No to opowiem jak mi się oświadczył:
A więc na początku roku miałam dość poważną operację.
Gdy byłam w szpitalu to ak rodzina mnie odwiedzała z miśkiem to cały czas żartowałam, żę ja to wybiorę pierścionek zaręczynowy za "skromne" 5 tyś. (oczywiście to były żarty). Dzień w którym odbierali mnie ze szpitala był dla mnie najszczęśliwszy. Normalnie ze szpitala do mojej miejscowości jedzie się 2h. a my wracaliśmy 4h. (siedziałam z tyłu oblożona poduszkami i nafaszerowana lekami przeciw bólowymi). Myślałam, że oni tak wolno jadą bo się o mnie boją:) Gdy w końcu dojechaiśmy do domu byłam strasznie szczęśliwa, ale nie pozwolili mi wejść do pokoju. Co się okazało gdy w końcu mnie wpuscili to zobaczyłam: dywanyz czerwonej bibuły, mnóstwo świeczek porozstawianych po całym pokoju, oraz na stole wazon z jedną czerwoną różą i kolację przy świecach. W pierwszej chwili sie rozpłakałam bo w zyciu bym się nie spodziewala takiego powitania, ale moj misiek przytulił mnie i dał mi bukiet pięknych czerwonych róż(nawet nie wiem kiedy przebrał się w garnitur). Usiedliśmy do kolacji i wtedy On zaczął się dziwnie zachowywać, mowił o stabilizacj o naszym niecodziennym związku oraz przyszlości. Biedny tak się denerwowal, że zaczęłam sie Go wypytywać dlaczego jest taki dziwny? A On obszedł stół następnie ukląkl przedemną i wyciągnął pudełko w kształcie róży. Po prostu opadła mi kopara:)) No i co miałam zrobić? Oczywiście zgodziłam się płaczliwym głosem i rozplakałam się jak bóbr. W rezultacie ten dzień był dla mnie wyjątkowy w moim życiu, bo najszczęśliwszy będzie gdy wyjdę za niego za mąż:))))))