e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: Życie przed i po - czyli jak zmienił się Wasz swiat po narodzinach maleństwa.  (Przeczytany 3798 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Di Kobieta

  • Chuck Norris
Przeczytałam dziś na Onecie następujący artykuł:

http://dziecko.onet.pl/34400,0,0,dzieci_burza_malzenstwo,1,artykul.html

Bardzo jestem ciekawa Waszych opinii i wypowiedzi w tym temacie - czyli jak zmieniło się Wasze życie po narodzinach maleństwa.

Ja sama nie jestem jeszcze rodzicem - i póki co nie wiem czy kiedykolwiek będę - chyba jest to kwestią tego (jakkolwiek to nie zabrzmi), że jeszcze nie dorosłam do roli matki. Uwielbiam dzieci, ich uśmiechy, minki, ciekawość świata - ale cudze dzieci - póki co nie wyobrażam sobie jeszcze posiadania własnego szkraba (wiem, że to zdanie może się szybko zmienić ;))

Irytuje mnie to, że wiele znajomych par opowiada o tym jakie to szczęście (nie wątpię..), jak jest pięknie itp - nie wspominając o tym, że bywa ciężko i nie zawsze jest różowo...Zero obiektywności - świat stał się taki piękny i wspaniały...Te ich wywody brzmią wręcz jak nakłanianie do powiększenia rodziny co mnie niezwykle wkurza...ja nikogo nie nakłaniam do nieposiadania dzieci, picia, palenia czy tańczenia na stole podczas imprez...

No i oczywiście te ciągłe pytania - a kiedy u Was pojawi się maleństwo, to już najwyższa pora (jesteśmy ponad dwa lata po ślubie i zbliżamy się do 30 urodzin..), że ile można czekać itp itd...wkurza mnie to niemiłosiernie - bo to jest moja i męża sprawa i nikogo więcej, a im częściej mnie pytają tym bardziej mi się odechciewa i czasem mam ochotę pojechać taką osobę niecenzurowanym tekstem...(w sobotę idziemy na wesele i obawiam się, że znów znajdziemy się pod gradobiciem pytań....q mój brzuch będzie pod stałą obserwacją...)

Przez osoby posiadające już potomstwo uważani  jesteśmy za egoistów, bo myślimy tylko o sobie (imprezy, wyjazdy itp itd) i nie mogą zrozumieć naszego podejścia (podkreślam obecnego (chwilowo śmiejemy się że jestesmy typowymi DINKSami - nie powiedziałam nigdy że będzie ono takie zawsze), zaś te, które dzieciaczków nie mają - rozumieją nas doskonale...

Przy takich rozmowach wtrącane są wątki i rady pt. jak najlepiej przejść ciążę, jak karmić dziecko (bo tylko karmienie piersią wchodzi w grę), i tysiąc innych wytycznych co i jak w temacie dzieci...

Ja jestem zdania że do wszystkiego się dorasta i im bardziej człowiek gotowy na pewne zmiany i etapy w życiu, tym lepiej znosi zmiany jakie się z tym wiążą... co o tym myślicie?

Offline Di Kobieta

  • Chuck Norris
Szkoda, że nikt się nie zainteresował tematem :( byłam bardzo ciekawa Waszych opinii.... :(

rybkawiedenka

  • Gość
Di, wystarczy poczytać nasze wątki, poczytać klub wyrodnej Matki - wszystko będzie jasne..

Offline Di Kobieta

  • Chuck Norris
Czytam czytam, ale wszystkiego niestety nie ogarnę ;) Śledzę kilka wątków, ale kwestii tematu który tu poruszyłam nie znajduję zbyt często...zwykle jest napisane że życie sie zmieniło, jest inaczej i tyle...

Klub wyrodnej matki - zaraz opanuję.

rybkawiedenka

  • Gość
Wiesz, bycie egoistą bo nie chce się dzieci? Egoista myśli o sobie, a ty myślisz własnie o tym nie istniejącym dziecku i zdając sobie sprawę z tego że nie czujesz potrzeby posiadania go jesteś ze sobą szczera. Dla mnie to nie egoizm.

Ja nie pamiętam czasu "przed" dziećmi. Miałam 19 lat jak urodziłam pierwsze dziecko, kończyłam szkołę średnią, byłam dzieckiem. Życie bez dziecka nie istnieje w mojej percepcji. Jak by było gdyby tego dziecka NIE było? Nie wiem, nie myślę o tym. Bo nie chcę żałować.
8 lat przerwy to sporo, nie powiem, było mi wygodnie z podlotkiem. Drugie dziecko? Samobój. Kretyński pomysł. Owszem, cudownie jest MIEĆ. Ale mnie MIEĆ wystarcza. Nie wychowywać, przebywać, bawić się itd. Egoizm? Nie. Szczerość. Dla wielu - okrutność.

Offline Di Kobieta

  • Chuck Norris
Bardzo dziękuję za Twoją odpowiedź - lubię czytać to, co piszesz, bo nie ściemniasz - nie mówisz że jest zawsze różowo itp - a niestety wiele osób, w tym moich znajomych tak robi...Teraz ze swoją rodzinką i niestety mężem również...prowadzę dyskuje na temat karmienia piersią - ja póki co jestem na nie (jeśli dobrze pamietam, Ty chyba też nie karmiłaś - ale mogłam coś pokręcić) i ostatnimi czasy w ogóle boję się w tym temacie odezwać, bo jestem od razu zakrzyczana...podobne podejście jest do mojej obecnej (nie wiem czy zawsze tak będzie) postawy dotyczącej braku chęci posiadania potomstwa oraz kwestii porodu przez cc...jak tylko zaczyna się temat i wyrażę swoją opinię to widze takie miny...i się sypią gromy...a mnie trafia - czy ktoś może mnie do czegoś zmuszać, albo mówić jak mam robić, bo tak trzeba???? bez sensu...

rybkawiedenka

  • Gość
Masz rację, nie karmiłam. Z własnej woli, na własne życzenie. Ale nikt ze mną nie dyskutował o tym. Powiedziałam że moje dziecko będę traktowała jak ja chcę, a jak mąż chce karmić to niech sam karmi piersią. Mój na całe szczęście zrozumiał już dużo wcześniej że moje zdanie jest nie podważalne, przynajmniej w kwesti dzieci.

Offline ~Ania~ Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2006-10-07
To ja się wypowiem.

Świat zmienił się BARDZO i nie ma co ukrywać. Zarówno pierwsza ciąża, jak i druga była planowana, ale nie oznacza to, że wiesz wtedy co Cię czeka, bo tak naprawdę dowiadujesz się jak to jest jak dziecko jest na świecie. Bywało ciężko, ale nigdy nie żałowałam że się zdecydowałam. zdarzyło się że pomyślałam, że już nigdy nie będzie tego luzu, który był jak Małego nie bylo, ale tak naprawdę to nie wyobrażam sobie życia bez Niego i nie pamiętam już jak to było jak byliśmy sami :)

Teraz też nie wiem jak to będzie jak urodzi się drugie dziecko, jak będę sobie dawać radę. Tym bradziej, że mieszkamy od kilku dni sami, wcześniej z teściami i nie będzie miał kto mi pomóc choćby przez 10min zająć się dzieckiem. Mąz pracuje od rana do wieczora. ale dam radę, przeciez się nie powieszę  ;) Nie ja pierwsza, nie ostatnia. Kiedyś byłam pewna że chcę mieć trójkę dzieci, ale teraz już nie jestem o tym taka przekonana. To BARDZO duże poświęcenie, strach o zdorwie dziecka gdy choruje (lub strach w ciąży, tak jak mam tym razem), nie ukrywajmy, ale też spory koszt. Odchowamy dwójkę i jesli kiedyś na 100% będę przekonana, że chcę jeszcze jedno dziecko to ok, spróbujemy, ale na dzien dzisiejszy mówię: raczej nie.

Macierzyństwo to coś pięknego... Nieporównywalnego z niczym innym... Miłość do własnego dziecka jest nie do opisania. Ale to naprawdę ciężka praca. Jeśli ktoś nie jest pewny to wg mnie nie powinien się decydować. Choć tak jak napisałam - można być PEWNYM, ale jak to jest, to człowiek przekonuje się dopiero jak dziecko posiada.

Offline :martyna: Kobieta

  • Chuck Norris
Ja w sumie mogę podpisać się pod tym, co napisała Anulka. Choć ja czasami mam myśli, że może jednak za wcześnie się zdecydowałam itp. Kocham Córkę, ale tak samo mocno mnie czasami denerwuje. Zwłaszcza, że od kilku m-cy jestem z nią praktycznie sama i nie mam chwili wytchnienia, wkurza mnie stały rytuał dnia i to, że muszę liczyć sama na siebie. Już niedługo to się zmieni i mam nadzieję odetchnę i zrobię coś w końcu dla siebie SAMA.
A czy żałuję? Nie, na pewno nie. Nigdy nie byłam typem imprezowiczki, więc niewiele się w tej kwestii zmieniło, ale jednak brakuje mi luzu psychicznego.  

No i oczywiście te ciągłe pytania - a kiedy u Was pojawi się maleństwo, to już najwyższa pora

Takie pytanie jest nie na miejscu, bo nie każdy dzieci może posiadać i nie chce rozmawiać o problemie, albo zwyczajnie nie chce ich mieć.
Temat karmienia to temat rzeka. Są dwie strony medalu. Te, które zacięcie karmią, nie rozumieją tych, które tego nie robią i odwrotnie. Tak samo jest ze schematem żywienia. Koleżanka, która faszeruje swoje dzieci słodyczami, fast foodami, nie zrozumie Ciebie, jeśli zdecydujesz, że ograniczysz je do minimum lub zrezygnujesz całkiem.
« Ostatnia zmiana: 15 października 2009, 21:08 wysłana przez :martyna: »

Offline Di Kobieta

  • Chuck Norris
Cieszę się bardzo, że temat odżył i dzielicie się ze mną swoimi doświadczeniami. Mam nadzieję, że bedzie ich jeszcze kilka :)

Offline madziulek Kobieta

  • Chuck Norris
No tak dla mnie urodzenie dziecka było końcem małżeństwa .... jestem po rozwodzie ...
dziecko kocham ponad życie od początku wychowywałam je sama i nie żałuje ..choć to ciężka i żmudna praca jaki piszą poprzedniczki ..chwilowo jesteś wyrwana z otoczenia ..ja i dziecko tworzymy swój własny świat ...
nawet jak teraz chodze do pracy i np. maluszek choruje to nic innego sie nie liczy bo wracam do domu i nie mam nawet szansy sie ruszyć ..a z pomocą babci czy kogoś innego jest trudno ..nie mam czasu na przyjemności ..choć ostatnio troszkę już więcej ..ale z każdej sytuacji trzeba wyciągać pozytywy - inaczej sie nie da :DDD
warto mieć kogoś na kogo można liczyć bo bywały dni że nawet nie miałam jak po chleb wyjść z domu :/ eh wiesz to sa tematy rzeki ...nie da się tak opisac kilkoma słowami ...ale podsumowując chciałabym jeszcze jedno dziecko mieć ... może kiedyś się uda ;)
« Ostatnia zmiana: 18 października 2009, 22:30 wysłana przez liliann »

Offline dziubasek Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: .:25.08.2006:.
Wiesz Di... nie zawsze Ci, co tak pięknie mówią o rodzicielstwie, o tym jak cudownie jest mieć maleństwo ściemniają. Niektórzy tak to własnie czują.
Ja osobiście, bez ściemniania i szczerze, jestem ZACHWYCONA niemal każdym aspektem posiadania dziecka. Od kiedy Nikodem pojawił się w naszym życiu nie ma dnia, abym choć przez sekundę żalowała, ze za szybko się zdecydowaliśmy. Nie czuję się przez małego ograniczona, nie czuję, ze wypadliśmy z życia towarzyskiego, choć wśrod naszej paczki tylko my mamy dziecko. Nie przeszkadza to nam ani we wspólnych imprezach, ani nawet w wyjazdach.  Nasze małżeństwo jest jeszcze bardziej scalone... nie powiem, że kocham mojego męża bardziej po tym jak "dał" mi syna, ale na pewno odkryłam w nim wspaniałego ojca i to jeszcze mocniej uświaodmiło mi, że to właśnie z nim chcę przeżyć całe swoje życie.
Cukierkowo? Zbyt słodko? Może. Ale tak własnie jest. jedyne co mam na swoje usprawiedliwienie ;) ;) ;) to fakt, że nie staramy się na siłe uszczęśliwiać naszych znajomych gadaniem o naszym synku. Nie nawijamy o kupkach i kaszkach wśród osób, które nie są jeszcze w temacie bo zdajemy sobie sprawę, ze to ich nie ciekawi, ale jednocześnie dajemy do zrozumienia, że jeśli planujemy coś wspólnie to musimy wziąc pod uwagę przede wszystkim potrzeby naszego niespełna 9-miesięczniaka. Jak do tej pory nie zauważyłam, aby był to jakiś problem. Latem grilla zaczynaliśmy o 15, a nie 20, jeśli nie mamy z kim zostawić małego to "nasiadówy" robimy u nas i tyle. Luz blus i haj lajf ;)

Offline Di Kobieta

  • Chuck Norris

Cukierkowo? Zbyt słodko? Może. Ale tak własnie jest. jedyne co mam na swoje usprawiedliwienie ;) ;) ;) to fakt, że nie staramy się na siłe uszczęśliwiać naszych znajomych gadaniem o naszym synku. Nie nawijamy o kupkach i kaszkach wśród osób, które nie są jeszcze w temacie bo zdajemy sobie sprawę, ze to ich nie ciekawi, ale jednocześnie dajemy do zrozumienia, że jeśli planujemy coś wspólnie to musimy wziąc pod uwagę przede wszystkim potrzeby naszego niespełna 9-miesięczniaka. Jak do tej pory nie zauważyłam, aby był to jakiś problem. Latem grilla zaczynaliśmy o 15, a nie 20, jeśli nie mamy z kim zostawić małego to "nasiadówy" robimy u nas i tyle. Luz blus i haj lajf ;)


Super Dziubasku że poruszyłaś ten temat :) Nie chcę, żebyście zrozumiały mnie źle - bo tak jak już wcześniej pisałam - ja uwielbiam dzieci - ale póki co - czyjeś... Sama mam 12 lat młodszą sis i pamiętam niemal każdy moment od jej narodzin i kocham ją nad życie :) (niektóre z forumek które poznały nas obie mogą to potwierdzic, żeby nie było, że tylko tak gadam... ;) )

A dlaczego zaczełam ten temat - spotkałam nie raz pary, których życie po narodzinach dzieciaczków bardzo się zmieniło i z tego co obserwuje (a może się mylę) niekoniecznie na dobre....

I tu pojawia się wątek, który poruszyła Dziubasek - zero wyjazdów, dziecka nie zostawią u Dziadków na dłużej niż kilka godzin (o weekendzie nie ma mowy co dla mnie jest totalnym kosmosem) - a dodam, że maluch ma już kilka latek, imprezy - tylko właśnie po 21 - bo musza malucha połozyć spać - nie może tego zrobić nikt, poza nimi (ani jedno z nich - musza byc dwie osoby i okreslony rytuał bo inaczej zaburza się spokój dziecka - mówiac krótko - zaczyna sie opera).

Bardzo mi się podoba to co Dziubas napisała, bo nie jest to przesłodzone - jest moim zdaniem szczere - kurde nie wiem, może się wyczuwa gdy ktoś ściemnia....Bo nie raz tych znajomych złapałam na tym, że się ich zeznania rozjeżdżały - w jednej chwili mówili jedno, za chwilę sobie zaprzeczali...Mają swoje - wg mnie dziwne teorie (np jadąc z dzieckiem do rodziny zabierają wannę, łóżeczko i tysiąc innych rzeczy - zresztą nie oni jedni)...Wiecie ja, czy mój mąż pamiętamy nasze dzieciństwo i wiem że na wyjazd do babci wystarczy ulubiony miś i poduszka - nie potrzebny cały majdan, wiemy, że u babci jest super a i babcia z dziadkiem są szczęśliwi jak mają przy sobie wnuczkę czy wnuczka - nie jest to dla nich praca czy wysiłek, a raczej przyjemność i doskonale pamietam jak lubiłam u babci zostawać na weekend...

Ja rozumiem że dzieciątko jest ważne, ale mamy taką teorię z mężem, że jak rodzice nie są szczęśliwi - to dzieci też nie będą i nie można wszystkiego podporządkowywac dziecku - nie stanie mu się krzywda jak starzy pójdą na balety, czy wyjadą na tydzień odpocząć, podczas gdy ono zostanie u kochających dziadków. Rodzice też mają swoje potrzeby, a jak się nie dba o siebie, to niestety różnie się to moze skończyć - ważne jest dziecko - ale rodzice równiez....

Madziulek - zdarza się, że niestety ludzie się rozchodzą bo nie wiem, nie są gotowi na maleństwo, nie mogą się dogadać - cieszę sie jednak że mimo wszystko jesteś szczesliwa i potwierdzasz to mówiąc że chętnie jeszcze jeden maluch...kiedyś tam :)

Dziubasek napisała też ważną rzecz, która przytoczyłam w tym poscie - nie zanudzacie znajomych opowieściami o małym - nie mówie że wcale się na ten temat nie odzywać i rozumiem że każda mama kocha swoje dziecko nad zycie, ale jak ide do kina z koleżanką-mama, to chce oglądać film, a nie ukradkiem pokazywane zdjecia malca na komórce...

Wiecie - ja nie patrzę spod wilka na młodych rodziców, ale okrutnie mnie irytuje jak młodzi rodzice krzywo patrza na mnie czy męża, gdy mówimy że jeszcze nie teraz, że mamy jeszcze trochę rzeczy w planie, zanim pojawi się maluch...że chcecmy pojechac tu czy tam (wiem że dziecko to nie przeszkoda, ale teraz chcemy sami), od razu jest ze egoiści, że nie dojrzali (dajemy sobie rade calkiem niezle, zwykle lepiej niż wielu znajomych którzy wysuwaja takie osądy, z nieba nam nic nie spadlo, na wszystko pracujemy cieżko) i zaczyna się litania dlaczego powinnismy miec już dzieci, że zegar bilogiczny (ja nie mam jeszcze 30 i jeszcze troche mi do niej brakuje, męzowi zresztą też) i tak jak pisalam wczesniej - sto pytan kiedy kiedy kiedy. W zeszlym roku na jednej rodzinnej imprezie chcialam ciotkom wscibskim powbijac widelce w oczy jak mnie macaly po brzuchu bo mialam na sobie tunike...wcale nie jakas ciazowa...poprostu...tunikę....no masakra na wrotkach...

Ja jestem zdania że na wszystko przychodzi pora (albo i nie) i u kazdego jest to w innym momencie...U Dziubasa byla pora wczesniej, u mnie poki co jeszcze jej nie ma...

Trafia mnie jednak jak mi kit wciska znajoma, która nie jest szczesliwa, duzo rzeczy sie posypalo w jej malzenstwie po urodzeniu dziecka, skonczylo się "zycie" jako takie bo tylko dziecko dziecko dziecko, nie ma swojego zdania i jeszcze przytacza mi sto piecdziesiat teorii na teman wychowania i ciazy ktore mi do niczego nie sa potrzebne....

To się rozpisalam... ;)

Offline dziubasek Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: .:25.08.2006:.
Di, wiesz, dla mnie w tym momencie też jest "kosmosem" zostawienie Nikosia na weekend, o tygodniu nie wspomnę, ale nie mam takiej potrzeby. Po prostu. Nie mniej nic nie staje na przeszkodzie, aby na weekend wyjechać gdzieś z juniorem. A że cały majdan ze SObą zabieramy....no cóż- to bardziej z wygody, bo  łatwiej zapakować kilka "zbędnych" zdawało by się rzeczy niż później się bez nich obchodzić :P Ale wszystko jest do pogodzenia... A dziecko, w moim odczuciu w niczym nie przeszkadza.
A co do Waszego "egoizmu"- jestem tego samego zdania co Ryba- swoim zachowaniem pokazujecie, ze myślicie o Waszym przysżłym bąblu i nie chcecie go teraz... by tak na prawdę go nie nieuszczęśliwić, bo tak jak zauważyłaś. Szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dzieci :)

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
Di to ja Ci tak napisze….
Mój świat po narodzinach  zmienił się diametralnie. Pojawienie się dziecka zburzyło wypracowany przez nas PORZĄDEK.
Może inaczej…zburzyło MÓJ porządek - mój mąż wszedł w rolę ojca idealnie, dużo lepiej niż ja w rolę matki.
Pewnie dlatego, że ja w swoją życiową rolę weszłam już wcześniej jako PARTNERKA (nie żona, bo słowo żona nieodwołalnie kojarzy mi się codziennym gotowaniem obiadków, czego nie robię) i jako KOBIETA CZYNNA ZAWODOWO.
Nigdy przenigdy nie fantazjowałam o byciu mamą i decyzję o zostaniu nią mogłabym przesuwać jeszcze długo.
Decyzja o dziecku była kompromisem pomiędzy marzeniami mojego męża, moimi planami osobistymi i zawodowymi i kalendarzem który nieuchronnie pokazywał mi mój wiek.
Rola matki nigdy nie będzie tą, z którą się będę utożsamiać na pierwszym miejscu, bo gdyby ktoś mnie zapytał KIM JESTEM powiedziałabym w kolejności, że kobietą, lekarzem, partnerką a dopiero na końcu matką.
Co nie znaczy, że nie kocham córki, a jej wychowanie nie jest jedną z najważniejszych rzeczy w moim życiu…otóż jest, bo nie ma dnia ani godziny, abym o niej nie myślała.
Tyle, że nie muszę i nawet nie chce robić wszystkiego sama…mam po prostu sztab dobrze wyszkolonych ludzi, którzy mi w tym pomagają…zaczynając od przekochanej niani a na dziadkach kończąc. A moje dziecko kocha trochę więcej ludzi niż tylko mamę i tatę i z nimi czuje się bezpieczne i kochane…czyli niczego mu nie brakuje, pomimo, że mnie nie ma gdzieś obok.
Nie mam i nigdy nie miałam fobii, żeby widzieć wszystko jako pierwsza…pierwszy krok pierwszy ząbek itp….chociaż akurat na oba się jakoś załapałam.
Nie jest dla mnie problemem pozostawienie córki z dziadkami na weekend, czy zostawienie jej z ojcem na kilka dni, bo zmuszają mnie do tego plany zawodowe.


A do PORZĄDKU wracając, to w końcu  go wypracowaliśmy na nowo. Zajęło nam to trochę czasu.
Paradoksalne jest to, że to dziecko, które go zburzyło, było jednocześnie spoiwem dzięki któremu udało nam się odbudować wzajemne partnerskie relacje. My ślę, że nasza wspólna wielka i dojrzała miłość do córki była czynnikiem, który niejako zmusił nas do zawalczenia o relacje między sobą, po trochu dla niej i po trochu dla nas samych no i dla NAS jako dla rodziny.

Dlatego uważam, że decyzja o dziecku powinna być przemyślaną i dojrzałą decyzją…bo wówczas jego pojawienie nie wiąże się z „katastrofami” o których tu wcześniej wspomniano…rozpadem rodziny, czy osamotnieniem pomimo trwania w związku.

Nie ma obowiązku posiadania dzieci…jeśli ktoś ich nie chce to nie….to tak jak nie ma obowiązku posiadania roweru, jedni go mają inni nie potrzebują.


Offline :martyna: Kobieta

  • Chuck Norris
Di, z tym rozjazdem zeznań znajomych...wiesz na czym to polega? Jak dzieciak jest grzeczny, to wychwala się go pod niebiosa i jest sielanka, a jak nie jest na odwrót. Wiem to z autopsji. Jak Mała jest do rany przyłóż to bardzo chcę mieć drugie nawet za 9 m-cy, a jak daje mi popalić to mówię "nigdy w życiu". Jestem choleryczką i baardzo łatwo wyprowadzić mnie z równowagi. Może i Twoi znajomi tak mają? :)
Co do imprez mając dziecko...jak mąż był na miejscu to wychodziliśmy do znajomych, pubu, jeździliśmy nad jezioro, grilla itp (nie mówię o imprezach całonocnych, bo takich nie lubimy - ja najbardziej). Raz z małą, raz bez, tam gdzie może iść z nami- idzie, a jak nie to ktoś przyjeżdżał do niej, albo my ją zawoziliśmy) Na szczęście chodzi spać o 19:30, więc wcześnie, poza tym przy kimś też zaśnie, więc to nie problem (ja w końcu po 1.5 roku wyluzowałam pilnowania godz jej snu jak zostaje u babci). Samej jest mi ciężej się zorganizować, bo zwyczajnie nie chce mi się zawozić dziecka 40km do rodziców, wracać do Sz-na na imprezę. Zdarzyło się tak dwa razy i nie żałuję, bo było super, ale za dużo kombinacji jak dla mnie. Mam nadzieję, że niedługo wrócę trochę do życia towarzyskiego, bo trochę zaniedbałam znajomych.


Krzywda jak starzy pójdą na balety, czy wyjadą na tydzień odpocząć, podczas gdy ono zostanie u kochających dziadków. Rodzice też mają swoje potrzeby, a jak się nie dba o siebie, to niestety różnie się to moze skończyć - ważne jest dziecko - ale rodzice równiez....

Pewnie, że się nie stanie :) Ale każdy ma inne potrzeby. My jesteśmy chyba trochę zdewociali, bo nie lubimy imprez do 5 nad ranem :)
Moi rodzice, wiem, że nie zostaną (póki co) z małą na kilka dni z wielu powodów i musimy jeździć razem. Niedługo planujemy spóźnione wakacje, na które pojedziemy w 3. I wcale mi to nie przeszkadza, bo przynajmniej odpocznę od obowiązków, jakie mam w domu, myślenia o obronie i w końcu spędzimy ten czas RAZEM, a nie osobno itp.
« Ostatnia zmiana: 16 października 2009, 20:28 wysłana przez :martyna: »

Offline Anjuschka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 15.05.2010
O to może jeszcze ja coś napiszę.

Nasza Paulinka co prawda nie była planowana. Ja gdy dowiedziałam się o ciąży, ryczałam... że nie chcę, że nie teraz itp.
Mój mąż - od razu się cieszył.

No ale minęło 9 miesięcy, w tym czasie pokochałam moje nienarodzone jeszcze dziecko, jak nikogo innego.

I nadszedł dzień narodzin. Przyznam, że CC było dla mnie bardzo wygodne - co prawda było takie zalecenie od okulisty. Ale przy następnej ciąży też chciałabym tak rodzić. Pewnie ma to związek z tym, że bardzo dobrze zniosłam całą operację.
W dniu narodzin Paulinki widziałam ją może z dwie godziny. Chciałam wypocząć i nie wyobrażałam sobie nocnego wstawania do niej. Owszem, miałam wyrzuty sumienia, że nie chcę jej w pokoju, ale wiedziałam, że nie dałabym fizycznie rady.

Drugi dzień - masakra. Ryczałam razem z Pauliną nie mogąc jej nakarmić (tutaj kłania się właśnie jakość pomocy personelu medycznego). Doszło do tego, że nie chciałam być z Paulinką w pokoju, jak zostawałam sama. Jak mój mąż jechał do domu powiedziałam - zabierz ją ode mnie. Bałam się... cholernie bałam się z nią zostać sama.

Gdyby nie mój mąż - to pewnie załamałabym się całą tą sytuacją. Dlatego zdecydowaliśmy się też na salę jedynkę, gdzie cały czas był ze mną Piotrek. Na spokojnie mogłam oswoić się z całą sytuacją i wszystkiego nauczyć.

Po wyjściu ze szpitala - w domu - było już całkiem inaczej. Co prawda mała cały czas ryczała i dopiero gdzieś po 2 - 3 tygodniach okazało się, że jest głodna, ale przetrwałam. Już nikt mnie nie osądzał, że nie daję sobie rady z dzieckiem - bo ryczy. Później było już tylko lepiej. I tak jest do dzisiaj.

Napiszę jeszcze, że moment przejścia na samą butlę był dla mnie wytchnieniem - odżyłam też jako matka. Oczywiście bardzo chciałam karmić Paulinkę piersią - jednak możliwość "uwolnienia" się na parę godzin od córci, pozwoliło mi wrócić do normalności. Ciągłe siedzenie z dzieckiem, przebywanie z nim 24h/dobę to nie dla mnie. Muszę spełniać się zawodowo, muszę mieć czas tylko dla siebie. Inaczej byłabym chyba nieszczęśliwa. Butla mi to umożliwiła.

I co najważniejsze - mąż. Gdyby nie on i jego pomoc i wsparcie - pewnie byśmy ciągle się kłócili. To on sam mnie wygania z domu na zakupy, do biura na ploty czy po prostu na spacer. Akurat przez to nasza miłość stała się mocniejsza, albo może tylko mi się tak wydaje.

Podsumowując... posiadanie dziecka to cudowna sprawa, jednak w moim przypadku, możliwość realizacji swoich celów, możliwość oddania dziadkom córy na parę godzin i wypad z mężem na miasto - to wszystko scala nas jako rodzinę. Gdyby tego nie było - byłyby ciągłe wyrzuty. Ehhh... ciężko mi w paru zdaniach opisać, jak to wszystko czuję.

Offline Di Kobieta

  • Chuck Norris
Właśnie podoba mi się, ze piszecie, że nie ma obowiązku posiadania dziecka...chociaż nie do wszystkich osobników w moim otoczeniu to dociera hehe...

Widzicie, ze mną jest tak, że mam okresy...w których bardzo bym chciala byc mama i takie w których zdecydowanie nie...chwilowo jest okres ze nie...Moj mąż zdecydowanie jeszcze nie chce...mowi ze jest za duzym dzieckiem jeszcze..ale w ogóle to by chcial..kiedys...ja nie wiem jak to sie u mnie skończy.

Tak jak pisałam - uwielbiam dzieci - czyjeś, przez kilka godzin raz na jakis czas...
Ciąża i karmienie piersią to dla mnie kosmos jest jeszcze, chociaż łapię się od jakiegoś czasu, ze coraz bardziej temat zaczyna mnie interesować...buszuję sobie po Bebikowie...wypytuję znajomych..czyżby w mojej główce zaczynał kiełkować temat pt. potomek??? hym...

Jesli chodzi o imprezy - ja nie mowie o baletach do 5 rano - bo zwykle kolo 1 marudze ze chce mi sie spac...chodzi mi ogolnie o taką małą wolność Rodziców - ich prawo do zabawy raz na jakiś czas - a nie wieczne uwiązanie, bo teraz w takich kategoriach rozumiem posiadanie maleństwa...ale moze to oznacza ze jeszcze jednak nie czas na mnie...

Offline madziulek Kobieta

  • Chuck Norris
wszystko da sie zorganizować jak masz jakąś pomoc ... babcie wkońcu od czegoś są:) hehehe
ja tam jak mój kubik jest zdrowy uśmiechnięty to bym chciała takiego drugoego bombelka ale jak chory albo ma dzień świra to od razu mi sie odechciewa ..i tak w kółko :) heheheh

a jeśli chodzi o otoczenie to wiesz dziwi mnie takie podejście bo np. co w przypadku gdybyście (odpukać) niemogli mieć dzieci i nie chcielibyście o tym mówić , to przeciez kazde takie nagabywanie sprawiałby wam przykrość ..ludzoe wogóle o tym  nie myślą  >:( >:( >:( ehhhhh

Offline Di Kobieta

  • Chuck Norris

a jeśli chodzi o otoczenie to wiesz dziwi mnie takie podejście bo np. co w przypadku gdybyście (odpukać) niemogli mieć dzieci i nie chcielibyście o tym mówić , to przeciez kazde takie nagabywanie sprawiałby wam przykrość ..ludzoe wogóle o tym  nie myślą  >:( >:( >:( ehhhhh

Zgadzam sie....i powiem Wam ze kiedyś jak mnie juz dobijały totalnie pytania kiedy kiedy kiedy...to mialam na koncu jezyka by powiedzieć ze nigdy bo nie moge (zeby sie zatkali i raz na dobre odchrzanili). Ale nie powiedzialam...chyba byłby to za duzy kaliber...

Babcie sa pod reka (moi Rodzice mieszkaja 3 minuty od nas :D - a tesciowa tez niedaleko..ale jak juz oddawac malucha to własnej Mamie - chyba wiekszosc z nas ma tak? ze tesciowej - to niekoniecznie...dziwne to jest, ale co zrobic...).

Przy okazji - wczoraj czytałam artykuł kolejny o ciąży i karmieniu:

http://dzieci.pl/pgid,11601769,title,Uwiezione-w-ciazy,fototemat_ciaza.html

i dwa posty które bardzo mi sie spodobały:

http://dzieci.pl/oid,10408191,pgid,11601769,title,Uwiezione-w-ciazy,opinie.html

http://dzieci.pl/oid,10357475,pgid,11601769,title,Uwiezione-w-ciazy,opinie.html?smgputicaid=68f95

Dodam tylko, że kiedyś jak przy tesciowej powiedzialam ze ja nie chce karmic piersia to myslalam ze sie z tesciem na mnie rzuca...ze jak to - jak by to od nich zalezalo :P



« Ostatnia zmiana: 23 października 2009, 13:41 wysłana przez Di »

rybkawiedenka

  • Gość
Di ja wolałam małą teściowej zostawić, do dziś tak mam, że jej bardziej ufam niż mamie.

Offline Gosiaczek80

  • Chuck Norris
ja o porodzie, ciąży i karmieniu do momentu aż się z tym nie zderzyłam nie miałam pojęcia i nawet nie szukałam. Do ostatniego dnia ciąży nie miałam pojęcia jak CHCĘ karmić. postawiłam na luz. I jakoś wyszło mi naturalne. teraz wiem, że baardzo chcę karmić piersią drugie - bo ta "metoda" się u mnie sprawdziła.

Dopóki nie masz realnie dziecka nie wiesz jak to jest mieć dziecko. Bo wraz z przyjściem ze szpitala do domu twoja rzeczywistość tak się zmienia, że trudno to sobie wyobrazić. Niby wszystko jest takie same ale już nie jest.

Jestem mamą 2,5 letniej córci, z drugim bąblem jestem na początku 4 miesiąca ciąży. I czasem tęsknię a tymi czasami, kiedy w sobotę i niedzielę budziło się późno i wstawalo koło południa. Kiedy człek się wylegiwał na kanapie...kiedy po pracy spontanicznie można było zrobić sobie rundkę po sklepach. CZy iść na nocną imprezę. Ale ostatnio miałam taką sytułację....
rano, raniutko wyszłam do racy, moje dziecie o dziwo jeszcze spało; potem praca, a po pracy musiałam coś pilnego załatwić. Z córką widziałam się dopiero po 18. Pojechaliśmy do delikatesów na zakupy. I tak jak ją w tym sklepie ubierałam w czapkę i słuchałam jej trajkotania, jak na nia spojrzałam,  to żałowałam, że nie było mnie przy niej caaały dzień i że bardzo się cieszę ze ją mam, i że ją baaaardzo kocham. I nie zamieniłambym tych leniwych dni we dwoje na to co jest teraz.

Wiesz ja będąc już w ciąży bałam się tego co będzie po porodzie. Jak to wszystko się poukłada, jak dam sobie radę ze wszystkim (choć wiedziałam, że z pielęgnacją małej nie powinnam mieć problemów) , chyba głównie z macierzyństwem. Teraz boję sie tak samo jak w tedy. Bo dojdzie drugi bobas, a ogarnąć samemu dwÓjkę, to nie to samo co jedno. Po prostu boję się nieznanego. Tego co jest przede mną.

Myślę, że ty też boisz się nieznanego. Ale oswajasz się (bo odwiedzasz bebikowo) i dojrzewasz do bardzo świadomego macierzyństwa.

Wiesz moja córcia byla niedokońca zaplanowana. I pewnego dnia mój mąż powiedział tak: "i dobrze, że jesteś w ciąży, bo jakbyśmy mieli tak planować, to dziecka by niebyło przez conajmniej 9 lat " (a 9 lat planowaliśmy ślub  ;))
« Ostatnia zmiana: 23 października 2009, 23:56 wysłana przez Sylvi »

Offline Di Kobieta

  • Chuck Norris

Wiesz moja córcia byla niedokońca zaplanowana. I pewnego dnia mój mąż powiedział tak: "i dobrze, że jesteś w ciąży, bo jakbyśmy mieli tak planować, to dziecka by niebyło przez conajmniej 9 lat " (a 9 lat planowaliśmy ślub  ;))


Coś w tym chyba jest.... ;)

rybkawiedenka

  • Gość
Widzisz Gosiu, to jednak bardzo zależy od człowieka. Bo ja jak jestem w pracy do 17:30 i potem wpadam do domu o 18:00 to się ciesze że TYLKO godzine lub max półtorej będę Tosie oglądała. I jak się weekend zbliża to jestem wściekła, zła i mam podły nastrój. Nie znosze być w domu z dziećmi, wystarczy że są. Nie musze ich oglądac.

Offline Gosiaczek80

  • Chuck Norris
a życie z dzieckiem jest kwestią organizacji. Bo wyjscie na głupi spacer czy do lekarza na kontorlę trzeba rozwiązać logistycznie (co wziąść, w co ubrać, jak zniesc wózek, jak i czym dojechać). Dobrze aby przyszła mama miała prawo jazdy i wrazie W auto do dyspozycji...

A jeżeli coś planujesz to najpierw oceniasz sytuację pod kątem bąbla. I dla osób które mają już dziecko jest to naturalne. Poza tym niewiele się zmienia.
ja jak wpadam do domu to mi się chce jeść. I mam ochotę zagłębić się w kanapie i odetchnąć...zwykłe odczucia zmęczonego człowieka w stosunku do zawsze pełnej energii dziecka.  

W macierzyństwie jak wszędzie są blaski i cienie...
« Ostatnia zmiana: 23 października 2009, 15:06 wysłana przez liliann »

Offline Kasia-Wrocław Kobieta

  • uzależniony
  • data ślubu: 16.06.2007
Nie znosze być w domu z dziećmi, wystarczy że są. Nie musze ich oglądac.
Wiesz Aga, trochę to "przykro" brzmi... to w takim układzie po co Ci dzieci?

Aha, pytanie zadałam, żeby się zwyczajnie dowiedzieć, zobaczyć Agi punkt widzenia, a nie wszcząć słowne niesnaski...;)

rybkawiedenka

  • Gość
Kasia a dzieci muszą być " po coś"? Przecież dajesz życie, nowe istnienie, na to chyba nie trzeba pozwolenia. Ja już dawno uznałam, i z tym się nie kryję, że powinnam była urodzić się w czasach kiedy kobiety TYLKO rodziły, a resztę roboty odwalały mamki i guwernantki, a pięciolatki wysyłano do szkół z internatem. Ja swoje dziewczyny bardzo kocham, naprawde. Ale co poradze że nie lubie z nimi przebywać? Ja tego nie robię im na złość, a już na pewno im tego nie mówię. Taka jestem, ale czy to ma mnie pozbawiać możliwości posiadania dzieci?
Może to kwestia wychowania? Moja mama zawsze powtarzała że najgorszy czas w jej życiu to ten który spędziła z nami w domu...
Mam nadzieję że nikt nie zacznie słownych niesnasek.

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
Ryba ja rozumiem Twoje nastawienie mam trochę podobne, aczkolwiek nieco inne...
...bo ja akurat lubię dobrze zaplanowany weekend w towarzystwie córki...nienawidzę tych zupełnie rozmemłanych...bo jak razem spędzać czas to konstruktywnie, ale wspólne siedzenie w domu i obijanie się z kąta w kąt mnie dobija, szczególnie jak nie mogę się zając swoimi sprawami.

Lubię wracać z pracy i widzieć moja zadowolone dziecko...

Offline Anjuschka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 15.05.2010
[czas to konstruktywnie, ale wspólne siedzenie w domu i obijanie się z kąta w kąt mnie dobija, szczególnie jak nie mogę się zając swoimi sprawami.


To ja mam tak samo, jednak Paulinka jest jeszcze za malutka na jakiekolwiek ciekawe planowanie dnia. Pozostają nam odwiedziny u dziadków.

Offline nikola/23 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 4.10.2008
A ja jestem tego zdania że do dzicka trzeba dorosnąć to nie jest łatwa decyzja , my ją podjelismy jeszcze przed slubem że odrazu po slubie chcemy miec dziecko. Wczesniej mielismy inne plany, mieszkalismy za granicą, chcelismy wybudowac dom i dopiero pozniej miec dziecko, ale jednak nam sie odmieniło. I myśle że gdyby nie ten wyjazd pewnie dalej bysmy o tym nie mysleli. On nas duzo nauczył, zbliżył.
Trzy tygodnie poslubie dowiedzielismy sie ze bedziemy mieli dziecko , bylismy tak szczesliwi jak jeszcze nigdy wczesniej. I nie powiem że było łatwo od pierwszy dni, nie wręcz przeciwni przez pierwsze pięć miesiacy wymiotowałam, nic nie jadłam, waga spadła mi 6 kg, a ja juz tylko rzygałam krwią tak wlasnie ,ale ani razy nie żałowałam że zaszłam w ciąże. Mój mąż bardzo się mną opiekował.
Od początku nie mogłam sie doczekać jak zobacze naszego synka, jak juz sie urodził wiedziałam że dam radę i nie myliłam się , nie mówie że jestem idealna bo nie ma czegos takiego jak ideał ale staram sie z tym wszystkim dawać sobie radę.
Wiem że może gdyby mój synuś ciągle płakał jak inne dzieci to pewnie by mnie to doprowadzalo do szału, ale to mały spioszek i pewnie dzieki temu jest wszystko ok.
Karmie piersią i chce karmic do 6 miesiaca mniej wiecej, na początku nie mialam pokarmu ale walczyłam dzielnie, pewnie jak by sie laktacja nie rozkreciła to bym podała butle, no bo co zrobic. Wczesniej nie bardzo chcialam karmic piersią, ale jak ta mała pijaweczka sie przyssała od pierwszych dni , patrzył m iprosto w oczy i jadł to ja sie rozklejałam. Ale nie twierdze że jeżeli ktos nie chce karmic piersią że źle robi, bo tak nie jest najważniejsze jest to żeby dziecko było najedzono a nie jak się karmi.
Co do imprez typu imieniny itp zabieramy naszego szkraba ze sobą i nie jest to problem, biore wozek ,dziecko spi wtedy gdy trzeba, nie wiem moze akurat mnie sie trafilo tak spokojne dziecie  ;D

A jeszcze napisze o tym że do wszystkiego trzeba dorosnąć bo to prawda , mam siostre 12 lat starsza odemnie ,wczesniej nie chciala żadnego slubu, bo jej papierek doniczego nie był potrzebny a teraz w rok po naszym slubie i ona do tego "dorosła" a czy dorosnie do roli matki nie wiem nikt jej do tego nie zmusza,ma swoj wiek to fakt ale najwazniejsze żebym to ona sie czula w tej roli dobrze a nie została zmuszona.