e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: ŁUCJA - dziewczyna urodzona o wschodzie słońca...  (Przeczytany 65938 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline KAHA Kobieta

  • Przyjaciele
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 11.09.1999
Kochani, 23 lipca 2008 roku o godzinie 4.45 zostałam mamą.







Wszystko zaczeło się w środe kilka minut po 24. Obudził mnie bol podbrzusza,

podobny do bolu miesiączkowego. Byłam przekonana, ze to skurcze przepowiadajace

zaczynają mi dokuczać...bo tych było u mnie...niewiele...raz czy dwa...a ponieważ nie

mialam doświadczenia "porodowego" to do głowy mi nie przyszło, że to JUŻ!!!. Ból

nie przechodził, przypomniałam sobie o relacji naszej Liliann...przeciez Ona też pisała o

podobnym bolu. Wstałam z łózka, poszlam do łazienki na siusiu...no i na papierze

toaletowym zobaczyłam czerwone nitki krwi i fragmenty czopa śluzowego. Myślę sobie, że

to przecize za wcześnie, Łucja ma termin na 27 a dzisiaj jest 23...postanowilam liczyć minuty

między skurczami. Najpierw regularnie co 10 minut, potem co 8....co 6....nie ma co czekać.

Budzę Rafała. Sprawdza czy wszystko mam w torbie. Biorę kąpiel, ubieram się, Rafi chce

dzwonić po mojego tatę, ale mu nie pozwalam. Dzwonimy po taksówkę. Schodzimy przed

blok, w czasie schodzenia ze schodów łapie mnie następny skurcz...wrrrr..oj

booooli...Taksówkarz jak zobaczył babę z brzuchem i usłyszał gdzie

jedziemy...ździebko się rozkojarzył...jest 1.30...pewnie go obudziliśmy hehe. W aucie znowu

łapie skurcz...zaczynam sie denerwować, ze to wszystko za szybko idzie, przecież dziewczyny z

forum pisały o kilkugodzinnych  skurczach...a u mnie to tak szybko postępuje ???? Wchodzimy

do szpitala, babka z dyzurki jak mnie widzi mówi, żeby nie iść schodami tylko wjechać

windą. Tak robimy, ponieważ nie czuję sie na siłach dreptać na 2 piętro. Na oddziale

ginekologiczno - położniczym cisza....przygaszone swiatło, widzę dzwonek z napisem

"dyżurna położna - proszę dzwonić...no to myk...słyszymy cichy dźwięk

dzwonka..po chwili zza drzwi głos " a kto to mnie budzi w środku nocy?". Wychodzi znajoma

pani od KTG i pyta co się dzieje (hehe....), mówię ze mam skurcze co 6 minut, a ona, ze to

się zobaczy i sprawdzi i ze pewnie jestem juz spanikowana i wydaje mi sie że mam skurcze i ze

mnie boli, prosi zebym połozyła się na leżance i bada mnie...i zaraz potem mówi do

salowej żeby przyniosła szpitalną koszulę. Pytam czy jest rozwarcie "tak, na 5 cm" słyszę.

Przebieram się, idę do następnego pomieszczenie, gdzie mnie golą i zaraz potem aplikują

lewatywę. Z relacji Liliann wiem, ze mam to trzymać jak najdłużej. Wytrzymuję może

10 min., przy kolejnym skurczu puszczam...potem jeszcze kilka razy. Skurcze stają się coraz

bardziej bolesne, żołądek przewraca mi sie do góry nogami...zwracam. Potem krótki

prysznic i proszą mnie na porodówkę. Położna podłącza ktg i pyta do ktorego gina

chodziłam. Odpowiadam, znów sprawdza rozwarcie, jest 7 cm i 3 rano. Mówi do Rafała, żeby dzwonił do gina. Rafał wychodzi i wraca po chwili. Słyszę, ze dzwoni telefon stacjonarny, połozna mówi "dobra Zbyszek, dam znać". Zbyszek to mój gin. Położna znów podchodzi do mnie i chyba robi coś z szyjką macicy, czym sprawia mi ogromny ból, zaraz potem czuję wilgoć pod poopą...mhm....pęcherz pooooszedł. Położna mówi do Rafała, niech pan dzwoni po gina i powie, ze już. Pytam o kolor wód, są zielonkawe....
Za jakiś czas pojawia się mój gin, wita się ze wszystkimi, widzę, że jest zaspany. Żartuje, że pospieszyłam sie jakies 12 godzin, bo bylismy umówieni na 16 w szpitalu. Prosi salową o herbatę. Ja zaczynam odczuwać zmianę bolu, czuję się tak jakbym miała zrobić kupę. Mówię o tym głośno. Do łożka , na ktorym leżę podchodzą wszyscy, Rafał stoi za moją głową. Jego zadaniem jest podtrzymywanie mojej głowy i pilnowanie oddychania podczas skurczów partych. Zakładają mi wenflon, pytam po co, "profilaktycznie" słyszę odpowiedź. Zdejmują mi też pas od ktg. Gin staje wiadomo gdzie i włącza lampę, ktora ślicznie oświetla "cytrynę", położna po prawej stronie, salowa po lewej, zakładają sobie moje stopy na biodra i przy następnym skurczu partym przemy, potem jeszcze jeden skurcz i jeszcze jeden...nadymam się jak balon...i Łucja wychlupuje na świat. Słyszę, jak gin mówi, ze super szybko poszło a zaraz potem płacz małej. Położna niesie Łucję do salki, gdzie czeka pediatra, Rafi idzie razem z naszą córcią. Cały czas słyszę jak płacze. Teraz czekam na urodzenie łożyska, to już nie boli, gin naciska mi na brzuch i czuję ze łożysko jest na zewnątrz. Położna z ginem patrzą mi w krocze i coś mówią, że trafiła się 3 lub 4. Słyszę charakterystyczny dźwięk używanego cyferblatu telefonu stacjonarnego i zaraz potem pytanie gina "czy w szpitalu jest chirurg?". Proszę ich o wyjaśnienie co się stało, mówią, że poszło mi jelito i paskudnie popękałam. Pytam dlaczego nie połozyli mi córki na brzuchu, mówią ze bardzo krwawię i ze szukają doświadczonego chirurga, bo takie pęknięcia zdarzają raz na 10 lat i trzeba mnie umiejętnie pozszywać. Nie czuję bólu, przychodzi gin z salki obok, wszyscy patrzą w moją "cytrynę", zaczynam sie denerwować. Po jakimś czasie pojawia sie anestezjolog i zaraz potem chirurg, wpychają mi tam palce, zaczynam odczuwać ból. Mówią do siebie hasłami, anestezjolog podaje mi narkozę...odpływam...co jakis czas dochodzą do mnie strzępki słów..jakby z magnetofonu z wyczerpującymi się bateriami..jakieś plamy kolorów. Budzę się, jest juz widno, za oknem na gałązce klonu siedzi gołąb i patrzy...heh, przychodzi rafał, mówi, ze córcia zdrowa i pokazuje mi jej zdjecie w telefonie....caaały tata. Mówi też, ze mała jest już na sali, że już z nią pogadał i ze nie moze byc dalej na sali porodowej i czeka na mnie na oddziale położniczym. Przychodzi mój gin i objaśnia co się właściwie wydarzyło. Poród był bardzo szybki i lekki, niestety wynikiem tego jest pękniecie fragmentu jelita, duże i poważne i w związku z tym uprzedza mnie, ze nic nie mogę jesc, mogę jedynie pic niegazowaną wodę. Mówie tez, ze córcia zdrowa i sliczna i ze co prawda on z takim przypadkiem pęknięcia spotkał sie w swojej karierze zawodowej 14 lat temu to mimo to mam sie nie przejmować, bo osobiście dopilnuje zeby wszystko dobrze się skonczyło. Zaraz potem poszedł do dietetyka konsultować dietę dla mnie. Potem przewożą mnie na oddział położniczy, w koncu widzę moja córcię, przytulam ją i czuję...że jestem mamą. Rafał trzyma mnie za rekę, od teraz jesteśmy już RODZINĄ!!!!!!!!!!!


Offline ricardo Kobieta

  • Patrycja
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 08.09.2007
KAHA serdecznie gratuluję!! Pięknie to opisałaś, niesamowicie :)

Offline Nika

  • Przyjaciele
  • Chuck Norris
Ogromne gratulacje!!!!Super, że poród taki szybki, a jelito mam nadziej już ok!!Twoja relacja piękna i wzruszająca!!!!A mała Łucja śliczniutka!!mam nadzieję, że będziesz tu opisywała Wasze rodzinne życie!!!buziaczki!!

Offline agusia1213 Kobieta

  • "Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka"
  • uzależniony
  • data ślubu: 21 kwiecień 2007
Gratuluję
Super,że w miare szybko urodziłas, ja tez byłam szybka :)

Offline KAHA Kobieta

  • Przyjaciele
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 11.09.1999
Z jelitem jest póki  co tak sobie, jestem cały czas na Portagenie...czyli papce wysokobiałkowej, w poniedziałek idę na kontrolę do chirurga. Nie usmiecha mi się plastyka odbytu...

rybkawiedenka

  • Gość
Kaha ślicznie! A problemy - będzie dobrze!

Offline Nika

  • Przyjaciele
  • Chuck Norris
Ja też jestem dobrej myśli!!!a jak się ma Wasza mała Księżniczka!!!!????

Offline merkunek Kobieta

  • Chuck Norris
GRATULUJE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Offline Elcik Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 02.06.2007
Gratulacje! ;D

A jelitkiem się nie przejmuj, do wesela ;) się zagoi się, a radość z dzidzi pozostanie na dłuuuugo dłuuuugo :)

Offline KAHA Kobieta

  • Przyjaciele
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 11.09.1999
Co porabia Łucja?? Hehe

Śpi:



Strzela minki:



A nawet ma pierwszą domową kąpiel za sobą, oczywiście w wykonaniu babci...bo mama miała lekką tremę no i ciągnie mamę tu i tam...


Poza tym opanowała perfekcyjnie kilka czynności: spanie, jedzenie, siusianie i kupkanie i koncertowanie od czasu do czasu ;D ;D ;D

Offline ricardo Kobieta

  • Patrycja
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 08.09.2007
oj chyba jej się kąpiel nie spodobała  :D

Offline Maja Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 28 sierpnia 2004r.
Gratulacje KAHA, mam nadzieję że z jelitem jest znacznie lepiej niż wnioskuje laik z opisu  ;)

Śliczna córa

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
Kasiu moje gratulacje...
I widzę kolejny szybki poród...tyle, że szkoda, ze główka ta szybko szła...stąd to pęknięcie...
Trzymam kciuki żeby sie toto ślicznie goiło....

Córe masz piękną...

Buziaki dla waszej trójki...

Offline AndziaK Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 23.06.2007 r.
GRATULACJE KAHA !!!!!!!!! ŚLiczna córcia, no i ekspresowy poród :)
Napewno wszystko się dobrze pogoi :)

Offline *Mimi* Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 07.07.07 :-)
Gratuluję małej Łucji! Wszystkiego najlepszego dla Was  :-* .

Offline Anjuschka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 15.05.2010
GRATULACJE.. śliczną macie córcie, no i życzę, aby wszystko z jelitem było OK i szybko się zagoiło.

Offline Vall Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 07.07.2007 :smile:
Kaha ogormnie gratuluje!! :-*

ps. i zycze szybkiego powortu do pełni formy!!

Offline Agnieszka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 20.08.2005
GRATULCJE :D zycze szybkiego powrotu do zdrowia....

Offline Beacia Kobieta

  • uzależniony
  • data ślubu: 19. 07. 2008 r.
Gratuluję pięknej córeczki!  :D

Super to opisałaś!

Życzę szybkiego powrotu do  zdrowia.

Offline ooppoonnkkaa Kobieta

  • Traktuj ludzi tak jak byś sam chciał być traktowany...
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 29.07.2006

Offline dziubasek Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: .:25.08.2006:.
Kaha jeszcze raz ogromne gratulacje!! :brawo: szkoda, że te komplikacje wystąpiły... możesz czuć się wyjątkowo... na pewno Twój "przsypadek" będzie długo na porodówce zapamiętany  ::) ehh

Offline anusiaaa Kobieta

  • Chuck Norris
Serdeczne Gratulacje  :Daje_kwiatka: :Daje_kwiatka: :Daje_kwiatka: :Daje_kwiatka:

Się poryczałam :)
"Travel is the only thing you buy that makes you richer"

Offline ewajasz Kobieta

  • entuzjasta
  • data ślubu: 15-09-2007
Kasiu gratuluję serdecznie ;D

Eva*

  • Gość
no i wyje........... :'( :'( :'( i bardzo serdecznie gratuluję!!!!

Offline dosiado Kobieta

  • uzależniony
Gratulacje - śliczna córeńka :) Jakie ma długie włoski :)

Offline monia

  • złośliwy skorpionek :)
  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 04.06.2005
serdeczne gratulacje  kasiu.. czekałam na  wiadomości od ciebie

wzruszajaca  opowieśc.. i córusia sliczniusia..

matko.. zaczynam  powoli za bardzo oglądac sie za    maluszkami.. moja kozunia juz jest  duuzia ;)

Offline demka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 25 grudnia 2005
Kasieńko moja najserdeczniejsze gratulacje !!! Córeczka słodziutka :D
Nasza Oliwcia:

Nasza Lenka:

Offline Sylvi Kobieta

  • Administrator
  • maniak
Gratulacje Kasiu! Dużo zdrówka Wam życzę.

Offline KAHA Kobieta

  • Przyjaciele
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 11.09.1999
Niunia właśnie zasnęła, dzisiaj nawet ją męczy upał, ale ....mamy pierwszy sukces za sobą.
Nie karmię piersią..antybiotyki...brak pokarmu związany z dietką...mała wsówa nan1, męczyła ją notoryczna czkawka i chyba kolki....łykała mleko jak indyk..szybko...a potem wiadomo...wysłałam tatę po najwolniejszy smoczek i DZIAŁA!!!!!!!! Łucja zamiast 5 min jadła 25 min, złościła się ...ale zero czkawki i kolki. Kamień z serca ;D ;D ;D

Jeśli o mnie chodzi to siadam już z pewną "dozą" komfortu, pachną mi obiady, owoce i wogóle wsio...a ja nadal na papce...w poniedziałek idę na przegląd podwozia do gina i chirurga.

Przynam też , że miałam pierwszy kryzys matkowy...Łucja darła się 3 godziny z małymi przerwami....oddałam ją tacie...zabrakło mi cierpliwości...

Offline baska98 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 31 maj 2008
gratuluję z całego serduszka  :D
ślicznie to opisałaś  :D aż się wzruszyłam  :'(