e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik  (Przeczytany 45738 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
29 listopada 2010, 21:57
Złapałam się na tym, że coraz więcej faktów z życia mojej córeczki zaczyna mi umykać.
Na przykład dziś zastanawiałam się kiedy Julianka pierwszy raz usiadła sama.
Dlatego, by kolejny raz móc szybko wejść na forum i pewne fakty sprawdzić, postanowiłam założyć ten wątek.
Chcę go potraktować jako swego rodzaju pamiętnik dokonań mojej córeczki. Ale również jako miejsce, w którym będę mogła się "wygadać", pogadać i poradzić.
Serdecznie zapraszam do czytania i komentowania, sama tajnie poczytuje wiele wątków, ale jakoś wciąż brak mi śmiałości żeby się wypowiadać. Chociaż ostatnio staram się już trochę przełamywać.  ;)

A w celu przybliżenia Julianki i mojej osoby:

Julianna
Julianka
Julianeczka
ukochana mamusi Gwiazdeczka


ur. 05.05.2010 r. (środa)
godz. 13:38
waga: 3610 gr
wzrost: 53 cm


Ja, jej mama:
nick: żonka (wcześniej przyszła żonka)
hajtnięta: 20.09.2008 r.
ur. 31.10.1982 r.
godz. nie pamiętam
wzrost i waga: też przeze mnie zapomniana  ;)

Zapraszam.  :)


Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
29 listopada 2010, 21:59
Hmmm...
Dane Julianki nieczytelne. No to jeszcze raz:  ;D


Julianna
Julianka
Julianeczka
ukochana mamusi Gwiazdeczka


ur. 05.05.2010 r. (środa)
godz. 13:38
waga: 3610 gr
wzrost: 53 cm
[/color]

Offline ricardo Kobieta

  • Patrycja
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 08.09.2007
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
30 listopada 2010, 10:33
Twoja córeczka urodziła się dzień przede mną :) tzn ja kilka lat wcześniej ;)

Jeszcze poprosimy o zdjecie małego byczka :)

A Julianna to jest Julia? Czy to jeszcze inne imię?

Witamy i nie krępuj się :) pisz jak najczęściej :)

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
30 listopada 2010, 10:51
Poród...
Samo wspomnienie mojego porodu wywołuje u mnie ciarki. Najgorszemu wrogowi takiego porodu nie życzę. Patrząc na to z perspektywy czasu zastanawiam się jak ja dałam radę, bo niemożliwe jest żeby ludzki organizm wytrzymał taki ból i dal radę takiemu wysiłkowi.
Ale od początku...
Tydzień przed porodem pojechałam do Zdroi na kolejne ktg. Jechałam z przekonaniem, że wrócę spokojnie do domu, bo jakichkolwiek oznak zbliżającego się porodu było brak. Czułam się świetnie więc oczywiście do szpitala pojechałam w pełnym makijażu, odstawiona, w butach na obcasach. Jakże wielkie było moje zaskoczenie gdy lekarz stwierdził, że jednak w szpitalu zostaję. Powód: tętno dziecka niby w normie, ale niebezpiecznie blisko dolnej granicy. No trudno - dobro dziecka to podstawa więc mężuś poleciał do samochodu po torbę (profilaktycznie już nigdzie się bez niej nie ruszałam), a ja powędrowałam na izbę przyjęć.
Umieścili mnie w trzyosobowym pokoju, w którym miałam przeogromne szczęście spotkać super towarzyszki niedoli. Wspaniale towarzystwo umiliło mi cały, tygodniowy pobyt na patologii ciąży. W naszym pokoju prawie non stop trwała mała imprezka, zjeżdżali się nasi mężowie, przywozili żarełko, bo na szpitalnym wyżyć się nie dało, napoje (niestety nie wyskokowe) i potrafiliśmy siedzieć po kilka godzin dziennie gadając i płacząc ze śmiechu. Zdaje się, że ta dobra atmosfera sprawiła, że tętno Julinaki wróciło do normy i już wszystko było o.k., ale mimo tego do domu wypuścić mnie nie chcieli. Z jednej strony dobrze, bo byłam non stop pod kontrolą, cztery razy dziennie miała robione ktg i w razie jakichkolwiek nieprawidłowości lekarze mogliby szybko zareagować. Z drugiej strony źle, bo założę się, że pobyt tam i moja dużo mniejsza niż zwykle aktywność fizyczna sprawiła, że ciąże przenosiłam, a poród był tak ciężki. Gdy pogoda pozwalała, to robilam dziennie kilka okrążeń całego terenu szpitala, ale że na ogół padało, to moja aktywność fizyczna sprowadzał się do spacerów do toalety i spowrotem.
05.05.2010 o godz. 1:00 w nocy obudzil mnie skurcz, nie był jakiś mocny, a skoro się już obudziłam, to postanowiłam wyruszyć do toalety. I gdy wstałam z łóżka, filmowo wręcz chlusnęły ze mnie wody. Proszę mi wytłumaczyć dlaczego na każdym filmie 5 minut po odejściu wód rodzi się dziecko? Toż to kłamstwo w żywe oczy.
W każdym razie radośnie powędrowałam do dyżurujących pielęgniarek i poinformowałam je, że chyba odeszły mi wody. Te spokojnie zaprowadziły mnie na porodówkę, na którą wmaszerowałam z uśmiechem na ustach, aż tamtejsze położne komentowały, że chyba długo to tak się uśmiechać nie będę. No cóż miały rację, w końcu co doświadczenie, to doświadczenie.
Po zakwaterowaniu mnie na porodówce zadzwoniłam po męża, skoro był przy robieniu, to niech też będzie przy rozwiązaniu. Wiem jedno, bez męża przy boku nie dałabym rady - prowadzał mnie, a raczej niósł pod prysznic, do toalety, podawał wodę do picia - ja nie miałam siły ręką ruszyć. Dzięki niemu wiem też mniej więcej co się działo, bo ja pamiętam niewiele. Mnie zdominował mega ból, który trwał 13 godzin. Rozwarcie postępowało powoli mimo podawanej oksytocyny, dożylne znieczulenia, które dostawałam nie przynosiły ŻADNEJ ulgi. Po 6 godzinach błagałam o cesarkę, żeby już przestało boleć, żeby już to zakończyć. Lekarze ubłagać się nie dali, mimo że okazało się, że Julianka jest wysoko, pod dziwnym kątem i w ogóle nie celuje w kanał rodny. Twierdzili, że jeszcze trochę, że jeszcze poczekamy może zmieni pozycję. I to właśnie, uważam, jest winą mojego leżenia na patologii, bo gdybym była aktywna normalnie, tak jak byłam zanim wylądowałam w szpitalu, to na pewno ułożenie Julianki byłoby inne i najprawdopodobniej poród przebiegałby zupełnie inaczej.
Ekstremum było gdy pojawiło się pełne rozwarcie i skurcze parte, a ja dostałam nakaz leżenia na boku i zakaz parcia. I tak przez całe dwie godziny. Leżałam na boku i WYŁAM z bólu. Masakra. A lekarze dalej twierdzili, że na cesarkę się nie kwalifikuję, że jeszcze poczekamy, że na pewno dziecko się przesunie.
Dziecko się nie przesunęło, za to zaczęło jej zanikać tętno. To był najstraszniejszy odgłos jaki w życiu słyszałam. Na sali zrobił się popłoch, zbiegło się pięć położnych i czterech lekarzy. Mąż mówił, że wszyscy z przestrachem w oczach. W końcu ściągnęli 150 kilogramowego lekarza, który rzucił mi się na brzuch.
Dzięki Bogu udało mu się Juliankę wypchnąć. I tak o 13:38 pojawiła się na świecie. Urodzona masą lekarza, bo na pewno nie siłami natury.
Położyli mi ją na brzuch dosłownie na dwie sekundy, pamiętam tylko, że była strasznie sina i nie płakała. Była tak wymęczona, że nie miała siły krzyczeć. Zastanawiające jest to, że od razu dostała 10 punktów.  Zdaniem moim i męża punkty przyznali na wyrost, żeby zatuszować zagrożenie życia jakie się pojawiło, w końcu w papierach wszystko pięknie wygląda.
Najważniejsze jest, że Julianka jest zdrowa, poród zostawił jej tylko jeden ślad - naczyniak na czole, ślad pewnie po jakiejś mojej kości  miednicy, o którą tarła gdy ją wypychali. Naczyniak na szczęście znika.
Nic nie może sprawić, że ból porodu zapomnę. Ale wynagradza mi to Julianka.
Jest moim największym szczęściem. Nie wiedziałam, że można tak MOCNO kochać drugą osobę.
            

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
30 listopada 2010, 10:59
Ricardo, witam.  :D Cieszę się, że zajrzałaś.

A Julianna to jest Julia? Czy to jeszcze inne imię?

Julia i Julianna, to dwa różne imienia.

Ja, nieskromnie mówiąc, mam jedno z najładniejszych imion na świecie - Anna.  ;) Ale krzyknij Ania na ulicy, a odwróci ci się co druga idąca tą ulicą kobieta. I ta powszechność mojego imienia była zawsze moją bolączką, dlatego ja chciałam dać mojemu dziecku na imię nietypowo. I gdy tylko kiedyś wynalazłam w kalendarzu Juliannę, od razu wiedziałam, że jeżeli będę miała córeczkę, to tak jej dam na imię.
Co najciekawsze, Anny, mimo że jest ich multum, obchodzą imieniny raz w roku. Imieniny Julianny, imienia niespotykanego, jest cztery czy nawet pięć razy w roku. W każdym razie moja Julianeczka imieniny obchodzi 19 czerwca.

rybkawiedenka

  • Gość
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
30 listopada 2010, 11:14
Wpadłam  i ja się przywitać. Jeśli rada doświadczonej mamy będzie ci niezbędna służę ;)

Offline ricardo Kobieta

  • Patrycja
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 08.09.2007
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
30 listopada 2010, 11:16
No to powiem Ci, że miałaś równie udany poród jak ja... Również w Zdrojach, również z naciskaniem brzucha tylko że ja jeszcze gratis dostałam próżnociąg bo moja Mała też nie chciała dobrze wejść do kanału rodnego (co weszła to się wysuwała) a cc nie chcieli zrobić...  świenie, nie? ;) Masakra, ale na szczęście jest już po.

Nigdy nie slyszałam takiego imienia :) ale powiem szczerze, że bardzo ładne :) Jakoś kojarzy mi się z latami 20 poprzedniego wieku, ale naprawdę urocze.

Offline nikola/23 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 4.10.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
30 listopada 2010, 11:55
To i ja rowniez przylączam sie do podczytywania  ;)

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
30 listopada 2010, 15:04
Rybko, nicola witam serdecznie. Bardzo cieszę się, że wpadłyście.  :)

Za chwilę postaram się wrzucić jakieś zdjęcia, cobyście miały pogląd jak wyglądamy  ;) Na razie walczę z imageshackiem, zobaczymy co z tego wyjdzie.

Ricardo, a wiesz dlaczego lekarze nie chcą robić cesarek? Bo za cesarkę szpital dostaje z nfz mniej pieniędzy niż za poród sn. Fajnie, nie?  ::)

Offline ricardo Kobieta

  • Patrycja
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 08.09.2007
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
30 listopada 2010, 15:08
Dla mnie to jest po prostu barbarzyństwo... Nigdy więcej w życiu nie chcę tego przechodzić drugi raz. A tymi pieniędzmi to mogą się wypchać ;)

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
30 listopada 2010, 19:50
Ricardo, całkowicie podzielam twoje zdanie. Kolejnego takiego porodu już bym chyba nie przeżyła.

A teraz obiecane zdjęcia:  :)


Julianeczka z tatą. Miała wtedy 20 dni.

[/URL]

Uploaded with ImageShack.us[/img]


Julianeczka z obojgiem rodziców.
[/URL]
[/img]


I Julianeczka współcześnie  ;)
[/URL]
[/img]



Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
30 listopada 2010, 19:51
No i ze zdjęć nic nie wyszło  :drapanie
Idę poczytać technikalia.

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
30 listopada 2010, 19:54
zobaczmy teraz...


Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
30 listopada 2010, 20:02
Coś tam mi wyszło, mam nadzieję, że zdjęcie nie jest za duże.
Spróbuję wkleić kolejne:

20-dniowa Julianka z obojgiem rodziców


I Julianka z tatusiem


I jeszcze jedno aktualne.

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
30 listopada 2010, 21:50
Moje dziecko jest genialne.  ;D
Dostała dziś od mojej mamy bąka. Abstrahując, zabawka zdaje się nieśmiertelna, ja się podobnym bawiłam.
Żeby jej pokazać na czym zabawa polega posadziłam ją na ziemi i nakręciłam bąka. Patrzyła się na niego zafascynowana. A gdy skonczył się kręcić myślałam, że padnę, wyciągnęła rączkę, złapała za tą gałkę, którą się bąka nakręca i zaczęła ją ciągnąć i coś tam gadając po swojemu patrzeć na mnie.   :o  Podeszłam, bąka nakręciłam i czekałam co zrobi. Znów poczekała aż skończy się kręcić i znów zaczęła ciągnąć za gałkę. Scenariusz się powtórzył.
Jak dla mnie Julianka skojarzyła, że ta gałka wprawia zabawkę w ruch i domagała się więcej.
Czy może, jako zakochana mamusia, idealizuję zachowanie mojego dziecka?  ???

rybkawiedenka

  • Gość
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
30 listopada 2010, 21:50
Cudna jest! Na zdjęciu z tatusiem wygląda jak laleczka!

Offline ricardo Kobieta

  • Patrycja
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 08.09.2007
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
1 grudnia 2010, 09:09
Śliczna jest :) Jeszcze bez włosków ale te kilka co ma to wygląda na blondynkę :)

Nie, nie idealizujesz :) Mądre dziecko :)

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
1 grudnia 2010, 21:39
Dziękuję w imieniu Julianki.
Włosków to ma nawet sporo, ale bardzo jaśniutkie, dlatego na wszystkich zdjęciach wychodzi jak łysa.  ;D

A dziś u nas dzień pod znakiem poszukiwań bieżnika i innych elementów wystroju stołu na wigilię. W tym roku pierwszy raz będziemy ją organizować, do tej pory zawsze jeździliśmy na sępa na zmianę do moich rodziców i do teściów. Jakichkolwiek elementów wystroju stołu było u mnie brak więc trzeba było coś wyszukać. Po objechaniu jyska i home&you w molo załamałam się, bo nic ładnego nie było. Ale postanowiłam uderzyć jeszcze do home&you w Galaxy i na szczęście udało mi się tam obkupić. Kupiłam dwa bieżniki, bo mam 3-metrowy stół i jeden to za mało, będę musiała je jakoś ładnie razem zszyć. Kupiłam też ozdoby do świeczek z takich jakby kryształowych kwiatków i kryształowe śnieżynki, które porozkładam po stole. Ogólnie cała dekoracja w kolorach srebra. Wydałam kupę kasy. Coś czuje, że grudzień tego roku to będzie finansowa masakra.
i kupiłam też mojej 12-letniej siostrze prezent - taką jakby sznurkową bransoletkę ze srebrnym serduszkiem w aparcie. Fajna taka młodzieżowa, mam nadzieję, że będzie jej się podobać.
W tej prawie całodniowej eskapadzie towarzyszyła mi oczywiście Julianka, chyba zostanie zakupoholiczką jak mamusia, bo przez te pare godzin była super grzeczna, nie domagał się jedzenia ani spania. Po prostu cud dziecko. A że mamusia ma fioła i ZAWSZE musi coś dziecku kupić, to dziś wzbogaciła się o super ciepłą czapkę i rękawiczki z h&m.
Jutro mamy szczepienie, oby dobrze zniosła. I ciekawe czy dotrzemy do przychodni. Zasypie nas dziś czy nie?

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
2 grudnia 2010, 12:21
No i posypało.  :D Śmigamy dziś na sanki.

Data do zapamiętania:

02.12.2010 r. - pierwszy śnieg Julianki i pierwsze Juliankowe wyjście na sanki  :hahahaha:

Offline ricardo Kobieta

  • Patrycja
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 08.09.2007
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
2 grudnia 2010, 13:13
Kurcze, robisz wigilię u siebie? No ładnie :) My będziemy się sępić :) w najbliższej przyszłosci nie planuję u siebie wigilii ;)

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
2 grudnia 2010, 13:17
ricardo już sobie pluję w brodę, że w ogóle się na to zdecydowałam.  ::)  Chlapnęłam taką propozycję rok temu, gdy urządzaliśmy nasz nowy domek i cholera wszyscy to podchwycili. W sumie będzie nas 12 osób i dwójka dzieciaczków i już mnie to przeraża. Ale z drugiej strony wolę żeby wigilia była u nas, bo na pewno będzie super świąteczna, rodzinna atmosfera, a nie to co u teściów. Oni o 16:00 siadają do stołu żeby się nażreć, a potem każdy ląduje przed telewizorem.  ::) Po prostu masakra, nigdy nie lubiłam spędzać u nich wigilii.

Offline ricardo Kobieta

  • Patrycja
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 08.09.2007
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
2 grudnia 2010, 13:27
Mnie przeraża to, że 13 osób będzie na roczku Natalki, ale chyba raz w roku to przeżyję...

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
2 grudnia 2010, 14:53
Ricardo, dasz radę  8) Trzymaj się myśli, że kolejny raz dopiero za rok.  ;D

Męża nie ma, dziecię śpi, to może wspomnień ciąg dalszy...

Pierwsze "uroki" macierzyństwa.
Po porodzie udało nam się dostać salę rodzinną, akurat się zwolniła, a zaklepałam ją już o 1:30 w nocy, gdy tylko wylądowałam na porodówce.  I całe szczęście, bo dzięki obecności męża jakoś ten pobyt przeżyłam. Prowadzał mnie do łazienki, szczęście że nie daleko było, bo łazienkę mieliśmy prywatną, ja sama chodzić nie miałam siły, jak raz sama próbowałam dojść, to zemdlałam - pierwszy raz w życiu. Dobrze, ze zdążyłam męża zawołać i zdążył mnie złapać i zanieść do łóżka. Ogólnie pobyt w szpitalu nie bardzo pamiętam, mąż mi wiele faktów przypomina. Ja pamiętam tylko jak dostałam opier.. na obchodzie, że się nie umyłam, a ja nie miałam siły się zwlec z łóżka. Ale pamiętam też jak pierwszej nocy siedziała ze mną cierpliwie położna i walczyłyśmy razem żeby Julianka złapała cycka, za nic nie chciała się przyssać, a darła się z głodu. Położna cierpliwie spędziła z nami 2 godz., aż małej udało się w końcu coś zjeść, a potem jeszcze rano przyszła zapytać się jak wyglądały kolejne karmienia i czy juz problemów nie było.
Żółtaczka nas ominęła, innych problemów brak więc na 3 dobę puścili nas do domu.  :jupi:
Parę pierwszych dni mineło w miarę spokojnie, wiadomo musiałyśmy się nawzajem siebie nauczyć i dotrzeć, ale to normalne. Mały dramat zaczął się gdy pojawił mi się nawał pokarmowy. Bolesne, twarde piersi i, co najgorsze, 40-stopniowa gorączka. Ja nawet 37-stopniową temepraturę bardzo źle przeżywam, a przy 40 stopniach byłam ledwo przytomna, ciągle leżałam w łóżku, Julianką zajmował się mąż i przynosil mi ją tylko na karmienia. Pocieszalam się, że stan ten potrwa max 3 dni, jak to nawał, ale po tych 3 dniach nawał minął, a gorączka została. Masakra. Zdecydowaliśmy więc, że chyba pora ruszyć na izbę przyjęć do szpitala, bo pewnie przyczyna gorączki leży gdzie indziej.
zaczęlam pakować torbę, na wszelki wypadek, w razie gdyby chcieli mnie w szpitalu zatrzymać, a mąż zaczął szykować Juliankę. W trakcie pakowania zdążyłam usiąść na fotel i po raz drugi w życiu straciłam przytomność. Z opowiadania męża wiem, że  zadzwonił szybko po swojego ojca żeby zajął się Julianką, a mi zrobił okład z lodu - to mnie trochę ocuciło. Teściowie zostali z Julianką, a mąż po raz kolejny musial mnie nosić. Zaniósł do samochodu i pojechał do Zdroi. Na izbę przyjęć, w dalszym ciągu ledwo przytomna, wjechałam na wózku, od razu wzięli mnie na badania i usg i okazało się, że mam piękne zakażenie w macicy i gdybym jeszcze trochę zwlekała, to mogłoby się to dla mnie bardzo źle skończyć. Chcieli zatrzymać mnie w szpitalu, ale się nie zgodziłam, wolałam dochodzić do siebie w domu i nie narażać Julianki na kontakty ze szpitalnymi bakteriami, bo gdybym w szpitalu została, to Julianka byłaby przyjęta ze mną. Wypisali mi masę leków, w tym dwa antybiotyki, w tym jeden, którego nie można w żadnym wypadku brać jak się karmi (według ulotki), ale lekarz, który mi to przepisał, karmić mi kazał. I tak wróciłam do domu i dochodziłam do siebie. Dobrze, że mąż ma taką pracę, że mógł być ze mną wtedy cały czas, bo w zasadzie cała opieka na Julianeczką spadła na niego, ja nie byłam zdolna nawet się ruszyć. i tak w zasadzie, to w tamtym okresie on miał z nią dużo większy kontakt niż ja i ze wszystkim musiał sobie radzić sam.
Dziękuję Ci Kochanie.

Ciąg dalszy "urokow" macierzyństwa nastąpi. Bo to nie wszystko...

Offline ricardo Kobieta

  • Patrycja
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 08.09.2007
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
2 grudnia 2010, 15:47
O kurcze, to dobrze że pojechaliście do szpitala! Aż mnie ciary przeszły.

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
2 grudnia 2010, 19:45
Już po saneczkowym spacerku. Fajnie było.  :) Julianka z zaciekawieniem rozglądała się dookoła jadąc na saneczkach. Nie marudziła i nie płakała więc chyba można uznać, że jej się podobało.


Offline .:Anka:. Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
2 grudnia 2010, 19:52
mogę dołączyć?

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
2 grudnia 2010, 20:40
Jasne, zapraszam.  :)
widziałam twoje zdjęcia w e-weselnych mamusiach. Śliczne!!!

Offline .:Anka:. Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
2 grudnia 2010, 20:47
dziękuję!

mam podobne wspomnienia z pierwszego porodu do twoich .... niestety..ale drugi poród był jak bajka! godzina i po wszystkim  :)

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
2 grudnia 2010, 21:54
To zazdroszczę. Ja na razie nawet o kolejnym porodzie nie chcę myśleć. Ale za ciążowym brzuszkiem mi tęskno.

Offline żonka Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 20.09.2008
Odp: Juliankowo-mamusiowy pamiętnik
3 grudnia 2010, 11:28
Dziś Julianka urządziła mi pobudkę przed 6:00. Wstałam, przewinęłam, zrobiłam mleczko, nakarmiłam, posadziłam w łóżku obok siebie z zabawkami i poszłam spać dalej. Ładnie się bawiła, w międzyczasie kimnęła obok mnie i ostatecznie wstałyśmy koło 9:00. Śmiesznie było, bo usiłowała mnie dziś łapać za rzęsy.  ;D Trzy dni temu byłam na ich przedłużaniu i efekt jest super i zdaje się, że Julianka też różnicę zauważyła, bo jeszcze nigdy za rzęsy nie próbowała mnie łapać.  ;)