e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: Wyprowadzka z rodzinnego domu...  (Przeczytany 13649 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline met Kobieta

  • Młoda Żonka
  • Chuck Norris
  • data ślubu: [size=
Postanowiliśmy przenieść się do Szczecina na bliżej nieokreślony czas. Od października zamierzam rozpocząć drugi kierunek studiów, co było bardzo poważnym argumentem.
Poza tym przychodzi taki czas, kiedy dzieci opuszczają rodzinny dom i zaczynają osobne, samodzielne życie w swoim gniazdku.
Nasze gniazko będzie póki co - nie nasze, ale wynajmowane. Do czasu, kiedy zdecydujemy się wziąć kredyt i zacząć budowę domu. Oczywiście w Gryfinie!

Bardzo się boję rozstania z Rodzicami. Chociaż to tylko 30 km (i zapewne bardzo często będziemy się wzajemnie odwiedzać), to łzy mi do oczu napływają na samą myśl. Opuścić rodzinny dom i wracać do niego jako gość?
Chcę i boję się.
Rodzice cieszą się, że zamierzamy się usamodzielnić, a ja czuję, że będzie mi cholernie ciężko.

Dlatego powstaje ten wątek, bo chciałabym dowiedzieć się jak było z Wami. Kiedy, w jakich okolicznościach opuszczaliście rodzinne domy i czy było to traumatyczne przeżycie ;-)

Sentymentalne wspominki wieczorową porą.

Offline ricardo Kobieta

  • Patrycja
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 08.09.2007
Ja w sumie to wyprowadziłam się ok 5 miesięcy przed ślubem na drugi koniec szczecina :)

Na początku było dziwnie, bo wiadomo zawsze byli rodzice a tu zonk - nie ma ich...

Także codzienne rozmowy telefoniczne to b ył standard :)

Z czasem się przyzwyczaiłam.

Jakoś nie miałam takiej traumy żeby mieć łzy w oczach :) hehehe, dzielnie to zniosłam :)

Od początku zaczełam doceniam samodzielne mieszkanie - wstanę kiedy chcę, zjem kiedy chcę i co chce...

Czasami brakuje mi tylko takich obiadków bo jednak u mamy inaczej smakują, ale zawsze fajnie się przyjeżdza do nich :)

Ja sie bardzo cieszę z samodzielnego mieszkania :) i mąż również :)

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
Metuś ja wyjechałam na studia. Niedaleko bo raptem 40km od domu.
Nie pamiętam czy tęskniłam. Na początku jeździłam co weekend do rodziców, ale chyba bardziej z powodu stresów, których pierwszy rok medycyny dostarczał mi aż nadto....kilkadziesiąt stron tekstu na blachę na następny dzień, codzienne odpytywanki, czeste kolokwia....Czułam się jak na obozie wojskowym z Kambodży. A weekend w domu dawał ukojenie dla skołatanych nerwów. Bywało, że w akademiku nie mogłam się uczyć, dopiero mój wałsny pokój porządkował przepływ przez szare komórki.


Stopniowo okrzepłam. Wizyty w domu stały się rzadsze....potem już powodowane tylko koniecznością szybkiego dostępu do pralki i tym podobnie przyziemnymi sprawami.
Narastało we mnie poczucie samodzielności, pępowina powoli zaczynała usychać.

Po trzecim roku zakomunikowałam, że do domu po studiach nie wrócę. Spotkało się z to z wyrazem politowania na twarzy mojej mamy.

Ale co oświadczyłam, to po kolejnych trzech latach wprowadziłam w czyn. Nie wróciłam na staż podyplomowy. Zostałam tu i tu zaczełam budować swoją przyszłość.
Chyba tylko ojciec mnie rozumiał, bo pomagał i wspierał. Mama milcząca, ale niazadowolona. Jednak głośno nie protestowała, ale widziałam, że pępowina po jej stronie nie uschła.

Potem był zakup własnego mieszkania i moje zachłyśniecie sie kawałkiem własnego kąta...pierwsza samodzielna praca...potem spotkanie Krzysia...

Metuś ja nigdy nie tęskniłam za mamą, domem, domowymi obiadkami.
Do tej pory nie tęsknię...tak naprawdę odżywam i czuję sie naprawdę sobą i wolna, kiedy zapuszczam silnik w wozie i obieram kierunek Szczecin - kierunek mój dom.

Ale to wsparcie duchowe, które mam (szczególnie w ojcu) doceniam...

A podobno jedynaki są przywiązane do gniazda...ja wręcz przeciwnie, jestem szcześliwa, że praktycznie bezboleśnie je opuściłam...

Offline megan Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 4 sierpnia 2007
Met - ja wyprowadzilam sie z domu bardzo szybko i bardzo dawno temu :) ... usamodzielnienie sie :) ciezko to tak nazwac bo niemwychowano na mega odpowiedzialna i samodzielna jednostke :)
pierwsze mieszkanie - ufffffffff - w zasadzie pokoj w mieszkaniu 4 pokojowym - babska komuna ;) pozniej byl milion przeprowadzek ;) milion bezsensownych zwiazkow po drodze :)
zakup pierwszego malego M, duzej landary w centrum niewiele pozniej i wyjazd do IRE i kupno domu tutaj :)

moja mama byla zawiedziona (wiem ze liczyla po cichu ze wroce do niej), ale nigdy nie powiedziala tego glosno :) zreszta sama bardzo szybko wyprowadzila sie z domu i zyla na wlasny rachunek ..
ojciec - hmmm de facto jego do posrednio dotyczylo (moi rodzice rozwiedli sie X lat temu)

za czym tesknilam? hmmmmmmmmmmm raczej za niczym - dla mnie bylo to jak zamkniecie jednego rozdzialu ksiazki i otworzenie nowego :)
czuje sie wolna i szczesliwa w swoim domu - zreszta w kazdym z miejsc w ktorym mieszkala tak sie czulam - moze dlatego ze moge zyc na wlasnych warunkach ...


Offline dziubasek Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: .:25.08.2006:.
Matuś a ja.... swoją pierwszą noc w naszym wspólnym (wówczas narzeczeńskim)} gniazdku...przepłakałam  :'( :'( :'( :'(
Z jednej strony cieszyłam się przeogromnie- po to w końcu spędzaliśmy studenckie wakacje za granicą, aby móc koło siebie zasypiać
i budzić się... ale te emocje, które mnie dopadły po prostu mnie przerosły!! Moi rodzice tak samo mocno to przeżywali- niby nie mieszkamy od siebie daleko- 15 minut autkiem... ale w tym momencie zrozumieliśmy, że zamykamy pewien bardzo wazny rozdział w życiu! Na szczęście smutek szybko minął :D Rodzice byli z nas dumni, że tak szybko się usamodzielnilismy, a ja miałam poczucie, że choć nie mieszkam z rodzicami ich dom jest zawsze dla mnie, dla nas otwarty :D

Offline kamyczek Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 28.12.2006
hmmm, u mnie wyszło to dość bezboleśnie ;)
wyjazd na studia do zielonej góry ,  wiązał się wyprowadzką. Do domu, na dolny śląsk miałam 100km i jeździłam tam co weekend :) z rodzicami byłam i jestem mocno związana, ale nie odczułam tamtej wyprowadzki jako coś trudnego, raczej cieszyłam się z "dorosłości" - jak na studentkę przystało ;)
Później moje powroty do domu stały się rzadsze, przyjeżdżałąm co 2, 3 tygodnie, często z moim teraz mężem ;) nawet oddałam rodzicom swój pokój ;) ale wszystkie wakacje spędzałam właśnie tam! :)

potem, po 3 roku, postanowiliśmy z moim Kochanie zamieszkać razem, właśnie w Szczecinie, w tym samym czasie, moja rodzinka wyjechała za granicę...
czy tęsknię? - tęsknię :) ale w granicach rozsądku ;) brakuje mi ich, ale nie chciałabym z nimi mieszkać na dłuższą metę :)
zresztą mój tato mówił zawsze, że dzieciom owszem, trzeba pomagać, ale najlepiej tak, żeby razem nie mieszkać ;) bo po co potem niedomówienia, czy dziwne sytuacje - a tak często bywa, kiedy dwie rodziny mieszkają razem. I ja zgadzam się z nim :)
cudownie mieszka mi się z moim mężem i synkiem :) i jestem szczęśliwa, że mam swoją rodzinkę, choć swojego "własnego"miejsca jeszcze nie mamy...

może zdarzyć się tak, że pojedziemy do moich rodziców na jakiś czas - cieszę się, że będziemy blisko, ale traktuję to jako etap przejściowy :)
ANCYMONEK :)

Offline met Kobieta

  • Młoda Żonka
  • Chuck Norris
  • data ślubu: [size=
Dzięki Dziewczyny :-))

Ja, póki co - pół wczorajszej nocy przeryczałam :D
Rano było już w porządku. Mam duże wsparcie w Rodzicach, którzy absolutnie popierają naszą decyzję, chociaż Mamie nie raz na samo wspomnienie pocą się oczka ;-)

:-*

rybkawiedenka

  • Gość
Met ja wyprowadziłam się z domu 10 lat temu, przed maturą, w ciąży, podzłam "na swoje", pamietam tylko że kiedy zabierałam ostatnie rzeczy to mama powiedziała że może jednak zostane......................... a sami z ojcem podjeli decyzję że z dzieckiem mieszkać u nich nie moge. WIęc uniosłam się dumą i poszłam. I nigdy nie wróciłam ,mimo rozstań, ciężkich chwil w życiu, już zawsze byłąm sama.

I teraz z prespektywy czasu widze że miało to super wpływa na moje układy z rodzicami, dla mamy stałam się przyjaciółką, nie dizeckiem ,ale kobietą, któa ma dom, obowiązki i dzieci a nie psrto w głowie.

Dziś nie wyobrazam sobie powrotu do domu, męczy mnie jak widze rodziców 3h!

Offline izabell26 Kobieta

  • kolorowe życie
  • entuzjasta
  • data ślubu: 09.08.2008
Hm..a umnie..coz..to moja mama zakochala se w Panu i pewnego dnia sie wyprowadzila..z dnia na dzien zostawila mnie (mialam 19 lat i brata 20 lat) samych, skazala na samodzielne utzrymywanie sie, gdy my nie mielismy pracy ani pieniedzy..nikt nam nie pomogł..moj ojciec juz od wielu lat nie utzrymywal z nami kontaktu..pamietam dni, kiedy lezalam w lózku do 12 i kladlam sie spac o 19 by przespać głód..mama sie nie martwila, nie interesowala, a mieszkala 15 min drogi od nas..pozniej on zaczał ja bić..wiec przychodzila do nas po wsparcie, a my jej zawsze udzielalismy..szybko znalazlam prace i moje zycie powoli sie zmienialo, na korzysc..ale zal i bol pozostal..dzis minelo 8 lat, zalezalo mi na wyjeździe z mojego rodzinnego miasta, by moja mama odciela ode mnie pepowine..bo to ja bylam dla niej wsparciem, pomocą, ja sie martwilam, a ona pamietala tylko o mnie jak cos sie dzialo, albo..jak potrzebowala pieniedzy..od roku mieszkam w innym miescie..przstalam byc matka dla swojej mamy..zaczelam powoli zyc..i powoli dochodze do siebie..zal i bol zawsze pozostanie..ale zawsze tez jej pomoge..bo to moja matka

Teraz nie wyobrazam sobie mieszkania z nia..ale chyba nie o tym byl temat..przepraszam was..poniosło mnie:-(
Met, dasz radę, kazdy kiedys zaczyna dorosle zycie..a milosc mamy bdzie zasze z Tobą..i my tez ;D

Offline met Kobieta

  • Młoda Żonka
  • Chuck Norris
  • data ślubu: [size=
Właśnie pisałam u siebie - za 2 tyg. podpisujemy umowę :-)
Sprzeczne uczucia, ale będzie dobrze.
Musi być :D

Offline izabell26 Kobieta

  • kolorowe życie
  • entuzjasta
  • data ślubu: 09.08.2008
Wszystko co nowe, budzi lęk..ale później okazuje sie ze strach ma wielkie oczy i u Ciebie tez tak bedzie..w koncu masz cudownego meża i rodziców, ktorzy nadal beda Cie kochali:-) Damy radę..zobaczysz:-)

Offline loona Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 25.08.2007r.
Met.
 U mnie jest tak,że przez całe życie byłam (i jestem właściwie) STRASZNĄ przylepą. Nie wyobrażałam sobie zycia bez rodziców i dziadków, z którymi mieszkałam. Przez to nie poszłam do prestiżowego liceum do Szczecina i na studia dzienne bo życie poza domem nie mieściło mi się po po prostu w głowie. A z drugiej strony zawsze wiedziałam, że kiedyś z mężem nie bedziemy mieszkac u naszych rodziców. Mimio, iż są to osoby, które gwiazdkę z nieba by nam oddały na jedno nasze skinienie.

Mimo tej "przerośniętej" pępowiny moja wyprowadzka z domu przeszła dośc bezboleśnie.Ponieważ nie było tak,że któregoś dnia spakowałamn w walizki wszystkie swoje rzeczy i się wyprowadziłam. Jednego dnia wywiozłam kilka rzeczy, innym razem znowu coś. Dlatego tak bardzo nie odczułam faktu wyfrunięcia z gniazdka. Do tego doszło jeszcze remontowanie naszego - wynajmowanego wtedy- mieszkanka, więc cieszyłam się, że po ślubie czeka na nas "NASZ" kąt.
 Jasne,że czasem płakałam za domem. Ale wtedy mąż pakował mnie w samochód i wywoził do maminego i babcinego cycka :) I już było super. Potem rozpoczęlismy remont NASZEGO mieszkanka i już wogóle była euforia i w taki sposób łzy i tęsknota związane z wyprowadzką rozeszła się po kościach. A poza tym dzieli nas tylko 15 kilometrów.

Jak mi było smutno to stawiałam sobie przed oczami koleżankę, która przeniosła się tutaj do męża aż z Krosna i poza siostrą nie ma tutaj nikogo, a od rodziców dzieli ją jakieś 800 kilometrów. Dlatego podziwiam ją i wcale nie biadolę,że daleko mi do mamy bo mam Ją na wyciągnięcie ręki.

Tak więc Metuś, żadnych gwałtownych ruchów. Przenoście się "na raty". Będzie mniej bolało.

Offline Yukari-chan Kobieta

  • uzależniony
    • Photoblog
  • data ślubu: 26.09.2009
U mnie było tak, że pozbierałam manatki najszybciej jak się dało, bo nie będę ukrywać, że chciałam uciec od mamy, teściowej i wścibskich ludzi. Spakowałam się w dwa dni. M. zajęło to trochę więcej. Wprowadziliśmy się 1 kwietnia. Taki prima aprilis, ale jak dotąd mieszka nam się super.
Za mamą nie tęsknię. Nie ma już krytyki, ciągłych kpin, kłutni o byle co...
Na początku jedynie bałam się, że może nagle teraz jak ze sobą mieszkamy okaże się, że jednak do siebie nie pasujemy, "bo to, bo tamto", ale tylko utwierdziłam się w przekonaniu, że dobrze trafiłam :)

Mieszkanie wynajmujemy również, bo na sam początek musi wystarczyć :)

Offline Mariolka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 23 kwietnia 2005 r.
Hm..a umnie..coz..to moja mama zakochala se w Panu i pewnego dnia sie wyprowadzila..z dnia na dzien zostawila mnie (mialam 19 lat i brata 20 lat) samych, skazala na samodzielne utzrymywanie sie, gdy my nie mielismy pracy ani pieniedzy..nikt nam nie pomogł..moj ojciec juz od wielu lat nie utzrymywal z nami kontaktu..pamietam dni, kiedy lezalam w lózku do 12 i kladlam sie spac o 19 by przespać głód..mama sie nie martwila, nie interesowala, a mieszkala 15 min drogi od nas..pozniej on zaczał ja bić..wiec przychodzila do nas po wsparcie, a my jej zawsze udzielalismy..szybko znalazlam prace i moje zycie powoli sie zmienialo, na korzysc..ale zal i bol pozostal..dzis minelo 8 lat, zalezalo mi na wyjeździe z mojego rodzinnego miasta, by moja mama odciela ode mnie pepowine..bo to ja bylam dla niej wsparciem, pomocą, ja sie martwilam, a ona pamietala tylko o mnie jak cos sie dzialo, albo..jak potrzebowala pieniedzy..od roku mieszkam w innym miescie..przstalam byc matka dla swojej mamy..zaczelam powoli zyc..i powoli dochodze do siebie..zal i bol zawsze pozostanie..ale zawsze tez jej pomoge..bo to moja matka

Teraz nie wyobrazam sobie mieszkania z nia..ale chyba nie o tym byl temat..przepraszam was..poniosło mnie:-(
nie przepraszaj...
to jest życie...twoje życie
i nie dla każdego jest usłane różami...
ale wyszłaś z tego, dałaś radę i teraz jesteś silniejsza i samodzielna...
tylko chwalić

Yukari-chan brawa za odwagę w podejmowaniu decyzji.jak widać, ta była słuszna...

Cytuj
U mnie jest tak,że przez całe życie byłam (i jestem właściwie) STRASZNĄ przylepą. Nie wyobrażałam sobie zycia bez rodziców i dziadków, z którymi mieszkałam. Przez to nie poszłam do prestiżowego liceum do Szczecina i na studia dzienne bo życie poza domem nie mieściło mi się po po prostu w głowie
takie wychowanie przez rodziców, to wg mnie krzywdzenie dzieci...Nie wyjedzie na studia, bo nie poradzi sobie bez mamy...?
Cytuj
...Mimio, iż są to osoby, które gwiazdkę z nieba by nam oddały na jedno nasze skinienie.
One potem nie potrafią sobie w życiu poradzić...
Cytuj
czasem płakałam za domem. Ale wtedy mąż pakował mnie w samochód i wywoził do maminego i babcinego cycka Smiley I już było super.
loona a czy to nie jest tak,że jeszcze nie byłaś gotowa na małżeństwo?że do tego nie dorosłaś?
skoro mąż musi(musiał...?)Cię wozić do maminego i babcinego cycka...

Przepraszam, ale ja takiego czegoś nie pojmuję...


Offline Anjuschka Kobieta

  • Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 15.05.2010
Ja wyprowadziłam się, jak poznałam Piotrka. Piotrek mieszkał sam, wynajmował mieszkanie 2 pokojowe. Po trzech miesiącach przeniosłam do niego swoje rzeczy (oczywiście oboje tego bardzo chcieliśmy). Na początku rodzice nic nie wiedzieli :) byłam z nimi akurat w nie najlepszych stosunkach. Więc dobrze się stało. Potem w międzyczasie zabierałam z domu swoje rzeczy, byłam ostatnią córką, która z nimi mieszkała.

Dla mnie ta wyprowadzka to było wszystko. Od paru lat nie mogłam się doczekać, aż się wyprowadzę od rodziców i będę robić, co będę chciała, będę samodzielna - tym bardziej, że już pracowałam. Jednak samej nie było by mnie stać na mieszkanie. Podejrzewam, że moja wyprowadzka została do końca zaakceptowana w momencie, kiedy przeprowadziliśmy się z Piotrkiem na Kościuszki. A teraz rodzice też wyprowadzili się z naszego mieszkania i w nowym nie ma już mojego pokoju, nie ma już moich mebli. Ale w ogóle mnie do rodziców nie ciągnie.

Dopiero po wyprowadzce doszliśmy z rodzicami do porozumienia. Teraz jest fajnie. Widzimy się rzadko (chociaż mieszkamy w tym samym mieście).
Gdybym miała drugi raz przeżyć okres od poznania Piotrka, to chyba jeszcze wcześniej bym się wyprowadziła :) Zresztą ja u niego pomieszkiwałam już od samego początku :) - wtedy co tydzień jeździł do Anglii i każda minuta z nim, była czymś wspaniałym.

Offline *Ewelina* Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 29.12.2007
Anjuschka chyba mamy podobna wyprowadzke :)

Ja sie wyprowadizlam z domu jak poznałam bliżej Sebastiana, on mieszkał sam, i stwierdzilismy ze odrazu zamieszkamy ze soba by sie dotrzec albo i nie. Wiec po 3 miesiacach przeniosłam swoje rzeczy do niego. Oczywiscie daleko sie nie wyprowadzilam bo to samo podwórko ale juz zostalam odcięta od mieszkania z mama.

Dla mnie przeprowadzka byla hm...poprostu przeprowdzka, opuszczeniem domu w ktorym od pewnego czasu i tak nie układało mi sie za dobrze z mama, chcialam robic wszystko sama, i decydowac o własnym zyciu takze. Moja wyprowadzka tez nie byla akceptowana ale to bylo i jest moje zycie i ja tak chcialam, wiec tak zrobilam.
Teraz po 3 latach nie załuje tej decyzji, dotarlismy sie, jestesmy małżenstwem i czekamy na naszego Synka :)



Offline loona Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 25.08.2007r.
Mariolka przeczytaj uważnie jeszcze raz mój post bo chyba go nie zrozumiałaś.

Takie wychowanie po prostu robi z ludzi dobrych a nie kaleki! A to różnica. Mam cudowny kontakt z rodzicami, teściami i nie uważam, abym była źle przygotowana do samodzielnego życia. Do tej pory radzę sobie idealnie.
Co innego jest rozpieszczać i wyręczać dzieci a co inego mieć z nimi bliski, ale zdrowy kontakt. A wyjazd  na studia (a właściwie jego brak) to mój świadomy wybór.
Jestem szczęśliwa bo mam wspaniałą rodzinę, która nie zrobiła ze mnie życiowej kaleki.

Offline kamyczek Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 28.12.2006
hmm, coraz bardziej jestem przekonana, że łatwiej wyprowadzić się z domu na stałe, kiedy np na studia trzeba wyjechać do innego miasta...  potem, taka już prawdziwa wyprowadzka jest tego następstwem
ANCYMONEK :)

Offline Mariolka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 23 kwietnia 2005 r.
Mariolka przeczytaj uważnie jeszcze raz mój post bo chyba go nie zrozumiałaś.

Takie wychowanie po prostu robi z ludzi dobrych a nie kaleki! A to różnica. Mam cudowny kontakt z rodzicami, teściami i nie uważam, abym była źle przygotowana do samodzielnego życia. Do tej pory radzę sobie idealnie.
Co innego jest rozpieszczać i wyręczać dzieci a co inego mieć z nimi bliski, ale zdrowy kontakt. A wyjazd  na studia (a właściwie jego brak) to mój świadomy wybór.
Jestem szczęśliwa bo mam wspaniałą rodzinę, która nie zrobiła ze mnie życiowej kaleki.
ja nie mówię o dobrym kontakcie, ale własnie o rozpieszczaniu
Cytuj
które gwiazdkę z nieba by nam oddały na jedno nasze skinienie.
tak zrozumiałam po takim stwierdzeniu...

no ale dobrze, nie mówmy o egoiźmie czy czyms takim.Ale takie bardzo mocne uzależnienie od rodziców, też dobre nie jest
Cytuj
A wyjazd  na studia (a właściwie jego brak) to mój świadomy wybór.
bo jak sama napisałaś:
Cytuj
nie wyobrażałam sobie zycia bez rodziców i dziadków, z którymi mieszkałam. Przez to nie poszłam do prestiżowego liceum do Szczecina i na studia dzienne bo życie poza domem nie mieściło mi się po po prostu w głowie

więc co zrozumiałam źle?czytałam własnie uważnie...
czytam jeszcze raz i wnioskuję,ze cięzko Ci było się wyprowadzić z domu bo jesteś silnie związana z rodzicami...

Cytuj
Tak więc Metuś, żadnych gwałtownych ruchów. Przenoście się "na raty". Będzie mniej bolało.
ja jednak czasem myślę,że lepiej jest podjać konkretne kroki i się odciąć. Nie na raty, bo to może trwać wiecznie...



Cytuj
takie wychowanie po prostu robi z ludzi dobrych a nie kaleki! A to różnica. Mam cudowny kontakt z rodzicami, teściami i nie uważam, abym była źle przygotowana do samodzielnego życia
z tym się szczerze zgodzę,że miłość rodziców i dobry z nimi kontakt odgrywa bardzo ważną rolę w życiu człowieka. Ale cienka jest granica między dobrym kontaktem a uzależnieniem od rodziców.I ważne aby tej granicy nie przekroczyć.
loona ja nie mówię,że ty jesteś kaleką życiową,że sobie źle radzisz...Bo nie znam Ciebie i nie mnie oceniać.
Ale napisałam swojego posta po tym co przeczytałam...Że takie chowanie w kloszu i rozpieszczanie też nie jest dobre...Że najczęściej takie osoby nie potrafią w życiu podejmować decyzji samodzielnie, brać odpowiedzialności za swoje czyny...
To nie musi konkretnie odnosić się do Ciebie.


Offline loona Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 25.08.2007r.
Mariolka to są Twoje subiektywne, ale zupełnie nie trafione jeśli chodzi o moją osobę odczucia. Masz do nich prawo, ale nie powinnaś na ich podstawie mnie oceniać, bo ocena jest zupełnie nietrafiona.

Poza tym znam siebie, znam swoją sytuację i nie zamierzam się z niczego tłumaczyć bo nie o to chyba w tym topiku chodzi.

Pozdrawiam.

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
Ja się z Marolą zgodze...

Będę kochać moją córę najbardziej na swiecie, dam jej tyle miłości ile będe potrafiła...ale jeśli zauważę, że jest zbyt przywiązana do domu, że boi sie z niego wyjść...że bedzie sie bała wyjazdu na studia do innego miasta, bo bedzie potrzebowała maminej spódnicy, to stwierdze, że ponioslam wychowawczą porażkę...

Korzenie i skrzydła - to najważniejsze co powinnam jej dać. Niech ma świadomość, że ma korzenie w rodzinnym domu, ale niech potrafi rozwinąć skrzydła...

Offline rajdowka Kobieta

  • Chuck Norris
    • Rajdówkowe życie jako Żonka! ;D
u mnie tak naprawde wyprowadzka bylo pojscie na studia do innego miasta.. 19 lat, nowe srodowisko, nowe zycie.. i tak juz zostalam po studiach.. nie odczulam zadnej zmiany gdy wychodzilam za maz..

to wszystko chyba pozwolilo mi bardziej docenic Rodzicow i dom.. a z drugiej strony oszczedzilo im "nerwow" mojego studenckiego zycia.. fakt, nie bylo mi latwo przezyc samej w nowym miescie... ale dalam rade i na pewno stalam sie przez to silniejsza.


wiedzialam, ze moge liczyc na Ich wsparcie, ze sa, ze mam gdzie wracac.. i to mi wystarczylo ;)

Offline Maja Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 28 sierpnia 2004r.
Ja wyprowadziam się od rodziców tuż po ślubie, ot tak po prostu spakowałam się i przeprowadziłam do mieszkania małża. Była to dla mnie najnormalniejsza w świecie sytuacja, wiem że moja mama cały ten wieczór przepłakała (dowiedzialam się potem od taty), pewnie dlatego że jestesmy dośc mocno związane. Jesteśmy przyjaciółkami i jak mieszkałam z rodzicami to potrafiłyśmy pół nocy przegadać, na pewno tego bylo jej żal. Nigdy mi tego nie powiedziała...
Teraz widujemy się w miarę możliwości - przelotnie w tygodniu, a odwiedzamy średnio raz na miesiąc - teraz częściej ale tak jest zawsze u nas w porze wiosenno letniej (nie tylko rodzice nas "nawiedzają" wekendowo :D)
Dobrze mi jest tak, jak jest. Cieszy mnie ogromnie fakt samodzielnego mieszkania. Nie wyobrażam sobie mieszkania z rodzicami, a już sytuacji kiedy jest mi źle i mój własny mąż odstawia mnie do mamusi to wogle nie potrafię sobie wyobrazić  :o Przecież teraz jesteśmy małżeństem, mamy wspólne plany, razem przeżywamy sukcesy i porażki. Jesteśmy nadal dziecmi naszych rodzcow ale jestesmy dorośli, załozyliśmy rodzinę i stanowimy samodzielne jednostki.

Czytałam teraz wspaniałą książkę "'ONO", zmusiła do refleksji ... dziewczyna w ciąży, która początkowo myśli, że w końcu bedzie miała 'coś" swojego stopniowo zaczyna rozumieć, że "Niedobry jest brak miłości i niedobry jej nadmiar"

Offline monia

  • złośliwy skorpionek :)
  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 04.06.2005
wyprowadziłam sie zaraz po maturze... co prawda nie dostałam się od razu na studia  ale i  tak 100km od domu t już kawałek drogi.. kilka dni   piechotą ;)

jexdziłam co weekend  do domu.. pranko, prasowanko, jedzonko  i powrót do szczecina..

potem było dalej.. bydgoszcz.. oo.. to juz 300km ..  wizyty tylko nma świeta.. tez dało sie przezyc..

mieszkam poza rodzinnym domem od  14 lat  i nie jest źle ;) do wszystkiego idzie się przyzwyczaic.. byleby była  jakas   duszyczka do której  moznaby było się przytulic  :)

Offline Antalis

  • Chuck Norris
Ja wyprowadziłam sie w sumie w dniu slubu :) tzn. po imprezie noc poslubna spedzilam juz we wlasnym mieszkanku z mezem i bylo to dla mnie czyms normalnym.
Nie chcialam nigdy mieszkac z rodzicami lub tesciowa.Nie jestem tez zwolenniczka mieszkania razem przed slubem z wielu wzgledow.
Czy bylo mi smutno ? Moze i bylo ale to byla moja decyzja wiec ew pretensje moglam miec tylko do siebie.
Rodzice mieszkaja w sumie nie daleko wiec i tak czesto sie odwiedzamy :)

rybkawiedenka

  • Gość
Loona niestety prawda jest taka że w Twoim wypadku istnieje cos takiego jak lęk separacyjny. Bardzi silny lęk separacyjny. I nie obrażaj się na dziewczyny że prawde ci w oczy piszą. To co opisujesz nie ma nic wspólnego ze zdrowym wychowaniem i kontaktem z rodzicami. A Lila dobrze pisze, jeśli ŚWIADOMA decyzja ogranicza rozwój - a tak jest jeśli decyzja na opuszczenie rodziny jest zbyt przerażająca - jest RODZICIELSKĄ porażką. Nie Twoją.

Offline met Kobieta

  • Młoda Żonka
  • Chuck Norris
  • data ślubu: [size=
Ech, wydaje mi się, że wątek nie poszedł w tą stronę, co trza.

Powiem Wam, że ja odkąd tylko obejrzeliśmy mieszkanie i zawarliśmy (na razie) słowną umowę z właścicielką, to każdego dnia zdarza mi się popłakać po kątach.
Być może jestem chora, być może to nie są prawidłowe stosunki z rodzicami, ale kocham ich z całych sił i nawet jeśli jestem ich wychowawczą porażką, to mam do tego stosunek analny.

Wiele przede mną jeszcze chwil załamania i ja o tym wiem. W ostatecznym rozrachunku jednak w końcu się wyprowadzam, mimo miliona obaw i łez.

Wydaje mi się, że mój strach jest potęgowany obawą o Rodziców. Są starsi. Mój Tata miał 50 lat kiedy się urodziłam i ma już 2 wnuków. Jeden tylko 2 lata młodszy ode mnie ;-)
Jest po 3 zawałach. Ja po prostu się o Niego boję.
Wiem, że tak jak całe życie Rodzice byli przy mnie, tak moim obowiązkiem jest - być teraz przy Nich.
Nie znaczy to jednak, że mamy mieszkac pod wspólnym dachem.

Nie zdecydowałabym się na większą odległość. Pareset km od Nich.
Nigdy bym sobie nie darowała, że nie zdążyłam.

Wiem jak to brzmi, naprawdę wiem.

Offline loona Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 25.08.2007r.
Rybko ja zupełnie nie zgadzam się z Twoim - Waszymi postami.
Nie wypowiadajcie się proszę na mój temat i nie oceniajcie mnie bo mnie nie znacie, ja o to nie proszę a nawet sobie tego nie życzę. Ja Was nie oceniam, nie wypowiadam się w kwestiach Waszych wyprowadzek i tego samego oczekuję od Was.
Każdy robi tak jak mu pasuje i jest to jego indywidualna sprawa.

Ponadto topic nosi tytuł:
Wyprowadzka z rodzinnego domu
a nie:
Interpretujemy sposób wyprowadzki sie z domu loony .

Mam nadzieję,że już zaprzestaniecie rozdrabniania się nad moją wyprowadzką.
Basta!
Więcej w tym topicu nie zamierzam pisac bo we  właściwym temacie już się wypowiedziałam a Wy chyba nie na temat piszecie.

rybkawiedenka

  • Gość
Nie skomentuje.

Offline Mariolka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 23 kwietnia 2005 r.
met twoja sytuacja jest całkiem inna
masz starszych rodziców (skoro tata miał 50 lat jak się urodziłaś, to zakładam mniej więcej,ze musi być ok.70-latkiem)
to jest zrozumiałe,że boisz się o starszych ludzi, o to jak sobie poradzą...
ale nie wspominałaś o tym...
tutaj jest zrozumiałe,że powinnaś być bardzo blisko...