e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: "wykarmię moje dziecko...czy to cyckiem czy butelką" ....  (Przeczytany 60377 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline tete Kobieta

  • "Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań."
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 2.06.2007
Nie bardzo wiedziałam gdzie zapodac ten temat.,,ale jako ze to kulinaria jakby nie było mysle ze TU będzie ok? ;)
Jak powiedziałam tak zrobiłam.
Wiele z Was wie jaką walkę stoczyłam o cyca.I wiem jak cieżko potrafi byc.Zwłaszcza kiedy okolicznosci dokładają swoje trzy grosze...wiem jakim cierpieniem auntetycznym jest nie znalezienie pomocy nigdzie..w rodzinie,w necie itp..I nie chodzi mi tylko o cycka samego.Podobne dylematy miewają butelkowe mamy,czy to z wyboru czy z koniecznosci nie karmiące praktycznie wcale-one takze są TU mile widziane-w zasadzie mile widziany jest tu kazdy kto chce dorzuc w temacie karmienia swoje trzy grosze.I te które mają/miały kłopoty i te którym karmienie ,albo szybkie przejscie na butle nie stawiło problemu,
Bo nikt ,absolutnie nikt nie mówi tego jak diabelsko cieżko moze byc...
w grupie siła-wiec do dzieła.


ja sobie podzieliłam kobiety w połogu na grupy.Pierwsza grupa to ta która chce karmic piersią i niema zupełnie żadnych problemów z tym(ani z pokarmem ani z nie ssacym dzieckiem)
Druga to ta która owszem chce karmic ale juz po pierwszych próbach ma to zwyczajnie gdzies"bo dieta bo uwiązanie " itp..i maja swiete prawo do tego!!!
Trzecia to ta która bardzo chce karmic ale za chiny ludowe nie moze ogarnąc tematu..bo mleka za mało ,bo słyszy ze ma za chudy pokarm(??) bo dziecko pluje cycem-gro z tych dziewczyn kapituluje bardzo szybko-nie ma sposobnosci zasięgniecia fachowej pomocy a dziecko płaczące z głodu rozkłada je poprostu na łopatki..
I czwarta grupa,to kobiety ktore zakładają od poczatku ze nie będą karmic piersią-są w tym konsekwentne szanuje ich pogląd i jestem ciekawa ich zdania.
Są TU na forum dziewczyny dla których karmienie satało sie makabrą,są takie które swietnie odnajdują sie w roli cysiowej mamy są takze takie które nie drą włosów z głowy s powodu niemoznosci karmienia naturalnego-dzieciaczki są na butli i ok..
chciałabym aby o swoich doswiadczeniach opowiedziały nam tutaj one wszystkie...aby mozna było sie wesprzec nawzajem,oswoic lęk,polubi butle,nie czuc sie źle z jej powodu,moze podpowiedziec cos w kwesti utrzymania laktacji,karmienia mieszanego etc,
Chciałabym aby juz zadna dziewczyna nie czuła sie źle z tym iz ma kłopoty z takim albo innym karmieniem!!!!I choc wiem ze to niemozliwe-to choc moze przez to nasze pisanie uda sie choc jednej młodej mamie pomóc

 jesli uznacie ze temat jest nieprzydatny albo zdublowany-prosze moedmki o usuniecie jego!
« Ostatnia zmiana: 8 Sierpnia 2008, 14:22 wysłana przez tete »
Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań.

Offline kuchasia Kobieta

  • Szczęśliwa Pani W.:)
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 21.04.2007 godz.18.00 Sakramentalne TAK zostało wypowiedziane:)
Tetus jestes kochana ze mimo tylu obowiązkow zalozylas ten wateczek.Napewnoe bede go sledzila,bo wkrotce temacik bedzie mi bliski a tymczasem musze jakos skorygowac tok swojego myslenia:)

Offline tete Kobieta

  • "Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań."
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 2.06.2007
heheh Kuchasiu bo mnie dotkneło bezposrednio..i wiem jak bardzo moze to'umilic' życie..mnie sie udawało przez 2,5mca karmic Majke w sumie tylko moim mlekiem..choc w większosci z butli(sciągałam) teraz siła wyzsza-przechodze na bebilon pepti-mojego melka na lekarstwo jest:(
opisujecie swoje zmagania,historie..i ja jak tylko będe mogła opisze swoją.Bedzie to bajka pod tytułem "o majce która chorowala cyca ssac nie chciała a matka non stop tego cycka przystawiała" ;D
Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań.

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 30 września 2006
Tetuś...Siostro w walce...

....jak przestanę płakać czytając co napisałam w moim pamiętniku 29 lipca (Ewa miała wtedy 17 dni), to Wam to tu zamieszczę. Może wtedy niektórzy zrozumieją, co czuje matka, kótra bardzo bardzo chce karmić piersią. Walczy o to. Konsultuje się z osobami z poradni laktacyjnej, zamawia wizyty domowe, stosuje się do zaleceń.......a mimo wszystko nie może....

Nie chodzi mi o nikogo z forum, o żadną z Was, ale o ludzi, którzy potrafią z wyrzutem i pogardą powiedzieć "Jak to??? nie karmi Pani piersią??? Przecież to takie naturalne, normalne, a przede wszystkim zdrowe dla dziecka" ...klasyfikując z góry matkę jako gorszą, mniej kochającą...



Nie odnalazłam się w żadnej z tych grup :-X no może trochę w 3...ja miałam inny problem, zanim się Kuba urodził chciaąłm karmić, chciałam karmić długo. Mały urodził się i okaząło się, że pokarm jest, mały jeść chce, nawet chwycić umie ładnie i...........................................nic z tego nie będzie :-\ dziecko urodziło się z torbielą podjęzykową, nie dawało rady ssać piersi, nie miało siły ::) niestety do żadnej kobity na oddziale to nie docierało, zażądałam dopajania, bo mi dziecko na łeb na szyję z wagi spadało (urodzeniowa była 3140 więc nie bardzo miało z czego), dostał najpierw glukozę i ładnie pił i tu mądre panie stwierdziły, że skoro butlę może to i pierś powinien, i na tym dopajanie się skończyło >:( nie dąłam za wygraną, w końcu mały dostał mleko modyfikowane, a ja laktatorem ściągałam pokarm i dawałam mu butelką.
W domu zostaliśmy tylko z piersią i głodnym dzieckiem, mały dwa tygodnie buczał z głodu a my rwaliśmy włosy z głowy, w końcu powiedziałam basta, posżłam do apteki kupiłam Nana i dałam dziecku, które ładnie zjadło. Nie byłam w stanie utrzymać laktacji, jak Kuba miał m-c (około) pediatra - znajoma moich rodziców powiedziała, ze to sensu nie ma, bo męczę i siebie (dodam, że miałam anemię) i dziecko, żebym sobie odpuściła karmienie piersią, dziecko dostanie modyfikowane mleko i będzie git. Tak zrobiłam i generalnie jestem zadowolona z takiego obrotu sprawy.

Nie walczyłam na siłe z czymś z czym nie bardzo mogłam wygrać, szybko pogodziłam się z tym, nie czułam się gorsza, a gdy ktoś mi rzucał tekstem 'wyroda matka' równałam go z ziemią swoją odpowiedzią, niech spada na drzewo, wiedziałam że zrobiłam dobrze.
Nie żal mi tego, że nie karmiłam, Kuba rośnie super :)

rybkawiedenka

  • Gość
A ja zdecydowanie plasuję się w 4 grupie i wiem że dość silnie ją na forum reprezentuję. Świadomie nie chciałam karmić, obu dziewczynek. Niestety w 1999 roku kiedy rodziła się Kasia miałam mniej wsparcia w szpitalu bo na siłę mi dzieciaka podstawiali do cyca, właściwie siłą ale ja byłam silniejsza bo odsuwałam i robiłam butle. Przy narodzinach Tosi nie było żadnych problemów, zaraz po porodzie dostałam BROMERGON na zatrzymanie laktacji i w świętym spokoju karmiono mi dziecko sztucznie przez cały pobyt w szpitalu. Nawet swojego mleka mieć nie musiałam, ale miałam.

Dlaczego nie karmiłam i jeśli kiedykolwiek bede miała jeszcze dziecko to również karmić nie bede? Myślę żę większość dziewczyn to wie, nie będę pisała po raz enty. Jedno co uważam za paranoje to terror jaki panuje w naszym kraju, nagonka na Bogu Ducha winne kobiety i wręcz potępienie za niemarmienie piersią.

Offline Elcik Kobieta

No to ja zapiszę się do grupy 1, oczywiście nie licząc kryzysów laktacyjnych (walka i nieco niespokojne dziecko), to u nas wsio ok do tej pory. Od początku karmiłam systemem max 40min z cyca jednego, czyli łącznie ok 1-1,5h jedzonka co 3 godziny czy to w dzień czy w nocy. Patrycja dostała modyfikowane mleko 2 razy w szpitalu w nocy po kilka łyków dosłownie, gdy już na prawdę nie miałam co jej dać, ale laktacja się wykształcała dopiero. Dwa razy już miałam butle gotową do podania jak córcia była niespokojna i płaczliwa wieczorem, ale nie chciała jej wcale. Nie powiem, serce mi się krajało, jak szykowałam modyfikowane, ale mówiłam sobie za każdym razem, że to nie o moje dobro tu chodzi, ale o spokój i pełny brzuszek dziecka.
Teraz chyba już zaczyna mi brakować mleczka, bo moja pociecha to już 7kg żywej wagi i bardzo ruchliwa i spalająca dużo pokarmu. Jemy co 2-3 godziny po 5-10 minut w ciągu dnia, bo Patrycji się nudzi dłużej ciumkać cycuszka. W nocy to jest ok 15-20min efektywnego jedzonka. Od poniedziałku dajemy już marchewkę i dziś dostała jabłuszko. We wrześniu wracam do pracy i mam nadzieje utrzymać laktację do 6-stego miesiąca... zobaczymy.
« Ostatnia zmiana: 8 Sierpnia 2008, 21:00 wysłana przez Elcik »

Offline tete Kobieta

  • "Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań."
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 2.06.2007
nooo własnie o to mi chodzilo kobiety...o to co czujecie,czułyscie...jak dajecie rade..
Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań.

rybkawiedenka

  • Gość
tete to ja jeszcze dopisze.....

- nigdy nie miałam ŻADNEGO poczucia winy że nie karmię piersią...
- nigdy nie nagiełam się do zmiany swojego zdania mimo spojrzeń innych ludzi
- miałam to szczęście że nikt z rodziny ze mną nie dyskutował i wszyscy uszanowali moją decyzję
- nie boję się wyrażać swojej opini o karmieniu i wrecz walczyć o prawo do tej opinii...

jak dałam rade? bez problemu.

Offline Wercia Kobieta

Może i ja opiszę jak było/jest u Nas :) :) :)
Zaliczam się do pierwszej grupy. Ja miałam to szczęście że karmienie piersią poszło mi w miarę gładko... Na samym początku przez tydzień miałam problemy z pękającymi brodawkami ale dzięki pomocy położnej udało się jakoś przetrwac. Bardzo zależało mi na karmieniu piersią Miesia... Na szczęście od początku miałam dużo pokarmu i nie miałam kryzysów laktacyjnych...
Mieszko potrzebował dużo mleczka ponieważ był duży i jakimś cudem udało się uniknąc dokarmiania...
Karmię piersią do dnia dzisiejszego (wiem że niektóre osoby na naszym forum pomyślą że jestem nienormalna) teraz to jest tylko jedno karmienie piersią ale jednak jest :)
Jestem pewna że drugiego maluszka również chcę karmic piersią...
W naszym przypadku nigdy nie używaliśmy butelki i smoczka wystarczyła pierś...

Nie udzielam się we wszystkich wątkach ale na bieżąco podczytuję u Tete i Liliann.... Chciałam Wam napisac że podziwiam Wasze zaangażowanie w karmienie naturalne... Waszą walkę o zatrzymanie laktacji... Nie wiem czy ja byłabym zdolna do takiej walki...

Offline tete Kobieta

  • "Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań."
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 2.06.2007
Wercia...wiesz jak sie ciesze czytając ze kobieta chcąca karmic nie miała z tym kłopotów???naprawde :-* i juz nie uważam siebie za niedołęge bo nie umiałam cyckiem dziecia wykramic..tak wyszło ot co.
Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań.

Offline martulka Kobieta

A ja mogę się zaliczyć do grupy 3.
Przed porodem byłam bardzo nastawiona na karmienie piersią. W związku z tym nie pozwoliłam nikomu i sama nie kupiłam ani jednej butelki, ani smoczka. Po porodzie okazało sie, że przez to że miałam cc pokarm się nie pojawił. Do tego doszedł brak brodawek. Wiktor nie chciał złapać cycka mimo wielu prób w szpitalu, a później w domu. W szpitalu dostałam herbatkę na laktacje i wypożyczono mi na te 3 dni laktator. Po pół godzinie ściągania uzbierałam z obu piersi ok. 5 ml. Podałam je małemu z kieliszka. A tak dokarmiałam go modyfikowanym z kieliszka. Jeszcze jak byłam w szpitalu poprosiłam Tomka żeby kupił laktator i butelki. Po powrocie do domu herbatki na laktacje piłam litrami i próbowałam przystawić Wiktora na wszelkie znane mi sposoby, bezskutecznie. Kupiłam nakładki, ale to nic nie dało. Odciągałam pokarm laktatorem i podawałam z kieliszka. Ale więcej się rozlewało niż mały wypijał. Wtedy przekonałam się do butelki. Ale co z tego, skoro po kilkukrotnym ściąganiu w ciągu dnia na wieczór miałam dla małego tylko 60 ml, a on wypijał to błyskawicznie i był nadal głodny. Dopiero po podaniu kolejnej 60 modyfikowanego był najedzony.
Przyznaję, że nie miałam tyle zacięcia co tete i nie miałam aż takich wyrzutów sumienia do podania modyfikowanego. Dla mnie najważniejsze było żeby Wiktor był najedzony. Przez 2 miesiące podawałam mu tą odrobinę swojego mleka, a karmiłam sztucznym.
Teraz wiem, że jest to wygodne bo równo co 3 godziny podawałam butlę, mały wciągał ją dość szybko, odbijał i szedł spać lub leżał spokojnie.
Moje nastawienie do karmienia piersią zmieniło się diametralnie i za drugim razem nie jestem już tak nastawiona na karmienie piersią. Może stałam się wygodna.

A ta nagonka na naturalne karmienie doprowadza mnie do szału. Już po naszych forumkowych mamusiach widać, że to jest ciężki kawałek chleba i te mamuśki, które bez problemu karmiły swoje pociechy przez 6 m-cy tylko cycem można policzyć na palcach jednej ręki.

Offline monia

  • złośliwy skorpionek :)
  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 04.06.2005
zaliczam sie  do  tej grupy szczeliwych  mamuś którym udało się  karmic dzidzię  min pół roku.. niestety zuzia  mając prawie 8 m-cy zastrajkowała.. pokazała,ze ma gdzies cysia i przerzuciła się na butle..

do tej pory mam pokarm.. myslę,ze  gdybym, dostała jakąs  głodna mordusie to pewnie rozkręciłaby ona  laktacje..  musze zrobic sobie poziom prolaktyny..  ::)

problemy z karmieniem miałam i ja.. mamy, które były na spedzie e-weselnych mamus pewnie jeszcze pamietaja moje brodawki 9sinomalinowe, pokasane, popekne i krwawiace).. ja płakałam z bólu a zuzia , bo mleko nie leciało..  udało nam się przetrwac ten okres dzieki pomocy  połoznej i cieszyłam sie  cyciowaniem ponad 7 m-cy
« Ostatnia zmiana: 8 Sierpnia 2008, 23:05 wysłana przez monia »

Offline tete Kobieta

  • "Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań."
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 2.06.2007
Martulka ale chodzi oto aby te swiadmosc posiąsc...Ty juz ją masz///co do nagonki-zgodze sie w 100%...niestety.Nikt otwarcie nie mówi ze poza oczywistym czynnikiem jakim jest jakosc maminego mleka wiele dziewczyn w obawie przed reakcją otoczenia robi cos na siłe...
Monia ja pamietam jak widziałam Ciebie i Zu unas w firmie,,,i miałam takie niejasne przeczucie ze ja będe miec kłopoty...niewiem dlaczego :-\
 i jeszcze jedno...zobaczcie kobiety jak wiele rzeczy..jak wiele spostrzezen,żalu,radosci,niepewnosci niesie ze sobą temat karmienia jednego lub drugiego..czemu nikt o tym głosno wprost nie mówi????przeciez te Wasze slowa ,przezycia mogą byc jak balsam dla kazdej kolejnej młodej mamy..
« Ostatnia zmiana: 8 Sierpnia 2008, 23:07 wysłana przez tete »
Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań.

Offline monia

  • złośliwy skorpionek :)
  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 04.06.2005
a tak.. faktycznie.. karmiłam zuzie jak byłam u was ;)

Offline tete Kobieta

  • "Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań."
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 2.06.2007
nio a ona tak blogo odpłyneła po karmieniu ;D ;D
« Ostatnia zmiana: 9 Sierpnia 2008, 20:01 wysłana przez rybkawiedenka »
Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań.

Offline martulka Kobieta

tete ja starałam się nie przejmować otoczeniem. Też nie miałam wsparcia w najbliższych (poza Tomkiem). Moja mama od razu namawiała mnie na sztuczne mleko. Ja chciałam spróbować. Była u mnie położna, która na siłę przystawiła małego dosłownie na kilka sekund, a ile było przy tym łez i jego i moich. A ta tłumaczyła, że karmienie piersią ma być czymś przyjemnym, relaksem. A dla nas nie było. Było ciężko i niejedną łzę wylałam. Aż do momentu kiedy zrozumiałam, że najważniejsze jest żeby dzieciaczek był najedzony. Na każdym spacerze "życzliwe" kobiety pytały mnie czy karmię dziecko (myśląc o piersi), a ja odpowiadałam, że oczywiście, że karmię - przecież głodne nie chodzi.
Tak jak pisała już u ciebie jagodka24 najważniejsze żeby dziecko miały pełny brzuszek i było szczęśliwe :ok:

Teraz nie dam się sterroryzować. Jak mi nie wyjdzie to trudno, dam butlę ze sztucznym i koniec.

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 30 września 2006
Masz rację Martulko, ja się sama sterroryzowałam.

Nadal jestem przekonana, że to co mamine jest lepsze niż to co farmaceutyczne. Bo i tak jest. I chciałam dać dziecku to co najlepsze, a oszczędzić śmierdzącego substytutu.
Prosty mechanizm do błędnego koła.

Dobrze, ze otrzeźwiła mnie waga dziecka i …..rozbieżność zdań dwóch laktacyjnych pań.

Jedna była u mnie. Widziała sytuację. Widziała ile mam mleka, widziała dziecko. Dała zalecenia, starała się pomóc. Kontaktowałam się z nią telefonicznie i informowałam o efektach. Faktycznie ilość mleka się zwiększyła. Wcześniej nie byłam w stanie odciągnąć laktatorem dosłownie nic. Po jej interwencji udawało mi się jednorazowo do max 40ml. Nadal kropla w morzu potrzeb, ale zawsze coś.
I to ona sama kategorycznie kazała dać mieszankę. Widziała, zadecydowała i miała słuszną rację.
Ale człowiek jak to człowiek szuka potwierdzenia w innym miejscu. Zatem zadzwoniłam do innej kobiety Międzynarodowego Konsultanta Laktacyjnego.
I co usłyszałam. Przystawiać, przystawiać, nie dokarmiać…plus inne zalecenia.
I jeszcze jedno sławetne zdanie, które mi w uszach zostanie do dziś
„Proszę przystawiać jak najczęściej do 15 razy na dobę, w nocy trzy karmienia, nie dokarmiać…proszę to robić sumiennie, bo jak dziecko spadnie z wagi, to lekarz sam każe dać pani mieszankę”.

A zabrzmiało mi to tak, jakby ta mieszanka była wytworem diabła…

Nomen omen mieszankę już dziecku dawałam od dnia poprzedniego bodajże, bo przecież nie mogłam  patrzeć na jego głód.

O nie pomyślałam…mam dość.
Z jednej strony słyszę, to z drugiej to. Komu do licha wierzyć. Bardziej przychylałam się do zdania kobiety, która widziała mnie naocznie i dziecko, a nie do teoretyzowania, które przed chwilą słyszałam.

I wtedy we mnie puściło…
Zadzwoniłam do męża - powiedziałam płacząc, że odpuszczam…
Krzycho, który mnie wspierał od początku, zgodził się. Dobro dziecka, mój spokój to jest najważniejsze. Nie idea.
Potem ze łzami zadzwoniłam do Tete z tą sama wiadomością.

I jest jak jest.
Młoda do dzisiaj wcina cycka z równym zapałem jak butlę. Poje mojego, doje sztucznego. Rośnie, rozwija się i jest git.
Nie rezygnuję z podtrzymywania laktacji, bo nadal uważam, że to co dostaje ode mnie jest unikatowe, nawet jak jest tego mało.

Niestety przestaję się zgadzać ze zdaniem orędowników laktacji, że każda kobieta jest w stanie wykarmić dziecko piersią. Jak widać nie…nawet jak chce, próbuje i ma do tego dobrze ssące dziecko. Z resztą spotkałam się z podobną opinią jednego z profesorów z CZD. Podobnie jest z resztą w świecie zwierząt, nie każda samica jest w stanie wykarmić swoje młode. Tyle, że dla nich natura jest bardziej brutalna.

Offline Elcik Kobieta

Pomimo tego, że udało mi się karmić dzidzię cycusiem, dokładnie wiem (no prawie wiem) co czują i przeżywają m.in. Tetuś i Liliann podejmując decyzje o dokarmianiu. Była u nas babcia na noc akurat jak miałam kryzys laktacyjny.... mała się prężyła, denerwowała przy cycusiu, a babcia od razu: "Chyba musisz przejść na modyfikowane".... krew się we mnie zagotowała, ciśnienie milion od razu, nie tak łatwo nie dam się..a tu nawet wsparcia nie mam. Wy musiałyście to ciśnienie pokonać i tą butlę dać... szacun.

Jak mi nie wyjdzie to trudno, dam butlę ze sztucznym i koniec.
Myślę dokładnie tak samo, ale powiedzieć, to łatwiej niż wykonać...


Offline asia Kobieta

Teraz ja napiszę jak było u nas.
Oleńka szybciutko załapała o co chodzi z ssaniem, ja miałam mleko w kilka godzin po cc.
Oczywiście nie było aż tak kolorowo - piersi bolały, sutki rwały... miałam przez kilka dni stan podgorączkowy... W szpitalu dawali mi leki na obniżenie temperatury, ja sama smarowałam sutki specjalną maścią i ... jakoś szło, mimo bólu i łez.
Cały czas zastanawiałam się dlaczego na reklamach, w tv czy nawet "na żywo" widziałam matki karmiące piersią - uśmiechnięte, odprężone, z błogim wyrazem twarzy... A ja cierpiałam...
Teraz już wiem, że ta błogość przyjdzie z czasem (o ile oczywiscie nie ma problemów z laktacją, sutkami i dziecko potrafi i może ssać)... ale jest to potem... po ok. 2-3 tygodniach....
Mleko zaczęło mi zanikać po ok. 4 miesiącach. Zauważyłam, że mała wisi na cycusiu coraz częściej... Na początku myślałam, ze to kolejny skok rozwojowy i starałam się to przetrwać. Okazało się jednak, że nie - mleka było coraz mniej i Ola się nie najadała. Była małym żarłoczkiem - urodziła się maleńka i drobniutka, musiała nadrobić... a zaczynało brakować pokarmu.
Tydzień przed skończeniem 5 miesiąca życia zaczęłam podawać Oli mleko modyfikowane.
Rano i wieczorem (kiedy było najwięcej pokarmu w piersiach) dostawała moje mleko. Potem mojego mleka wystarczało tylko na rano. W końcu przeszliśmy całkowicie na butlę.

Cieszę się, że udało się karmić małą przez 5 miesięcy moim mlekiem. Uważam, że to co dziecko wyssie od mamy jest dla niego najlepsze. Dlatego podziwiam kobiety, które nie poddają się od razu tylko walczą. Mimo bólu, problemów...
Szanuję jednak zdanie i wolę kobiet, które nie chciały od początku karmić. I wkurza mnie nagonka na takie kobiety.

Offline Wercia Kobieta

Cytuj
Wercia...wiesz jak sie ciesze czytając ze kobieta chcąca karmic nie miała z tym kłopotów???naprawde

Dziękuję Tete  :-*

A wiecie że u nas największym przeciwnikiem karmienia piersią jest MOJA TEŚCIOWA  ;D Od początku stwierdziła że powinnam karmic mlekiem modyfikowanym Miesia, a nie piersią :)

rybkawiedenka

  • Gość
Widzicie...a ja nie wierze w to że matka karmiąca daje dziecku coś lepszego niż ja dając butle. Gó...no prawda. Właśnie takie myślenie wprowadza miliony matek w depresje, w łkanie po nocach, takie debilne gadanie przez terorystki z poradni laktacyjnych powoduje poczucia win i myśli samobójcze.

Dlaczego nikt nie tłumaczy kobietom ze sztuczne jest RÓWNIE dobre? Dlaczego nie tłumaczy że NAJWAŻNIEJSZE jest zaspokojenie głodu dziecka, najsilniejszego co ono czuje a nie poczucie spełnienia bo się karmi? Szlag mnie trafia jak słysze gadanie o genialności karmienia piersia!

Dla mnie, kobiety, to najbardziej obżydliwa rzecz na świecie, ujmująca mojej godności, mojej indywidualności i mojemu JA. Dziecko w chwili narodzin jest już osobna jednostką więc w moim odczuciu może byż karmione czymkowilwiek byle przeżyło. Okropny jest dla mnie widok matek wywalających cyca w miejscach publicznych i mimo że robi to wiele moich koleżanek nie kryję tego.

Ja uważam że powinno się GŁOŚNO I WYRAŹNIE protestotwać przeciwko paranoi i terrorowi karmienia piersią.

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 30 września 2006
I masz prawo nie wierzyć.
Ale niestety proszek z puszki pomimo, że zawiera odpowiednią ilość białka, węglowodanów, tluszczów, minerałów witamin...ba ma nawet wit D, której nie ma mleko kobiece....nie ma wielu unikatowych składników komórkowych i immunologicznych.
I tu mam czysto zawodowe podejście.

Stety czy niestety....

Co wcale nie umniejsza Twojego prawa do nie dawania cyca...w końcu Twój cyc.

Cała ta otoczka, że dzieci kramione piersia są bardziej inteligentne, że mają lepszy kontakt emocjonalny z matką, mniejszą skłonność do otyłości i cukrzycy i tym podobne terefereeeeeeee akurat nie wierzę.
Inteligencja jest pochodną dziedzictwa genowego i wkładu pracy rodziców, a potem samego dziecka w swój rozwój.
Kontakt emocjonalny buduje sie z dzieckiem przez całe życie, a nie okres kilku-kilkunastu miesiecy karmienia.
Otyłość i cukrzyca...hmmm....nawyki żywieniowe wyrabia sie w dziecku przez cały okres wychowania dając przykład swoja dietą i kuchnią.



rybkawiedenka

  • Gość

Co wcale nie umniejsza Twojego prawa do nie dawania cyca...w końcu Twój cyc.

O, i to jest święta prawda :)

Offline .:Anka:. Kobieta

ja w szpitalu nie karmiłm cyckiem bo mały nie umiał załapać moicj płaskich brodawek
oczywiście położne starały sie mi pomóc ale w sposób zbyt skomplikowany...karmienie strzykawką, przez sondę...w końcu mały dostał butlę z mlekiem modyfikowanym - najadł sie i smacznie spał
leżałam na sali 4 os - tamte 3 babki karmiły cyckiem - efekt - dzieci darły się 24h na dobę - były glodne
jedna z tych dziewczyn nie mogła pójśc do toalety....
widząc to i mając również wiedzę z forum ja nie miałam wyrzutów sumienia, ze nie daję cycka małemu za to inne matki patrzyły na mnie jak na wyrodną matkę.
po dwóch dniach wyszliśmy do domu - i jak już nie raz pisałam mama załatwiła mi prywatną położną - to dzieki niej karmiłam małego przez 6 miesiecy cyckiem.
bardzo podobało mi się jej podejście - sama mi radziła, żebym dała małemu butlę na noc bo ja się wyśpię i mały bedzie lepiej spał z pełnym brzuszkiem. sama mi tez poradziła, zebym dała smoka przez co mały nie wisiał mi na cycku przez 24h
butlę na noc mały dostał może z 5 razy aż moja laktacja nie ruszyła pełną parą
zapomniłam napisać, ze ja karmiłam przez 6 miesięcy przez kapturki.
zobaczcie - "użyłam" wszystkich rzeczy, które powinny zatrzymac laktację - piszę to żebyście do karmienia cyckiem podeszły na spokojnie - karmienie jest w głowie!!!! przekonałam sie o tym kiedy przestalam małego karmić. całyu czas myślałam, że robię,krzywdę dziecku i takie tam bzdury - cały dzien myśłam o karmieniu cyckiem i cały czas miałam cycki pełnie mleka.
trochę to trwało ale poukładałam sobie w głowie i teraz mały az sie trzesie na widok butki; daję mu inne rzeczy do jedzenia i większość mu smakuje.
oczywiście nas tez nie ominęły kryzysy latakcyjne - wtedy mały wisiał często na cycku ale jakoś to przetrwaliśmy.
a i najlepsza pozycja do karmienia w nocy to na leżąco - nie martwcie sie, ze dzieciak sie przyzwyczai do spania z wami
ja tak robiłam i bardzo często mati spał z nami w nocy bo ja usypiłam przy karmieniu ale dzięki temu byłam wyspana rano
a wyspanej, zadowolonej matki dziecko potzrebuje
no i nie zapominajcie o mężach  ;)

Offline Vall Kobieta

ja chyba plasuje sie w grupie 3...

Ujme to tak..wydawalo mi sie, ze karmienie jest czyms naturlanym - więc (podobnie jak z porodem) skoro tyle kobiet to i ja...
Nie mialam jednak w planie kamric długo - ot max pol roku, moze 3 miesiące...

Po porodzie zderzylam sie z rzeczywistoscią: najpierw brak po karmu po cc , potem nawal pierwszy (koszmar) i pewne komplikacje z  Maksiem - brak przystawiania, maly na butli - wynik: Maksio nie umial, nie lubial, nie chcial sie przyssysac...  CD... karmiłam: kazde jedzonko malego to kupa stresu, nerwów, przekleństw, awantur z męzem.. ale zawsze ostatecznie maly zjadal - wisiał, wisoial, potem ulewal, ulewal... Na sama mysle, ze za godzine, dwie będzie powtórka dostawalam gęsiej skórki... i juz nerwy mna targały. ANi pani z poradni, ani połozna ani nikt nie umiał nam obojgu pomóc... Kapturki...na chwile pomogły..ale nie na długo... Maksio sie ciskal, odpadaly, nie umial chwycic..od nowa nerwy, wkurzenie, złośc...
Po miesiącu... kryzys niedosc ze stałe porblemy to mały chce wisiec caly czas... do tego  dochdza delikatne obajwy alergiczne, wizyta u lekarza... pomijajac szczególy, decyzja: dokarmiac, malo pokarmu... Modyfikowane idzie 2x dziennie, zachwuile co drugie karminie, maly nie chce cyca, wiec odciągam co drugie je moje, potem co trzecie bo cycki wysychają.... w sumie miesiąc na MOIM, pól na mieszanym... potem SZTuCZNE...
A ja... powiem jedno..słowa lekarza zeby dac butle odberalam jako ulge!! Pozwoliły mi złapac oddech, nei myslec tylko o cycku i przestalam sie az tak denerwować. Oboje z Maksiem chyba wyluzowaliśmy....

Dla mnie porzucenie karmienia naturlanego było OGORMNĄ ULGą!
Nie czułam żadnych wyrzutów - owszme nasłuchalam sie głwonie od teściowej, ale co mi tam........
Niech sobie ludzie myśla co chcą... od początku nei szło nam to, Maksio nie mial i nie posiadl umijętnosci, ja nie mialam serca do tego.....
Oboje stalismy sie szczęśliwsi na BUTLI :)

w sumei to niby gr 3, ale chyba nie do końca  ;)

Ja chyba kfalifikuje sie do wszystkich 4 grup :)

Od poczatku miałam zakodowane ze bede karmiła cycem.
BO:
- najlepsze nie...
- zapewnia zdrowie itp...
- niby wygodnie nie...
- tanio...

Tak było. Od razu Ninka ssała piers bez najmniejszych problemów....
Nigdy nie miałam problemu krwawiacych brodawek czy problemow z iloscia mleka....
Z technicznego punktu widzenia wszystko idealnie......

ALE...............

Ninka jadała co 1,5-2 h.....jak dzien tak i noc...  PADAŁAM NA PYSK z wycienczenia ..... a jak czytałam na inne dzieci spią po 4-5 czy wiecej co miałam łzy w oczach ....

No i dieta............ byłam przerazona tym, czy jak Ninka płacze wieczórem to przypadkiem nie jest to od tego co zjadłam w ciagu dnia majc do wyboru wyjatkowo ograniczony jadłospis....

Ogolnie nie miałam smiałosci karmic piersia przy "gosciach"... rodzinie nawet....
czułam sie obnazona.... mało kobieca.... wstretnie .... zawsze szłam do drugiego pokoju ...
albo nie wychodziłam z domu bo na mysl o karmieniu wsrod obcych ludzi dostawałam czkawki !
Uwazałam to za OBZYDLIWE dosłownie... nic "pieknego" nie wiedziałam w tym...

takim sposobem zaczynałam sie zamylkac w sobie ... + jesienno zimowa aura....+ sama w domu....
= DEPRESJA jakowas czy co ? ?  kiepsko ogolnie.... wcale nie cieszyło mnie macierzynstwo.....
nie tak miało to wygladac .,...z męzem nie mogłam sie dogadac... wyłam.... ot i tak...

Któregos dnia Ninka przestała ssac piers. PANIKA w oczach co to bedzie....
Pediatra kazała mi uspokoic sie... kupic mleko w sklepie i dac dziecku a samej sie odprezyc bo prawdopodbnie mam "kryzys" i musze go przetrzymac albo juz nie bede karmic i nie robic z tego tragedii!!!
tak zrobiłam... kupiałm mleko...i wpadłam na pomysł sciagania mleka laktatorem ! jak nie ssała mi piersi to sciagałam sama... ale to było po 40-60 z piersi .....
dobrze ze to zrobiłam bo to mi uratowało zycie chyba...super sprawa!!  Tata wstawał w nocy i dawał jesc a ja nawet jak sciagałam sobie to w 15 minut i miałam "z głowy"....
oczywiscie nie wspomne o fakcie ze jak tylko wróciłam ze sklepu "spokojna" przysiadłam do sciagania i na dzien dobry po 100 z kazej.

Po 4 miesiacach okazało sie ze Ninka ma AZS.... moja pediatra powiedziała ze mam do wyboru albo bede jadął suchy chleb z woda i zastanawiała sie czy to nie od danej mąki...
albo przechodze na HA i przy dawaniu nowosci bede kontrolowac CO je....

A dodam ze nadal miałam mleko .... i to bardzo duzo wbrew zasadzie ze jak sciagasz to pokarm zanika.
Po 180 ml spokojnie sciagałam sobie z piersi....

Postanowiłam ze DOSC !! poszłam do ginekologa i dostałam 2 tabletki. Po 2 dniach zanikło.

Teraz jak czytam o tym jakie maja dziewczyny "problemy"... przypominajac sobie co sama przechodziłam...
o tym jaka jest NAGONKA....
drugiego dziecka mam wielką ochotę nie karmic zupełnie....
oczywiscie zobacze jak bedzie jak juz sie urodzi ale TYM razem nie dam sie wkrecic  O NIE :)
Karmiac nie czułam sie dobrze bo nie funkcjonowałam tak jak powinnam... nie te hormony sie wydzialły :)
Zdecydowanie wolałam siebie jako NIE karmiaca... i moj mąż TEZ :)





Offline tete Kobieta

  • "Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań."
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 2.06.2007
Marta..Ty wiesz...dziękuje Ci.
szkoda ze tyle kobiet musiało/musi przez to przechodzic..
Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań.

Offline Vall Kobieta

oo i ja mialam ten sam problem co Martaxyz.. nie umialam wyluzowac i karmic przy ludziach, nie wyobrazalam sobie tego gdzies na zew, przy obcych..nawet w domu jak byli goscie czulam dyskomfort....do tego te awnatury z Maksiem przy kazdym przystawianiu....

ps. ja chyba przy nastepnym (o ile sie kiedys zdecyduje ;) ) to woogle nie podjeme tego "wyzwania"!
choc wiadomo presja otoczenia będzie...

Ja podchodzę sobie na luzie do tego czy drugie bede karmic czy nie...
MAM TO GDZIES i ni ezalezy mi na tym jak kiedys bo wiem ze wiecej szkody zrobiło to
z moją psychiką.... cieszeniem sie macierzyństwem itp. niz dobrego...

Tak sobie kalkuluje ze na czas "połogu" moge sobie karmic ....
bedzie pretekst do tego aby polezac ;)
ale po tym czasie DO WI DZE NIA - zamykamy  interes bezposrednio - jezeli i jak juz to sciaganie
laktatorem tak aby było "sprawiedliwie " dla obojga dzieci czas karmienia moim mlekiem nie koniecznie z cyca  :)