygotowane dla nas miejsca ….
Zaczęło się …  

 

Offline Antalis

  • Chuck Norris
Fajnie opowiadasz , gdybys jeszcze ubarwiala to fotkami :P. Jestem ciekawa jak wygladałas :)

Offline okruszek

  • maniak
Rany !!! To będzie ksiązka forum!

W zyciu tak mi sie dobrze nie czytało relacji slubnej !


Foty dawaj :)

Offline madi_001 Kobieta

  • entuzjasta
  • data ślubu: 2 wrzesień 2006
chcemy jeszcze

Offline Beth Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 02.09.2006
Foty, doty, foty! :) Monia - nie trzymaj nas w niepewności :)

Offline annfas

  • użytkownik
  • data ślubu: 08.08.09
Relacja super tylko jeszcze FOTY!!!!!!

Offline ~Ania~ Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2006-10-07
Kurczę! ale super opisujesz!!! :) Czekamy na ciąg dalszy. I fotki :) Buziaki

Offline madziulek Kobieta

  • Chuck Norris
Moniko wszystkiego naj naj naj ...relacja super naprawde widać w niej jak wszystko przezyłaś ..no wprawdzie to jedyny taki dzień w zyciu :)
No i oczywiście fotki fotki czekamy z niecierpliwością :)

Offline demka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 25 grudnia 2005
Relacja superowa :D gratuluję z całego serca i jak dziewczyny czekam na foty :D
Nasza Oliwcia:

Nasza Lenka:

Offline Olaa Kobieta

  • Chuck Norris
Moniko, relacja na prawdę pierwsza klasa!! Dokończ relację proszę i wklej foty!!
There is no such thing as an ending. Just a new beginning...

Offline wendy

  • forumowicz
Relację świetnie sie czyta, tylko jednego mi tutaj brakuje...
Zdjęć :D

Offline ~monika~ Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 06.08.2006
Kontynuując .....

Na początku mszy nie mogłam złapać oddechu, było mi ciasno, gorset uniemożliwiał prawidłowe, głębokie oddychanie, przez co zaczęłam panikować.
Popatrzyłam na Marcina, szukając u niego ratunku ale biedaczek siedział jeszcze bardziej sztywny niż ja (i pomyśleć, że do tej pory Jego ulubionym hasłem przedślubnym było „LUZIK”. :what )

Po pewnym czasie jednak wszystko wróciło do normy, pomyślałam, że w czasie kazania powinnam się nieco uspokoić i tak było w rzeczywistości.
Ksiądz Tomasz zwracał się do nas po imieniu, często się do nas uśmiechał, czułam, że jest świadom tego, iż jesteśmy spięci i stremowani i stara się nam w tym pomóc jak może.
Z kazania niewiele pamiętam, wiem tylko, że podziałało na mnie kojąco i uspokajająco, więc musiało być ładne i ciepłe…

Nagle kazanie się skończyło …..
Ksiądz Tomasz poprosił nas byśmy podeszli pod ołtarz ….
 Bum bum, bum bum, bum bum ….. wydawało mi się, że widać przez gorset moje walące jak oszalałe serce …..
Serce biło wprawdzie mocno ale byłam już spokojniejsza.

Podaliśmy sobie prawe dłonie …. i tu konsternacja ….
Marcin uchwycił moją dłoń mocnym uściskiem ale zawisły one jakoś tak wysoko, wydawało mi się, że za wysoko, więc próbowałam je obniżyć ….. bezskutecznie …. moje Słonko skamieniało :evil  …. stwierdziłam, że nie będę się z Nim siłować na ręce przed ołtarzem bo chyba trochę głupio i koniec końców odpuściłam.
 I tak trwaliśmy w tym „żelaznym uścisku”, a ja się rozczuliłam nad tym moim dużym chłopcem, ze tak bardzo przeżywa Nasz Dzień.
 Faceci to jednak małe dzieci w głębi duszy …. Zgrywają twardzieli ale w końcu wychodzą z nich miękkie serducha …. ;)

W trakcie przysięgi tak jak chciałam patrzyliśmy sobie głęboko w oczęta.
Na samym początku o mało nie doprowadziło to do histerycznego napadu śmiechu z mojej strony, gdyż przy pierwszych słowach „Ja Marcin …” mój Skarb zaryczał …..jak lew …. Marcin ma dość niski i donośny głos, więc dodatkowy wysiłek z jego strony, by przysięgę zacząć wyraźnie i stanowczo spowodował, że głos stał się jeszcze niższy niż w rzeczywistości …. Oczywiście musieliśmy się bardzo powstrzymywać, żeby nie gruchnąć śmiechem, no ale fason trzeba było trzymać …. Dalsza część przysięgi przebiegła cudownie gładko.

I napiszę to … choć nie bardzo wierzyłam w takie wyznania …. ale wiem na pewno, ze to właśnie moment przysięgi jest najbardziej wyjątkową chwilą Tego Dnia ….. Czułam się jakbym unosiła się nad ziemią i nikogo oprócz nas dwojga i księdza nie było w kościele … NIESAMOWITE PRZEŻYCIE…..

Po przysiędze ksiądz poprosił nas abyśmy złożyli nasze cenne podpisy na akcie małżeństwa. Dokumenty podpisywaliśmy na stoliku obok ołtarza (sugestia fotografa).
Niby byłam opanowana ale rączęta mi się dosyć mocno trzęsły, gdy po raz ostatni podpisywałam się po trzykroć moim panieńskim nazwiskiem.  :roll

Wróciliśmy na miejsce i wsłuchiwaliśmy się w melodię wygrywaną na flecie poprzecznym przez naszą kochaną Kasię. Cudownie brzmiał ten instrument, gdy jego dźwięki odbijały się od baaardzo wysokiego sklepienia naszego kościoła. Miałam autentyczną gęsią skórkę gdy tego słuchałam….. cudownie …..

Dalsza część mszy przebiegła w bardzo spokojnej i miłej atmosferze ……
Potem oczywiście modlitwa przy ołtarzu Matki Boskiej (Kasia prosiła byśmy tam klęczeli aż skończy grać Ave Maria), trochę to potrwało ….  :D

Gdy wstaliśmy …..kościół był pusty ……
wyszliśmy więc na środek i przy dźwiękach Marsza Mendelssohna pomaszerowaliśmy z gigantycznymi uśmiechami na twarzach w kierunku wyjścia, idąc powolutku, aby pan - foto i pan - kamera mogli się dowoli wyżyć artystycznie.

Gdy zbliżaliśmy się do wyjścia wiedziałam, ze czeka nas ryż …… 30 satynowych woreczków na ryż, przygotowanych przez moją teściową ….. ale aż tyle ryżu się nie spodziewaliśmy ……
(Jeszcze wieczorem, w pokoju hotelowym wytrzepywałam go z włosów  :what )

Był ryż, były płatki róż, były monety …. oczywiście kasy uzbierałam więcej, dzięki małej pomocy dzieciaków …...choć Marcin też się uwijał jak pszczoła … ja jednak miałam gorzej bo jedna ręka była zajęta bukietem.

Wyzbierałam wszystko co możliwe, podniosłam się lekko zmęczona, aż tu nagle wyrósł przede mną PRZEPIĘKNY BUKIET w koszu, trzymany przez moich rodziców.
Tata podał mi swoją komórkę mówiąc, „Ktoś do Ciebie” ……
Po drugiej stronie usłyszałam głos mojej RYBEŃKI kochanej, mojej młodszej, jedynej siostrzyczki, która nie mogła być ze mną w tym dniu…. :(:(:(
Usłyszałam tylko, ze bardzo się cieszy naszym szczęściem i życzy nam wielu takich dni …. Nic więcej nie pamiętam …… nerwy mi puściły i się rozryczałam jak dziecko ….. tak bardzo chciałam, żeby była wtedy przy mnie …….

 Szybko jednak musiałam wziąć się w garść bo razem ze mną płakać zaczęła mama, potem tata …… tego jeszcze brakowało, żeby mi się goście poryczeli ….. Pożegnałam się telefonicznie z siostrzyczką i ustawiliśmy się z Marcinem do tego, czego się najbardziej obawiałam … do życzeń ….

A życzenia trwały i trwały i trwały ……. myślałam, że się nigdy nie skończą …..
Owszem to było miłe ale baaardzo męczące …… W końcu dobrnęliśmy do końca …. uffffff …….

No to komu w drogę ……
Zobaczyłam autokar ….. ciołki się oczywiście pomyliły i napisali na wyświetlaczu „Marcin i Monika”, a nie odwrotnie ….. No nic, w końcu to detal ale ja oczywiście musiałam zauważyć …… :wstydze

Ok ……. Trzeba się znów wpakować do samochodu …….
 Marcinek opanował już technikę upychania Moni w aucie, więc poszło dość sprawnie.
No prawie ....... nie wspominając tego, ze nasz kierowca-świadek oglądał  podczas jazdy, co mam pod suknią, bo koło sterczało, a nie chciałam go złamać, zginając mocniej.
 No nic …. jedziemy ……..

Stres opuścił Marcina dopiero w samochodzie …… stwierdziłam, że nie będę wredna i nie zapytam go "Gdzie twój luzik?" …. choć mnie korciło  :evil  ….. Ale to nie przez złośliwość ale po prostu mnie rozbroiła ta Jego niemoc …… był taki bezradny wobec niej …..
17 kilometrów do restauracji śmignęło jak 500 metrów i ani się obejrzeliśmy jak byliśmy na miejscu.

Właścicielka przywitała nas z kelnerkami chlebem i solą, dostałam od niej przepiękny i bardzo oryginalny bukiet, a zamiast wody i wódki były małe wysokie kieliszki z szampanem ……… stłukły się w drobny mak … jesteśmy bardzo skuteczni ……  OK  OK  OK
Marcin załadował mnie na rączki i wniósł do środka. Za nami podążyli pozostali …..

Offline ~monika~ Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 06.08.2006
Dziewczynki witam Was wszystkie i każdą z osobna bardzo serdecznie i dziękuję Wam bardzo za tak liczne odwiedizny i zainteresowanie moim wątkiem poślubnym!!!!!!!!!


Cieszę się, że moje wypocinki się podobają. Chciałabym najpierw wam wszystko opisać najbardziej szczegółowo jak tylko potrafię, a dopiero potem zilustrować moje słowa. Nawet gdybym chciała inaczej to się nie da bo nie mam ani jednego zdjęcia.

Ale ale ...... uwaga ..... dziś na 19.00 jesteśmy umówieni z fotografem by odebrać płytki z wszystkimi zdjęciami!! Album natomiast będzie gotowy na środę! Już się nie mogę doczekać!

Dziś wieczorem pewnie nie zdążę ale juto postaram się wkleić zdjęcia!
Proszę Was o jeszcze troszkę cierpliwości!

Wklejam kolejną część relacji .....

Całuję Was wszystkie!!

Offline wendy

  • forumowicz
Ja tu widze, że z tej relacji to książka sie zrobi :D Super :) Jak czytałam to nic mnie ni było w stanie od kompa oderwać :)

Offline agulkaaa Kobieta

  • Chuck Norris
monia super relacja
bardzo mi się podoba no i czekam na zdjęcia
cierpliwie
:):):):)):):
fajnie być żonką co?

Offline dziubasek Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: .:25.08.2006:.
Rewelacyjna relacja!!!! :brawo: czekam na ciąg dalszy i FOTY oczywiście !
 :mrgreen:

Offline ~monika~ Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 06.08.2006
Moje Słonko tak się odstresowało, że zamiast mnie postawić na ziemi zaraz po wejściu do lokalu, to jeszcze odtańczył szalony taniec radości ze mną na rękach, ku uciesze obserwujących nas 100 par oczu.   :D  :D  :D

Wypiliśmy szampana, zaśpiewano 100 lat  :koncert:  i wszyscy zgodnie zasiedli do wymarzonego obiadu.  :obiad:

I tu napiszę na początku, żeby się już więcej nie powtarzać JEDZENIE BYŁO WYŚMIENITE W KAŻDYM CALU!!!!!!!  
Nie było jednej osoby, która by narzekała na potrawy, wszystko było bardzo smaczne ….. podobno ….. ja niewiele zjadłam  ….. no ale to chyba nie nowość ….. podobno standard u panien młodych. Z tym, że ja mogłam jeść bo miałam ochotę ale …… nie było czasu ….. non stop coś do zrobienia …. nie sądziłam, ze będę tak zajęta na własnym weselu …..

Po przepysznym obiadku i jeszcze pyszniejszym deserku nadszedł czas na pierwszy taniec.
Postanowiliśmy zatańczyć do naszej ulubionej, wspomnieniowej piosenki Lady Pank „Zawsze tam, gdzie Ty”.  :serce:
Nie mieliśmy czasu na żaden kurs tańca, więc wszelkie innowacje taneczne nie wchodziły w rachubę. Zatańczyliśmy po swojemu ale najlepiej jak potrafiliśmy. No i chyba wyszło fajnie ….. zobaczymy na filmie …..

Potem były jeszcze dwa inne tańce, po których nasz pan - foto wziął wszystkich gości w obroty. Odbyła się sesja fotograficzna  z wszystkimi gośćmi …… My staliśmy cały czas na środku, zmieniało się tylko tło, tzn. ludzie ……

Ponieważ zrezygnowaliśmy z pleneru, pan - foto i pan - kamera zaciągnęli nas do ogrodu należącego do restauracji i tam dali upust swojej wyobraźni.
My z Marcinem wygłupialiśmy się dowoli, a oni się cieszyli ze spontanicznych gestów i min. :D
Po sesji ogrodowej pojechaliśmy do studia. Sesja studyjna trwała około 40 min. i była bardzo owocna …… nie będę jej opisywać, zobaczycie jej efekty …….. już niedługo ….

Po powrocie zaczęła się w końcu prawdziwa impreza i tak już pozostało do samego końca …..

Kolejna sprawa, o której napiszę raz, żeby się nie powtarzać NASZ ZESPÓŁ BYŁ REWELACYJNY, NJLEPSZY JAKI DO TEJ PORY SŁYSZAŁAM!!!!!!  :koncert:

Chłopcy przeszli sami siebie, goście podchodzili do nas i pytali, gdzie ich znaleźliśmy, że są fenomenalni. A my obrastaliśmy w piórka ….. byliśmy bardzo zadowoleni, ze wszyscy się tak dobrze bawią …..

Sala w restauracji była ślicznie przystrojona …. Balony w kolorze pomarańczowym i ecru wsiały u sufitu i były przyczepione do oparć krzeseł, serwetki i kwiaty na stołach w tej samej kolorystyce ….. Ja i Marcin siedzieliśmy przy osobnym, dwuosobowym stoliku, przepięknie nakrytym. Mieliśmy taką maleńką oazę spokoju w tym całym skądinąd przyjemnym chaosie.  :jupi

Po powrocie z sesji baaardzo dużo tańczyliśmy. Moje buty okazały się super wygodne, a bardzo się obawiałam, ze będę miała z nimi problemy ........... suknia była bardzo lekka, choć tiul na dole został mocno poszarpany w trakcie szaleństw parkietowych.
Było mi natomiast bardzo gorąco … tam na dole  ;)  … mimo, ze tyłek miałam prawie goły bo założyłam pończochy samonośne bez pasa i springi … No ale jakoś trzeba było wytrzymać do końca ….

Chłopcy z zespołu rozbroili wszystkich swoimi strojami. Na początku wystąpili tradycyjnie, czyli koszula i eleganckie spodnie. Potem jednak przebrali się w poncza i kapelusze meksykańskie i przez dłuższą chwilę grali utworu  w tym klimacie.
Nie było chyba osoby, która by wtedy siedziała przy stole. To było fantastyczne uczucie, widzieć, jak się goście świetnie bawią.
Potem około 23.00 przebrali się w czarne garnitury, czarne kapelusze i ciemne okulary. Wkroczyli w tych strojach z zewnątrz, wzbudzając wielki aplauz. Wyglądali jak
Blues Brother`s”. I oczywiście utwory w tej stylizacji połączyli z w/w strojami.
Świetnie im to wyszło.
Tak jak też obiecali, zagrali specjalnie dla mnie dwa utwory STINGA, którego uwielbiam.

Zabawa była tak udana, że 19 dzieci, które były na naszym weselu wcale nie chciało iść spać, te maluchy non stop skakały na parkiecie (i dla nich chłopcy mieli masę niespodzianek) albo bawiły się w ogrodzie pełnym huśtawek, i innych atrakcji.
Nawet moja marcheweczka Zuzia wytrzymała do 24.00. Zasnęła bidulka zaraz przed oczepinami ale i tak dzielnie się trzymała do późna. Chodziła za mną wpatrzona jak w obrazek i nosiła tren, mając przy tym najsłodszy pod słońcem uśmiech na twarzyczce.

W trakcie oczepin było bardzo fajnie bo ani dziewczyny ani chłopcy nie rozchodzili się gdy rzucany był welon i krawat.
Welon złapała kuzynka Marcina, która bierze ślub w przyszłym roku, a krawat dostał się w ręce jego najlepszego przyjaciela. Musieli zatańczyć polkę, tango i coś tam jeszcze, nie pamiętam dokładnie …..

Tango z kwiatem w zębach (Kuba wyglądał przekomicznie) i  tzw. „szybka polka”, która poprzedzona była przygotowaniami. Oboje musieli sobie nawzajem zdjąć buty, co chwilę potrwało. Gdy już sobie z tym poradzili i wysłuchali wszystkich wskazówek zespołu co do sposobu zatańczenia tego utworu, byli gotowi.
Zabrzmiała melodia ..... oni w ruch i ...... po 3 sekundach „szybka polka” się skończyła, wywołując salwy śmiechu na sali, spowodowane skonsternowanymi minami owej pary, że „to już???” Było wesoło …..   :lol:  :lol:  :lol:

Po oczepinach czas uciekał jeszcze szybciej …..
Mimo, iż niektórzy goście musieli niestety iść w poniedziałek do pracy, impreza trwała do 4.30. O tej porze pożegnaliśmy ostatnich gości. Każdy nam dziękował za wyśmienitą zabawę, a my czuliśmy się tacy szczęśliwi.

Całe szczęście, że restauracja zaoferowała nam gratisowo pokój bo nie byłabym chyba w stanie dojechać do domu. Czekaliśmy bardzo długo, zanim kelnerzy zapakują nam to co zostało. Rodzice jeszcze zostali na dole doglądać wszystkiego, a my doczołgaliśmy się do pokoju.

Wzięliśmy jeszcze długą, gorącą kąpiel, położyliśmy się do łóżka i czytaliśmy kartki z życzeniami od gości. Na zegarze dochodziła już 7.00. ….

A potem ........ potem było tylko piękniej .....   :wink:  :wink:  :wink:


Offline Brahypelma5 Kobieta

  • nowicjusz
  • data ślubu: 15.10.2011
naprawdę suuuuuuuuuuper relacja:D

Offline Beth Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 02.09.2006
Moniczko! Podejrzewam, że jak wkleisz jeszcze zdjęcia to wszystkie tutaj będziemy zbierały szczęki z klawiatur ;) Super, że tak wszystko opisałaś - koniecznie sobie zapisz swoją relację, będziesz miała co wspominać!

Offline megi28 Kobieta

  • uzależniony
  • data ślubu: 30.09.2006
Moniczko ralacja poprostu boska :) aż  się wzruszyłam i gęsiej skórki dostała. Naprawdę cudownie to opisałaś.

Ale fotki dadzą nam jeszcze pełniejszy obraz waszego szczęścia:)

  :Serduszka:    :Serduszka:    :Serduszka:    :Serduszka:    :Serduszka:    :Serduszka:    :Serduszka:    :Serduszka:    :Serduszka:    :Serduszka: