e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: Najśmieszniejsza/Najbardziej żenująca sytuacja  (Przeczytany 1771 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline dziubasek Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: .:25.08.2006:.
Postanowiłam ząłożyć ten wątek, bo właśnie przed godziną przeżyłam najbardziej żenującą, ale jednocześnie chyba najzabawniejszą sytuację w pracy....
Dzwoni telefon, odbieram:
- Dzień dobry, Anna xxx, xxBank, w czym mogę pomóc?
- Dzień dobry, chciałem się umówić na podpisanie umowy kredytowej
W tym momencie byłam przekonana, ze dzwoni mój Tomek (powinien mieć akurat przerwę w pracy, a jak do mine dzwoni to zawsze przedstawia sie jakoś dziwnie, wymyśla jakieś historie...)
a więc ja przekonana, że dzwoni mój Narzeczony odpowiadam:
- Umowe kredytową Pan mówi... pewnie potrzebny jest Panu kredycik na przepiękny pierścionek dla Narzeczonej, który ostatnio widziała w Aparcie??
- yyy.... nie no to może innym razem z tym pierścionkiem...bo ja...
- no dobra dobra... co tam słychać misku? jak tam w pracy...
-... chyba minie Pani z kims pomylila?
W tym momencie milion myśli mi przleciało przez głowę...ale mój Tomek to jajcarz, myślę, pewnie dalej mnie wkreca,
- No przestań, przecież wiem, że to ty... daj spokój...
- Wie Pani co, to może ja przemyślę sprawę z pierścionkiem, a PAni umowi mnie na podpisanie umowy, ok? troche mi się spieszy...
Słuchajcie jakiego ja rumieńca w tym momencie dostałam...
-...oj przepraszam Pana bardzo...juz umawiam...

 :oops:  :oops:  :oops:  :oops:  :oops:  :oops:  :oops:  :oops:  :oops:  :oops:  :oops:

A co Wam się śmiesznego przydarzyło?? Pamiętacie coś takiego??

Offline Olaa Kobieta

  • Chuck Norris
:shock: niezłe :) Ja się muszę zastanowić która sytuację wybrać, bo ja jestem chodzącym przyciągaczem żenujących sutyacji :D
There is no such thing as an ending. Just a new beginning...

Offline madziulek Kobieta

  • Chuck Norris
U nas w pracy ostatnio była smieszna sytuacja :)
Pojechałyśmy z koleżanka w teren wróciłyśmy a u nas w pokoju ełno ludzi ...wreszcie wyszli to nasza 4 zaczeła zastanawiać się co zjeść...skąd wziąć kase czy ze składkowych czy nie i tak sobie gadamy na głos czy chińszczyzne i wogóle ...oczywiście przy tym hihihihih hahahaha i na cały głos..Wkońcu ustaliliśmy że jemy sajgonki po czym stwierdziłam ze zadzwonie... podchodze do telefonu ...a tam ...... słuchawka leży obok.... :shock:  podnosze ją do ucha a tam "halo halo" popatrzałam na koleżanki i mówie kto z kimś rozmawiał....okazało się że koleżanka miała rozmowę i poprostu ktoś przyszedł po coś zagadała sie i zapomniała..... myślałam że posikam sie ze śmiech przy tym....jakiś gosteg czeka a my o sajgonkach nawijamy ... dobrze że to nasz szef nie dzwonił :hahaha:

Offline redzia Kobieta

  • Gosia
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 02.09.2006
Jakis czas temu pracowalam w duzej firmie (siec hurtowni na swiecie). Pewnego dnia moj kierownik polecil mi stworzenie memorandum i przeslanie go poczta elektoniczna  :D do wszystkich dzialow, ale tylko w naszej placowce. Pech chial, ze nie wiedzialam dokladnie jaki adres wpisac zeby  wiadomosc doszla do wszystkich kieronikow. Wyszukalam z ksiazki adresow cos w stylu "all_in_(i tutaj nr placowki) no i wyslalam wiadomosc. Oczywiscie adres byl nie taki jak trzeba i memorandum w jezyku polkim poszlo w swiat do wszystkich menadzerow. Na odpowiedz nie trzeba bylo dlugo czekac. Kierownik zaczal dostawac maile z Francji, Izraela, Holandii i innych obcych krajow :mrgreen:, ktore zaczynaly sie mniej wiecej tak:
Hello ........., how are you, albo Hi ......nice to meet you i w dalszej czesci menadzerzy stwierdzali, ze ni w zab nie rozumieja maila i nie wiedza o co chodzi, ale zycza kierownikowi milego dnia :lol:
Kierownik nic nie powiedzial bo jest w porzadku, a ja zaczelam sie glupio smiac i stwierdzilam, ze nawiazuje znajomosci z innymi placowkami na swiecie :mrgreen: . Dodam, ze to nie pierwsza taka sytuacja (innego maila wyslalam do Chin :lol: , oni jednak nam nie odpisali :lol: ), ale jakos mi sie upieklo  :wink: