e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: Poród rodzinny  (Przeczytany 15142 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Maja Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 28 sierpnia 2004r.
Poród rodzinny
29 marca 2006, 13:51
Szukałam i ... nie znalazłam. Jak to jest, rodziłyście same czy tez wspólnymi siłami, podzielcie się wrażeniami

Ja mogę tylko opisać zachowanie męża psiapsiółki, dzielny był z kilku powodów. Otóż w dniu, kiedy ona urodziła miał zacząć nową pracę  :mrgreen: ale zadzwonił i powiedział, że nie może się pojawić bo właśnie jedzie na porodówkę  :luzak: - o dziwo zrozumieli a nwet dali mu wolne do końca tygodnia  :shock:
Po drugie poród miała ciężki, długi ... a co ja będę opowiadać
Facet był bardzo przytomny, nawet mówił jej kiedy będzie miała skurcz (niezły co); zapoznał się z wydrukiem z KTG i zrozumiał o co w tym chodzi, dzielnie masował jej plecki i pomagał skakać na Sako-moja kumpela powiedziała, że baardzo jej pomógł chociaz początkowo obawiała się jego obecności
Poza nim była tez jej mama i siostra - tak się wymieniali żeby ani na chwilkę nie była sama  :P
Nie opuściło go tez poczucie humoru (z tym to już przesadził), tuż przed samym porodem położna powiedziała "a teraz może Pani krzyczeć-na męża, na sąsiadów-ile sił" a on na to "o nie, męża proszę w to nie mieszać" :twisted: a potem jak na chwilkę zaniknęła jej akcja to on to swojej rodzącej wyczerpanej żony "no co Ty kotku, przyj  :lol: "-zmartwił się, że będzie miał tylko pół dziecka, ha
A jak do nas zadzwonił i powiedział, że JEST :!: Mój małż spytał czy zdrowe a ten-tak, czarna, czarna...
A u Was jak to było z mężusiami  :?: Dali radę

Offline merkunek Kobieta

  • Chuck Norris
Poród rodzinny
30 marca 2006, 22:22

Hmmm Maju, bo to jakoś tak intymnie było i dziwnie o tym pisać, może tylko tyle, że mój Rav spisał się rewelacyjnie i bez niego może nie że nie dałabym rady, bo innego wyjścia nie miałam, ale byłoby mi o wiele trudniej i ciężej. Mobilizował mnie bardzo, a że rodziłam bez jakichkolwiek znieczuleń (niestety na "prowincji" to wielki rarytas, więc się męczyć trzeba) to jego pomoc i mobilizowanie było jak najbardziej potrzebne i skutek przynosiło.


Offline agulkaaa Kobieta

  • Chuck Norris
Poród rodzinny
30 marca 2006, 22:57
wiecie co ja sobie nie wyobrażam żeby mój mąż ( małż-hehehe Maju podoba mi się to określenie) nie był ze mną przy porodzie

Offline Violka Kobieta

  • bywalec
  • data ślubu: 27.08.2005
Poród rodzinny
30 marca 2006, 23:50
Mój niestety zapowiedział że on tego sobie nie wyobraża , oczywiście ze strachu. A ja sama do końca nie wiem czy bym chciala żeby był.

Offline groszek

  • maniak
Poród rodzinny
31 marca 2006, 08:00
No bo, Violka, jak on od razu skreśla taką możliwość, to co masz robić. Lepiej zacząć sobie tłumaczyć, że wolisz, aby go nie byłi. Tak często sobie to powtarzaj, aż sama nabierzesz przekonania, że lepiej aby go nie było.
Mój narzeczony powiedział, że chciałby być przy porodzie. Ja uważam, że to bardzo zbliża ludzi i kobieta nie czuje się taka osamotniona pośród "białych fartuchów". Mężczyzna też widzi proces przychodzenia JEGO dziecka na świat i chyba ma większą sząnsę na szybkie zakochanie się w tym dziecku- co niestety, ze względu na biologię przychodzi z męzczyznom trudniej niż kobietom.

Ja bym uważała to za zbyt intymne, żeby była przy mnie mama, wolę aby był to mąż. Jeszcze ewentualnie teściowa (szok, co nie  :shock: ) ale ona pracowała długo na porodówce i mogłaby się przydać jako siła fachowa- jest pielęgniarką. No, ale teściowa to w ostateczności. Zaś bycie zdaną tylko na siebie napawa mnie lękiem.
I mówiąc szczerze spode łba patrzę na facetó, którzy mówią "poród to nie dla mnie" (taaa...bo oni akurat najwięcej rodzą), "boję się krwi" (ty baba tchorzliwa!, a nie facet!), "a bo to takie nieładne" (no, za to sex jest ładny, oczywiście... przyjemnośc TAK, trochę poświęcenia to już NIE).

Moim zdaniem, jeśli facet z góry skreśla swoją obecność przy narodzinach własnego dziecka, to jeszcze nie dorósł do ojcostwa, nie poczuwa się do tego, że z dróg rodnych tej kobiety wychodzi JEGO dziecko. Późniejsza "rehabilitacja" w postaci głośnego i długiego "oblewania" narodzin potomka z kumplami, wydaje mi się już tylko żałosną pamiątką po dawnych czasach.

ps. usprawiedliwiam faceta, jeśli pójdzie, ale zemdleje, albo stwierdzi, że to ponad jego siły. Ale dobra wola się liczy.

Offline Agnieszka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 20.08.2005
Poród rodzinny
31 marca 2006, 09:00
Mój mąż na początku jak zaczeliśmy planować dziecko to mówi w żadnym wypadku nie będzie przy porodzie, teraz trochę się waha, tzn.chyba bede przy porodzie ale to sie jeszcze zobaczy....

Cytat: "groszek"
a bo to takie nieładne" (no, za to sex jest ładny,


Ja bym tego tak nie porównała....Trochę inaczej to wszystko wygląda....


Cytat: "groszek"
z dróg rodnych tej kobiety wychodzi JEGO dziecko


No właśnie i to jest to co przeraża naszych facetów....

Mój znajomy wspomina poród swojej żony baaardzo mile, ale....do momentu gdy jak wychodził z sali to obrócił głowę i spojrzał tam gdzie nie powinien...Niestety ten widok do przyjemnych pewnie nie należy...ale myśle, że zgodzę się z groszkiem, że taki rodzinny poród zbliży dwoje ludzi :)

Offline Maja Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 28 sierpnia 2004r.
Poród rodzinny
31 marca 2006, 09:27
Cytuj
jak wychodził z sali to obrócił głowę i spojrzał tam gdzie nie powinien...Niestety ten widok do przyjemnych pewnie nie należy...

ma też swoje dobre strony, mąż tej koleżanki też jakoś tak niefortunnie spojrzał, ale przynajmniej rozumia dlaczego jego żonka nie może siadać na własnej pupie a o przytulanku to nawet jeszcze nie mysli (a minęło prawie 6 tyg)i nie robi z tego facet problemu, po prostu ją rozumie. Zauważyłam, że wspólny poród baaardzo ich zbliżył-tak jakoś inaczej się wobec siebie zachowują.
Cytuj
Ja bym uważała to za zbyt intymne, żeby była przy mnie mama, wolę aby był to mąż. Jeszcze ewentualnie teściowa


A co do obecności teściowej przy porodzie-to moja raczej odpada, co prawda sama urodziła trójeczkę ale ona jest taka raczej niezaradna życiowo; z mamą mam bardzo dobry kontakt więc gdyby małż miał zdezerterować to chciałabym mieć właśnie ją przy sobie  :mrgreen: ale o czym ja piszę - przy cc nie ma "osób towarzyszących" :(

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
Poród rodzinny
31 marca 2006, 09:29
groszku masz stu procentową rację!!!!
Widziałam na porodówce nie jednego ojca, dla wielu był to prawdziwy szok.
Jeden nawet powiedział, że nie wyobrażał sobie jakie to wszystko "straszne" i że to tak wygląda, zupełnie inaczej niż na filmach. Od tej chwili bedzie patrzył na żone innymi oczyma, bo on by nie był w stanie zdobyć sie na coś takiego.
Na koniec stwierdził, że bał sie momentami, ale nie żałuje...a potem tak fajnie tulił maluszka i łzy miał w poczach.
Miło wspominam ten poród.
I mam wiele szacunku dla ojców decydujących sie na ten krok. Dla mnie jest to synonim prawdziwego ojcostwa - być ze swoim dzieckiem od momentu narodzin. Nawet jak mu w trakcie nie wyjdzie i np zemdleje....Wazne, że towarzyszł żonie przez pierwszy okres porodu...tego drugiego można mu już zaoszczędzić...

Offline Gosia-oosta Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30.06.2007
Poród rodzinny
31 marca 2006, 09:31
pomocna dłoń jest potrzebna, zwłaszcza jak się rodzi w takim szpitalu jak u mnie w mieście (mam nadzieje, ze nie będę musiała tu rodzić)..nawet szklanki wody nie ma kto podać..mój kolega, podczas gdy rodziła jego żona, robił zdjęcia..nie wiem, czy jest to aż taka potrzebna pamiątka..mają teraz taki mini reportaż z narodzin dziecka..

Offline asiek

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 14.08.2004
Poród rodzinny
3 kwietnia 2006, 12:39
Ja jestem bardzo szczęśliwa,że był przy mnie mój mąż.Bardzo mi pomogła jego obecność.Czuwał przy mnie, liczył skurcze i ich długość i częstotliwość, był łącznikiem z personelem, no i po prostu był!!! A przecięcie pępowiny to dopiero doświadczenie!!
Naprawdę polecam obecność bliskiej osoby,bo poród trwa kilka lub kilkanaście godzin i nikt nie lubi (przynajmniej ja tak myslę iczuję) przez tyle czasu być sam.
A przy okazji był przy narodzinach naszego SYNKA.
A sam mąż również jest bardzo dumny że był przy nas :)

Offline martulka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 18-06-2005
Poród rodzinny
3 kwietnia 2006, 19:14
Mój mężulek również zamierza być przy narodzinach naszego synka. Na początku nie byłam tym zachwycona, ale teraz im bliżej porodu nie wyobrażam sobie, żeby go nie było. To będzie bardzo ważny moment w naszym życiu i cieszę sie, że będziemy razem.  
:D  Razem przy poczęciu i przy rozwiązaniu  :D

Offline merkunek Kobieta

  • Chuck Norris
Poród rodzinny
3 kwietnia 2006, 21:33
Cytat: "martulka"
:D  Razem przy poczęciu i przy rozwiązaniu  :D


Rewelacyjne podsumowanie!!!!!!  :D

Offline Jenny

  • użytkownik
Poród rodzinny
8 kwietnia 2006, 22:50
Moj Maz byl przy mnie i nie wyobrazalam sobie ze mogloby byc inaczej!
Podpisuje sie pod stwierdzeniem martulka:
Cytuj
Razem przy poczęciu i przy rozwiązaniu

Offline Antalis

  • Chuck Norris
Poród rodzinny
10 kwietnia 2006, 17:18
U mojej siostry w szpitalu się śmieją że przy porodzie są faceci którzy nei byli przy poczęciu :P.Większość tatusiów zamiast pomagać to przeszkadza - zamiast zajmować się rodzącą lekarze nieraz muszą zając si emdlejącym tatą :)Porod na niektorych facetow wcale nie wpływa dobrze - czytałam że czesto "brzydza" si epozniej zonami bo widzieli je w takiej a nei innej sytuacji -nie rozumieja ze to natura od co .Ja osobiscie nie wiem czy chciałabym mojego Rafcia przy porodzie ...

Offline aniula

  • entuzjasta
Poród rodzinny
10 kwietnia 2006, 17:51
U mnie na pewno Włodek będzie przy porodzie. Wszyscy moi szwagrowie ( 3 szt.) byli i żaden wstrętu do żony nie ma, bardzo to przeżywali ale żaden nie zemndlał.
Myslę, że Ci mężczyzni którzy nie chcą być przy porodzie są w dużej mierze tchórzami ( sorry jeśli kogoś uraziłam). Po co mają być przy żonie i oglądać takie "drastyczne sceny"

Cytat: "Antalis"
czytałam że czesto "brzydza" si epozniej zonami bo widzieli je w takiej a nei innej sytuacji -nie rozumieja ze to natura od co


Tak bo ich  przyniósł bocian i on tą drogą nie przyszli na świat   :hahaha:    Żałosne.

Poza tym mąż wcale nie musi zaglądać i patrzeć jak dziecko wychodzi tylko trzymać żonę za ręke, przynieść jak coś potrzeba, bo personel w szpitalu jakoś się do tego nie kwapii. Ale nigdy bym nie pozwoliła, żeby mój mąż latał z aparatem lub kamerą w czasie porodu.

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
Poród rodzinny
10 kwietnia 2006, 18:18
Cytat: "martini"
W dodatku, jesli zejdzie sie na moment z plaszczyzny emocjonalnej, to akt porodu nie jest czyms pieknym per se - mowie o krwi, sluzie, kale, wodach plodowych itd itd, nierzadko nacinanym kroczu


Wiesz Marto wiele doktórek ma takie zdanie jak Ty. My po prostu wiemy jak to naprawdę wygląda i to nie z filmu, nie z opowieści, tylko z życia.
Moja przyjaciółka (tyż doktórka) nie chciała sie zgodzić na obecność męża przy porodzie ze względów zamieszczonych powyżej. Ale Bartek sie uparł, bo chciał i faktycznie był. Nie ma to obecnie żadnego negatywnego oddźwięku.
Ja doszłam do wniosku, że nie będe na nic nalegać ani wyperswadowywać. Bedzie mój Krzyś chciał być przy porodzie, niech sobie będzie. Wystraszy się i da nogę....no to da.
Ja już mu naopowiadalam jakie to mało estetyczne wydarzenie...jak na razie zdania nie zmienił
Zobaczę co czas pokaże....

Offline Stopka

  • nowicjusz
Poród rodzinny
10 kwietnia 2006, 21:19
ja chciałabym żeby przy porodzie towarzyszył mi Romciu. Nie chce być w takiej chwili tylko z obcymi mi ludźmi. Myślę, ze z Romiem będe sie czuła bezpieczniej. Tylko na dzień dzisiejszy on jeszcze nie jest pewnien czy chce być przy porodzie  :roll: Choc to i tak duzo, bo parę miesięcy temu nie chciał o tym słyszeć. Pożyjemy, zobaczymy.

Offline Maja Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 28 sierpnia 2004r.
Poród rodzinny
11 kwietnia 2006, 11:21
Powiem sczerze, ze jeszcze nie słyszałam aby facet po wspólnym porodzie czuł jakiś niesmak-zazwyczaj oni są z siebie tak dumni, że zadziwiająco chętnie o tym opowiadają i raczej czują sie emocjonalnie bardziej związani ze matkami swoich dzieci (ja mam tylko takie doświadczenia)
A co do tych wszystkich "substancji ustrojowych" i frontu bitwy to jednak jest to miejsce dla lekarza i położnej a tatuś trzyma mamusię za łapkę, masuje plecki itp. zdarza się, że spojrzy ... ale jak już pisałam małz mojej psiapsiółki z wyrozumiałością pomagał jej np.siadać czy podawał małą do karmienia-im wyszło na zdrowie

Offline Mariolka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 23 kwietnia 2005 r.
Poród rodzinny
12 kwietnia 2006, 21:57
mój mąż był ze mną przy porodzie i nie żałujemy tego oboje. bardzo mi pomógł i wspierał.poczatkowo był nastawiony na nie. za moja namowa sie zgodził, choc nie był do konca przekonany.ale wiedział jak mi na tym zalezy. a jak nadeszła ta chwila to sam bardzo chciał uczestniczyc w tym. I jest z tego zadowolony.mówi,że nie było tak strasznie.myślał,że bedzie dużo krwi, a nie było wcale.I nie było w tym nic takiego strasznego.miał nic nie widzieć,tylko stac z boku.ale akurat na sali porodowej obok łożka do porodu stała mała szafka(koło mojej głowy),wiec musial sie przesunąć i widział wszystko, łącznie z nacinaniem krocza. a,że poród miałam cięzki(bo dziecko było wyciskane przez lekarza z brzucha-(tzn.kładł mi sie na brzuch),pomoc męża i obecność była wskazana.

Offline Agnieszka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 20.08.2005
Poród rodzinny
12 kwietnia 2006, 22:33
Wielki podziw dla twojego męża, że zniósł to wszystko...

Cytat: "Mariolka"
bo dziecko było wyciskane przez lekarza z brzucha-(tzn.kładł mi sie na brzuch),


Ja się nie znam na tym, ale podobno nie wolno się kłaść na brzuch i wyciskać dziecka bo można uszkodzić, prawda???Poproszę o poprawienie mnie naszych specjalistek...

Offline merkunek Kobieta

  • Chuck Norris
Poród rodzinny
12 kwietnia 2006, 23:25
Cytat: "Agnieszka"
Cytat: "Mariolka"
bo dziecko było wyciskane przez lekarza z brzucha-(tzn.kładł mi sie na brzuch),


Ja się nie znam na tym, ale podobno nie wolno się kłaść na brzuch i wyciskać dziecka bo można uszkodzić, prawda???Poproszę o poprawienie mnie naszych specjalistek...


Ja tam nie wiem co wolno, a czego nie...natomiast wiem jedno, że gdyby mi lekarz w podobny sposób jak Mariolce nie pomógł w końcowej fazie porodu, to nie wiem, czy dałabym rade w sposób naturalny urodzić Kubiego i szczerze mówiąc na tym etapie było mi totalnie obojętne kto i w jaki sposób mi pomoże, byleby poród wreszcie dobiegł końca...

Offline Mariolka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 23 kwietnia 2005 r.
Poród rodzinny
13 kwietnia 2006, 08:05
może i nie jest to dosłownie kładzenie się na brzuchu rodzącej, ale bardzo to przypomina.lekarz faktycznie przedramieniem kładzie sie zaraz nad przepona gdzie brzuch sie zaczyna i przesuwa nim(przedramieniem)dziecko.kobieta wtedy nie widzi dokładnie co robi lekarz, bo widzi tylko jego plecy. ale wiem jedno ucisk musiał być mocny,skoro nastepnego dnia tak mnie bolały żebra,że nie mogłam oddychać.Też słyszałam,że nie można stosowac tej techniki,ale jak wspomniała merkunek, po kilkunastu godzinach porodu, kiedy to wcale nie idzie naprzód, kobieta marzy tylko o tym aby sie to skończyło.Nieważne w jaki sposób ci pomogą.Bo wtedy o tym nie myślisz.Ja już nawet marzyłam o cesarce

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
Poród rodzinny
13 kwietnia 2006, 16:13
Cytat: "martini"
w trakcie porodu jest to rzeczywiscie nierzadko stosowana technika, ktora ma na celu pomoc matce, tak jak pisala merkunek - osobiscie nie widzialam jeszcze kiedykolwiek, zeby lekarz polozyl sie doslownie na czyimkolwiek brzuchu, widzialam natomiast wielokrotnie pchanie ramionami/ramieniem, przy czym lekarz tak pochyla sie nad brzuch kobiety ze rzeczywiscie wyglada to, jakby sie na nim kladl. Czesto chwyta sie dlonia przescieradlo po drugiej stronie brzucha i uzywa przedramienia jak swego rodzaju "spychacza"...


sama prawda. Myśle że to właśnie Mariolka miała na myśli. Sama widziałam taki manewr nie raz...okazał sie niezwykle pomocy...dzidzia przyszła na świat!!!!

Offline Mariolka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 23 kwietnia 2005 r.
Poród rodzinny
14 kwietnia 2006, 10:28
dokładnie to miałam na myśli.słyszałam w telewizji,że juz nie wolno tego robic,tzn. w ten sposób "wypychać" dziecko.Ale i Ja,i moja siostra,i siostra męża,i  koleżanka,i chyba merkunek, rodziłyśmy w ten sposób.więc widać,że jednak ta technika jest dość powszechnie stosowana.Ja się cieszę, że akurat nic się nie stało.ale nie wiem z medycznego punktu widzenia, czym to grozi.

Offline annfas

  • użytkownik
  • data ślubu: 08.08.09
Poród rodzinny
19 kwietnia 2006, 11:23
a ja słyszałam o tej metodzie. Mój luby został tak urodzony, lekarz położył sie na jego mamie i go dosłownie wycisnął, bo inbaczej by sie udusił. ale lekarz musi zrobić to na prawde umiejętnie, nie moze po prostu położyć sie na brzuchu bo moze połamać dziecko, o takich przypadkach też słyszałam ale z TV. Ale teką metode stosuje sie tylko kiedy na prawde zajdzie taka konieczność.

Offline Madzialena Kobieta

  • Prawdziwie kochasz wtedy, kiedy nie wiesz dlaczego...
  • maniak
  • data ślubu: 17.09.2005r.
Poród rodzinny
20 kwietnia 2006, 23:31
Cytuj
bo dziecko było wyciskane przez lekarza z brzucha-(tzn.kładł mi sie na brzuch),pomoc męża i obecność była wskazana.


to było stosowane ale dawno temu.. to jest jakas tam technika, ale obecnie ona jest ZAKAZANA !! nie wolno tego robić.. można przydusic dziecko, można doprowadzic do różnych uszkodzen, wad..
 
  lekarz obecnie nie ma prawa tak postąpić..

nawet ostatnio były jakies programy w temewizji, gdzie dzieci po takich porodach są niepełnosprawne.. albo nie chodzą,albo nie mówią itp..

Cieszę się, ze u Was wszystko ok, ale kazda następna nie powinna się godzic na coś takiego..

Offline Madzialena Kobieta

  • Prawdziwie kochasz wtedy, kiedy nie wiesz dlaczego...
  • maniak
  • data ślubu: 17.09.2005r.
Poród rodzinny
20 kwietnia 2006, 23:47
znalazłam pewne info..
 lekarz został skazany właśnie za tego typu praktyki, dziecko urodziło się z porażeniem mózgowym..

 jeden artykuł jest w całości, drugi ma tylko wstęp:
http://serwisy.gazeta.pl/metroon/1,0,2727627.html

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1348,wid,7266082,wiadomosc.html?ticaid=1176f

Offline Madzialena Kobieta

  • Prawdziwie kochasz wtedy, kiedy nie wiesz dlaczego...
  • maniak
  • data ślubu: 17.09.2005r.
Poród rodzinny
20 kwietnia 2006, 23:57
szkoda, ze nie można juz edytowac postów jak to było dawniej.. teraz muszę pisac po kilka wiadomosci  :?


znalazłam juz info jak nazywa się ta "technika", to Chwyt Kristellera.. sporo info jest na necie..

macie kolejne artykuły niosące nieciekawe wiadomości, ale jedno jest pewno:to jest zakazane

http://uwaga.onet.pl/1305463,archiwum.html

http://www.neww.org.pl/pl.php/news/news/1.html?&nw=2012&re=3

Offline Madzialena Kobieta

  • Prawdziwie kochasz wtedy, kiedy nie wiesz dlaczego...
  • maniak
  • data ślubu: 17.09.2005r.
Poród rodzinny
21 kwietnia 2006, 14:24
ja wszędzie czytam, ze to zakazane..

"Dziennik pisze, że doktor Jacek Rychlik odbierając porody stosował, zamiast cesarskiego cięcia, zakazany chwyt Kristellera, naciskając na brzuch matk"

"Na podstawie m. in. opinii biegłych z kilku ośrodków medycznych, sąd uznał winę Adama Z., który zastosował metodę zabronioną przez autorytety medyczne (zakazaną oficjalnie w łomżyńskim szpitalu). '"


moze nie ma na to jakiegos super paragrafu, na tym to ja się nie znam.. ale skoro te "technika" powoduje tyle złego, to moim zdaniem zadna matka nie powinna się godzic na cos takiego podczas porodu[/i]

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
Poród rodzinny
21 kwietnia 2006, 15:55
martini, gadać mi się nie chce...
..takie rozprawy o medycynie z laikami, to jak gadanie ze ślepym o kolorach. Wiadomo, że medycyna to nie nauka tylko sztuka, tu dwa plus dwa nie zawsze równa się cztery.
I nie będe sobie wyrabiać poglądu na sprawe, w której jakiś pismak (też laik) napisał o czymś czego do końca nie rozumie.
Każda położnica jest inna, jedna prze, oddycha i zachowuje sie na porodówce tak jak potrzeba....inna nie współpracuje. I nagle w trakcie drugiego etapu porodu (chyba głowka w szparze - dokładnie nie pamiętam) zaczyna odwalać histerię pt. ryki płacze i (uwaga coś czego sama byłam świadkiem) grzebanie ręką w okolicy krocza. Gdyby nie zdecydowanie zachowanie położnika, który porządnie ją opieprzył, a następnie przystapił do działania stosując ww. manewr - dziecko urodziło by się z poważnym niedotlenieniem o ile w ogóle by sie urodziło.
Zatem ważne jest dokładne poznanie konkretnej sytuacji ....a na pewno nie daje jej jakakolwiek relacja dziennikarska - za mało w niej faktów, za dużo "pismaczego" bicia piany.