e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: etyka w biznesie - nie tylko slubnym  (Przeczytany 1697 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline zibi Mężczyzna

  • Administrator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 31.07.1999
etyka w biznesie - nie tylko slubnym
18 czerwca 2007, 10:42
Ze zdumieniem przeczytałem, w różnych wątkach o wielu historiach związanych z rezerwacjami, umowami itp. Celowo załozyłem nowy watek bo w zasadzie nie da sie tego kontynuować w pojedynczym  przypadku, raczej zaś jako dyskusję na zjawiskiem...

Doprawdy włos się na głowie jezy...
Pojęcia nie mam jak mozna byc tak krótkowzrocznym, przecież zdobycie marki trwa niejednokrotnie latami, zaś stracic ją można w jeden dzień (noc..)

Posłużę się własnym przykładem:
Niejednokrotnie zdażały mi się sytuacje, w których proponowano mi lepszą stawkę za zagranie dla kogoś innego... jednak odpowiedź była jednoznaczna NIE MA TAKIEJ OPCJI! Uzasadnienie zresztą przemawiało do kazdego klienta, pytałem bowiem "jak byście się poczuli gdybym się z Wami umówił i potem zadzwonił że gram gdzie indziej..." (w domysle "bo ktoś dał więcej") ... no tak...
To prawda że człowiek myśli sobie, kurcze szkoda "taka kasa" ale zasady są ważniejsze!

W dlugim periodzie czasu to one przynoszą efekt - nie krótkoterminowe zyski.
To samo tyczy rezerwacji, nawet wstępnych, jeżeli nawet nie ma umowy, czy zaliczki ale jest rezerwacja, to zanim zacznę rozmowy z nastepnym klientem, sprawdzam czy rezerwacja wstępna jest aktualna, prosząc czasem o przyspieszenie podjęcia decyzji z uwagi na inne zapytanie. I JUŻ


Myslałem, że robią tak wszyscy, ale jak się okazuje to co dla mnie jest oczywiste nie koniecznie jest takie dla innych..
Ech, zycie...

Potem się ludzie dziwią że ktoś pisze o nich na forum, albo "obsmarowuje" w gronie przyjaciół o takich rzeczach. 

Mam nadzieję, że tego posta (wątek..) poczytają także Zleceniobiorcy i wezmą go sobie do serca.
Przecież nie po to się pracuje (ciężko) zeby jakimś nieodpowiedzialnym zachowaniem zawalić wszystko w ciągu kilku minut.
Solidność i zaufanie klientów są gwarancją długiego i efektywnego funkcjonowania biznesu. Niech za przyklad posłuzy TOYOTA, która jest niedoścignionym wzorem do naśladowania. A najsmieszniejsze jest to, że oni nie robią z tego żadnej tajemnicy, delegacje z innych firm przyjeżdżają do nich oglądać jak oni to robią. I co? I nic! Nikt jakoś nie potrafi wdrożyc tego u siebie.
To chyba kwestia mentalności i pewnie wyniesionych z domu zasad. Albo się je ma, albo nie.
Inaczej wszystkie tego typu "pomysły" są traktowane jako czcze gadanie, a kazdy i tak robi po swojemu.

Wracająć do rezerwacji, szczególnie dziwi mnie pewnego rodzaju "pazerność" na klienta, być może nawet zrozumiała przy rozkręcanym dopiero biznesie, ale jeżeli robi to ktoś kto nie powienien narzekać na obłozenie terminów..
Przecież właśnie marka zagwarantuje to, że nie będzie problemów ze znalezieniem innego zleceniodawcy na dany termin.

Jednak jak kazdy medal i ten ma dwie strony.

Zdażało mi się czasem, ze ktoś rezerwował termin i nie raczyl później poinformować o zmianie planów. Pół biedy jak się o tym cżłowiek dowie z wyprzedzeniem, ale czasem to jest naprawdę ostatni dzwonek. Bywa, że się ludzi odsyła z kwitkiem, a potem sam się czlowiek może zdziwić.
A wystarczyłby jeden telefon, nawet e-mail. Przeciez się nie pogniewam, jezeli ktos wybierze konkurencję. Ma do tego prawo. Ale oczekiwanie lojalności ze strony Zleceniobiorcy wymaga tego samego od drugiej strony.
Wiem ze to trochę generalizowanie. Ale tak właśnie jest. Jeden "oszołom" sprawi, że się na czymś "przejedziemy" i potem uczciwych ludzi od razu podejrzewamy o najgorsze. Co więcej budujemy im taką ilość wymagań i obostrzeń że to oni zaczynąją nas odbierać jak "oszołomów", którzy nie mają za grosz zaufania.

Może to śmieszne ale zawsze gdy rozmyslam o takich rzeczach przypomina mi się stara komunistyczna maksyma "Ufać! Ale kontrolować!"

Będzie nam Cię brakowało Maju....

Offline rajdowka Kobieta

  • Chuck Norris
    • Rajdówkowe życie jako Żonka! ;D
Moglabym sporo napisac na ten temat ale tylko podam przyklad wlasnie zwiazanego ze sprawami slubnymi..

Na poczatku naszej drogi "przygotowan" znalazlam fotografa z Warszawy, ktorego portfolio bardzo mi sie spodobalo..Otrzymalismy oferte (a raczej moj R.) i upewnialismy sie czy ma wolny termin. Mielismy 7 dni na zastanowienie sie i odpisalismy, ze jestesmy zainteresowani. Niestety okazalo sie, ze jednak termin jest juz zarezerwowany. Pomijam juz kwestie waznosci, kolejnosci ofert, informowania o tych sprawach itp..
Co bylo najgorsze:
Napisalam z firmowego mejla zapytanie o uslugi i dokladnie ten sam termin. Zostawilam wizytowke w tresci.. i co sie okazalo?
Termin jest jak najbardziej wolny!

Oczywiscie - nie skorzystalam. Brak komentarza.

Drugi fotograf: z Poznania - wszystko ugadane, nauczeni doswiadczeniem dopisalismy kary umowne za zerwanie umowy ... ma byc juz tylko podpis i dostajemy mejla: jednak nie moze podpisac umowy bo moze w tym czasie wyjedzie do Anglii....

:mdleje: :mdleje: :mdleje:

Jaki z tego wyciagnelismy wniosek: lepiej dobrze ponegocjowac umowy - profesjonalista nie bedzie bal sie zapisow o karach umownych itp a my bedziemy spac spokojniej...

Offline monia

  • złośliwy skorpionek :)
  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 04.06.2005
to ja tchne odrobinke  optymizmu w ten watek..

miałam  wstepna rezerwację lokalu.. nie podpisałam jeszcze umowy ale nawet wstepna umowa ( ustna) jest umowa wiążącą... rezerwacja była w maju 2004 na czerwiec 2005 ;)

w l;istopadzie 2004 zadzwoniła do mnie marta ulińska ( z norda) i pytała czy nadal jesteśmy zainteresowani oferta gdyz maja kolejnych chetnych na ten termin..  oczywiście potwierdziłam. kilka tygodni później sytuacja się powtórzyła..

w koncu zostałam poproszona o  podjechanie i podpisanie umowy ( wtepnej z  późniejszym rozwinięciem o aneks z menu, liczba gości i cena ostateczną).. podjechałam, podpisałam i skonczyły sie telefony "czy aby napewno  sie decydujemy".. właściciel norda miał spokojna głowe,ze klient wytnie numer i zostanie z wolnym terminie przy zdeklarowanych chetnych zaś my moglismy spokojnie spać,ze nam nikt nie zakosi terminu w TYM lokalu sprzed nosa..

konkluzja - jednak mozna zadzwonic  i dowiedziec sie  ostatecznie a nie rzucac sie na pierwszego lepszego klienta który ma w tym momencie kasę w garści na wejście.. żeby tak wszystkie firmy postepowały nie byłoby par pozostawionych na lodzie bez lokalu na wesele czy orkiestry..

Offline ricardo Kobieta

  • Patrycja
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 08.09.2007
ja miałam juz taką przygodę z osobami które miały prowadzić oprawę muzyczną kościoła. Młode 3 dziewczyny, zadzwoniłam , porozmawiałam, wszystko jak najbardziej ok, umówiliśmy się że posłuchamy ich na żywo i wtedy równiez podpiszemy umowę. Dzień przed wyznaczonym terminem dostaję maila, że niestety mają termin zajęty... Nie ładnie...