e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: Relacja Pani Groszek  (Przeczytany 5854 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline groszek

  • maniak
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 11:52
Ta relacja pochodzi z mojego bloga- nie miałam ochoty ani czasu pisać nowej, tym bardziej, że w tej ujęłam najwięcej. Jest dosyć szczegółowa, więc zapodam w kawałkach. Na przystawkę kilka zdjęć. Potem będzie więcej, ale najwięcej zamieszczę na blogu.

Sobota 29 lipca 2006 roku przeszła już do historii. Dziwnie sie teraz czuję. Jednocześnie szczęśliwa i trochę zagubiona. Bo jak to... tyle miesięcy myślenia o jednym, życia głównie jedną sprawą i tak nagle PO WSZYSTKIM? Z drugiej strony ulżyło mi, bo przygotowanie wszystkiego kosztowało mnie dużo wysiłku, nerwów, cierpliwości, pomysłowości, zapobiegliwości, zaradności i innych ...ości. Za duzo, jak na jednego małego Groszka ;) Chyba nie pozostaje nic innego, jak opisać ze detalami TEN dzień:

Poszłam spać po 1szej w nocy! Wiedziałam, że się nie wyśpię i rzeczywiście- spać nie mogłam, w mej głowie przewalały się tabuny nieokiełznanych myśli. Wydaje mi się, że spałam chwilkę. Budzik nastawiony był na 7:30, ale ogromny stresior wyrwał mnie ze snu już o 5:30. Paweł spędzał ostatnią kawalerską noc u rodziców, a u mnie, w drugim pokoju nocowała moja świadkowa, Kasia. Nie budziłam jej, tylko powoli zaczęłam krzatać się po mieszkaniu, sprzątać troszkę, czytać forum, rozmyslać. Na śniadanie zjadłam dwie kostki czekolady, bo nic innego nie mogłam przełknąć. O 9:00 byłam już u fryzjera. Ku mojemu zadowoleniu poranek był pochmurny, a nawet leciutko kropiło, gdy wyszłam z domu. Czy ja jestem nienormalna? Życzyć sobie deszczu na własnym ślubie? Ależ owszem! Cały miesiąc ponad 30 stopniowych upałów wymęczył mnie aż nadto, mimo, że chodziłam wyłącznie w lekkich spódnicach i topach bez rękawów- wizja pieczenia się w sukni slubnej spędzała mi sen z powiek przez całe te upały.
Martwiłam się, czy będę ładnie uczesana, bo po próbnej miałam kilka uwag i chciałam, by fryzjerka wzięła je pod uwagę. Na czesaniu czas upłynął mi do 11:40! Z czego 1h15m spędziłam pod wielką suszarką. Nie wiem, czy tyle było konieczne, ale babka sie uparła, że tak. Zauważyłam, że moje sugestie zostały wzięte pod uwagę i od fryzjerki wyszłam o wiele bardziej zadowolona niż za pierwszym razem.

W domku okazało się, że moja wspaniałomyślna Kasia ogarnęła mieszkanie i popakowała nagrody przewidziane w konkursach dla gości. Bardzo się ucieszyłam bo i bez tego miałam bardzo dużo "pracy". Wzięłam prysznic by się ostatecznie odświezyć, wreszcie zjadłam coś normalnego, czyli kanapkę z masłem i czekałam na panią od makijażu. Wcześniej dojechała moja mamcia, która też miała się malowaću tej pani. Pani Ewa przybyła punktualnie, zabrała się za pacykowanie mojej mamy, która próbowała jej przeszkadzać "doradzając", jak chce być umalowana, aż jej powiedziałam, żeby nic nie mówiła i poczekała na efekt końcowy. Mama wyglądała pięknie!

Potem przyszła moja kolej, byłam spokojna o efekt, bo próbny makijaż całkowicie mnie przekonał co do umiejętności pani Ewy. Po jej wyjściu zaczął mnie dopadac stresior! Czasu było coraz mniej, a ja zwlekałam z ubieraniem się, bo nie chciałam siedzieć w sukni zbyt długo no i dość dziwnie było mi poruszać się w niej po mieszkaniu. Kasia na moje obawy typu "czy się nie ugotuję, czy będzie mi wygodnie, czy sie nie pozaczepiam" skwitowała "to po co wybrałaś taką suknię, trzeba było prostą i bez koła". Ot, cała Kasia... kochana, ale BARDZO skromna osoba. Z niej jest super laska, a jednocześnie wcielenie skromności... z trudem namówiłam ją na założenie delikatnego srebrnego wisiorka do prostej czarnej sukienki. Za to o makijażu, choćby o tuszu do rzęs nie chciała nawet słyszeć. Na próżno namawiałam ją by oddała się w ręce pani Ewy. Tu mała dygresja... słyszałam i czytałam historie o świadkowych, które w dniu slubu przesadzają i starają się wyglądać lepiej od panien młodych. No cóż... moja Kasia to całkowite zaprzeczenie takich historii, choć i bez żadnych szczególnych starań wygląda kwitnąco :)

Minęła godzina 14, zjechali moi chrzestni, tato, brat- świadek, brat cioteczny (który nocował u moich rodziców). A ja nie byłam jeszcze gotowa. Czekałam w swoim pokoju, rozmyślałam, pakowałam torbę-niezbędnik, który trzymałam na weselu pod stołem, aby móc z niego wyciągać niezbędne rzeczy w razie potrzeby. Całe szczęście, że zapakowałam także białe cieńkie podkolanówki. Wreszcie poprosiłam Kasię, by pomogła mi się ubrać. Suknia na zamek- więc nie było żadnych problemów. Na to mój koronkowy płaszczyk. Wcześniej pończochy i butki. Wyszłam do gości. Tata spojrzał na mnie, powiedział, że ślicznie wyglądam, usmiechnął się dziwnie i wyszedł na balkon (jak mi później powiedział- popłakać sobie ze wzruszenia). Mój brat Igor, chrzestni, kuzyn- wytrzeszczali oczy :) Moja babcia zalała się łzami już od progu. Z prośbą o podpięcie welonu zwróciłam się do chrzestnej, jakoś większe miałam do niej zaufanie w tej materii, niż do Kasi.

Zrobiła się 15:10 pod dom zajechał nasz zamówiony samochód- teraz nie pamiętam dokładnie, jak wygladał, ale coś mi świta, że tak, jak sobie życzyłam, aby go przystroić. Czekałam pełna napięcia na mojego narzeczonego, który miał przybyć z rodzicami, siostrą i babcią. Przyjechali. (Nawet teraz, pisząc o tym po dwóch tygodniach mam dreszcze i czuję, że z przejęcia marzną mi dłonie. ) żałuję, że ich wejście do mojego domu przebiegło w takim zamieszaniu. To z resztą było nieuniknione, bo ludzi nagromadziło sporo. Zabrakło mi tego pierwszego momentu sam na sam z Pawłem. Ale w końcu zamkneliśmy się w pokoju. Nie pamiętam, o czym mówilismy... Na pewno coś o naszym Atosku, którego Paweł oddał do hoteliku dla psów i bardzo martwilismy się, jak nasz "płaczek" zniesie rozłąkę w obcym miejscu. Czy właściciel hotelu nie zadzwoni do nas w połowie wesela i nie każe zabierać "beksę", bo zakłóca ciszę. Dałam Pawłowi obrączki, a on je wrzucił od tak do kieszeniu marynarki- pomyslałam "oby nie zgubił". Dodam, że Pawełek wyglądał świetnie w swoim garniturze. Bardzo bardzo mi się podobał. Ja mu chyba także... tym bardziej, że wcześniej mnie nie widział, ani nawet samej sukni.

Wreszcie musieliśmy wyłonić się z pokoju. Byłam chyba bardzo zdenerwowana, bo zaczęłam strasznie dużo mówić, chaotycznie przedstawiać jednych gości drugim. Wreszcie nastapiła uroczystość błogosławieństwa, której bałam się, bo po pierwsze nie przywykłam do takich rzeczy, po drugie moi rodzice różnią się od teściów w kwestiach religijnych i obawiałam się, jak to wypadnie. Moja mama pierwsze założyła nam po prostu życzenia i usmiechała się do nas promiennie (i na życzeniach mogło się, jak dla mnie skończyć), mój ojciec zaczął nam życzyć, a w końcu ze łzami w oczach wydusił z siebie, że nam błogosławi. Potem mama Pawła... całkiem się rozkleiła. Po prostu fontanna łez- aż mi się jej szkoda zrobiło, bo nic nie mogła powiedzieć. I Pawła ojciec.. chyba też uronił łezkę i doprowadził do końca tę krępującą mnie sytuację. Niech nikt nie myśli, że jestem nieczuła, czy coś... ale naprawdę nie przywykłam do takich scen. Czułam się zawstydzona.  :oops: Jakoś zupełnie było mi nie do płaczu.

Po błogosławieństwie zeszliśmy na dół. Świadkowa Kasia usiadła przy kierowcy, my z Pawełkiem z tyłu. Z suknią nie było problemu. A droga do koscioła (dosłownie 2 ulice) zeszła nam na ściskaniu się za ręce i rozmowie o naszym psie, "który biedny, pewnie teraz za nami tęsni" :) Kierowca na szczęscie nie puszczał żadnych ckliwych melodii ;) Na zakończenie pierwszej części relacji dodam jeszcze, że Pawełek przywiózł ze sobą mój bukiet. Bardzo ładny i wdzięczny, ale... Ależ to było ciężkie krówsko! 1,5 kg jak nic! Dobrze, że w Polsce nie ma tradycji rzucania bukietem, bo potencjalna zdobywczyni mojej drucianej torebeczki naraziłaby się na ciężkie obrażenia.

Offline groszek

  • maniak
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 12:02
Zastanawiałam się, czy wkleić zdjęcia z błogosławieństwa, ale chyba jednak się powstrzymam, przynajmniej tutaj. To na razie zbyt osobiste.
A póki co, zdjęcia z kościoła.
Paweł podpisuje cyrograf


Ja podpisuję wieczyste uzytkowanie mojego męża :D


Po podpisach, stoimy ze świadkami przy wejściu i czekamy na księdza


Trochę architektury ;)


Ksiądz Andrzej nas wita "Nie martwcie się, będzie okej"


Idziemy do ołtarza...


To na razie tyle. Idę do miasta i jak wrócę, to ma być dużo fajnych komentarzy :twisted:  Żartuję :hahaha:

Offline narwanka Kobieta

  • entuzjasta
  • data ślubu: 26.08.2006
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 12:04
Kurcze jakie piekne bolerko/plaszczyk :D Ze ja o czyms tkaim nie pomyslalam hhihi :D

Pieknie razem wygladacie :D Mam nadzieje ze bedziecie tacy szczesliwi juz zawsze :D

Offline groszek

  • maniak
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 12:14
Narwanko, to był płaszczyk, aż do dołu sukni. Koronkowy, wyszywany koralikami. Suknia natomiast była całkiem skromna, jeno atłas bez najmniejszej ozdoby. Cały urok w tym płaszczyku.

Offline Aldoneczek

  • użytkownik
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 13:03
Sliczne zdjecia i bardzo rzeczowa relacja  :mrgreen:

Ja chyba tez nie bede mogla spac :mrgreen:

Cudnie wygladalas w tej sukni i bylas na pewna najszczesliwsza panna mloda na swiecie w tym dniu.

Wszystkiego najlepszego na nowej drodze zycia!!!

Offline .:Anka:. Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 13:27
relacja super!!fajnie, ze wkleiłaś zdjęcia!bardzo ładnie wygląfaliście - fryzurka super i makijaż też!!

Cytat: "groszek"
Ależ to było ciężkie krówsko! 1,5 kg jak nic! Dobrze, że w Polsce nie ma tradycji rzucania bukietem, bo potencjalna zdobywczyni mojej drucianej torebeczki naraziłaby się na ciężkie obrażenia.

hahahaha ale się uśmiałam!!
ale torebeczka śliczna!fajny pomysł!!

Offline dziubasek Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: .:25.08.2006:.
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 15:45
Groszku- nareszcie Twoja relacja!!! Ale czemu tak mało fotek?? czekam na więcej :brawo: Płaszczyk rzeczywiście rewelacyjny ! No i ta torebeczka!! Pierwszy raz coś takiego widziałam- bardzo orginalne :ok:

A powiedz mi dlaczego do ołtarza nie diziecie pod rękę?? Tak miało być...czy tak wyszło?? ;)

Offline monika_mb Kobieta

  • entuzjasta
  • data ślubu: 29 lipiec 2006
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 15:50
Groszku gratulacje! Bardzo ładnie wygladaliście - suknia jak najbardziej w moim typie :) co widać w mojej relacji hehe :) A panna młoda - szczęście aż tryska na kilometry z jej buzi! 29 lipiec to najpiękniejsza data w caaaaaałym kalendarzu!

Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 16:02
groszek, gratulacje piekna suknia ślicznie wyglądliście widać jak bardzo jestes szczęśliwa
a z tymi bukietami to masz rację mój też był pieruńsko ciężki  :mrgreen:

Offline groszek

  • maniak
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 16:04
Cytat: "dziubasek"
powiedz mi dlaczego do ołtarza nie diziecie pod rękę?? Tak miało być...czy tak wyszło?


Nigdy nie chodzimy pod rękę, bo nam niewygodnie.  20 cm różnicy wzrostu- ciagnę Pawła w dół, albo on mnie w górę. Chodzimy za rekę, ale jakoś do ołtarza nie wypadało, więc samo się zrobiło, że po prostu obok siebie. Dopiero ty mi zwróciłas na to uwagę. Wcześniej nie zastanawiałam się nad tym. Nie umawialiśmy się na nic. To chyba znaczy, że czułam sie naturalnie... :)

Offline ~monika~ Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 06.08.2006
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 16:08
No to i ja dokładam swój fajny :wink:  komentarz!!!!
Ślicznie się razem prezentujecie, suknia faktycznie urokliwa z tym płaszczem koronkowym.


Cytuj
A powiedz mi dlaczego do ołtarza nie diziecie pod rękę?? Tak miało być...czy tak wyszło??

To samo pytanie mi się nasunęło, wiec pytam ;)

Bardzo oryginalny bukiet, Twój pomysł czy czyjaś sugestia?

Offline Madzialena Kobieta

  • Prawdziwie kochasz wtedy, kiedy nie wiesz dlaczego...
  • maniak
  • data ślubu: 17.09.2005r.
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 16:12
Cytat: "groszek"

Nigdy nie chodzimy pod rękę, bo nam niewygodnie.  20 cm różnicy wzrostu- ciagnę Pawła w dół, albo on mnie w górę.


ee u nas też jest 20cm różnicy..   :? ale na ślubie miałam odpowienie butki ( 8 cm) i było lepiej  :mrgreen:
 my tam pod rękę chodzimy..  :lol:  chociaz niezbyt często  :x
w sumie szkoda, że nie szliście.. chyba nie byłoby to bardzo niewygodne przez 1 minutkę..


ale najważniejsze, ze dobrze się czuliście, że nie potrzebowaliście duchowego wsparcia, które czuję się idąc z kim pod rękę..  ze wszystko przebiegło sprawnie.. że już jesteście małżeństwem  :jupi:

to już 19 dni  :lol:

Offline asia Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 10.09.2005r.
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 16:19
Groszku - wspaniała relacja i ...ślicznie wyglądałaś!
Dotarłam dopiero teraz tutaj, ponieważ nie było mnie kilka dni i...miałam 3793 posty do przeczytania  :shock:  I nadal mam ich ponad 1000...
Czekam na więcej zdjęć i cieszę się, że jednak je zamieściłaś na forum  :D

Offline groszek

  • maniak
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 17:24
Cytat: "Madzialena"
w sumie szkoda, że nie szliście.. chyba nie byłoby to bardzo niewygodne przez 1 minutkę..


Tak, ale miałam na myśli, że ponieważ nigdy nie chodzimy pod rękę, to nawet nam to nie przyszło do głowy na ślubie. Emocje były tak wielkie, a spraw "scenariuszowych", o których musieliśmy pamietać było tak dużo, że o takim "detalu", jak sposób przechodzenia przez kościół, po prostu nie pomyśleliśmy  :oops: Zrobiliśmy to zupełnie naturalnie, "bezmyślnie", "osobno".


Cytat: "~monika~"
Bardzo oryginalny bukiet, Twój pomysł czy czyjaś sugestia?


To mój -nie mój pomysł. Wypatrzyłam takie torebeczki na forum, ktoś wklejał zdjęcia, zapaliłam się to takiego pomysłu. To było bardzo praktyczne. Nie potrzebowało wazonu, bo było w nasączonej gąbce (stąd ciężar). Nie musiałam cały czas trzymać- stało na klęczniku. No i nigdy takiego czegoś u nikogo nie wiedziałam. Lubię oryginalne akcenty.

Offline groszek

  • maniak
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 17:31
Relacji część druga i nie ostatnia  :mrgreen:

Gdy wysiedlismy z samochodu zaczęło kropić. Nie dało sie stać na dworze, więc weszliśmy do kościoła. Byliśmy umówieni na 15:45 na podpisanie dokumentów. Pod kosciołem i w zakrystii stało już kilkoro gości. Te i następne chwile nieźle połechtały moją babską próżność, bo ludziska wytrzeszczały gały na odmienioną Anię. Hihi... słyszałam nawet na własne uszy, że wygladam wspaniale a nawet, że jak mała księżniczka  :oops: tak miał powiedzieć mój przyjaciel, Marcin do koleżanki Magdaleny. To wszystko może nie jest ważne, ale wziąwszy pod uwagę, ile przygotowań i starań poczyniłam by wygladać tego dnia najładniej, jak mogłam, można chyba zrozumieć, że takie komplementy bardzo mnie radowały. Napomknę również, że Pawełkowi też się "oberwało" miłych słów odnośnie jego prezencji. Trochę mnie wprawdzie zaskoczył uczesaniem na jeża, ale tak też mi się podobało. Było tak niecodziennie.

Wracając do spraw ważniejszych: powoli z Kasią i przyszłym mężem posuwaliśmy się w stronę zakrystii i nawet widzieliśmy majączącą w tle sylwetkę księdza Andrzeja. Niestety, świadek- mój braciszek- spóźniał się. Nie pierwszy raz tego dnia, jak się miało okazać. Wreszcie objawił się w swojej krasie i weszliśmy do zakrystii podpisywać dokumenta. Igor miał mieć przygotowane pieniądze w kopercie dla księdza, ale oczywiście koperty mu się pomieszały, bo oprócz tego miał także kasę dla organisty i kierowcy. Musiał wyjść z zakrystii, poukładać sobie i wrócić. Stresowało mnie to, bo wydawało mi się, że wszystko się przeciąga. Dodatkowo martwiłam się, czy narzeczony mi nie zemdleje, bo poszarzał na buzi i był strasznie spięty. Tak już mamy, że ja przeżywam w ten sposób, że chodzę i gadam, jak nakręcona, a Paweł raczej markotnieje i powolnieje. Przy podpisywaniu dokumentów czułam, że zaczyna się NAJWAZNIEJSZE.

(...) <- kto jest ciekawy, co tu było, niech poczyta na blogu ;)
Ksiądz Andrzej był miły, opanowany i uśmiechnięty.  Po podpisaniu "cyrografów" poprosił nas, byśmy stanęli pod chórem i czekali, aż po nas wyjdzie. Trwało to kilka minut. W tym czasie poschodziło się coraz więcej ludzi. Wypatrywałam znajomych twarzy, dziwiłam się obcym (nieznana mi rodzina Pawełka). Fotograf Jacek pstrykał nam fotki. Wreszcie podszedł ksiądz i oczywiście wyglądało to bardzo poważnie, jak mówił do nas i podawał nam krzyż do ucałowania. Ale tak naprawdę podnosił nas na duchu tym swoim "śmiesznym" "jest okey, nie martwicie się, będzie spoko". Ruszyliśmy w stronę ołtarza...

Kiedyś jedna dziewczyna napisała mi, że idąc do ołtarza nie widzi się twarzy ludzi, tylko kwiaty wzdłuż ławek i ołtarz. U mnie to się nie sprawdziło. Szliśmy za księdzem, Pawełek dość poważny (widać to teraz na zdjęciach), ja z promiennym uśmiechem, patrzyłam na zebranych gości. Większość odwracała za nami głowy, pstrykali zdjęcia, patrzyli życzliwie. Czuło się sympatię, także od osób, które widziałam pierwszy raz w życiu. Organista grał chyba marsz Mendelsona, ale nie będę się zakładać. Dość, że raczej wolałam się nie wsłuchiwać w muzykę, gdyż muzyk zwyczajnie fałszował. Jakoś nie mógł utrzymać rytmu... Sama go wybierałam i lekko się zdenerwowałam. Na szczęście kościół nie jest długi i nie musiałam długo cierpieć. Oczywiście fałszował także przy Ave Maria, a Canon in D Pachelbela zagrał, jak przedszkolak... jednak wolę tego nie pamiętać. ;)

Zabawne, ale najmniej ze wszystkiego pamiętam samą mszę. Wiem, że Kasia pilnowała mego welonu, kiedy siadałam, wstawałam, klękałam, że patrzyliśmy z Pawełkiem na siebie, szeptaliśmy sobie słowa otuchy, wyznania miłości. Że msza uspokoiła mnie, choć na moment przysięgi i wymiany obrączek (Pawełek ich jednak nie zgubił, tylko przed mszą grzecznie oddał kościelnemu) serce wyskakiwało mi niemal do gardła. Nie pamiętam kazania... a jedynie to, że było bardzo ciepłe i pozytywne. Ksiądz Andrzej wciąż zwracał się do nas, uśmiechał się i delikatnie wskazywał nam, co mamy robić.

A na początku mszy ksiądz opowiedział zabawną anegdotkę o pewnym kościele w Polsce (nie wiem, czy wymienił miasto), w którym podczas ślubów zasłania się napis po jednym z obrazów. Pod tym obrazem, przedstawiającym mękę Chrystusa, jest podpis: "Ojcze, przebacz im, albowiem nie wiedzą, co czynią". Wink Muszę przyznać, że ta historyjka rozluźniła nieco atmosferę, a zgromadzonym się spodobała, bo nawet na weselu chwalili księdza za poczucie humoru.

Przysięga: ksiądz zawiązał nam ręce stułą i czułam, że ręka Pawła drży. Pierwszy zaczął oczywiście Paweł i (o jeny!) patrzył na księdza, a nie na mnie! Ścisnęłam jego dłoń i "wrócił" do mnie. Dalej mówił patrząc na mnie. Ksiądz szeptał przysięgę tak cichutko, że tylko pierwsze rzędy to słyszały. Większość myślała, że mówimy z pamięci  :lol: . Pamiętam, że mój mąż obawiał się, że z nerwów zacznie się jąkać, ale wypowiedział całą przysięgę pięknym, równym głosem. Serce mi urosło i poczułam, że zalewa mnie fala szczęścia i miłości, bo oto staję się jego żoną.  :serce: Potem ja przysięgałam i patrzyłam wybrankowi w oczy, usmiechałam się (kuzyn powiedział, że obawiał się, że wybuchnę śmiechem) ale to był UŚMIECH szczęścia; do rechotania było mi bardzo daleko. Następnie "obrączkowanie". Już w domu przeprowadziliśmy próbę i okazało się, że Paweł może mieć trudności, by wepchnąć obrączkę na mój paluszek (trzeba sposobem- taka budowa). Na szczęście nie było gorąco, a ksiądz jeszcze poświęcił obrączki, szczodrze skrapiając je wodą, więc zakładaliśmy je właściwie mokre- bez trudu :).

Po zakoczeniu mszy, ksiądz wręczył nam jeszcze dyplom i chwilę z nami porozmawiał. Organista zaczął piłować już nie pamiętam co, a my usiłowaliśmy kontemplować to, co sie właśnie wydarzyło w naszym życiu. I wtedy właśnie goście powinni byli zacząć wychodzić, ale czas mijał (albo nam się tak dłużyło) a organista piłował i piłował, a goście jak tkwili w ławach tak tkwili, a przecież mieli wyjść przed nami, wziąć w łapki od świadków torebeczki z płatkami róż (załatwiane w ostatniej w sobote rano przez mego tatę) i czekać na nas przed kościołem (a nie wiedzieliśmy nawet, czy pada). Wreszcie ja i Pawełek, lekko skonsternowani, ruszyliśmy się z miejsc i ja zapomniałam "bukietu"- został na klęczniku. Teściowa dała znać Pawłowi i on się po niego wrócił- ze trzy metry, ale jednak. Wyszliśmy do kruchty.

Teraz dopiero zaczęli wychodzić goście. Trwało to w moim odczuciu godzinę. Kasia wręczała im białe torebeczki, na co się trochę dziwili. Okazało się, że deszcz nie pada, więc świadkowie skierowali wszystkich na dwór, niektórych musieli delikatnie powstrzymać od składania nam życzeń w kruchcie, bo dopiero zrobiłoby się zamieszanie! A przcież za chwilę miał być kolejny ślub i tamci już na pewno czekali. Wreszcie wyszliśmy i spadł na nas deszcz kolorowych płatków róż. Nasypało mi się ich za dekolt. :D Potem zaczęły się życzenia. Trwały i trwały. Sporo osób z rodziny męża poznałam właśnie wtedy. Przyszło kilka osób z mojego roku, były szef Pawła z żoną, kilka niespodziewanych osób. Nie zawiodła Monika (Olga z forum) -bardzo miło było ją zobaczyć tego dnia. A przecież miesiąc wcześniej ja byłam na jej slubie -jak to zleciało. Ale trochę osób mi brakowalo... zawiedli znajomi z liceum- nie licząc Marcina, liczyłam na trochę więcej osób z roku. Zabrakło jednej waznej osoby z rodziny. Ale zjawiło się także trochę niezapowiedzianych gości i to na wesele :) Np. miało nie byc dzieci, a jednak około piątki by się naliczyło. Nie było dla nich żadnych specjalnych atrakcji, bo nic nie wiedzieliśmy, że będą. Bo goście przy potwierdzaniu przybycia nic o dzieciach nie wspomnieli- podali tyle osób, ile zaprosiliśmy- samych dorosłych, znaczy. Pewnie, że dzieci są miłym akcentem, ale mimo wszystko... Ja nie przyszłabym niezapowiedzianie i nie wzięłabym niezapowiedzianych gości ze sobą. Są telefony- nawet w ostatnim tygodniu można było zadzwonić.

Cieszę się, że po życzeniach udało się świadkom "spędzić" gości do wspólnego zdjęcia. Pewnie ktoś tam się nie załapał, bo niektórzy jakby uciekali w popłochu, ale większość chyba jest uwieczniona. Wreszcie dano hasło gościom, by udali się do samochodów, a kto nie miał- do wynajętych taksówek, a ja z mężem poszliśmy z fotografem na zdjęcia, bo kościół leży w dość malowniczej okolicy. Kasia nie chciała pozować, postanowilismy namówić ją później, gdy wróci świadek, który pojechał w bliżej nieokreślonym celu, w bliżej nieokreślone miejsce. Undecided Po skończonej pierwszej serii zdjęć nastąpił zonk!- wchodząc po kamiennych schodach nadepnęłam sobie na halkę i zaliczyłam glebę. Na szczęście podparłam się rękoma, tylko, że na sukni pojawiły się mokre, miejscami szarawe, poprzeczne plamy, w miejscach, gdzie kiecka zawierała brutalną znajomość ze schodami.

Przy kolejnych zdjęciach wyszargałam doł sukni o mokry żwirek na ściezkach. Ludzie przystawali popatrzeć na młodą parę, a ja widziałam ich jakby zza szyby. Tak byłam szczęśliwa i pochłonięta pozowaniem do zdjęć. Wreszcie chcieliśmy zrobić zdjęcia ze świadkami, ale Igora ciągle nie było! Wreszcie Paweł zadzwonił do niego. Okazało się, że bracki pojechał do mnie do domu zawieźć koperty i wszystkie kwiaty! Trochę mu to zajęło wnoszenie etapami. Jak się wreszcie objawił, zrobiliśmy kilka zdjęć ze świadkami. Wreszcie zapakowaliśmy się do samochodu z Kasią, brat do swojego i ruszyliśmy na salę

Offline groszek

  • maniak
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 17:50
Znów kilka zdjęć na potwierdzenie moich słów.

Początek przysięgi- pytania księdza  z serii "czy chcecie...?"


To samo, tylko z bliska- Paweł, jak widać "uradowany".


Składa  przysięgę mój mąż:

oraz ja:


Tu też ja (ależ ja miałam dużo do powiedzenia ;) )


I znów ja (chyba przyjmuję tu obrączkę- wielka RADOSC!):


Tu zakładam obrączkę mojemu "mężu"

Offline Ladyinred

  • nowicjusz
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 17:51
Groszku, wyglądałaś po prostu PRZE-ŚLI-CZNIE!!!!
Chyba dawno nie widziałam takiej szczesliwej panny młodej!
Relacja bomba!!! Swietnie piszesz - może wydasz ksiązkę? Ja będę pierwszą czytelniczką!!!
Pozdrawiam i wszystkiego naj!!!!!!!! :serce:  :serce:  :serce:

Offline groszek

  • maniak
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 20:02
Ladyinred :) dziekuję za komplement odnośnie mojej prezencji tego dnia, a co do pisania... wypada, żeby polonistka umiała sklecić opowiadanie w kolejności chronologicznej. I tak pisałam na szybkiego, w nocy. Ale miło mi, że komus się podoba taka "czytanka".

Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 20:20
miałąś cudny makijaż bardzo ci pasował

Offline aniata

  • użytkownik
Relacja Pani Groszek
16 sierpnia 2006, 21:35
ślicznie wyglądaliscie

Offline Tajusia Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 17.09.2005
Relacja Pani Groszek
17 sierpnia 2006, 00:20
Gratuluję Groszku!
Wyglądałaś ślicznie i tak radośnie - aż miło patrzeć  :mrgreen:
To samo chciałam powiedzieć odnośnie makijażu - po prostu rewelacyjnie dobrany do Twojej urody i torebeczka superaśna  :wink:

Offline PumoRi Kobieta

  • maniak
Relacja Pani Groszek
17 sierpnia 2006, 09:40
samych pięknych chwil Wam życzę, jak tego dnia  :D

Offline Ecia

  • uzależniony
Relacja Pani Groszek
17 sierpnia 2006, 10:33
Groszku relacja rewelacyjna! Przeczytałam jednym tchem :) Wyglądaliście pięknie. Po Tobie w ogóle nie widać stresu, tylko szczęście :D

Offline groszek

  • maniak
Relacja Pani Groszek
17 sierpnia 2006, 10:59
Wiecie, cieszę się, że przełamałam opory i wkleiłam foty :) Pewnie, że są na forum piękniejsze, ale chyba nie o to tu chodzi, tylko o uczucia i emocje. Dziękuję za komplementy i uwagi. A teraz znów porcyjka zdjęć :)

Komunia



Dyplom i gratulacje od księdza Andrzeja


Wychodzimy z kościoła już jako małżeństwo TRZYMAJĄC SIĘ ZA RĘCE :)


Zasypały nas płatki róż :D


Spadały i spadały...


Aż nasypały mi się za dekolt  :mrgreen:


Życzeniom nie było końca, a potem wszyscy ustawili się do wspólnego zdjęcia

Offline demka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 25 grudnia 2005
Relacja Pani Groszek
17 sierpnia 2006, 11:31
Jejku Gropszku...jaka radość bije od Was... Chcemy jeszcze...Fotek rzecz jasna...
Nasza Oliwcia:

Nasza Lenka:

Offline .:Anka:. Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
Relacja Pani Groszek
17 sierpnia 2006, 11:37
Cytat: "demka"
Jejku Gropszku...jaka radość bije od Was

tak to była pierwsza mysl po obejrzeniu fotek!!
dawaj jeszcze!! :mrgreen:  :mrgreen:  :mrgreen:

Offline agulkaaa Kobieta

  • Chuck Norris
Relacja Pani Groszek
17 sierpnia 2006, 11:39
a no szczęście niesamowite i jaka fikuśna torebeczka ładniusia

jak tam już się mprzyzwyczaiłaś do słowa mój mąż????

ja chyba dopiero teraz

Offline gosiaczekk Kobieta

  • Chuck Norris
Relacja Pani Groszek
17 sierpnia 2006, 11:44
Ufff ale czytania! W końcu przebrnęłam. No jak na polonistkę przystało masz dar pisania. Relacja rewelacja, (ale się zrymowało) a Twój makijażyk zawodowy.

Offline groszek

  • maniak
Relacja Pani Groszek
17 sierpnia 2006, 11:51
Cytat: "agulkaaa"

jak tam już się mprzyzwyczaiłaś do słowa mój mąż????


Powoli się przyzwyczajam... przez 4 lata był to mój "chłopak, facet", potem przez około pół roku "narzeczony" i NAGLE mąż?? Ale, jak mówię to, co czuję, że duma mnie rozpiera :D

Cytat: "gosiaczekk"
Twój makijażyk zawodowy.


Malowała mnie zawodowa wizażystka :) Makijaz przetrwał idealnie do końca imprezy. Nawet o 6 rano zmywałam z ust sporo szminki, mimo, że makijażu nie poprawiałam.

Offline aaaneta

  • Chuck Norris
    • Ewunia
Relacja Pani Groszek
17 sierpnia 2006, 12:05
Swietne zdjecia, szkoda tylko ze zblizenia Ciebie Groszku tylko z profilu, bo i makijazu dokladnie nie widac i calej buzi, a szkoda, bo i malowanie i twarzyczka bardzo ladne  :lol: