e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: "wykarmię moje dziecko...czy to cyckiem czy butelką" ....  (Przeczytany 27722 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
ja tez nie uwazam sie za matkę polkę karmiącą
wkur,,, mnie to ze musze lezec godz na jednym boku w pokoju że nie moge wyjsc normalnie na spacer bo dzieciak drze sie w niebogłosy
jak juz polubiłam w miare to karmienie to okazalo sie ze mała nie przybiera  i co?
mialam ją zagłodzic?
niestety ja mam troche zrytą psyche wiec do tego czasu mam wyrzuty ze jej nie karmiłam dlugo
ale powoli mi mija
nie wiem jak bedzie z drugim dzieckiem


ale niech mi nikt nie wmawia ze dzieci karmione butlą bardziej chorują bo to bzdura totalna
jagoda ma 14 mies i kilka razy miala katar od zebów
nigdy nie miala zadnej powaznej choroby mimo ze my bylismy chorzy (michal biega po przychodniach i przynosi rózne świństwa)
ma kontakt z dziecmi w wieku szkolnym i nic

Offline Gosiaczek80

  • Chuck Norris
Ja zaliczam się do pierwszej grupy. Aczkolwiek i u mnie były problemy. Zacznę od tego ze miałam cc, Zuzia urodziła się o 21.25, po przewiezieniu na sale Zuzia została dostawiona ale nie ssała długo. Większość tego czasu, który leżała na mnie to się sobie przyglądaliśmy. Potem położna ją zabrała. Rano jak ją przywieźli to leżała spokojnie w łóżeczku, bawiła się rączkami, i mi jej nie podawano. Dopiero po wizycie lekarzy położna położyła ją koło mnie na łóżku (ja jeszcze nie mogłam wstać).  Pod wieczór włączył się ssacz ale kazałam ją też zabrać, bo byłam skonana i chciałam odpocząć po bardzo długim i męczącym porodzie i nieprzespanej całkowicie nocy (nie umiem spać na wznak). Od samego rana Zuzia była na piersi, a najgorsze było to ,że ja musiałam iść do wc z odpowiednim czopkiem i coś zrobić koło siebie. Cały dzień wisiała na cysiu i wieczorem jak zabrano mnie na usg (komplikacje po cc) i przenoszono do innej sali zabrano Zuzieńkę na dokarmianie. Potem jak ją na noc wzięłam do łóżka to całą noc ssała, a ja koło niej przysypiałam. Nad ranem jak chciałam zmienić pierś to okazało się że śpi jak suseł i tylko sobie ssała. A potem dostałam nawału, a z Zuzka zrobiła się śpiąca królewna, która to w ogóle na karmienie nie dało się obudzić. Przez to miałyśmy problemy, bo Zuzia nie przybierała na wadze, ja się wściekałam, co chwila wyłam (bo jak nie ja miałam złe wyniki, to z nią coś było nie tak).  Bolały mnie brodawki, bolały mnie piersi przepełnione mlekiem, wkładki były niewystarczające. Zuzi żadne przewijanie, ruszanie rączkami, nóżkami, przecieranie mokrą pieluszką nie budziło. Smeranie po  buzi troszkę ją budziło ale jak już miała cysia w buzi. W końcu położna pokazała mi, że trzeba jej bardzo mocno ścisnąć nos, w tedy ona nie może złapać powietrza i się budzi i dopiero szybko przystawić (jak dla mnie bardzo bardzo brutalna metoda) . W związku z tym że Zuzia trzeci dzień stała na wadze to miałam ją przez jeden dzień dokarmiać strzykawką moim ściągniętym mlekiem - istny koszmar. Połowę tego co jej dawałam to wypluwała. Jak już się obudziła i złapała pierś to ssała magiczne 7 minut. Ciągle myślałam że to zbyt mało, bo dzieci kobiet obok mnie leżących ssały 15-20 minut. Ciągle karmiłam z kontrolą czasu.  W między czasie Zuzia krztusiła się moim mlekiem (szybko i dużo go leciało), zaczęła ulewać i raz zwymiotowała. Dobrze że  w tedy jeszcze leżałam w szpitalu bo mogłam rozwiać swoje wątpliwości. Ale najgorsza to była waga. Ważenie codziennie mnie przerażało i zawsze się tego bałam.  I tak spędziłyśmy w szpitalu 2 tyg.
Po powrocie do domu wszystko się jakoś unormowało.  Aby obudzić Zuzię na karmienie ( bo dalej mogła by baaaardzo długo spać) wystarczyło ją przewinąć. Oczywiście na początku ssała dalej 7 magicznych minut, a potem spała jak suseł. Z czasem wydłużyła sobie czas ssania. Nie pamiętam już po jakim czasie od momentu wyjścia ze szpitala zaczęła sobie robić dopołudnia lub popołudniu takie cykle: 10 min karmienia, 30 min. Odbijania, odkładanie i po 10 minutach taki płacz, że tylko cysio mógł ukoić. W takim cyklu mogła jeść 5 godzin po czym zasypiała na dłużej.  Potem było tak, że jadła najpierw przez 5, 10 minut, potem odbijanie i dojadanie do 30 minut. Zapomniałam dodać, że Zuzia bardzo łapczywie jadła, łykała bardzo dużo powietrza i w związku z tym miała problemy z odbijaniem. Potrafiło się jej odbić nawet godzinę, dwie po karmieniu. A do tego nawet i ulać (ale to już inna bajka). Po 6 tyg. Życia waga pokazała że Zuzia od wagi spadkowej przybrała ponad 2 kg, miała  „miszelinki” i całkiem dorodnie wyglądała. Więc „bielmo wagowe” spadło mi z oka. W nocy do karmienia wybudzałam ją do 8 tyg. życia. Jak przestałam ją wzbudzać to od godziny 20 spała do 5 nad ranem. Tak było do mniej więcej 4 miesiąca, kiedy to zaczęła się sama budzić w nocy na karmienie. Ale tym samym zauważyłam ,ze mniej je w ciągu dnia, po południu. ( niedawno przeczytałam, że niektóre dzieci tak mają).
Ja oczywiście miałam kryzysy ale dużo wody, leżakowanie i karmienie non-stop i jakoś przeżyliśmy. Nigdy nie wstydziłam się karmić Zuzi przy ludziach. Uważam ze skoro jest taka nagonka na karmienie naturalne to ludzie nie powinni się oburzać na widok skrawka roznegliżowanej piersi.  Karmiłam ją tam gdzie była potrzeba, nawet na stojąco. Było mi z tym bardzo wygonie. Ale oczywiście jeśli byłam wśród znajomych, którzy krępowali się tym, że ja przy nich karmię piersią Zuzię to wychodziłam do drugiego pokoju. Mają prawo się tak czuć. A ja nie robię z tego żadnego problemu.
Jak Zuzia skończyła 4,5 miesiąca, to bardzo dużo rzeczy ją rozpraszało. W związku z czym karmiłam ją w stałym miejscu. Na dworze czy w gościach ssała do pierwszego bąbelka czyli ok. 5 minut, a potem nie dawała się dostawić. Ogólnie zaczęły się problemy z dostawieniem. Jakoś je przeżyliśmy, z czasem  w 6 miesiącu bardzo powoli wprowadziliśmy jej soczek jabłkowy i zupki, potem kaszkę. Ale dalej była karmiona na żądanie. Dziś ma 16,5 miesiąca i cysia dostaje na noc (przy nim usypia). Czasem o 5 nad ranem jak się przebudzi a ja trzymam się nadzieje ze jeszcze zaśnie i trochę pośpimy.
Najgorszym wrogiem mojej laktacji były dogadywania teściowej. Ciągle się pytała czy mam mieszankę, czy Zuzi wystarcza mój pokarm, że za często ją karmię (na żądanie, a nie co 3h), że nie da się nic jeść. Jak musiałam wyeliminować jedzenie alergizujące to było z tym dogadywaniem jeszcze gorzej. Najgorzej jak szliśmy do niej na proszony obiad i dostałam smażonego schabowego albo sos, albo kopytka odsmażone na głębokim tłuszczu. A Zuzia miała w tedy ze 3 miesiące. Do tego przynosiła mi co chwila jakieś ulotki mlek modyfikowanych. A ja zalewałam się swoim mlekiem. Często się zdarzało, że musiałam w nocy zmieniać koszule, do karmienia używałam dwóch pieluch tetrowych aby co chwila nie przebierać dziecka.  Opakowanie wkładek (50 sztuk) nie starczało mi na tydzień. A młoda rosła w oczach. Potem jak Zuzia miała ponad pół roku, to mężowi mówiła że Mała powinna być karmiona mieszanką bo moje jej nie wystarcza. Tylko nie pytała się ile waży, nie patrzyła jak mała się rozwija, nie rozmawiała z lekarzem. Nie wiem wg jakiej teorii  „Zuzi nie wystarczało” moje mleko. Te ciągłe „zaczepki”, dogadywania i wspominanie o mieszance doprowadzało mnie do szewskiej pasji. I tym samym odbijało się na moich relacjach z teściową.

Chciałam bym jeszcze napisać, że zanim mała się urodziła było mi najzwyczajniej obojętne czym będzie karmiona.  Chyba wiedziałam, że spróbuję naturalnie ale przecież jak nie będę miała pokarmu, albo będę go miała za mało to niczego nie przeskoczę i dam mieszankę. Te w dzisiejszych czasach są na całkiem dobre. Nie będę rwać włosów z głowy. Podeszłam bardzo  bardzo na luzie. Dlatego podziwiam takie osoby jak Tete,, Liliann bo ja bym tak nie walczyła. Z resztą jakbym miała mieć znowu doczynienia z takimi położnymi jak w szpitalu od noworodków to dziękuję bardzo :/

Offline ~Ania~ Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2006-10-07
No więc u mnie było tak, że Szymek od razu załapal o co chodzi, dostawili mi Go do piersi jakieś 2godz po cc, pierwsze karmienie nie trwalo długo, ale już następne to wisiał na cycu po godzinie. Ale bez problemów sie nie obyło.

- Najpierw niemiłosierny ból jak Szymek zaczął ciągnąc, miałam poranione brodawki. Smarowałam, wietrzyłam, po jakims mcu przeszło.

- Później nawal, tak wielki że dostałam zapalenia piersi, brałam antybiotyk, ale mogłam dalej karmić.

- No i na koniec tesciowa. Szymek od początku był raczej zywiołowym dzieckiem, czasem marudził. Tesciowa, która nie karmiła piersią swoich dzieci ciągle wmawiała mi ze Mały jest głodny, zebym dała sztuczne. W konncu sama je przywiozła a ja Mu dałam, różnicy nie było ale od tamtej pory czasem szymek dostał butle. Nie robiłam z tego problemu bo zawsze chciałam karmic ale nie za wszelką cenę. Zreszt,a na mojej piersi Mały przybrał 1200g w miesiąc wiec wsio było ok. Po prostu przy drugim dziecku nie dam tak szybko sztucnego bez potrzeby.

Karmiłam prawie 6mcy (bez kilku dni), odstawiłam bo chciałam, pokarm był, ale tak sobie załozyłam i sie udalo  :)
Drugie dziecko tez chcde karmic piersia, dla mnie to cos pieknego...

Offline Gosiaczek80

  • Chuck Norris
Cytuj
Najpierw niemiłosierny ból jak Szymek zaczął ciągnąc, miałam poranione brodawki.
no właśnie czemu nikt nie mówpi, piszę, ze początki karmienia to ból. Przynajmniej przy pierwszym dziecku. Ja po paru dniach leżenia w szpitalu i tym samym kamrienia Zuzi pomyslałam, że karmienie naturalne to musiał wymyślić facet. bo sie nie zastanawiał jak to boli. A boli okrutnie. potem jak się brodawki przyzwyczają to jest ok. czuje się samą przyjemność. i już nie boli jak dziecko się zasysa. bo mnie głównie tylko w tedy brodawki bolały.

Offline Wercia Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 03.05.2003r
Ja na początku jak karmiłam Miesia to łzy leciały mi jak grochy i zaciskałam z bólu zęby...Trwało to 2 tygodnie... przez ten czas zastosowałam rady położnej: smarowanie brodawek moim mlekiem, "wietrzenie" piersi i pomogło... mogłam się zacząc cieszyc z karmienia piersią.... Zgadzam się z Anulką że to coś pięknego...

Offline .:Anka:. Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
a ja karmiłam przez kapturki i nie wiem co to popękane brodawki
ale mnie bolało - ból aż do pleców promieniował  ::)

Offline Martaxyz11 Kobieta

  • Chuck Norris
a mnie nic nie bolało ...
tylko smieszne uczucie.... ;D

bolało jak wisiała na cycu po 1h  :P

Offline tete Kobieta

  • "Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań."
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2.06.2007
jak tylko dam rade uporządkuje moje spostrzezenia i porady dt cycka początków karmienia...i Was prosze o to samo:) identycznie jesli idzie o butle...wszystko co moze sie przydac i przy cycu i przy butli.
dzis kiedy Maja wsiała sobie na cycku pieknie było..i nie zmąciła tego siwadomosc tego ze zaraz potym dostanie pepti..poprostu tak trzeba...
"-To wódka?- słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle. -Na litość boską, królowo- zachrypiał- czy ośmieliłbym się nalać damie wódki ? To czysty spirytus. "

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
....a mnie nie bolało...znaczy bolało, ale poranionych brodawek nie miałam...
Ewa ssała pięknie, chwytała bradawki pięknie...wystarczyła lanolina i dało się żyć.

Teraz nie boli. Po miesiącu ssania plus zaprzyjaźnieniu się z elektryczną pompą Medeli (ta to dopiero ciągnie i wtedy to dopiero boli) jest git. Brodawki mam jak ze stali.





Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
mnie tez nie bolało bo co mialo bolec jak jagoda  nie potrafila ich złapac

Offline tete Kobieta

  • "Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań."
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2.06.2007
dobra oto co mi do łba przyszło..
po pierwsze najpierw nalzey zastanowic sie czy napewno chce sie karmic piersią..czy tylko motorkiem jest opinia tesciowej,srodowiska itp..a głowie siedzi chochlik który mówi"o matko boska zeby mi sie chciało jak mi sie nieche"...to wazne wbrew pozora -bo wszystko bierze sie z głowy...
po drugie na nastawic sie ze NAPEWNO CYCKIEM będe karmic....myslec pozytywnie ale dopusc ..powiedzmy próg błędu...wiecie najbardziej boli rozczarowanie jakby własną osobą..
Mysle ze nie nalzey sie nastwaic takze na cud miod maline na poczatku,..to moze(ale nie musi!!!) byc ciezka orka.od wklęsyłych brodawek po brak pokarmu..albo po wiszenie na cycu do 2h/dziecko MOZE chciec sie zwyczajnie poprzytulac-a wiem ze kobieta moze sie czuc 'uwiązana: i miec serdecznie dosysc np po 2tyg ciągłego karmienia..musicie pamietac ze potem sytuacja sie unormuje..trzeba to przetrwac.
Jesli serio zalezy nam na cycku nalezy miec w doopie opinie np tesciowej o Twoim 'za chudym ' pokarmie tudziez innych bzdurach..
Jedynie do czego jestem sklonna sie przychylic to to ze matka MOZE miec za malo pokarmu...ze nie jest regułą rzecz otym jakoby zawsze było go w sam raz...nieraz trza nad laktacją popracowac jesli nam zalezy...i tu apeluje jesli macie mozliwosc i finanse pozwolą na kontakt z poradnią laktacyjną (jesli chcecie wizyte domową-co polecam-herbata w domu i wyżucenie żółci komus kompetentenu kto doradzi czyni cuda..)bo wierzcie albo nie ale aktacje mozna pobudzic..coprawda ciezej ją utrzymac ale to inna baja..
mysle ze warto wspomniec o unikaniu tematów typu butla od czasu do czasu,albo zwykły smoczek..dziec głupi nie jest..moze odmówic współpracy czasem.
najwazniejszą sprawa jest cierpliwosc i spokój..spokój i cierpliwosc...
ja tam czekam na Wasze porady.
i spróbuje o butli made in tete napisac ;D
"-To wódka?- słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle. -Na litość boską, królowo- zachrypiał- czy ośmieliłbym się nalać damie wódki ? To czysty spirytus. "


Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
ja tez cos naskrobie ale poki co nie mam czasu

Offline *Ewelina* Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 29.12.2007
To i ja cos skrobne. Ja naleze do 3 grupy dziewczyn. Jeszcze w ciązy mowilam ile to ja nie bede karmic piersia.
Najlepiej to i 2 latka bym chciala. Gdy Miloszek przyszedl na swiat i ja mysalam ze wszystko jest ok przyszla taka jedna Pani pediatra
i stweirdzila ze jednak nie jest,wiec nauczylismy sie karmic tylko w jedenej pozycji "spod pachy" gdy chcialam inna pozycje Milosz nie umial ssac.
Wiec doszlismy do kapturkow i ja tez nie wiedzialam co to poranione brodawki ale bol byl czasem jak mocno zassał.
Kapturki jak przyszly tak nie chcialy odejsc Milosz tak sie przeczail ze inaczej nie dawal rady - a ja juz sie z ty pogodzilam i stweirdzilam
ze tyle dobrze ze przynajmniej ssie.Potem wrocilismy do szpitala z żółaczka i byl stres dosc duzy.Nastepnie powrot do domku i nawet Milosz od czasu do czasu
ssal sama piers juz bez kapturkow,no ale chcial wiecej,wiecej i wiecej,a ja nie mialam. Kiedy widzialam jak placze,
dostal pierwsza butle i bylo ok a ja zbieralam mleko w piersiach,no ale moje cycki nie chcialy sie napelniac, a i pilam herbatke laktacyjna i bawarke,
i piwo Karmi i co tylko i nic,po 3 dniach dopiero mialam na jedno karmienie,Dlatego poszla butelka juz na dobre a ja "pogodzilam" sie ze nie bede synka karmic piersia.

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
Cytuj
mysle ze warto wspomniec o unikaniu tematów typu butla od czasu do czasu,albo zwykły smoczek..dziec głupi nie jest..moze odmówic współpracy czasem.

dość istotny punkt progamu...ale są wyjątki...
Moja córa nadal ssie pierś pomimo butli...
Ale smoczka uspokajacza nie dostanie właśnie z przyczyn o jakich wspomniała Tete. Natomiast czasem kiedy jest marudna i zapewne uspokajacz by sie przydał, ja robię za niego. Kładę ja przy sobie i daję pierś. Trochę poje, posmoczy, uspokaja sie i zasypia.


Z tym, że jest jedno ALE. Pani z poradni laktacyjnej stwierdziła, że moja córka ma wyjątkowo silny odruch ssania i ma to bardzo moco zakodowane w mózgu. Być może dlatego moja pierś jest najfajniejsza pomimo butli.
W innym przypadku było by pewnie tak jak Tete pisze.

« Ostatnia zmiana: 18 sierpnia 2008, 14:50 wysłana przez liliann »

rybkawiedenka

  • Gość
Psychologiczny punkt widzenia jest taki że smoczek uspokajacz jest idealny dla matulkich dzieci, bo daje im poczucie bezpieczeństwa i zaspokaja naturalne potrzeby - jak odruch ssania.

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
Masz Rybciu rację...ale wiesz, że mam nadrzędy cel...
Z resztą Ewcia aż tak często tego smoczka nie potrzebuje...np zasypia bez niego...uspokaja sie sama.

Offline Wercia Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 03.05.2003r
Nam udało sie przeżyc bez smoczka od urodzenia do dnia dzisiejszego....

rybkawiedenka

  • Gość
Lila wiem wiem, tak pisze, teoretycznie. Ja smoka uważam i uważałam za swojego przyjaciela i jeszcze w szpitalu dałam Tosi. Aż do okrutnej choroby kiedo to sama z niego zrezygnowała. Jeszcze leży czasem w łózeczku żeby w razie czego mogła go znaleźć ale żadko kiedy go ma w buzi.

Offline asia Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 10.09.2005r.
Ja też smoka uważam za przyjaciela  :D Olcia zasypia przy nim i potem sama go wypluwa jak zaśnie.

Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
moja zachpowuje sie dokladnie tak samo
chociaz teraz coraz czesciej nie chce go juz

Offline ela Kobieta

  • Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 13.08.2005
Werciu to mozemy sobie podać rece :) Dominik miał smoczki  w buzi tylko do zdjęc  :P
To, że się uśmiecham, śmieje i żartuje jak zawsze nie znaczy, że u mnie jest zajebiście. Ja po prostu nie lubię pokazywać, że jest mi bardzo źle. -

Offline :martyna: Kobieta

  • Chuck Norris
Gabrysia w dzien smokiem sie bawi, szoruje podloge itp:) jak tylko zobacze, ze ma go w buzce, znaczy, ze chce spac.

Offline martulka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 18-06-2005
Nasz Wiktor też bezsmoczkowy i przeżył. Drugiemu też nie dam smoczka.
Za to jak widzę mojego 4-letniego chrześniaka ze smoczkiem w buzi to mnie trzęsie.

Offline ela Kobieta

  • Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 13.08.2005
A są czasem starsze dziecie ze smokami bleeeee

To, że się uśmiecham, śmieje i żartuje jak zawsze nie znaczy, że u mnie jest zajebiście. Ja po prostu nie lubię pokazywać, że jest mi bardzo źle. -

Offline kamyczek Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 28.12.2006
no to klka słów ode mnie

patrząc na temat z dystansu i doświadczenia zakwalifikowałabym siebie do pierwszej grupy.
Bardzo chciałam karmić piersią i karmiłam 9 miesięcy :)
choć łatwo i różowo nie było!

pamiętam, jak cieszyłam się kiedy po porodzie, juz na połogu, przyszła położna i nacisnęła mój sutek - a mleko dosłownie wytrysnęło! :) powiedziała, że jestem pełnomleczna mama ;) - to było jeszcze zanim pierwszy raz przystawiłam Tymka do piersi.
Długo jednak nie cieszyłam się tym, że mam dużo mleka, bo zaczęło sę go robic coraz więcej i więcej i więcej! Piersi już w perwszej dobie - twarde jak kamienie, nabrzmiałe, ogromne, bolące! Tymek miał trudności z uchwycenem brodawki, bo była tak strasznie twarda.
Bolało, nie mogłam położyć się na boku, bo czułam ogromny ucisk.

Na połogu były 4 położne i każda mówła to samo - broń boże nie ściągać mleka! Bo tylko pobudziłabym laktację. Ale ja nie mogłam nie ściagać! po ok 24 godzinach od porodu położna zabrała mnie do zabiegowego i sama ścągnęła troche mleka, na moją prośbę, bo wytrzymac nie mogłam! Ściągała, a ja wyłam - tak bolało. Ale po paru dosłownie chwilach - mleka znowu duuużo, znowu piersi jak kamienie.
Tymek do tego ma żółtaczkę, lekarka każe go dopajac butelką, ja płaczę jej, że nie mogę, że on musi mi pokarm ściągać! Ale i tak nie chce jeść częściej niż co 3-4godziny.
Jedna pierś robi się czerwona, podejrzewają zapalenie - zostaję w szpitalu 5 dni.
Przez te dni próbujemy wszystkiego - mrożonej kapusty (smród na całym oddziale), okładów z lodu, chłodnego prysznica...
nie mogę piersi dotykać, broń boże masować, bo to pobudza jeszcze laktację.

Położna uczy mnie ściągać mleko z samej brodawki - w końcu dziecko musi jakoś ssać. I z granicy piersi -tam największe guzki mi się robiły.
Takim sposobem ściągałam mleko przed każdym karmieniem. Sama, a często z pomoca położnej.
Takiego nawału pokarmowego, to one nie widziały długo długo ;)

Jakoś się nauczyłam sobie radzić. W domu było lepiej, pokarmu było mniej, guzy się nie robiły, ale przed każdym karmieniem ściągałam ok pół szkalnki mleka, żeby Tymek mógł spokojnie jeść, nie ksztusząc się przy tym. Łatwiej by było, gdyby chciał jeść częściej, ale na to już nie miałam wpływu, choć próbowałąm. Trwało to ponad 3 miesiące. Może dlatego, że mleko niemal tryskało, łatwiej było mi ściągać ręcznie, a nie lakatorem. Potem laktacja się unormowałla i ściągać już nie musiałam.

Przez cały okres karmienia miałam tylko jeden "kryzys" laktacyjny - musiałam podawać synkowi dwie piersi, żeby się najadł ;)

Mmo wszystko cieszyłam się, że mogę karmić :)  miło wspominam te chwle spędzone z synkiem na fotelu przy piersi :) karmienie, to spokojne, już bez nawału, bardzo mnie odprężało :)
i tylko przyznam się wam do jedej myśli, której sie wstydzę teraz - w szpitalu, kiedy czułam się zagubiona, zbolała, zniechęcona - pomyślałam, że wolałabym mieć mało mleka i rozbudzać laktację, niż mieć tak dużo i nie radzić sobie z nim....
Ale czytając przez co przechodzicie, walcząc o pokarm, schylam głowę

Dodam jeszcze, że karmiłam piersią, bo chciałam karmić, ale tez ne za wszelką cenę. Gdyby karmienie przerastało mnie, wykańczało psychycznie, na pewno podałabym mieszankę.
« Ostatnia zmiana: 19 sierpnia 2008, 11:35 wysłana przez kamyczek »
ANCYMONEK :)

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
...nawet nie wiesz Kamyczku ja bardzo chciałbym zamienić sie Tobą miejscami...

A Twoich myśli nie masz sie co wstydzić...gdzybyś wiedziała o czym ja czasem myślę...

Offline ~Ania~ Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2006-10-07
Ja bym chciala poradzic kazdej przyszlej mamie to co Tete. BARDZO czesto karmienie piersia nie jest takie proste, kobieta napotyka wiele trudnosci, szkoda ze tak malo sie o nich mowi... ja bylam przekonana, ze to jest cudowne od samego poczatku, ze mleka bedzie zawsze wystarczajaco, ze to nic nie boli i ze nigdy nie bede sie zastanawiac czy moje dziecko na pewno jest najedzone.

Sztuczne mleko to zycie naszych dzieci wtedy kiedy nasze nie wystarcza, nie ma sie co go tak bac.

Offline Gosiaczek80

  • Chuck Norris
Cytuj
Ale smoczka uspokajacza nie dostanie właśnie z przyczyn o jakich wspomniała Tete. Natomiast czasem kiedy jest marudna i zapewne uspokajacz by sie przydał, ja robię za niego.

pod koniec drugiego miesiaca życia nauczyłam Zuzię ssać smoczka. też nie było to takie łatwe. Ale smoczka-uspokajacza dostawała w sytułacjach awaryjnych, czyli tam, gdzie nie mogłam jej za żadne skarby przystawić, a ona się darła w niebogłosy. Sytułacje takie to: korek uliczny, a my w samochodzie, wizyta  u lekarza, spacer, usypianie w wózku (a wiem ze jest najedzona i odbita), chcec załatwienia potrzeby fiziologicznej lub zjedzenia czegokolwiek w sprintowym tempie gdy w tym czasie mąż młodą zabawia. Jak tylko mogłam to ją przystawiałam. potem jak Zuzia odkryła paluszki to wolała ssać paluszki niż smoczka. i tym samym smoczek był coraz to mniej używany. Aż pieknego, wiosennego dnia zgubiła go na spacerze i wyrodna matka go nie kupiła następnego
(a Zuzia miała lekko pnad rok).  Pamietam ze był taki czas ze lubiła gryść smoka i to bardziej niż gryzaki.

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
...paluszki moja odkryła już dawno, ale czasem przy "awarii" zapomina, że je ma...