e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: Miya w końcu wyszła za mąż :)  (Przeczytany 2999 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Miya Kobieta

  • forumowicz
  • data ślubu: 09-07-2011
Miya w końcu wyszła za mąż :)
20 lipca 2011, 16:42
Sorrki, że tak późno ale dużo mamy na głowie. :)

9 lipca w końcu wyszłam za mąż. :) Poniżej relacja, na razie mam tylko amatorskie fotki, czekamy na zdjęcia od fotografów. :) Relacja jest bardzo długa! ;)

Wieczory panieńsko - kawalerskie

Tydzień przed ślubem odbyły się nasze wieczorki. :) Ostatnie noce wolności. Nasz był w klimacie shabby chic, a chłopców w męskim klimacie zadań specjalnych. ;)
 My zaczęłyśmy relaksem w SPA, to był świetny pomysł. Ośrodek był piękny, trochę na uboczu miasta, w strefie relaksu czekały na nas pyszne przekąski(m.in. truskawki oblane czekoladą, mniam ;)), każda z nas miała po dwa zabiegi(masaż balijski i zabieg na dłonie i lub stopy), nie wybierałam nic bardzo obciążającego żeby nie ryzykować przed ślubem jakiś uczuleń czy podrażnień. Oprócz tego mogliśmy korzystać z różnych saun. Zrelaksowałyśmy się niesamowicie, wszystkie moje przyjaciółki mówiły, że to był naprawdę dobry pomysł.

Kiedy my odpoczywałyśmy i piękniałyśmy na wieczór, chłopcy walczyli o przetrwanie na arenie laser tag'a(taki paintball tylko ma się lasery zamiast kulek z farbą), podzieleni zostali na 3 drużyny. Prawdopodobnie wygrał nasz główny drużba ale nikt do końca nie wie. ;) Około 14 przyszli do nas fotografowie, niestety nie pozwolono nam zrobić zdjęć w samym ośrodku ale za to mogliśmy zrobić zdjęcia w ogrodzie.

Ja poszłam się malować i czesać na wieczór a dziewczyny zostały w apartamencie żeby się szykować a także przyszykować specjalne zadania niespodzianki dla mnie. Dzień wcześniej odbył się wielki test wiedzy, pierwsza część o moim wtedy jeszcze narzeczonym poszła mi świetnie, druga część z prowadzenia domu, już nie tak dobrze. ;) Za każdą niepoprawną odpowiedź miałam wybrać numerek odpowiadający jakiemuś tajemniczemu zadaniu.

Chłopcy zmęczeni również udali się do swojego apartamentu na before, męska tajemnica nie pozwala im zdradzić co się tam działo ale kiedy przyszłam tam na chwilę(musiałam wziąć od narzeczonego potwierdzenie rezerwacji na wieczór) to wyglądało to jak w gangsterskich filmach z lat amerykańskiej prohibicji. ;) Wszyscy siedzieli przy stole, pili, rozmawiali i raczej dobrze się bawili.

Wróciłam do dziewczęcego apartamentu i wszystkie moje przyjaciółki wyglądały pięknie, ja też szybko się ubrałam, poradziłam, które ubrać kolczyki i wyruszyłyśmy na miasto. Dziewczyny już były głodne a jeszcze czekało nas kilka zadań. M.in. musiałam być niesiona na około pomnika Mickiewicza, czy poprosić jakiegoś obcokrajowca o zaśpiewanie miłosnej piosenki w jego ojczystym języku. Kiedy wykonałam kilka zadań udaliśmy się na kolacje do magicznego poddasza, zamienionego w starą krainę przez naszą cudowną florystkę. Klimat był naprawdę świetny. :) Spędziliśmy trzy leniwe godziny, na rozmowach jedzeniu pysznych rzeczy i popijaniu wina.

Chłopcy również zgłodnieli, niestety nie mieli tak dużego transportu(ich kolacja była na Kazimierzu).  Jeden z drużbów jednak szybko wpadł na pomysł i wszyscy pojechali meleksem. Mieli super przygodę. :) Na męskim wieczorku oczywiście nie mogło zabraknąć męskiego jedzenia. Kolacje mieli w LoveKrove, takiej knajpce dającej świetne hamburgery i mającej bardzo ciekawe wnętrze. Na stole ustawione były  dekoracje nawiązujące do całości wystroju(kwiaty z uszami krowy itd. ) wszystko było w klimacie z lekkim przymrużeniem oka. Kawalerskie hamburgery bardzo chłopakom smakowały.

Kiedy kolacja się skończyła przyszedł czas na najbardziej szaloną część wieczoru. My udaliśmy się do klubu, na górze mieliśmy wynajęty viproom, dobra rada, jeśli ustalacie limit na barze nie wykupujcie już dodatkowych alkoholi, nie byłyśmy w stanie tego wypić wszystkiego. ;) Powiem tylko w skrócie, że noc była szalona, piłyśmy, bawiłyśmy się, ja wykonywałam dalsze zadania, tańczyłyśmy na barze itd. ;) Mieliśmy też swoje nazwijmy to wrażenia estetyczno-artystyczne. ;) Skończyłyśmy w mocnych godzinach porannych. ;)

U chłopaków nie było gorzej, oni poszli do klubu nocnego, niestety tam już fotograf nie mógł z nimi wejść. Z tego co wiem to wrażenia estetyczne również były świetne, z ich relacji wynika, że bawili się równie świetnie choć może nawet grzeczniej niż my. ;) Potem przenieśli się do klubu z tańcami po drodze gubiąc 2 uczestników(Bangkok has them ;)). Na szczęście rano wszyscy się odnaleźli cali i zdrowi(nie licząc bólu głowy. ;)).

ZDJĘCIA - http://paulaimiko.pl/index.php?site=galeria
Na naszej stronie internetowej, pierwsza część zdjęć z wieczorków, na resztę wciąż czekamy. W dwóch galeriach na dole. :)


Ślub i wesele

Piątek


W piątek zwieźliśmy wszystko do pokojów, przybył również orszak, nasi kamerzyści i fotografowie. Nasza stylistka przywiozła wszystkie suknie i garnitury dla orszaku, zrobiliśmy dwa wieszaki, męski i damski żeby jutro nie było problemów z odnalezieniem swoich sukienek, koszul czy dodatków.

Nasz główny drużba pojechał z Miko po kilka rzeczy jeszcze a reszta orszaku pomagała mi jak mogła. :)W międzyczasie nasza sala piękniała z minuty na minutę, ale nie byłam w stanie sobie wtedy wyobrazić jak ta sala może wyglądać. ;)

Panie konsultantki zaglądały co chwilę i pomagały wszystkim ekipom.  

Wieczorem pojechaliśmy na próbę. I to był bardzo dobry pomysł! Jeśli macie duży orszak i jeszcze dzieci taka próba jest niezbędna. Nasi kamerzyści mieli jeszcze kilka uwag, kilka rzeczy zmieniliśmy podczas próby, na końcu osiągnęliśmy idealny wynik. :)

Potem część osób wróciła do hotelu, my uciekliśmy na lekcje tańca(ech, ale o tym za chwile), udało nam się perfekcyjnie zatańczyć 3 razy i uciekliśmy z powrotem na salę. :) Tam jeszcze zatańczyliśmy na parkiecie. W międzyczasie nasi fotografowie i kamerzyści mieli spotkanie, razem z paniami konsultantkami, a do nas przyszedł pan z Zena z wielką niespodzianką. :)
Poszliśmy do pokoju i położyliśmy się spać. Przespaliśmy spokojnie całą noc, bardzo się bałam, że nie damy rady i będziemy wykończeni w dniu ślubu.

Sobota

Wstaliśmy około 8:30, ogarnęliśmy się na szybko i zeszliśmy na śniadanie. Ostatnie panieńskie śniadanie. ;) Już na dole obsługa była dla nas bardzo miła, rozmawiała z nami pytali jak się czujemy. Zjedliśmy śniadanie i Miko pojechał jeszcze po parę rzeczy do mieszkania a ja poszłam do pokoju zostawić fotografom rzeczy do robienia detali. Przyszedł pan Robert, wziął nasze obrączki i zaczął z szukać najfajniejszego miejsca na zdjęcie, mega pozytywny człowiek to jest. :) Niestety nie wiem jak zdjęcia detali wyszły, bo już musiałam uciekać dalej.

 Pojechałam zobaczyć jak pięknieją moje druhny i wpadłam z paniką, że nie mam nic niebieskiego(kompletnie zapomniałam o szafirowych szpilkach ;)), moja główna druhna obiecała, że się tym zajmie, druga dała mi coś pożyczonego i starego równocześnie.  :) Dziewczyny wyglądały przepięknie, ciężko było mi im dorównać.

Uciekłam do fryzjera i zaczął się festiwal telefonów. ;) Moim motywem przewodnim na filmie i zdjęciach będzie telefon. ;) Fryzura wychodziła genialnie! Zrobiliśmy coś podobnego do fryzurki z panieńskiego. O dziwo, stresu zero, byłam bardzo spokojna. Od fryzjera odebrał mnie tata, który już zdążył przyjechać i zawieźć moją mamę do fryzjera.  Wróciliśmy się na makijaż, po drodze spotkałam rodziców Mikołaja, którzy już prawie gotowi odpoczywali w ogródku a zaraz za rogiem w innym ogródku odpoczywała moja mama, która właśnie przed chwilą opuściła fryzjera. Wyglądała świetnie. W ogóle nasi rodzice prezentowali się bardzo dobrze.

Poszłam się malować, mieliśmy niestety małe opóźnienie. Na miejscu poczęstowano mnie szampanem, makijaż wyszedł świetnie, tak jak na próbie a może nawet lepiej.

Wróciłam do hotelu, moje druhny były już gotowe i zaczęło się wariactwo. ;) Akcja pt. ubieramy Pannę Młodą. Ja już prawie jestem ubrana ale nie ma kolczyków! Zostały u chłopaków, dobra moje druhny poszły ich szukać, wróciły są(i druhny i kolczyki!), zakładamy je. Zaraz przyszła moja mama mi pomóc, jeszcze buty, zdobyta podwiązka i jestem gotowa. Słyszę jakieś zamieszanie pod drzwiami, to chłopcy mają problem z kwiatami, dziewczyny poszły im wpinać butonierki. Ok, nareszcie wszyscy gotowi. Dziewczyny podchodzą do mnie, mówią trzy głębokie wdechy, to twój dzień, wyglądasz obłędnie, wychodzimy. :)

Zjeżdżamy na 1 piętro na szczyt schodów, winda się otwiera, dziewczyny zasłaniają mnie szczelnym kordonem. ;) Na dole czekają już wszyscy goście, najpierw schodzą nasi rodzice, teraz drużbowie i Pan Młody, słyszę, że na dole coraz większe poruszenie, chyba się podoba. :) Ok, chłopcy zeszli, teraz druhny, każda podchodzi do „swojego” drużby a ten wręcza jej bukiet.

Ok, trzy głębokie wdechy i schodzę, na schodach świeczki, oby tylko nie podpalić sukienki. ;) Zakręcam i widzę jest moje kochanie! Wygląda cudnie, ach na nowo się w nim zakochałam. Widzę też naszych uśmiechniętych rodziców, naszych przyjaciół, cały orszak również wygląda niesamowicie. Wszyscy się do mnie uśmiechają i klaszczą. Niesamowite uczucie. Podchodzę do swojego jeszcze narzeczonego, na chwile czas się zatrzymuje, jesteśmy tylko we dwoje pewni tego co za chwile ma się stać, widzę miłość w jego oczach. Mówi, że wyglądam olśniewająco, odpowiadam, że on wygląda niesamowicie przystojnie i dostojnie.

 Ok, ruszamy. Autokary przez remont galerii nie mogły wjechać na plac, orszak prowadzi gości trochę dalej, my z rodzicami wsiadamy do cadillaców. Telefon od pań konsultantek, w Tomaszowicach wszystko gotowe, wygląda wszystko bajecznie, prosimy o przygotowanie trochę wody jak przyjedziemy. Ruszamy orszakiem weselnym na miejsce ceremonii. :)

Ceremonia

To chyba będzie najtrudniejsza część relacji, ponieważ ceremonia była dla nas tak wzruszająca i magiczna, że aż ciężko to opisać. :)

Przyjechaliśmy na miejsce i czekaliśmy aż wszyscy goście usiądą. W międzyczasie zrobiliśmy milion zdjęć w samochodzie. ;) Już widziałam, że altanka wyglądała przecudnie! Normalnie jak ze snu. Była magiczna i motylkowa. ;) To teraz trochę opisu technicznego. :) Na środku alejki był nasz dywan po bokach obsypany płatkami róż. Na takich trzymadełkach, które się wbija do ziemi były ustawione rożki kwiatowe nawiązujące do bukietów druhen. Cała altanka tonęła w naszych barwach, motylach i kwiatach. Na środku były ustawione takie jakby odwrócone rożki z motylami i kwiatami. Całość robiła naprawdę wrażenie jak z jakiegoś bajkowego snu. A w ogóle to zapomniałam napisać o bukietach, mój był śliczny, biało niebieski z białą wstążką, nie za duży, bardzo pasował do całości. Bukiety dziewczyn były również świetne i mega oryginalne. Ciężko je nawet opisać, w rożkach, które były obite białą koronką i białymi motylami było dużo białych kwiatów, z kilkoma kwiatami różowymi, na dole rożka był taki mały kryształek a całość była na białej wstążce. :) Wyglądały super i świetnie uzupełniały niebieskie suknie dziewczyn. Mój narzeczony miał butonierkę z niebieskiej koronki, do tego kwiat i białego motylka. Niestety nie zarejestrowałam jakie butonierki mieli drużbowie ale prawdopodobnie szaro - różowe.

Wracajmy do opisu wydarzeń. Poczekaliśmy aż wszyscy goście usiądą, dostaliśmy znak od konsultantek, że wszystko gotowe, kwartet w gotowości i możemy ruszać. :) Wyszłam z bijącym sercem, chyba troszkę złapał mnie stres. Oto nadeszła ta chwila, zaraz będę przysięgać swojemu ukochanemu dozgonną miłość i oddanie. Byłam również ciekawa jego przysięgi.

 Zaczęła grać muzyka a mnie pierwsze wzruszenie chwyciło za gardło. Na krzesłach siedzą wszystkie najbliższe nam osoby, które mogły z nami być w tym dniu. Uśmiechają się i są tutaj dla nas, żeby razem z nami świętować i przeżywać tę niesamowitą chwilę. Orszak powoli przechodził alejką, ustawiał się na górze altanki. Muzyka płynęła ze skrzypiec, wprowadzając piękną i podniosłą atmosferę. Słońce świeciło dla nas pięknie. Druhny i drużbowie się ustawili, teraz kolej na mojego jeszcze narzeczonego.

 Najpierw szedł chłopczyk dzielnie niosąc nasze obrączki na poduszeczce. Teraz kolej mojego narzeczonego, oto idzie, moje kochanie, mój największy skarb, mój przyszły mąż. Serce mi rosło jak na niego patrzyłam, emocje po prostu nie do opisania. Zmieniła się muzyka i teraz ja.

Przede mną mała księżniczka sypię kwiaty. Ok, ruszam. Z ojcem pod rękę, spokojnie. Widzę jak mój tata jest dumny i przejęty, zaraz będzie oddawać swoją małą córeczkę, mnie znowu wzruszenie ściska gardło. Dochodzimy do schodów, aj musimy zwolnić, sukienka i schody nie chcą współpracować. ;) Tata całuje mnie w policzek, powiedział coś do narzeczonego(nie usłyszałam co), odwraca się o oto stoimy przed sobą, ja i mój narzeczony. Zaczyna się ceremonia.

Pan celebrant wita wszystkich zgromadzonych, mówi również o tych, którzy mogą być  z nami tylko duchem. My prawie cały czas trzymamy się za ręce i patrzymy sobie głęboko w oczy. Nadeszła pora na przemowy naszych świadków. Zaczyna moja główna druhna, mówi pięknie, o miłości, o nas, o naszych różnych szaleństwach, my śmiejemy się i prawie płaczemy na zmianę. Kończy pięknym cytatem. Teraz nasz główny drużba, zaczyna od historii poznania się z Miko, jest śmiechowo. :) Cała mowa jest utrzymana w lekkim ale bardzo miłym klimacie, kończy cytatem Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej, życzeniami szczęścia i zapewnieniem, że przyjaciele zawsze będą z nami.  My jesteśmy bardzo poruszeni, czujemy mnóstwo pozytywnych emocji i wsparcia od naszych świadków, orszaku i wszystkich gości.

Następnie słuchamy pięknej przemowy o małżeństwie. Teraz ojciec Mikołaja chce powiedzieć kilka słów. Jest bardzo przejęty, czyta piękny wiersz i składa nam życzenia. Nam robi się bardzo miło, bijemy brawo.

I oto nadeszła ta chwila, przechodzimy do przysięgi. Kwartet zaczyna grać Bacha, wszystko zaczyna wirować, czas staje w miejscu, jesteśmy tylko my, dwa serca, dwie dusze, które zaraz mają połączyć się w jedno i wypowiedzieć najważniejsze słowa w swoim życiu.
 Najpierw Miko, czyta przepiękną przysięgę, mnie przy każdym słowie, staje serce, ach tak bardzo go kocham. Przysięga mi miłość, wsparcie, mówi o realizacji marzeń tych wspólnych jak i osobnych, o założeniu tętniącego życiem szczęśliwego domu, o wychowaniu dzieci w duchu tolerancji i miłości.
Teraz ja, przysięgam mu miłość, wierność, wsparcie, akceptacje jego wszystkich małych i dużych szaleństw. Mówię o stworzeniu szczęśliwej rodziny, powtarzam fragment o dzieciach.

Stoimy zapatrzeni i szczęśliwi, trzymając się za ręce, miłość i szczęście przepływa między nami.

Obrączki, chłopczyk podaje je nam, odwiązujemy je i wkładamy.

Paulo Katarzyno, przyjmij tę obrączkę jako symbol mojej miłości i znak, że biorę Ciebie za żonę.

Mikołaju, przyjmij tę obrączkę jako symbol mojej miłości i znak, że biorę Ciebie za męża.

Oto stajemy się mężem i żoną. Symbole naszej miłości lśnią na naszych palcach, jesteśmy niesamowicie szczęśliwi. :) Słyszymy możesz pocałować Pannę Młodą. Nareszcie! Nasz pierwszy małżeński pocałunek. Goście biją brawo, cudowne uczucie! W oddali brzmi Nothing else matter. Podpisujemy akt małżeński ze świadkami. Pan celebrant żegna wszystkich gości, nasz orszak zaczyna schodzić. Świadkowie biorą piękne kosze z rożkami i rozdają je gościom, sami stają za krzesełkami tworząc taki jakby szpaler.

Chwytamy się za ręce, rozbrzmiewa marsz Mendelsona i idziemy, wszyscy obsypują nas kwiatami na nową drogę życia, my się śmiejemy, jesteśmy spełnieni i szczęśliwi. Teraz czas na zabawę!

Offline Miya Kobieta

  • forumowicz
  • data ślubu: 09-07-2011
Wesele cz.1
Przyjechaliśmy do hotelu, zaraz za nami przyjechał autokar i musieliśmy się schować przed gośćmi, bo chcieliśmy jeszcze uciec na krótkie błogosławieństwo do apartamentu rodziców. Po błogosławieństwie zeszliśmy na dół na salę, a tam goście byli już częstowani przekąskami i drinkiem powitalnym.

 Sala wyglądała tak, że zapierała dech w piersiach. :) Po prostu nie da się nawet tego rozdzielić na szczegóły, wszystko tak idealnie ze sobą współgrało, że robiło piorunujące wrażenie. Było po prostu BAJKOWO! Przed wejściem stały wielkie różowe donice z kwiatami. Na suficie wisiały sznury kryształów i koronkowych motyli. Całość dopełniała piękna dekoracja świetlna, na ścianach „fruwały” motyle i pięknie zmieniały się światła.

Rodzice powitali nas chlebem i solą, potem wypiliśmy szampana(nie dałam rady na raz i musiałam na kilka ;)), rzuciliśmy kieliszkami za siebie i rozbiły się! :) Następnie przyszedł czas na życzenia, goście ustawili się w kolejce, my poprosiliśmy świadków o pomoc w odbieraniu prezentów. Tylu miłych słów i komplementów jeszcze w życiu nie słyszałam! Życzenia były bardzo miłe i widać było, że płynęły prosto z serca.  Dostaliśmy wiele pięknych kartek z życzeniami(wszystkie czytaliśmy rano w niedziele) pojawił się też prezent, bardzo trafiony, zestaw kawowy z grafiką „Pocałunku” Klimta. Następnym bardzo fajnym prezentem był obraz, malowany chyba pastelami, wzorowany na jednym ze zdjęć z naszej sesji narzeczeńskiej, bardzo fajna pamiątka. :)

Oprócz pięknych bukietów kwiatów, dostaliśmy również kilka win. Po przyjęciu wszystkich życzeń nie pozostało nic innego jak otworzyć salę bankietową.
Drzwi się otwarły i normalnie jakbyśmy przeszli przez portal do innego świata. To co było stworzone na sali tanecznej było bajkowe, ale klimat jaki został osiągnięty na sali bankietowej był nie do opisania. Każdy najmniejszy szczegół idealnie zagrał, przenosząc nas do krainy magii, naprawdę jak na elfickie przyjęcie. Po ziemi snuł się dym, nad nami fruwały motyle, nad naszym stołem były upięte szarfy w kolorach przewodnich i piękna kula. Rolety były zasłonięte, sale oświetlało światło świec i mleczne światło z lamp. Na stołach stały wielkie okrągłe kule, w wysokich wazonach, niesamowite kompozycje, goście aż nie mogli uwierzyć, że to wszystko to żywe kwiaty. Nad bufetem normalnym wyświetlane było nasze logo, na samym bufecie w takich wysokich różowych wazonach stały kompozycje kwiatowe. Na pewno pominę jakiś szczegół w opisie.

Słodki bufet i obok bufet herbaciano kawowy, robiły niesamowite wrażenie. Wszystko zagrało ze sobą idealnie. Słodycze wyglądały tak, że aż szkoda było ich jeść, smakowały również genialnie. Bufet herbaciano kawowy, jak z jakiejś bajki, dzbanuszki sprawdziły się idealnie. Naprawdę przeszło to moje najśmielsze marzenia.

Przy dźwiękach harfy, która dodawała bajkowego i trochę wręcz nierealnego klimatu usiedliśmy do obiadu. Ze strun sączyła się lekka, trochę elfia melodia a my delektowaliśmy się przystawką. Jedzenie było przepyszne a obsługa bardzo szybka. Również strona wizualna potraw była bardzo dobra. Do obiadu podano wino(bardzo dobre), jednak niektórzy goście już skorzystali z baru i zamówili pierwsze drinki. Po zupie rozeszliśmy się trochę po sali podziwiać wszystko. Aha, trzeba wspomnieć jeszcze, że trufle, które goście dostali w podziękowaniu, również cieszyły się wielkim powodzeniem. Niektórzy z gości podchodzili do nas i gratulowali nam takiego zgrania szczegółów i to nieprawda, że ludzie nie zwracają uwagi na szczegóły, my usłyszeliśmy dużo pozytywnych uwag od gości, że wszystko tak idealnie do siebie pasuje, że mamy nawet monogram na serwetce, że poligrafia i dekoracja jest przepiękna itd.

Powiedzieliśmy kilka słów do gości, podziękowaliśmy za przybycie i taki pozytywny odzew. Następnie podano danie główne. Naprawdę małe porcje na weselach w hotelu to mit, danie było bardzo duże.

Po daniu głównym, obsługa przyniosła napełnione kieliszki do pierwszego toastu. Wzniósł go nasz główny drużba, było nam bardzo miło. :) Wszedł deser, pyszności! Lody miętowe i suflet czekoladowy to idealne połączenie.

W międzyczasie druhny próbowały podpiąć jakoś moją suknie, niestety falbany nie są dobre do układów tanecznych. ;) Podpięły mi i zawiązały wstążką(szafirową) tren.

Konferansjer zaprosił wszystkich gości na pierwszy taniec. Tutaj napiszę, że taki konferansjer to naprawdę fajne rozwiązanie, mówił dowcipnie, prowadził całą imprezę ale w bardzo elegancki sposób, zapraszał gości, zapowiadał dedykacje i ogólnie cały czas podtrzymywał zabawową atmosferę, nawet jak my byliśmy zajęci innymi obowiązkami. Sprawdził się idealnie. :)  

Pierwszy taniec, no cóż nawet na tak długo zaplanowanym weselu musi coś nie wyjść. ;) Ciężko mi prawdę mówiąc ocenić cokolwiek, bo moim zdaniem  było strasznie, ale gościom się podobało, dużo nas odymili więc może nie było widać. ;) Układ mieliśmy opanowany perfekcyjnie i może tylko dlatego do końca nie położyliśmy całości, ale źle mi się tańczyło taki układ w tej sukni, nie była źle dopasowana czy za długa, po prostu nie można w niej chyba tańczyć walca, bo w innych szaleństwach na parkiecie nie przeszkadzała. W każdym razie wyszło jak wyszło, my stwierdziliśmy, ze się nie przejmujemy i od połowy to już się śmialiśmy ze wszystkiego, parę figur wyszło, parę nie, staraliśmy się jak umieliśmy najlepiej. Mimo tego bawiliśmy się świetnie, bo to w końcu nasz pierwszy taniec był, w dodatku do pięknej piosenki, mimo wpadek było bardzo romantycznie. :)

Po pierwszym tańcu zaprosiliśmy gości do zabawy a dj zaczął z mocnym przytupem rockowym. :) Goście od razu rzucili się na parkiet i około rockowych klimatach bawili się do rana.


Wesele cz.2

Jak pisałam dj grał naprawdę świetnie, było dużo rockowych kawałków ale zdarzały się też klasyki muzyki tanecznej. Było trochę „zabaw” tanecznych ale nic nachalnego, goście i my bawiliśmy się świetnie. :) Ogólnie prawie zawsze parkiet był pełen. Największy komplement usłyszeliśmy od jednej koleżanki, kiedy przytańczyła do mnie i powiedziała, „o ja jak super, zrobiliście tutaj prywatnego jazzrocka”. ;) Bawili się również starsi goście, rodzice Pana Młodego wymiatali na parkiecie.  Moja sukienka o dziwo nie przeszkadzała w normalnym tańcu. ;)

Część gości poszła delektować się różnymi smakołykami. Pytaliście o bufety, otóż bufet słodki to był strzał w 10! Na początku dużo więcej jedzenie schodziło stamtąd niż z bufetu normalnego. Powiedzieliśmy gościom żeby się nie krępowali, bo słodycze będą donoszone(na bufecie nie były ustawione wszystkie). Wszystko wyglądało i smakowało rewelacyjnie. Również bufet herbaciano-kawowy cieszył się powodzeniem, na początku schodziło więcej kaw ale potem również goście zaczęli smakować herbaty. Obsługa uwijała się bardzo, jednocześnie pozostając bardzo dyskretną. :)

My w międzyczasie krążyliśmy między stolikami i rozmawialiśmy z gośćmi. Usłyszeliśmy dużo miłych słów. I tutaj mała dygresja ludzie zauważają szczegóły, nam nawet pokazywali co do siebie pasuje i pamiętali jak wyglądało zaproszenie i inne rzeczy i że pasuje wszystko do siebie tak super. Furorę zrobiły serwetki z monogramem. :) No i oczywiście kwiaty.  :)

Około 21 otworzyliśmy lounge. Konferansjer trzymał gości w napięciu zapowiadając japońską niespodziankę. Poprosiliśmy wszystkich gości o zgromadzenie się w przejściu i otworzyliśmy wejście do następnej krainy. A wszystko wyglądało genialnie, choć zupełnie inaczej niż na głównych salach.
Białe meble, świetne światło, na suficie białe lampiony z gałązkami kwitnącej wiśni, w oknach fiolki z egzotycznymi kwiatami(nie mam pojęcia co to było ale było śliczne), do tego kilka stojących drzewek. Na środku wieża z sushi, obok bar z panami sushimasterami. Niedaleko stała gejsza z winem śliwkowym, wyglądało to czadowo. My zaprosiliśmy gości na szampana, prezent od pana z Zena, 3 litrowy świetny szampan z roku milenium, był pyszny. Mikołaj go otworzył i rozlał część do kieliszków.

A w rogu stał smok, wyglądał nieziemsko! Był ogromny i robił niesamowite wrażenie, obok leżały karty z osiągnięciami. Zaprosiliśmy gości do udziału w konkursie, pokrótce tłumacząc zasady.

Konkurs przyjął się od razu i dawał gościom i nam też dużo frajdy. Nie było jakiejś nadmiernej rywalizacji, choć niektórzy bardzo przyłożyli się do wykonywania zadań. Jednym z najciekawszych zadań było wzniesienie toastu, który będzie nawiązywać do ulubionej książki/serialu/filmu sf lub fantasy PM, usłyszeliśmy wiele kreatywnych przemówień. :) Śmiechu było co niemiara. ;)

Po szaleństwie na parkiecie przydała się taka przerwa, siedzieliśmy z gośćmi, zajadaliśmy przepyszne sushi(pan sushimaster pamiętał jakie lubimy i dał nam ulubiony sos, to bardzo miłe było) i chwilkę odpoczywaliśmy.

Goście zaczęli bawić się dalej a my uciekliśmy na małą sesje przed hotel z rodzicami i orszakiem. Byliśmy już trochę rozluźnieni więc myślę, że zdjęcia wyjdą naprawdę fajne i spontaniczne. :)

Pomimo tylu sal i atrakcji goście nie „rozbiegli się”, każdy robił to na co miał aktualnie ochotę. :)

Po następnym intensywnym tanecznym secie(poleciały same polskie rockowe kawałki, aż żal było schodzić z parkietu) poszliśmy się przebrać.
Przydał nam się ten chwilowy odpoczynek. Nasza stylistka szybko ogarnęła nasze przebranie. Suknia leżała idealnie, fryzura jeszcze lepiej pasowała do 2 stylizacji, czułam się również bardzo dobrze. Perły super współgrały z całością. Miko przebrał koszule, zrzucił kamizelkę. :)

Panie konsultantki czuwały nad przebiegiem przyjęcia i tym żebyśmy nie zapomnieli o żadnym punkcie.

Jak zeszliśmy na dół zaczęły się podziękowania dla rodziców. :) Nie mieliśmy przygotowanej żadnej mowy ale przez to było bardziej osobiście. Przygotowaliśmy dla rodziców piosenkę Santany. Prezenty bardzo się spodobały, rodzice byli bardzo zaskoczeni. :) Potem zatańczyliśmy z nimi.
Po podziękowaniach wjechał tort, śliczny! I na szczęście nie było na nim żadnych rac. Wzięliśmy się do krojenia no i tu była zabawna sytuacja, nie poszło nam to najlepiej. Ja kroiłam w jedną stronę, mąż w drugą. Zaczęliśmy od dołu, ale mówię, nie to się chyba od góry zaczyna kroić, no więc kroimy od góry a Miko bardzo chce ukroić dekoracje. W końcu udało się! Jest pierwszy kawałek. ;)

Tort był pyszny, masy nie było w ogóle czuć, a środek był mniam!

Wesele cz.3

Po torcie przyszedł czas na dość długi i intensywny set taneczny. Jak tylko chcieliśmy zejść z parkietu to nie mogliśmy bo albo ktoś porywał nas do tańca albo leciała taka piosenka, że nie można jej było nie zatańczyć. ;)

Goście zaczęli wypełniać osiągnięcia. Zabawy było co niemiara, każdy podpisywał swoją kartę, czasem były 2osobowe drużyny ale większość robiła je jednak samodzielnie. Większość przychodziła do nas żeby im zaliczyć, któreś osiągnięcie. Największa łamigłówka była ze smakiem tortu ale kilku gościom udało się zgadnąć. Wszystkim bardzo się pomysł podobał i każdy chciał zostać śmiałkiem, który ubije bestie.

O północy przyszedł czas na oczepiny. Najpierw ja rzucałam bukietem, usiadłam na krzesełku, mąż zasłonił mi oczy, piosenka ustała, rzucam i… po krótkiej walce mamy zwyciężczynie, choć powinny być tak naprawdę dwie.
Teraz Miko rzucał krawatem, wszyscy kawalerowie a nawet nie kawalerowie się stawili. ;) Taka sama sytuacja, wyrzucił i tym razem bez walki jeden z chłopaków doskoczył i zabrał krawat.

Mamy nową PM, teraz ich taniec. Krawat i bukiet oczywiście zostawiliśmy zwycięzcom na pamiątkę.

Po krótkiej tanecznej przerwie, wjeżdża nasza główna atrakcja. Barmani z FF, wjechali ze swoim barem i rozpoczęli 15 minutowy show, goście byli zachwyceni, my zresztą również, zabawa była przednia. Show naprawdę robiło wrażenie, akrobacje były bardzo widowiskowe i trudne a do tego pierwiastek showmeństwa chłopaków sprawił, że był to naprawdę świetny pokaz.

Następnie przyszedł czas na kilka zabaw z gośćmi, wszyscy chętnie się zgłaszali i próbowali swoich umiejętności w sztuce flair. Wszystko było poprowadzone z przymrużeniem oka i na luzie. Całość trwała jakieś pół godzinki chyba, następnie barmani zostali żeby raczyć nas przez chwilę różnymi kolorowymi drinkami.

Po tych wszystkich emocjach niestety mój organizm na chwilę odmówił posłuszeństwa i musiałam uciec na piętnaście minut do pokoju i się położyć.
O 1:30 podano kolacje, pysznego kurczaka, nie wszyscy się jednak na niego skusili, rada dla Was, jeśli macie obiad i bufety to serwowana kolacja raczej nie będzie już potrzebna. ;)

Potem goście tańczyli, pili, jedli. Niektórzy zaczęli się też żegnać więc bez przerwy byliśmy w ruchu. :) Każdy z gości dostał na pożegnanie, herbatkę oraz mini torcik. Wszystkim takie zestawy bardzo się podobały. Usłyszeliśmy wiele przemiłych słów, że pięknie, że magicznie, że na takim weselu jeszcze goście nie byli itd. Było nam bardzo miło, że wszystko się udało no i nie tylko nam się podobało. :)

O 3 wszyscy śmiałkowie i odważne niewiasty przeniosły się do lounge żeby w końcu pokonać bestie. Ja przyniosłam z pokoju miecz, który przywiózł nasz świadek specjalnie na tę okazje(wielki, był tak ¾ mojej długości i ważył kilka kg). Nastało wielkie poruszenie i zliczanie punktów. Każdy chciał dzierżyć broń i ubić smokowi głowę. W końcu po krótkich negocjacjach mieliśmy remis i dwójka śmiałków(chłopak i dziewczyna) zostali desygnowani do ostatecznej walki.
Z głośników zabrzmiała waleczna muzyka, wszyscy się odsunęli, para podniosła miecz, jego ostrze zalśniło złowrogo i został zadany pierwszy cios, smok nie poddawał się łatwo i dopiero przy trzecim ciosie stracił głowę. Nasz świadek podniósł ją w triumfalnym geście zwycięstwa a my zaprosiliśmy gości do poczęstunku.

Ja zaniosłam miecz do pokoju i wróciłam na kawałek tortu. Był bardzo dobry, ciemny biszkopt przekładany jakąś owocową masą.

Po tym wydarzeniu większość gości zaczęła się zbierać, choć jeszcze kilkanaście osób zostało na parkiecie.
Zebraliśmy też mnóstwo dedykacji od gości, my również zadedykowaliśmy piosenkę naszym świadkom i całemu orszakowi w geście podziękowania za wielką pomoc. :)

O 5 pożegnaliśmy się z gośćmi i jeden z naszych drużbów zaliczył last man standing. ;)

Wróciliśmy do pokoju zadowoleni ale niesamowicie zmęczeni i poszliśmy spać. Rano rozpakowaliśmy wszystkie piękne kartki i prezenty. To jest naprawdę świetne uczucie kiedy z mężem obok czytacie te wszystkie wspaniałe życzenia. :)

Koniec, ja tutaj dotrwaliście to gratulacje. :D

Niestety zdjęć od fotografów nie mamy jeszcze. Ale jest kilka amatorskich fotek. :)



« Ostatnia zmiana: 20 lipca 2011, 17:53 wysłana przez .:Anka:. »

Offline Kasia* Kobieta

  • Chuck Norris
czekalam na tą relację :)
Wszyscy mówią mi - kiedyś przyjdą lepsze dni, ktoś na dobre zmieni mnie, czekam na ten dzień

Offline Miya Kobieta

  • forumowicz
  • data ślubu: 09-07-2011
I jak? ;)

Offline .:Anka:. Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
zabieram sie do czytania..jest tego trochę!

wyglądaś slicznie!

Offline .:Anka:. Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
Miya, zdjecia są za duze - musze je usunąć.
zmniejsz do 640x480

Offline Miya Kobieta

  • forumowicz
  • data ślubu: 09-07-2011
Ok, więc zdjęcia raz jeszcze. :)

Mąż i żona:



Słodki bufet:



Detale:

\

Przed pierwszym tańcem:


Offline eovina Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 26-12-2010
Przeczytałam  :) Pięknie to wszystko opisałaś, ale teraz czekam na zdjęcia żeby poczuć klimat tego dnia  ;)
Suknia prezentowała się fantastycznie.
Ola 01.08.2011
Zofia 10.01.2014

Offline banny Kobieta

  • nowicjusz
  • data ślubu: 14.08.2008 i sierpień 2015
chetnie dolacze jesli mozna!!z Twojego opisu wynika, ze wszystko wyszlo bajecznie!!! gratuluje!!!!!

Offline maggi-80 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 19-06-2010
Jestem i ja :D

Suknia mi się w odliczanku nie podobała, ale na Tobie wygląda super :D

JoanMo

  • Gość
No nareszcie :) Bardzo pozytywny opis, teraz czekam na fotki, żeby wyobraźnię skonfrontować z dokumentacją ;)

Offline Jane Kobieta

  • użytkownik
  • data ślubu: 10.08.2012
To i ja się dopisuje :)
Pięknie wyglądałaś w tej sukni :)

Offline Mysikróliczek

  • Chuck Norris
Wszystkiego najlepszego na Nowej Drodze Życia :)
Bądźcie zawsze tacy szczęśliwi  :)

Przepiękna suknia! Mocno w stylu Zienia.
Czekam na resztę zdjęć od fotografa, z opisu wynika, że było bajecznie :)




Offline alinka692 Kobieta

  • "Decydując się na dziecko, kobieta zgadza się aby jej serce żyło poza jej ciałem"
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 06.08.2010
OMG  :o :o  ..super..ślicznie wygladalas !! czekam na cd  ;D ;D ;D

Offline ika3w Kobieta

  • Ilona
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 23.08.2008r
Czekam niecierpliwie na więcej zdjęć bo zapowiada się ciekawie :)

Offline mkarolinka Kobieta

  • Chuck Norris
O widzę, że bukiet zmieniłaś, dziewczyny z gazety Cie jednak przekonały.

Offline słodka_wanilia Kobieta

  • zapaleniec
  • data ślubu: 17.09.2011
Fajnie wszystko opisałaś :)
A jak wyglądałaś...  ;D ;D ;D Super :)

Offline Miya Kobieta

  • forumowicz
  • data ślubu: 09-07-2011
Dzięki dziewczyny. :)
Prawdę mówiąc trochę się bałam z tą suknią, bo to tak popularny model i dużo ładniejsze dziewczyny, jak np. ABC miały go na sobie. :) Ale i tak uważam, że najlepiej wyglądała moja mama, sukienkę udało jej się w salonie "zdjąć z wieszaka" kiedy ja odbierałam suknie ślubną. ;)

Czekam na zdjęcia, pierwsze zapowiedzi mają się pojawić w okolicach połowy tego tygodnia. :)

Offline Agulek79 Kobieta

  • Boże dopomóz mi być takim człowiekiem, za jakiego uważa mnie mój pies.
  • Chuck Norris
    • Agulek relacjonuje!
  • data ślubu: 27.06.2009
To ja czekam na zdjęcia!! :)

Offline anullali Kobieta

  • uzależniony
  • data ślubu: 10.09.2011
wooow! niesamowite wesele!
gratulacje tak fantycznych i śmiałych pomysłów!

Offline Miya Kobieta

  • forumowicz
  • data ślubu: 09-07-2011
Anullali dzięki. :) Cieszymy się, że wszystkie pomysły wyszły, bo nie byliśmy do końca pewni czy wszystko się uda. :)

Dostałam właśnie pierwszą zapowiedź zdjęciową, od jednym z naszych fotografów - Pracowni Wspomnień, więc bez zbędnego przedłużania wrzucam. :)
Zdjęcia udało mi się odpowiednio zmniejszyć. ;)

zdjęcia usunełam ponieważ są niezgodne z regulaminem.
« Ostatnia zmiana: 2 sierpnia 2011, 12:16 wysłana przez rybkawiedenka »

Offline .:Anka:. Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
wszystko super tylko nie możesz umieszcać na forum zdjęć z logo fotografa..

Offline Miya Kobieta

  • forumowicz
  • data ślubu: 09-07-2011
Bez logo nie mogę umieścić zdjęć na forach i stronach, co w takim razie zrobić, dać linka do galerii?

Offline alinka692 Kobieta

  • "Decydując się na dziecko, kobieta zgadza się aby jej serce żyło poza jej ciałem"
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 06.08.2010
świetne zdjecia..piękne kolory no i Wy  ;D ;D ;D ;D czekamy na więcej !!!

Offline anullali Kobieta

  • uzależniony
  • data ślubu: 10.09.2011
super dopracowane szczegóły!


rybkawiedenka

  • Gość
Zdjęcia usuwam, są niezgodne z regulaminem. Musisz każde w paincie obrobić i wkleić bez logo.
« Ostatnia zmiana: 25 lutego 2012, 19:42 wysłana przez .:Anka:. »

Offline budyniowa

  • nowicjusz
  • data ślubu: przepadła w czeluściach pracy parlamentu
super ta kiecka i kolory zdjec..


Bez logo nie mogę umieścić zdjęć na forach i stronach, co w takim razie zrobić, dać linka do galerii?

a dlaczego? nie naleza do Was? wywolywac tez bedziecie Z logo? i tylko w wybranej ilosci egzemplarzy ;)?


Offline Miya Kobieta

  • forumowicz
  • data ślubu: 09-07-2011
Należą do nas, ale mają prawa autorskie, muszą być z logo wszędzie tam gdzie je pokazujemy w necie, normalnie w albumie będą bez. W takim razie nie mogę tutaj pokazać tych zdjęć bo nie mogę ich w paicie obrobić i loga usunąć.
Daje w takim razie link do naszej strony ślubnej, w ostatniej zakładce w galerii one są. :)

Pierwsze ZDJĘCIA  ze ślubu - http://paulaimiko.pl/index.php?site=galeria (ostatnia galeria).

Budyniowa, nasze kolory przewodnie były dość intensywne a tutaj jeszcze zostały bardziej podrasowane. :) Mnie się to podoba bardzo.

Offline Isabel Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 03.09.2011
jestem i ja!! ślicznie wyglądaliście i piekną pogodę mieliscie  ;D