e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: ..że mnie i Ciebie, nie dzieli się na dwóch..od dziś, o krok...tuż tuż.... ♥♥♥  (Przeczytany 2505 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline axela2008 Kobieta

  • zapaleniec
  • data ślubu: 17.09.2011 Ińsko
Witam wszystkie forumki, czy ktoś mnie jeszcze pamięta ? ;D
zdecydowałam się w końcu na zdanie wam relacji z naszego najpiękniejszego dnia w życiu ;]
Jutro mija równe dwa miesiące od dnia naszego ślubu, czas szybciutko leci, ale emocje jeszcze nie opadły. Niby szara rzeczywistość wróciła, ale na samą myśl o tamtym dniu wraca mi uśmiech na twarzy. Cudowne chwile za nami a jeszcze piękniejsze przed nami...




" ...Nic sie nie dzieje przedwcześnie,
i nic się nie dzieje za późno,
i wszystko się dzieje w swoim czasie
wszystko...
Wszystkie uczucia, spotkania,
odejścia, powroty, czyny i zamiary.
Zawsze właściwą godzinę biją
Boże zegary."

R. Brandstaetter

relacyjkę najwyższy czas zacząć ;]
zapraszam ;]


Offline patrycja_4r Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 04.06.2011r  :i_love_you:
Alez się cieszę,że założyłaś relacyjkę!!!
Myślałam wczoraj o Tobie-gdy byłaś na forum,zastanawiałam się czy napiszesz coś o tym dniu...
a tutaj proszę! ;D
Strasznie się cieszę!!!!  ;D :-*


Offline krysiAK Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2 lipca 2011

Offline Daisy87 Kobieta

  • uzależniony
ja również chętnie poczytam Twoją relacyjkę ;)

Offline kacha8609 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 18.06.2011r.


Offline axela2008 Kobieta

  • zapaleniec
  • data ślubu: 17.09.2011 Ińsko
witam was serdecznie ;]
kaassia, kacha8609, daisy87, krysiak, mkarolinka, patrycjo  :uscisk: cieszę się że jesteście ;]

zastanawiam się jak wklejać zdjęcia bo przez fotosika takie mało wyraźne są ;]

kurcze jak dziwnie zacząć opowiadać o ślubie.
Zacznę od czwartku 15 września, oczywiście za dużo nie pamiętam co robiliśmy po koleji.

Pamiętam gorączkę ostatnich zakupów, szczególnie tych dotyczących alkoholi na bar, owoców, ostatnich dekoracji ;]
odbierałam również kwiaty w hurtowni  i od tego momentu dopiero uwierzyłam że to już zaraz, w sobotę będziemy sobie ślubować miłość.
widok białych kwiatów w takiej ilości robił ogromne wrażenie.  :Uu:
 Po rozpakowaniu kwiatów okazało się że cały pokój siostrzenicy jest skąpany w liliach, goździkach, eustomach, mieczykach różach i wszelkich liściejach ;] nie dało rady przejść bo wszędzie stały wazony ;] żałuję że nie mam zdjęcia, bo było tego dużo ;] było to moje największe marzenie zajmować się kwiatami na ślubie, na same kwiatuszki w hurtowni wydałam prawie 500zł  :oops: plus kwiaciarnia :P
było z tym dużo zachodu, ale warto, choć oczywiście najlepiej to wziąć dekoratorkę :P

zakupiłam z mamą;
-25 lili,
-125 goździków pistacjowych
-15 mieczyków
-paczkę eustomy
-20 róż
-paczkę Santorini i wiele liści i traw ;]
wystarczyło nam na dekorację Kościoła, sali, auta i nawet zostało trochę w domu pozostałości ;] spokojnie starczyło by na bukieciki dla dzieci, ale brakło czasu ;]

Rano również poszliśmy udekorować auto organzą aby stało sobie gotowe w garażu, z tym tez się natrudziliśmy bo też nie było to takie łatwe :P
Ale daliśmy radę, wiedziałam że Misiek jest dumny z tego że jedziemy jego autem do ślubu...autkiem w które włożył ogrom pracy i 7 lat aby je odrestaurować i doprowadzić do porządku, czyli do stanu z przed ponad 22 lat ;]

Pamiętam że mieliśmy masę rzeczy do załatwiania,robiliśmy ogromne pakowanie. Winietki, zawieszki, probówki do winietek, serwety, koszyczek niezbędnik, jeżeli byśmy o czymś zapomnieli nie byłoby możliwości dowiezienia na salę, bo jak wiecie sala znajdowała się 75km od naszego miejsca zamieszkania.... ręce mieliśmy pełne roboty... do tego szukałam wszędzie po sklepach pływających świeczek, których za cholerę nie mogłam nigdzie znaleźć. Były owszem w kilku sklepach ale kolorowe, białych brak.... dałam sobie spokój ... przecież się nie zaciacham jak ich nie kupię...

wieczorem jeszcze pamiętam spotkaliśmy się z naszym księdzem Tomaszem żeby omówić cały przebieg mszy.
spotkanie trwało godzinę, w tym czasie pytał też o nas, jak się poznaliśmy, co w sobie kochamy, czego nie lubimy ;]
poprosił nas o to abyśmy bardzo mocno przeżyli duchowo nasz ślub, wyszczególniliśmy momenty w trakcie mszy kiedy mamy klęknąć i się pomodlić, podziękować Bogu za ten dzień... uzgodniliśmy także liturgię, oraz modlitwę które mieliśmy przygotować  i wysłać mu mailem  ;D a mianowicie chcieliśmy aby ksiądz wyszczególnił w trakcie mszy że modlimy się również w intencji 35 i 28 rocznicy ślubów naszych rodziców, o odnowienie łaski ich małżeństwa oraz za zmarłe nasze babcie i dziadków którzy byli wywołani wręcz z imienia ;] co bardzo wszystkich wzruszyło, nas również  :|| ale było bardzo ciepło odebrane przez wszystkich ..

po powrocie od księdza czyli gdzieś o 21,00 zajęłam się przygotowywaniem dekoracji z kwiatów na auto..
to wspominam najgorzej... nie szło mi totalnie...
dekoracja miała być mała ale mocna bo przed nami długa droga... zaplanowane wcześniej lilie odpadły ze względu na kruchą łodyżkę, więc padło na drobne białe różyczki i pączki eustomy...
zrobiłam małe bukieciki na klameczki...to było proste..
deko na maskę mi nie wychodziło... ciężko pogodzić skromność i elegancję a nie stworzyć efektu ,,biedy''... ;D
Coś tam w końcu wymodziłam... kłócąc się po drodze z Pm położyliśmy się spać o 3 w nocy...
już od tego dnia przestałam prawie jeść... brakowało czasu na wszystko...  

przed nami jeszcze cięższy dzień ....i pobudka o 7 rano...przed nami najtrudniejszy piątek...

Offline krysiAK Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2 lipca 2011
To sie dzialo u Ciebie...
Podziwiam bardzo, ze sama postanowilas robic dekoracje...mi by nerwy pewnie nie pozwolily...a bawic sie kwiatami bardzo lubie :)
Czekam z niecierpliwoscia zatem na fotki :)


Offline patrycja_4r Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 04.06.2011r  :i_love_you:
O kurcze,to faktycznie robienie samej dekoracji na ślub to nie lada wyzwanie...wcale się nie dziwię,że ręce Ci opadały-ja to bym chyba w końcu dała sobie spokój i pojechała bez przystrojenia  :P


Offline femme Kobieta

  • bywalec
  • data ślubu: 2012
i ja się zapowiem, jeśli można. . .  czytam jak opisujesz swoje przygotowania i już czuje ten stres, który pewnie i mnie dopadnie w dniu ślubu. .

Offline Pandi Kobieta

  • maniak
.. tak byłam ciekawa, czy w ogole zaczniesz .. podczytywałam przygotowania, ale sie nie udzielałam - teraz widze, ze faktycznie samej ie łatwo wszystko zoranizowac. po pierwszym zdjeciu widac wasze szczescie, wiec sie oplacilo .. czekam na zdjęcia :D

Offline _patka_ Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 09.06.2012

Offline axela2008 Kobieta

  • zapaleniec
  • data ślubu: 17.09.2011 Ińsko
witam was dziewczynki ;]
cieszę się że pamiętacie o mnie  :Zakochany:

wróciłam z pracy, pojadłam obiadek więc mogę zacząć pisać dalej ;]

piątek był masakryczny ale jednocześnie niesamowity. Emocje które nami szarpały są nie do opisania....
rano o 8,00 polecieliśmy z małżem i siostrą-świadkową do spowiedzi. Ponieważ oni nie chcieli iść do naszego Kościoła bo tam miał spowiadać proboszcz, to pojechali na os. bukowe a mnie bo było mi obojętne wysadzili na Słonecznym. okazało się że spowiedź u mnie była przed mszą, a nie w trakcie mszy... a u nich że  w ogóle nie było spowiedzi o tej godzinie...  ::) ja wyszłam w połowie mszy bo stwierdziłam że nie ma sensu ,,marnować'' czasu tylko lecieć na majowe do następnego Kościoła. wychodzę a tam małż z siostrą stoją autem i mówią że u nich też lipa. więc szybko pojechaliśmy do trzeciego Kościoła...tam lipa spowiedź dopiero o 11.00  :o
babka która tam była kazała nam jechać z powrotem do nas i prosić jakiego kolwiek księdza o spowiedź. tak też zrobiliśmy.... zestresowałam się strasznie,ale udało się. Ksiądz został po mszy i nas wyspowiadał... karteczka podpisana ...ufff... teraz tylko jej nie zgubić ;D

dalej ja pojechałam odebrać suknię z pralni, po drodze kupiłam koszyki w sklepie wiklinowym na podziękowanie dla rodziców [mieliśmy fotoksiążki, ale zdecydowaliśmy się zrobić koszyki ze słodkościami jeszcze] i weszłam do Party Deco... od razu oczy mi zalśniły na widok białych pływających świeczek ;] kupiłam 20szt i szczęśliwa poszłam odebrać suknię...
Co się okazało niestety że ich prasowanie można o kant du%y rozbić bo owszem wyprasowali każdą falbankę ale włożyli z powrotem suknię w ciasny worek... byłam wściekła jak zobaczyłam to w domu...no nic nie było czasu na poprawki, suknię rozwiesiłam na karniszu w pokoju siostrzenicy aby się ułożyła...

około 11,00 rano jak wsiedliśmy w wypożyczonego od znajomego busa i pojechaliśmy do PM zapakować soki i napoje z piwnicy, przy okazji wpadlismy na korek na Gdańskiej w stronę miasta... 40 minut opóźnienia....
 później do cioci która piekła nam ciasta, potem do cukierni w której upiekliśmy tylko część ciast [te najtrudniejsze czyli sernik itp] i wracając do brata u którego w mieszkaniu trzymaliśmy wódkę. spakowaliśmy kwiaty i okazało się że prawie nie ma miejsca aby siostra z nami jechała busem, ale jakoś daliśmy radę ;p była nam potrzebna więc jakby miała nawet trzymać karton wódki na kolanach to by i tak pojechała ;]
Jak pamiętam będąc w domu Pm, przyszła teściowa poczęstowała mnie sałatką warzywną... była z godzina 12,00 jak się okazało był to mój ostatni posiłek aż do weselnego rosołku :P

zanim wystartowaliśmy ze Szczecina okazało się że bus tak siadł na oponach od ciężaru że zajechaliśmy na stację dopompować powietrze ;P

Jedziemy:
Priorytet to dojechać bezpiecznie, spokojnie na miejsce. gdyby bus zepsuł się po drodze nie dowieźlibyśmy trunków na salę ;p
wszystko szło zgodnie z planem.

na sali brakowało rąk. Byliśmy tam gdzieś o 17,00.
wypakowaliśmy wszystko do kantorka, a ja usiadłam w busie i robiłam ikebanę na stół z kwiatów. O dziwo jest prostsza do zrobienia niż sądziłam. wyszła ślicznie.
PM z siostrą zajmowali się winietkami... nie mieliśmy żadnego większego planu kto gdzie siedzi... jedynie wiedzielismy że po jednej stronie sali siedzą młodzi, po drugiej ,,starsi''.
zaczęliśmy napełniać wodą probówki i wkładać goździki do winietek. po drodze siostra z Pm zepsuli jedną winietkę i bali mi się to powiedzieć ;P Niechcący spłynęła im woda po nadruku z imieniem i nazwiskiem, chcieli wytrzeć  i się rozmazało :P na szczęście winietka należała do dobrej koleżanki więc się nie obrazi  :D
 szaleliśmy między stołami pośród szefowej i kelnerek.
sala na żywo prezentowała się bajkowo... rozkładanie winietek zajęło nam masę  czasu, ciężko było dogodzić. Na pewno były osoby mniej zadowolone... ale cóż, taki też układ sali, dość nie wygodny...
największą niespodziankę zrobiła nam właścielka, ponieważ o tym ze posiada piękne białe pokrowce na krzesła poinformowała nas tydzień przed ślubem i nie stać nas było wyłożyć 700zł, to na sam koniec przed wyjściem z sali powiedziała że da nam je w prezencie... jak kelnerki zaczęły je nakładać na krzesła, to dosłownie zaparło nam dech w piersiach.. sala nabrała blasku, ciemno brązowe panele i cała reszta w bieli nad stołami dwa ogromne żyrandole z kryształami.... od właścielki dostaliśmy również białe storczyki na stół, pozostały ze ślubu jej córki,który odbył się dwa tygodnie wcześniej.
sala prezentowała się bosko. białe obrusy, pokrowce, brązowa organza, białe serwety, storczyki, świece, zawieszki, winietki i pistacjowe goździki.. ;D
byliśmy padnięci, ale wychodząc z sali... rozpierało nas takie szczęście....

skończyliśmy około 22.00. polecieliśmy szybko do ośrodka obok żeby zapłacić za 3 domki, aby klucze mógł odebrać świadek w trakcie wesela i zapakowaliśmy się w drogę powrotną..
siostra ze zmęczenia zasnęła w busie. była tak samo zmęczona, w końcu w nocy piekła na wesele 2 blachy Snikersa i skończyła też o 3 w nocy ;]
my żeśmy przegadali całą drogę, byliśmy szczęśliwi, pełni emocji, analizowaliśmy każdy detal, wiedzieliśmy że wszystko szło zgodnie z planem..
wiedzieliśmy że rodzicom i nie tylko opadną buzie jak wejdą na salę  :brewki:
nawet humoru nie popsuł nam mój kuzyn który zadzwonił w trakcie układania winietek i poinformował że go niestety nie będzie z żoną, bo się zatruli...  ::) trochę przygnębiona wyrzuciłam ich winietki do śmietnika... i przełożyłam innych gości w to miejsce... ich strata...

dojechaliśmy do domu po 23,00, przygotowaliśmy wszystko na rano, w tym szmal w kopertach.
zapakowaliśmy słodkości dla rodziców w koszyki i zawinęliśmy w celofan.
wklepałam w GPS adres hotelu dla psa, bo rano Misiek miał zawieść tam naszą suńkę na weekend.. wtedy kiedy ja miałam siedzieć u fryzjera.
mieliśmy jeszcze zatańczyć nasz pierwszy taniec ale z tego zmęczenia i rozdrażnienia całkowicie nam nie szło, trochę posprzeczani położyliśmy się spać...

w tym czasie kiedy my byliśmy w Ińsku, moja mama z pomocą tatą układali kwiaty w Kościele. wszystko przygotowane, w sobotę mieli to tylko wystawić na ołtarz kilka godzin przed naszą Mszą... Pocieszyła mnie tylko że im też się udało i że jak zobaczę bukiet na ołtarz to padnę ;D
wiedziałam że jest dobrze ;]

czekał nas jeszcze cięższy dzień, ale wiedzieliśmy że ciężka praca daje piękne owoce...
teraz kiedy to wspominam czuję ogromną satysfakcję że wszystko zrobiliśmy sami...
coś niesamowitego, dwa lata czekania i zaciskania pasa aby odłożyć na wszystko, a tutaj nagle nasze marzenia się spełniają...wszystko dzieje się naprawdę... czułam się jakbym się nawciągała jakiejś amfetaminy ;p miałam takiego powera, nic nie jedząc, mało śpiąc... nakręcaliśmy się z PM jeszcze bardziej ;]
coś pięknego... tylko najważniejsze w tych trudnych dniach to się nie kłócić, choć bywa różnie... cieszę się że zdaliśmy ten test i wszystkie decyzje na koniec podejmowaliśmy wspólnie... choć wesele organizowałam przez te dwa lata sama, to przynajmniej w tych ostatnich dniach Małż pomógł mi bardzo dużo. Mimo że zaplanowane miałam wszystko, gdyby nie jego spokój to pewnie wpadłabym w panikę przy pierwszym problemie... zaskakiwał mnie bo czasami myślał trzeźwiej niż ja sama i miał dobre pomysły gdy w mojej  głowie wiało pustką  ;) a tym samym bardzo wszystko przeżywał i wiedziałam że cieszy się tak samo jak ja.

położyliśmy się spać około 1,00...
w jednym łóżku, trzymając się za ręce, zasnęliśmy wiedząc że następnym razem położymy się spać jako małżeństwo ;]
po 11 latach...po 5 latach narzeczeństwa przyszedł czas na zmiany...  :brawo_2:

 mama jeszcze krzątała się po domu, szykując wszystko na rano..
wszystko dopięte na ostatni guzik...tak nam się przynajmniej wydawało :P
fryzjer na 9,00
kamerzysta na 11,00
makijaż na 12,00
fotograf na 13.00 w domu ;]

Offline patrycja_4r Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 04.06.2011r  :i_love_you:
Axela przeczytałam wszytko  ;D Wzruszyłam się przy tym oczywiście  :)
Cieszę się,że i u Ciebie obyło się w miarę z spokojnie z PMem(jeszcze wtedy) -to bardzo ważne,gdy w tych ostatnich dniach przed godziną ZERO nasi Panowie są dla nas wsparciem  :)

No i kurde-jaki staż  :) Jakoś tak nei wiedziałam a raczej uciekło mi z glowy,że wy tyle lat jesteście ze sobą-i że tyle w zaręczynach  :)
Myślałam,że to tylko u  mnie tyle czasu trwały zaręczyny  :D

Offline axela2008 Kobieta

  • zapaleniec
  • data ślubu: 17.09.2011 Ińsko
:hahahaha: :hahahaha:
sama się wzruszyłam czytając to  :D

no staż mamy długi stąd ten wierszyk w pierwszym poście pod naszym zdjęciem... ,,wszystko się dzieje w swoim czasie'' ...bo pewnych kwestii a szczególnie finansowych nie da się przeskoczyć... dlatego na nasz dzień czekaliśmy bardzo długo... ale cieszę się, dzięki temu sami go za sponsorowaliśmy a tak 3 lata temu tak jak planowaliśmy ślub bylibyśmy skazani w 100% na rodziców. Zresztą czułam że zaraz po zaręczynach wywierałam presję na Pm  to spowodowało że ze ślubu cieszyłabym się tylko ja... cieszę się że tak to się potoczyło...


A poznając Pm miałam 14 lat, a on 17 :] Stąd tak długi staż ;]

Offline patrycja_4r Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 04.06.2011r  :i_love_you:
U mnie było podobnie-też zaraz po zaręczynach wywierałam presję,ale na szczęście mi przeszło  ;D

Offline axela2008 Kobieta

  • zapaleniec
  • data ślubu: 17.09.2011 Ińsko
mam wolny weekend więc lecę z relacją dalej ;]
nie chciałabym jej przeciągać, a w tygodniu mam mało czasu na siedzenie na forum.
mam nadzieję że podczytywaczki jakieś są  :D :D
i się ujawnią ;]

SOBOTA...
pobudka przed 7 rano. Spokojnie się zaczął dzień, prawie nie jak dzień ślubu, wyczekany, wypragniony... zaczął się całkiem normalnie...

ogarnęliśmy pokój, ja poszłam się wykąpać, ogolić i generalnie zrelaksować. Humoru mi nawet nie popsuł odpryśnięty żel na paznokciach [jak na złość na kciuku prawej ręki ..], przez wnoszenie na salę dzień wcześniej zgrzewek napoji... szybko zalakierowałam brak 1/3 żelu na paznokciu białym lakierem i przezroczystym.... widać było ale miałam to gdzieś ;]

przygotowaliśmy wszystko i zapakowaliśmy się z PM i psem w samochód.

Najpierw kwiaciarnia, odebrałam kwiatka do włosów i zapłaciłam za całość.
potem zawiozłam się do fryzjera, a Daniel pojechał zawieźć psa do hotelu za Gryfino.
GPS ustawiony, wszystko gra.

U fryzjera spędziłam z 1,5h pod suszarkami czytając gazetki, mój żołądek wariował... byłam tak rozdygotana w środku...zaczęło się...
Na recepcji pracowała moja koleżanka z poprzedniej pracy i szybko zaparzyła mi podwójną melisę... nie wierzyłam że takie specyfiki działają, ale o dziwo mój wnętrzności się uspokoiły... czułam stres ale głos mi już tak nie drżał, jakbym miała się zaraz rozbeczeć...

humor popsuł mi tylko deszcz za oknem...choć od tygodnia zapowiadali piękną pogodę... to niestety się rozpadało... pomyślałam sobie że to pokuta za tyle lat życia w grzechu  ;D

wszystko szło zgodnie z planem... aż tu biorę telefon do ręki i widzę 18 nieodebranych połączeń od Miśka...  :o :o
najgorsze wizje... coś się stało...
dzwonię..
okazało się że GPS zawiózł go do Podjuch i pokazał koniec trasy  :o
ani adresu, ani telefonu do hotelu nie miał..nie wiedział co robić...zawrócił do domu..

myślałam że nie wysiedzę na tym fotelu...
krzyknęłam do recepcjonistki aby weszła na stronę internetową i spisała mi adres do tego hotelu i nr telefonu.

Misiek szybko zawrócił do naszego świadka, ustawił mu swój Gps i ruszył drugi raz w drogę...godzina spóźnienia...
Cała ta akcja była strasznie stresująca...

 Zadzwonił szybko do rodziców że ma duże opóźnienie i będzie ubierać się u mnie, żeby wsiadali w taksówkę i przyjechali do mnie.
psa udało się zostawić w boksie choć strasznie piszczała, mimo braku czasu, Misiek posiedział z nią z 20 minut i musiał wracać do Szczecina...
serce pękało...wszystko miało być inaczej...

podrzucił mi auto pod salon fryzjerski a sam pobiegł do domu, gdzie okazało się że jest tylko babcia. Rodzice pojechali wyłożyć dekoracje na ołtarz.
U nich tez nie obyło się bez problemów...
Okazało się że na 2 godziny przed ślubem była odprawiana msza...w której uczestniczył biskup...  :D
rodzice czekali, czekali aż w końcu wiedząc że nie mają już czasu wyłożyli dekoracje w czasie mszy. Ludzie patrzyli się na nich jak na debili ;P

no cóż... jakoś się udało, jak wrócili do domu, my się już ubieraliśmy, był kamerzysta i fotograf... było takie ciśnienie na czas że szok..

pamiętam jak ja z jednego pokoju krzyczałam do Daniela który ubierał się w drugim pokoju czy odebrał kwiaty z kwiaciarni...a on jakie kwiaty??
zapomniał bo miał prosto z hotelu psa, wjechać do kwiaciarni, ale z całego stresu zapomniał :D

Szybko skoczył po kwiaty ze świadkiem, trwało to 20minut. Ja już byłam ubrana i czekałam na niego...

Pamiętam jak krzyknęłam do siostry żeby przyniosła mi szybko z łazienki płyn do płukania ust ;] przyniosła i poleciała się dalej szykować. wypłukałam usta...i...nagle olśnienie, gdzie wypluję płyn ?? wyjść z pokoju nie mogę bo w sukni mnie Misiek zobaczy...hmmm...poświęciłam jednego storczyka na parapecie ;] o dziwo, z 2 tygodnie po ślubie wypuścił pęd z kwiatami  ;D

Przyjechali rodzice.. wszyscy w komplecie...zdążyliśmy...






























Misiek wchodzi do pokoju, wręcza mi kwiaty... sytuacja opanowana, wiemy ze już wszystko będzie szło zgodnie z planem...najgorsze za nami...





wchodzimy do dużego pokoju i prosimy o błogosławieństwo.
nagle przypomina nam się że prosiliśmy Daniela wujka aby przyjechał pod nasz dom i przywiózł babcię, którą nie informowaliśmy wcześniej że chcemy również jej błogosławieństwa.
Chcieliśmy uniknąć jej niepotrzebnego stresu, więc uknuliśmy z wujkiem podstęp ;]
tylko oczywiście o tym zapomnieliśmy, a telefony mieliśmy wyłączone już. Wyglądnęliśmy przez okno, są, stoi ich auto.
Pobiegł po nich świadek.

Jest babcia.... nie przewidywała że poprosimy ją o błogosławieństwo, byliśmy chyba pierwszymi wnukami którzy ją o to poprosili...mówiła bez przygotowania, spontanicznie i szczerze... bardzo się cieszyliśmy że udało nam się ten podstęp ;]

Błogosławieństwo było wzruszające. Oczka mi się zalśniły. szczególnie podczas błogosławieństwa przez teściową, bo stanęła i nie mogła przełknąć słowa ze wzruszenia ;]















wychodzimy;


Za sobą miałam wielkie lustra a po ubraniu zapomniałam nawet spojrzeć jak wyglądam ;]
a wychodząc zbierałam ostatnie fanty o których zapomniałam, rzucałam tylko świadkowej na ręce, a to buty na poniedziałek, a to dzinsy bo zapomniałam ;] śmiesznie to wyglądało ;]









jedziemy do Kościóła  :serce: :serce: :serce: :serce: :serce: :serce:

a tu specjalnie dla was, ponieważ uważam że zdjęcia choć piękne nie oddają do końca tych emocji ;]
cieszę się że zdecydowaliśmy się na fotografa ale nadal jestem za kamerzystą, a jedno i drugie tworzy komplet idealny, który w pełni utrwalił kawałek naszej historii którą będziemy mogli pokazać naszym potomkom ;]

i wam również będę pokazywać fragmenty z płyty.
jeden z nich :
 


w następnym odcinku :
Kościół i piękne kazanie  z którym się z wami podzielę zanim pokażę przysięgę :D


Offline axela2008 Kobieta

  • zapaleniec
  • data ślubu: 17.09.2011 Ińsko
film wyświetla się jako 360p warto przełączyć na 480p jest wyraźniejszy, choć kompresja robi swoje ;]
miłego oglądania ;]
aha, próbowałam wykreślić nasze imiona i nazwiska, ale mi się nie udawało. więc zostały, choć to i tak nie problem bo mam tak nie typowe imię że łatwo mnie niestety znaleźć na necie...
buziaki

Offline aaaniulkaaa Kobieta

  • użytkownik
  • data ślubu: 2012
można dołączyć??
filmik wzruszający  :D

Offline misia241 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 27.08.2011
Cudowny filmik :D już sie nie moge doczekać swojego ;)

Offline Natysa Kobieta

  • To co na zawsze między nami, dodaje wiary w lepszy czas;*
  • uzależniony
  • data ślubu: 19.05.2012
I ja dołączę jeśli pozwolisz :)
Pięknie wszystko opisujesz :)
Mam wrażenie jakbym w tym uczestniczyła :D

Filmik też super :) :)
Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy :-*

Offline patrycja_4r Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 04.06.2011r  :i_love_you:
Aksela-powtórzę po Natysie,pięknie wszystko opisujesz  ;D Na słowa o karze za życie w grzechu miałam mocnego banana  ;D ;D ;D ;D

Zgadzam sie z Tobą,że mogą być najpiękniejsze zdjęcia,ale nie oddadzą tego co się dzieje w dzień ślubu.Kamera-to jest to!  :)

Offline Aneczq1987 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30.07.2011
Ja też się przyłączę :)
Pięknie....

Offline axela2008 Kobieta

  • zapaleniec
  • data ślubu: 17.09.2011 Ińsko
Zapakowaliśmy się do auta, Misiek musiał pomóc mi zapakować wszystkie falbany do auta, żeby zamknąć drzwi ;]

Za chwilę i tak wysiadka, sąsiadka  z dzieciaczkami zrobili nam bramę ;] przy okazji zwinęła nam ponad 2kg cukierków, mówiąc że podzieli je między dziećmi. Na szczęście nie było więcej bram robionych przez dzieci, bo nie mielibyśmy już ani jednego cukierka….

Zajechaliśmy przed Kościół 20minut przed mszą, tak jak kazał ksiądz.



Świadkowie poszli podpisać dokumenty, na zachrystię, a my przywitaliśmy się z gośćmi.





Małżowi tak zaschło w gardle że poleciał do księdza po wodę. Stałam taka sama pod Kościołem gadając z gośćmi, dopiero po czasie stwierdziłam ze wyglądało to dziwnie… jak opuszczona Panna Młoda ;]
Później podszedł do nas Proboszcz, porozmawiał ze mną czy się stresuję, jak wrażenia. Zapytał czy chcę tic-taka ;]
Skorzystałam a później mieliłam tego tic-taka przez całą mszę  :D


Pamiętam jak staliśmy przed Kościołem, jakoś nie czułam stresu.  Nie mogłam opanować szczęścia i uśmiechu na twarzy. Spytałam się ogólnie jak będziemy się trzymać idąc do ołtarza, czy pod rękę czy za ręce.. ktoś odpowiedział że za ręce, będziemy wyglądać naturalnie, swobodnie ;] to chyba powiedziała Pma ciocia. Nie pamiętam...

Weszliśmy do Kościoła, pamiętam że popatrzyłam na Pma i zobaczyłam pod koszulą gruby, srebrny łańcuch który chamsko prześwitywał…. Zapomniał go ściągnąć… śmiałam się że łańcuch już ma, jeszcze kolczyk w nosie i jak krowa na pastwisku ;D

Zaczęli grać, podszedł do nas ksiądz, rozśmieszył nas, pytał czy nie zmieniliśmy zdania, dał krzyż do ucałowania, przypomniał że goście są dla nas a nie my dla nich i abyśmy się nimi nie stresowali. Idziemy, śmiać mi się chciało nadal z łańcucha ;] ścisnęłam usta, żebym wyglądała poważnie.. Wkraczamy ….
Pamiętam ze Misiek nadepnął mi na kawałek trenu, usłyszałam tylko jak odkleił się jeden z rzepów ;D

 Niestety Kościół jest tam ciasny … i bardzo oryginalnie skonstruowany, ze goście siedzący całkiem w bocznych ławkach widzą nas od przodu. Ma to swoje plusy i minusy. Bo do ołtarza dzieli nas tylko 7 ławek, ale za to jest ciasnawo.

Najpierw papierki, ręce nam drżały.





















Serce waliło jak młot, miałam wrażenie że przez ten gorset nie mogę oddychać ;]
Pamiętam tylko że ksiądz coś mówił, a po chwili powiedział ,,a jeżeli chcecie zawrzeć związek małżeński to powstańcie’’ a Daniel z przerażeniem jakiego nigdy u niego w oczach nie widziałam, zapytał ,,już???’’
Pamiętam ze mieliśmy strasznie spocone dłonie ...  :D



Wszystko się tak szybko potoczyło. Nigdy nie czułam tego co wtedy, z niczym nie można tego porównać, z żadnym egzaminem, do żadnego innego stresu. Jest to bardzo wyjątkowe uczucie. Przeogromny stres, nawet nie trema, bo tych ludzi obok się nie widzi, patrzysz tylko w oczy meża i widzisz że jest tak samo przerażony jak i ty ;]

Wszystko dygocze, broda drży, a jednocześnie czujesz rozpierające szczęście. Dziwne uczucie, ale warto je przeżyć.
Zawsze jak ktoś się mnie pytał po co to wszystko, po co ślub, wesele, odpowiadałam że jest tak mało pięknych chwil w życiu że nie warto je sobie samemu jeszcze odbierać… a na pewno nie z powodu pieniędzy, bo one raz są a raz ich nie ma.
Najważniejsze to umieć je tak wykorzystać aby dawały jeszcze więcej szczęścia.
Fajnie tak oderwać się od rzeczywistości i poczuć, zobaczyć co tak naprawdę czuje się do tej drugiej osoby. Widzieć jego wzruszenie, przejęcie, dla takich chwil na prawdę warto żyć.
Ktoś kto tego nie przeżyje, raczej nie zrozumie, a na pewno przeciwnicy ślubów, nie uwierzą że na tym ołtarzu dzieję się coś naprawdę niesamowitego. Czy można było kochać narzeczonego jeszcze bardziej???
wtedy myślałam że już bardziej się nie da, ale od tamtej pory wiem że tak...  :Serduszka:



I oto fragment jaki utrwalił kamerzysta.
Chciałam się podzielić pięknym kazaniem, które zadedykowane było rodzicom, wzruszające słowa dla wszystkich gości., nie tylko dla nas.



ale szybka relacja będzie ;]
chyba dobrze co?
jak złapałam bakcyla na pisanie wam, to muszę to wykorzystać, bo później znowu zniknę i nie dokończę :P
buziaki  :Serduszka:


Offline axela2008 Kobieta

  • zapaleniec
  • data ślubu: 17.09.2011 Ińsko
Zapomniałam, że odjeżdzając z pod domu [widać na filmie w tle] był festyn dla dzieci. Jak prowadzący nas zobaczył to przez mikrofon złożył nam życzenia i poprosił o oklaski. Heheh super uczucie jak biło nam brawa z 40 dzieci ;D
mocne wyjście  ;D
Aneczq1987
Natysa
aaaniulkaaa
witam serdecznie.

przy oglądaniu filmu pamiętajcie o przełączeniu na 480p ;D

Offline krysiAK Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2 lipca 2011
Piekne te filmy, kazanie powala!!!
Bardzo mi sie podoba Twoja relacja, tak to opisujesz ::)
I masz racje co do kumulacji przeroznych uczuc przed sama przysiega, nikt tego nie zrozumie, dopoki tego nie przezyje :)

Offline Daisy87 Kobieta

  • uzależniony
powinnam już spać ale siedzę, oglądałam Twoje filmiki i ryczę bo przypominam sobie nasz ślubek i tak bardzo chciałabym przeżyć to jeszcze raz!  ;)

cudowną suknię miałaś!  ;D