e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: "wykarmię moje dziecko...czy to cyckiem czy butelką" ....  (Przeczytany 33773 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
wiesz Ryba jak stanowczo powiedziane, to się nie dyskutuje...

rybkawiedenka

  • Gość
Dokładnie Lila.

Miałam w pewnym momencie plan założenia strony internetowej PRZECIWKO TERROROWI CYCKA.

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
ciekawy pomysł...

Offline KAHA Kobieta

  • Przyjaciele
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 11.09.1999
Ryba - to jest bardzo dobry pomysł, doskonały wręcz!!!

rybkawiedenka

  • Gość
Kaha kilkanaście osób mi już to mówiło, bo wiele kobiet boi się przyznać że nie karmi, w szpitalach są traktowane jak dojarki, bez szacunku do ich ciała itd itd itd (mogę książkę napisać na ten temat), pomijam psychologiczne efekty terroru i wpływ na uroki macierzyństwa.

Offline *Ewelina* Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 29.12.2007
Ja tez sie spotykam z pyatniem czy karmie piersią. Bardzo obużona była P. środowiskowa pielegniarka ( ale nie połozna) ktora przyszła i zaobaczyla ze mąz karmi małego butelka wręcz obużona ze on karmi a żona gdzie -- a w sklepie. A jak wrocilam do powiedzialam ze nie będę sie stresować przy karmieniu piersią, dziecko jest najedzone, usmiecha sie, jest zadbane wiec o co chodzi. Wiec to był którtki wywiad środowiskowy.

Offline elisabeth81 Kobieta

  • Chuck Norris
Mimo że karmię piersią to z chęcią przyłączę się do twojej rybko kampanii społecznej "kobieto-masz wybór" ;)

Offline KAHA Kobieta

  • Przyjaciele
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 11.09.1999
Ryba, ja to doskonale znam z autopsji.....taki portal byłby nieocenioną pomocą i wsparciem psychicznym - sama wiesz.....

Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
czytam i płacze bo pamiętam.................
rybka wspieram cie całym sercem

Offline anusiaaa Kobieta

  • Chuck Norris
Rybko, kiedy podejmowalam decyzje o przejsciu na mieszane nie ukrywam, ze myslalam o Tobie i Tosi :) Mówiłam sobie "Tosia od Rybki na sztucznym i zyje, to i Moja przezyje".
Dzieki Rybko ;)
"Travel is the only thing you buy that makes you richer"

rybkawiedenka

  • Gość
Dzięki dziewczyny, z każdym dniem i każdym nowym dzieckiem w otoczeniu przekonuję się jaką straszną krzywdę robi się młodym matkom właśnie tym terrorem. Wielbi się te które karmić chcą a gnębi te które nie mogą. Bo te które nie chcą to już inny rozdział.

Mimo swojej niechęci do piersi każdej z was, nawet tym "zaciążonym" będę wsparciem, bo wiem że nie ma nic gorszego jak przekonanie że robi się krzywde swojemu dziecku. I jak ważne jest uświadomienie milionom kobiet że to nie koniec świata, że to nie ich wina, że to ich prawo do decyzji i ich dziecko. I że nikt nie ma prawa osądzać, karać ani oceniać. Że nikt nie powinien wciskać poczucia winy i oskarżać że nie dają to co najlepsze.

Bo nie ma dla dziecka NIC lepszego od miłości, szczerej, matczynej miłości. I nikt nie ma prawa dzielić dzieci wg kategorii "na piersi" - " nie na piersi" i w tę drugą wpisywać "te gorsze". Nikt nie ma prawa oceniać czy chcemy karmić czy nie. I co kieruje nas do podjęcia takich decyzji. Każdy, nawet najbardziej zapomniany szpital w tym kraju powinien mieć w zespole kogoś kto uświadomi młode matki, przerażone, pozostawione same sobie z nowonarodzonym dzieckiem, że błędy i pomyłki są ich prawem, że nieumiejętność karmienia to ich natura, że życie dziecka zależy od ILOŚCI nie JAKOŚCI jedzenia, że dookoła są kobiety takie jak ona które też kiedyś po raz pierwszy przystawiały swoje dzieci do piersi.

Może się nakręcam, ale nienawidze łez kobiet które same sobie narzucają OBOWIĄZEK karmienia, pragną tego bo "tak być powinno". Żal mi dzieci, głodnych, pragnących uśmiechów, dotyku, ciepła które dostają wzamian zaledwie kilka kropli matczynego mleka, dostają łzy, zrezygonowanie i stres. I to toksyczne przekonanie że JA BĘDĘ KARMIĆ, ŻEBY SKAŁY SRAŁY TO WYKARMIĘ SWOJE DZIECKO.

Offline ~Ania~ Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2006-10-07
Agata ja tez pamietam...

Rybko jestes wielka :-*

Offline asia Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 10.09.2005r.
Ja może nie powinnam się odzywać bo nie miałam problemów z karmieniem - od razu mleko płynęło a położna pokazała mi jak przystawiać Olcię i mała od razu załapała..
Ale jak Ola miała 5 miesięcy i mleko zaczynało mi się kończyć - nie podjęłam żadnej próby aby zwiększyć ilość mleka... wręcz cieszyłam się, że w końcu nie będę uziemiona w domu, że jak wyjdę to nie będę musiała wracać na sygnale z cyckiem...
Dlatego też współczuję kobietom, które przechodzą przez "koszmar karmienia piersią" i myślę, że taka kampania byłaby bardzo potrzebna!

Offline **sloneczko** Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 02-05-2007
Koniec z cycową komuną!!!!
 dokładnie :Rezyser:

Mnie położna też przysrała, że dzieci cycusiowe są bardziej inteligentne od butelkowych,że liczne badania wskazują... ble ble ble. Widocznie jestem idiotką, bo też jestem "butelkowym" dzieckiem i moje dziecko jest butelkowe i jeśli doczekam się wnuków, a moja córka będzie miała przechodzić to co ja - sama namówię ją na podanie butelki.
I chociaż jeszcze niedawno miałam wyrzuty sumienia, że nie zrobiłam wszystkiego, co mogłam żeby karmienie cycem nam wyszło, teraz wrzucam na luz  :blant:

rybkawiedenka  :Wzruszony:

Offline dziubasek Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: .:25.08.2006:.
Ryba... dzięki  :-* :-* :-*  :-* :-* :-*

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
Aga jesteś wsparciem...

ale niestety nie każdy ból uda Ci się ukoić...
też daję puszkowe mleko i jest mi z tym dobrze, co nie zmienia faktu, że było mi źle z faktem, że nie dałam rady wykarmić piersią...
Nikt mnie do tego nie namawiał, nikt nie terroryzował, lekarza też się nie bałam...
...po prostu było mi z tym źle...
zauważ, że piszę w czasie przeszłym, ale nadal zazdroszę kobietom, które karmią bez problemów...

rybkawiedenka

  • Gość
Lila ale ja nie zamierzam koić bólu, wręcz przeciwnie, uważam że powinno się o nim mówić. Tak jak mimo niechęci do karmienia nie przekonuje na siłę do sztucznego. I nie potępiam naturlanego karmienia. Tylko że wiele tego bólu bierze się zupełnie z czegoś innego.

Sama piszesz że było ci z tym źle, jesteś świadoma tego co przeszłaś. Ale pomyśl o tych kobietach które są tłamszone poczuciem winy ze storny matek, lekarzy, często NIESTETY mężów itd. O tych które widzą siebie jako gorszej kategorii matki.

Dlaczego nikt nie mówi że macieżyństwo to cholernie ciężka praca, dookoła z każdej gazetki, strony internetowej, książki, słyszysz tylko jakie to cudowne, niesamowite, nieppowtarzalne - macieżyństwo. Same achy, ochy i brawa. Uśmiechnięte wykarmione cycem noworodki. Do obrzydzenia.

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
Cytuj
Sama piszesz że było ci z tym źle, jesteś świadoma tego co przeszłaś. Ale pomyśl o tych kobietach które są tłamszone poczuciem winy ze storny matek, lekarzy, często NIESTETY mężów itd. O tych które widzą siebie jako gorszej kategorii matki.

no tu rację masz niewątpliwie...

Offline peacelove

  • bywalec
  • data ślubu: 13.10.2007
Na początku będzie trochę off-topic, ale szanownym moderatorom obiecuję dojście do tematu wątku ;)
U mnie sprawa wyglądała tak: o 8.00 rano cięcie w znieczuleniu podpajęczynówkowym z powodu stanu przedrzucawkowego (wysokie ciśnienie, wysokie LDH, białkomocz, obrzęki i takie tam..;) Po zaopatrzeniu w kąciku noworodka małego położono mi praktycznie na szyi na jakieś 5 min, a potem pojechałam na salę poporodową, gdzie czekałam do 22.00 !!! na przewiezienie na salę poporodową i możliwość kontaktu z dzieckiem (to tak a’propos szpital przyjazny dziecku, stymulacji laktacji i innych teoretycznych bajek ;) Pani położna na oddziale połogowym powitała mnie sympatycznym: „ale kiepskie brodawki, będzie miała Pani kłopot z karmieniem”; malutki przyjechał do mnie po 15 min., śpiący i zawinięty jak mała egipska mumia, z rączkami ciasno opatulonymi pieluszkami, zawiązany w rożek; nie czułam się na siłach sama go rozwiązać i potem zawiązać (choć marzył mi się kontakt skóra do skóry), a widziałam, że na pomoc pani położnej nie ma co  liczyć. Synka zabrano z powrotem jakieś 45 min. później. Rano po wykąpaniu się zabrałam synka z oddziału noworodków do siebie i przez całe 5 dni jakie spędziliśmy w szpitalu ŻADNA z pań położnych oddziału połogowego nie zainteresowała się sama, czy umiem go przebrać, i co kiedy jadł (przedostatniego dnia poprosiłam jedną, która wydawała się sympatyczna, by mi pomogła i popatrzyła, czy dobrze go przystawiam - i tu uzyskałam pewną pomoc). W biuście - pustynia, parę kropli siary a potem zero czegokolwiek (jako matka świadoma zabrałam do szpitala laktator elektryczny medeli do stymulacji laktacji - ale płakałam patrząc jak to urządzenie miętoli mi zupełnie puste cycki...), więc sama chodziłam do kuchni po mleko dla małego (tam teksty: „no jak już Pani sobie zupełnie nie radzi to proszę wziąć butelkę” mówione tonem, jakbym przyszła po arszenik). Z położnych na oddziale noworodkowym jedna cudowna, kochana Pani Aneta widząc, jak przychodzę po butelkę, powiedziała, by przyjść do niej i poćwiczyć trochę z małym ssanie (i bitą godzinę pomagała mi go przystawiać, polewając mój biust mlekiem Bebilon Comfort ze strzykawki); potem sama przyszła do nas na swoim następnym dyżurze i jestem święcie przekonana, że gdyby nie Ona, z laktacji byłyby zupełnie nici (bo siła ssania mojego synka jest jak 10 laktatorów mini electic) i jak się tylko udało zainteresować go pustym na razie cycem laktacja ruszyła z kopyta i mam nadzieję, że tak już zostanie - na razie od 10 dni udaje się małego nie dokarmiać.
Wnioski moje są takie, że wystarczyłoby, żeby panie położne okazały w pierwszych, newralgicznych momentach życia dziecka cień empatii i zaangażowania w swoją pracę (bo co innego jest słuchać w szkole rodzenia i czytać w książce, a co innego - dostać żywe, głodne dziecko i oferować mu pustą pierś...) - i wiele więcej mam mogłoby się cieszyć karmieniem piersią swoich dzieci... bo wygląda to tak, że mamy karmiące butelką są traktowane jak „drugiej kategorii” przez osoby, które walnie przyczyniły się do braku laktacji.
   Uważam także, że czasem po prostu piersią karmić się nie udaje, i butelkowa mama nie powinna mieć z tego powodu wyrzutów sumienia, nie jestem w stanie jednak zrozumieć (może z powodu ograniczeń narzucanych mi przez moje biologiczne poniekąd wykształcenie ;), że można świadomie zrezygnować z karmienia dziecka piersią przynajmniej w kilku początkowych tygodniach jego życia - dla mnie to tak, jakby zastąpić zdrową nogę protezą i upierać się, ze to to samo. Nie móc a nie chcieć to zupełnie dwie różne sprawy, jest to jednak moja opinia i szanuję zdanie innych na ten temat, choć nie potrafię go zrozumieć.


Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
Cytuj
nie jestem w stanie jednak zrozumieć (może z powodu ograniczeń narzucanych mi przez moje biologiczne poniekąd wykształcenie , że można świadomie zrezygnować z karmienia dziecka piersią przynajmniej w kilku początkowych tygodniach jego życia - dla mnie to tak, jakby zastąpić zdrową nogę protezą i upierać się, ze to to samo. Nie móc a nie chcieć to zupełnie dwie różne sprawy, jest to jednak moja opinia i szanuję zdanie innych na ten temat, choć nie potrafię go zrozumieć.

czyli zupełnie tak jak ja...

rybkawiedenka

  • Gość
To podobnie jak ja nie potrafię zrozumieć fascynacji karmieniem. Dla mnie to jak dać się zamknąć na dożywocie za niewinność i udawać że życie ma sens.

Ale nie sądze żeby był sens dyskutowania na ten temat.

Offline s.aga Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 16.10.2004
karmię od początku małą tylko piersią. były większe i mniejsze kryzysy, ale póki co trwamy przy cycu.
ja znowu nie jestem rozumiama w rodzinie bo nikt tak długo piersią nie karmił i wszyscy twierdzą ze głodzę małą.

może to głupie ale boję się przejścia, a raczej dawania małej innych produktów. nie wmspomnę już o mleku modyfikowanym. od początku miała problemy z brzuszkiem, wkońcu wszystko się unormowało i mam gęsią skórkę na samą myśl że coś by jej mogło zaszkodzić.

Offline Gosiaczek80

  • Chuck Norris
s.aga to masz podobnie jak ja....jak moja córcia polubiła kaszkę i wolała zjesc kaszkę z deserkiem jabłkowym niż mleko z mojej piersi to miałam doła...ale z czasem to przejdzie. wszystko niestety powoli, małymi kroczkami ale do przodu...a jeślli twoja córcia nie zazna mieszanki to moze w ogole jej nie polubic. i z maminego cysia przejdzie na jogurty i "łaciate". w rodzinie mojego meza tez sie dziwili ze ja tak długo karmie. i to ja chuda jak patyk z małym biustem, a dziecko rosnie. tesciowa do mojego meza mówiła ze małe ma za mało mleka, ze jej to nie wystarcza; tylko nie podała dowodów na poparcie swojej tezy. i ja olałam, ale co nerwow zjadłam to moje...

Cytuj
Wielbi się te które karmić chcą a gnębi te które nie mogą
świete słowa rybko. jak czytałam to co w tym poscie, ktorego pochodzi ten cytat , napisałaś to łzy miałam w oczach. pomimo ze ja 100% cycata matka jestem (no po tym okresie karmienia to bist juz nie jest cycaty .niestety). dziwny jest ten świat, ze gnebi się te obiety, ktore chca swoje maleństwo karmić a nie mogą ....z różnych powodów. myślę, że takich mam butelkowych jest najwiecej. bardzo chca ale w piersiach susza albo jest za mało. Takim mam jak ty Rybko, które od samego poczatku nie chca karmic cycem jest znaczniej mniej. a jak juz to sa one na tyle silne, ze nie daja sobie w kasze dmuchac. problem jest jak na bogu winnej mlodej matce wiesza się psy, bo to ma brodawki nie te, bo leki msi przyjmowac, bo nie ma pokarmu....jak by to od niej zalezało.


Offline aneta_81 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 22.07.2006
u nas mały jest jeszcze na troche cycku bo mleko mam, ale głownie je mleko  modyfikowane bo nie wyrobilabym z odciaganiem pokarmu.. Mały nie bardzo juz chce jesc ode mnie bo z piersi słabo leci i musi sie nameczyc.

nawet sie ciesze bo nie wiem, czy znalazlabyum tyle sily, zeby sama z wlasnej woli odstawic od cycka.
Mimo, ze z zalozenia chcialam karmic max do 6 miesiaca, teraz jakos mi smutno jak mały woli butle a jak chwyci cycka, to bardzo sie ciesze, ze jeszcze chce jesc ode mnie...




Offline joannaM Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2008
On 2011
Ona 2013

Offline Gemini Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30.06.2007
Ja miałam od początku bardzo lekkie podejście do karmienia, tzn. " Będę miała pokarm, to dobrze, a jak nie, to tez nie będzie tragedii"

Mleka miałam duzo od początku, mała ładdnie ssie, po trzech tygodniach dopadł mnie pierwszy kryzys laktacyjny, w piersiach susza, mała się darła, położna i pediatra z przychodni sterroryzowały mnie zakazując dokarmić, kazały przystawiać, przystawiać i jeszcze raz przystawiać >:( Przystawiałam, masowałam piersi, piłam herbatki, robiłam okłady, a z piersi oidciągałam ledwo 30 ml. Postanowiłam dokarmić, bo małą mi wyła z głodu.

Ale położna i pediatra zganiły mnie i kazały przystawiać i nie dokarmiać. Pamiętam, że wtedy nienawidziłam karmienia, męczyłyśmy się obia ja i Daria, ale karmiłam. W momencie największego kryzysu podawałam butlę 3 razy na dobę, w końcu odpuściłam, powiedziałam "Trudno, koniec, nie będę się męczyć" I wtedy nagle moja laktacja znów zaczęła wracać do normy, udało mi się dokarmiać coraz mniej, aż całkiem wróciłam do piersi i odstawiłam butlę. Ogólnie do tej pory miałam już kilka kryzysów laktacyjnych, ale nadal karmię,  w końcu, wtedy kiedy psychicznie sobie odpuściłam, przestałam się napinać, polubiłam to karmienie. Owszem zdaża mi się czasami ją jeszcze dokarmić. Problem teraz jest w czym innym.

Daria ma skazę białkową, uczula ją praktycznie wszystko, nie tylko nabiał i białko. Wszyscy wokół nagle zaczęli mnie namawiać do przejścia na butlę, bo moja dieta w tej chwili, to praktycznie wafle ryżowe, gotowany kurczak, marchew i buraki. Jestem słaba, mam koszmarne zawroty głowy, czasami mam problem, zeby się podnieść z łóżka, tak mi się w głowie kręci, ważę w tej chwili mniej niż przed ciążą. Mąż się o mnie martwi, rodzice się martwią, a ja się uparłam, ze będę ją karmić piersią, aż ją wyprowadzę z tej skazy. Owszem czasami muszę dokarmić Bebilonem Pepti, bo z moimi piersiami jak z gospodarką, kryzys goni kryzys :D Tylko tak myślę ile jeszcze tak pociągnę? Chcę ją karmić, ale dziś kiedy zasłabłam karmiąc dziecko (na całe szczęście odjechałam na łóżku, nic się nie stało ) wystraszyłam się i zastanawiam się co robić, karmić za wszelką cenę, czy dać butlę?

Przepraszam, że piszę tak chaotycznie, ale jakoś dziś nie mogę zebrać myśli

Offline KAHA Kobieta

  • Przyjaciele
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 11.09.1999
Gemini, ja bym się chwili nie zastanawiała...dziecko musi mieć matkę....silną matkę....daj se na looz....tak myślę i pozdrawiam - butelkowa mama od początku.

Offline dziubasek Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: .:25.08.2006:.
ja tez juz całkiem butelkowa... i powiem Ci Gem, że dopiero teraz czuję, że żyję...  ::)

Offline Zaneta_81 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 7.07.2007
Gem, też bym sobie w takiej sytuacji odpuściła...
 

                         Dzieci się nie wychowuje, dzieciom daje się przykład...

Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
gemini a dlaczego sądzisz że karmiąc ją cyckiem "wyprowadzisz" ją z alergii???????
jak dla mnie to to nie ma żadnego znaczenia bo i dzieci cyckowe w późniejszym czasie są alergikami i ja nie zauważam takiej zalezności
a jak będziesz ją karmić pepti to przynajmniej bedziesz pewna że nie dajesz jej  nabiału a ty??????
sorka ale jesli rzeczywiscie źle sie czujesz to albo poradz sie lekarza niech ci ustali dokładną diete
albo daj sobie spokój bo musisz mieć siłe
chyba nie chcesz kiedyś zemdleć z mała na rękach stojąc?????????
dziewczyno zastanów sie czego sama chcesz bo zamiast pomnika Matki Polki możesz sie dorobić całkiem ładnego nagrobku z pięknym napisem zakarmiła się na śmierć  ;D
sorka że tak pisze ale jak dla mnie to juz troszke za heroiczne