e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: "wykarmię moje dziecko...czy to cyckiem czy butelką" ....  (Przeczytany 30712 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
mysle tete ze kobieta w ciązy jest tak zakochana w tym dziecku i tak pelna ideałów ze nawet jak ktos jej o tym mowi no to przeciez jej to nmie dotyczy
mi sie to nie przydarzy
ja sobie poradze
ze mną będzie inaczej

a potem są pytania?????
dlaczego ona/on ciągle płacze?????
co jest nie tak????
jest głodne czy nie????
dopajac czy nie?
dać sztuczne czy upierać sie przy cycku??????

kiedy w koncu wlasnie kobieta po porodzie w szpitalu nie będzie tylko chodzącym dawcą mleka a kobietą czlowiekiem matką


Offline tete Kobieta

  • "Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań."
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2.06.2007
Jagodzia..Ty bardzo mądra jestes.Uchwyciłas sedno....




nie mówiłam-ale Jagodzia bardzo bardzo pomogła mi w chwilach kiedy przez moją pokraczną laktacje(a raczej niechęc Mai od cyca) chcialam przez okno wyskoczyc.
doslownie.
"-To wódka?- słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle. -Na litość boską, królowo- zachrypiał- czy ośmieliłbym się nalać damie wódki ? To czysty spirytus. "

Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
tete bardzo ci dziękuje ciesze sie że mimo że daleko mogłam ci jakkolwiek pomóc
bardzo mi milo

szkoda tylko ze sama sobie nie pomogłam a może nie szukałam zbyt dobrze, zbyt głęboko????
byłam tak skupiona na tym piep... cycku ze nie zauważałam nic poza tym

ale nie dziwie sie
bylam glupiutka i nadal jestem
nie wiem co  mnie czeka i jak ja (straszny nerwus) na to zareaguje
jak będę sie irytowac i wściekać
jedno sobie obiecałam  i mam nadzieje że sie uda
przy kolejnym dziecku dam z siebie wszystko ale z umiarem i ze zdrowiem
jak bede widziala (a teraz juz raczej zauważe) ze dzieciak glodny a ja nie moge dac z siebie nic to butla i heja

aha i jeszcze obale jeden mit
moje biedne dziecko bylo karmione moim mlekiem tylko ok miesiąca i wcale nie jest bardziej chorowita niz jej rówieśnicy
pierwszą poważną chorobe przeszla dopiero niedawno

Offline Ninka Kobieta

  • Chuck Norris
W ciąży niewiele czułam do Mariki poza strachu o nią, ale to inna para kaloszy...

W ciąży jeszcze, często śniłam o tym, że karmię i zawsze we śnie było to takie ciepłe i piękne. Po porodzie owszem czułam jak z każdym karmieniem kocham Marikę bardziej i tu zgodzę się, że to zbliża matkę i dziecko. Takie były moje prywatne odczucia.

Niemniej nie potrafiłam odizolować się psychicznie od komentarzy z zewnątrz, od rad osób nawiedzonych, do dziś bywa mi trudno.

I to:


Cytat: jagodka24



kiedy w koncu wlasnie kobieta po porodzie w szpitalu nie będzie tylko chodzącym dawcą mleka a kobietą czlowiekiem matką



przyrównałabym do tego:

Cytat: ninka

Nie było osoby per Nina w rozumieniu lekarza, była wyłącznie "matka karmiąca"

 
i

Cytat: ninka

Ciekawa jestem, czy przyjdzie dzień w którym lekarze i media przestaną świeże matki traktować jedynie, jak bary mleczne i co będzie tego początkiem.


Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
wlasnie ninka pierwsza to ujeła w odpowiednie słowa
i widze ze nie bylam odosobniona w tych odczuciach

Offline Ninka Kobieta

  • Chuck Norris
Otóż to, Ty Jagódko to poczułaś i ja i pewnie masa innych mam, a wszystkie chcemy dobrze dla dziecka. Jednym z tych dóbr jest pełen brzuszek malca, a czy z cyca czy z butli nieważne. Ot pełen=szczęśliwy, tak jak u dorosłych zresztą.

Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
ninka ale wiele dziewczyn to czuje ale szargają nimi takie ogromne uczucia i wątpliwości ze nie wiedzą co z tym zrobic

ja jak podawałam małej mleko z butli czułam sie jakbym wlewała w nią trucizne!!!!!!!!!

Offline dosiado Kobieta

  • uzależniony
Dziewczyny, czytam co piszecie i się uspokajam. Ja póki co karmię tylko piersią - mam pokarm, a poza tym troche leniwa jestem i jak pomyślę, że musiałabym gotować wodę i te butelki to cyc przeważa. Ale niedługo wracam do pracy i nie wiem czy dam rade bez sztucznego - myśle sobie, że rano dam cyca, w czasie gdy mnie nie bedzie Mała dostanie jakąś zupkę i będzie ok. Przydałoby się coś odciągnąc , ale odciągania mleka niecierpię!!!! Póki co mam takie odczucia jak Agata
Cytuj
ja jak podawałam małej mleko z butli czułam sie jakbym wlewała w nią trucizne!!!!!!!!
tak na dzień dzisiejszy myśle na temat mleka sztucznego, ale czuję, że wkrótce się to zmieni....

Kastor (Olcia) - piszesz, że Toje maleństwo zasypiało przy cycu i to był błąd. Domyślam się, że chodzi o problemy z zasypianiem gdy cyca już nie było...? Chyba czeka mnie to samo i już się tego boję :(

Offline .:Anka:. Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
dosiado - moj maluch często zasypiał przy cycu, potem przy butli
a teraz po kaszce myjemy ząbki i zasypia sam w łożeczku
cięzko zrobić, zeby dziecko nie zasypiało przy cycku  ::)

Offline Ninka Kobieta

  • Chuck Norris
Moja też zasypia, ale ją z premedytacją budzę, by wiedziała, że "idzie do siebie" Inaczej sama się budzi i przestraszona, że mnie nie ma na wyciągnięcie łapek zaczyna płakać. A tak świadoma what`s up zasypia spokojnie.

Offline dosiado Kobieta

  • uzależniony
Cytuj
Moja też zasypia, ale ją z premedytacją budzę, by wiedziała, że "idzie do siebie" Inaczej sama się budzi i przestraszona, że mnie nie ma na wyciągnięcie łapek zaczyna płakać.


Ninka - u nas od paru dni jest podobnie. I nie wiem tylko czy ona się budzi przestaszona, że mnie nie ma, czy dlatego, że nie dojadła i jest głodna...

Offline Ninka Kobieta

  • Chuck Norris
Sądzę, że się najadła bo to już etap, kiedy dziecko ssa szybciej i efektywniej. Wszak Twoja Niunia ma skończone 4 miesiące. Dla pewności dostaw, jak ssa jedząc masz odpowiedź, że głodna. Jeśli zaczyna się bawić odłóż spowrotem do łóżeczka. Nawet jeśli płacze. usiądź obok, tak by Cię widziała i poczekaj aż odpłynie. Nie bierz na ręce, później będziesz się oddalać. Ja tak robię, by małej nie stresować i działa. Czasem, jak odchodzę wcześniej to, jak słyszę, że kwili gadam do niej z drugiego pomieszczenia, by wiedziała, że w razie czego jestem obok. Prześlizgnę się od czasu do czasu, by mnie zobaczyła. Takie sztuczki zrywające "pępowinę cycową"

Offline dosiado Kobieta

  • uzależniony
Dzięki Ninka! Fajnie się czyta, trudniej w życie wprowadzić :(
Dziś zadziałam w Twoich rad...

Offline Ninka Kobieta

  • Chuck Norris
Nie ma sprawy. Piszę z własnego doświadczenia, zatem da się tak zadziałać. Oczywiście zmodyfikuj pod własne potrzeby i na bank będzie dobrze ;D Powodzenia!

Offline ~Ania~ Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2006-10-07
Dużo mądrych rzeczy piszecie. tak to niestety z tym cycem jest, realia trochę się różnią od marzen, ja wiem że przy nastepnym dziecku będę spokojniesza, dam butlę jak będę widziała ze dziecko jest głodne bez żadnych wyrzutów sumienia.

Offline anusiaaa Kobieta

  • Chuck Norris
Ja po 6 dniach mam taką mega schize, że mi psycha wysiada...wyje non stop... :'(
Karmienie piersią to dla mnie udręka ::)
Nie wiem jak to długo wytrzymam.

Kocham moją corkę ponad wszystko...ale czy mam zapomnieć o  sobie...mąż na szczęście popiera wszystkie moje decyzje...zobaczymy co czas przyniesie ::)
"Travel is the only thing you buy that makes you richer"

Offline :martyna: Kobieta

  • Chuck Norris
Ania, jeśli uważasz, że to nie jest dla Ciebie to się nie męcz. Zuzia chce mieć szczęśliwą mamę. Wyczuwa każdy Twój niepokój.

Offline tete Kobieta

  • "Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań."
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2.06.2007
Aniu Słońce...
zadaj sobie pytanie dlaczego się katujesz?w imię czego?
musisz byc uczciwa wobec siebie.....inaczej oszalejesz ..niechciane cyckowanie+płacz Zu to niedobra mieszanka.
jesli czujesz sie na siłach-powalcz jeszcze..jesli nie-odpuść.
"-To wódka?- słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle. -Na litość boską, królowo- zachrypiał- czy ośmieliłbym się nalać damie wódki ? To czysty spirytus. "

Offline dosiado Kobieta

  • uzależniony
Dobrze dziewczyny piszą. Twój spokój, a przez to spokój malutkiej jest najważniejszy. Powodzenia!

Offline agapa Kobieta

  • zapaleniec
  • data ślubu: 22wrzesień2007
A wiec i ja się wypowiem w temacie

Należę do pierwszej grupy, od poczatku akładałam że bede karmic piersią nie wyobrażałam sobie że mogło by byc inaczej...od poczatku miałam pokarm,nie miałam problemu z przystawianiem małej do piersi...Dla mnie karmienie piersia jest czymś wyjątkowym pod każdym względem i wiem że kiedy przestane karmić kiedys małą to będzie mi tego strasznie brakowało.Wiem że daje małej to co najlepsze...wogóle jestem jakas dziwna chyba bo uwielbiam karmienia nocne...kiedy mała mordka mojej córeczki przyssie się do cycusia i błogo odpłynie w śnie.....nie wiem ile  bede karmić bo nie zakładam z gory granic...ale tez bez przesady długo nie zamierzam na pewno do roku tak a potem zobaczymy
Każdy ma prawo do decydowania o tym jak chce karmic dziecko i  nikt nie może czuć się gorszy lub lepszy dla tego ze karmi lub nie.

Offline **sloneczko** Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 02-05-2007
dziewczyny jak ja żałuję, że nie miałam neta po porodzie, że mogłam przeczytać tego wątku - moja psychika byłaby o wiele zdrowsza, a ile łez bym zaoszczędziła...

Chciałam karmić i cycem i takie było założenie. Stos butli i smoków miałam, fakt, bo podekscytowany dziadzio nakupował masę rzeczy. Problem zaczął się dzień po porodzie. Babki przywiozły nam dzieciątka i poszły w pi..u. Maleństwa wyciaptane, wyfryzowane i ululane. Po jakimś czasie zaczynają się budzić a my nieudolnie próbujemy przystawiać. W końcu jakaś lafirynda podchodzi i pokazuje. No i słyszę "pani będzie mieć problem z tymi sutkami, ale mała może wyciągnie". Rzeczywiście laski jak wyciągały cyca to sutki im sterczały na kilometr, a u mnie równina. Maja się dosadziła, uszczypała i tak trzymała całą sobotę. Nie pomagało odstawianie i kolejne przystawianie, a palucha, żeby szerzej chwyciła pierś,  nie miałam śmiałości jej włożyć do tej maciupkiej buzinki. Oczywiście jak ją wiozłam na dokarmianie to pielęgniarki były oburzone, że czemu nie cyc itp. To był początek. Dramat zaczął się po powrocie do domu. Mała przez kapturki jakoś wyciągnęła sutka i początek karmienia był taki, że ona była zalana mlekiem, ja mokra (bo z drugiego cyca kapało) pociągnęła chwilę a potem wypluwała, krzyk, nerwy i znów złapała i znów po paru łykach to samo. Do tego w nerwach machała rączkami i kapturki spadały, no i karmienie na stojąco. Niezbyt obdarzona jestem i na leżąco miałam problem manewrować tym cycuchem, poza tym po 10 minutach ręka mi drętwiała. (Na siedząco karmić nie mogłam, bo przez 2 tygodnie od porodu nie mogłam usiąść. Jadłam na stojąco. Stwierdziłam, że to normalne, bo przecież mnie nacinali, bo były problemy ze zszyciem mnie, jeden lekarz drugiego wołał, bo sobie rady nie dał i powiedzieli mi, że strasznie porozrywana jestem. To se idiotka pomyślałam, że tak ma być. Aż tydzień po porodzie położna na patronażu oświeciła mnie że ja nie mogę siedzieć, bo mi od parcia wielki hemoroid wylazł. I dopiero wtedy zaczęłam się leczyć. Byłam wściekła, że tyle się namęczyłam i nikt w szpitalu nie raczył mnie oświecić. Ale czego tu oczekiwać jak jeden lekarz oglądnął moje wyniki i powiedział, że są ok, a drugi  następnego dnia na podstawie tych samych wyników powiedział, że mam anemię i kazał brać żelazo.)
Także każde karmienie wymagał asysty męża lub mojej mamy. A że mała płakała to ja razem z nią, bo nie wiedziałam czemu tak płacze po kilku łykach, czemu puszcza cyca. Taki koncert trwał do pół godziny, potem mała usypiała. Przy cycu oczywiście. Po jakiejś godzinie wszystko zaczynało się od początku. Więc zaczęłam podawać butlę.  Nie na każde karmienie, ale chyba na większość, bo na samą myśl o wystawieniu cyca dostawałam spazmy. Kupiłam laktator i stwierdziłam, że skoro z butli je ładnie to będę butlą podawać. Ale jak po godzinie dojenia odciągałam z obu piersi 30-40 ml to już był koniec. Męczyłyśmy się obie. A na to wszystko weszła moja teściowa, która za każdym razem mówiła o karmieniu piersią, że to jest najważniejsze, że mam cały dzień małą nosić przy piersi. Jak była u nas a Maja była głodna to potrafiła mi powiedzieć, żebym poszła do drugiego pokoju i nakarmiła, dawała numery do poradni laktacyjnej, powiem brzydko, że była wtedy moją zmorą. Nie dość, że człek zdołowany, bo dziecko płacze, nie najada się, krzyczy, to jeszcze wywołała u mnie takie poczucie winy, że ryczałam w poduchę i ględziłam tylko o tym jaką jestem wyrodną matką. Czułam się jak potwór, który nie chce dać jeść swojemu dziecku. Dwa tygodnie tak przebucałam, aż w końcu Olek dość dosadnie jej powiedział, że koniec z cycem. A piłam herbatki, laktator przystawiałam a mleko się skończyło. Jak tu powiedziała Anusia-szczecin, cała ta laktacja i karmienie piersią jest w głowie. Jak dziecko się męczy i matka też to chyba lepiej odpuścić. Każda kobieta chyba zdaje sobie sprawę, że pokarm matki jest najlepszy,najzdrowszy i najbardziej wartościowy dla dziecka.  Ale chyba macierzyństwo nie ogranicza się tylko i wyłącznie do karmienia dziecka. Szkoda, że ani ze strony personelu szpitalnego ani ze strony teściowej nie otrzymałam wsparcia, zrozumienia i uszanowania mojej decyzji. Może wtedy pierwsze tygodnie  z córeczką wspominałabym zupełnie inaczej.

Offline ~Ania~ Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2006-10-07
Wspolczuje Ci tego co musialas przejsc :-* Wazne ze szybko wyszlyscie z dolka. A takie baby jak Twoja tesciowa to w kosmos wystrzelic!

Offline dziubasek Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: .:25.08.2006:.
Przeczytałam narazie 2 strony i wyję... :'( ... jak dobrnę do końca sama się wypowiem...

Offline dziubasek Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: .:25.08.2006:.
jestem już po lekturze tego wątku.... wiedziałam o jego istnieniu, ale byłam przekonana, że jest dla mam karmiących i znajdę tu jedynie opinie nakręconych na cycowanie mam... a to mi teraz do szczęścia zupełnie niepotrzebne  ::)
Odnalazłam tu jednak historie, które mocno mnie wzruszyły i jednocześnie uświadomiły, że nie jestem z moim problemem sama.
Zaliczam się do 3 grupy. I chyba śmiało mogę podpisać się pod "wynurzeniem" Liliann: bardzo chcę... ale nie mam!!! Moje cycki po cc nie ruszyły pelną produkcją. w szpitalu tylko powtarzali, że się rozkręci... ale co miało się rozkręcić jak nawet nie umiałam przystawić syna do piersi?? za cholerę nie chciał złapać moich brodawek... o pomocy moglam zapomnieć... jedynie na moje błagania przychodziły, ale zwsze skwitowane to było: no jak to nie umie pani?? jest Was dwoje (ja i mąż) i nie dajecie rady? ::) tak  nie dajemy rady.... przeszłam na kapturki. Mały miał w końcu co złapać, ale niestety w cyckach nadal susza.... spadł z wagi więc kazali go dokarmiać :/ z początku jak nawiedzona podawałam mu ze strzykawki, ale szło to nam bardzo opornie... po karmieniu Nikoś się wydzierał,a my durni myśleliśmy, że go brzuszek boli  ::) fakt bolał, ale z GŁODU!!!! uświadomiła to nam położna- doradca laktacyjny, którą poprosiliśmy o pomoc. Nie powiem co wtedy czułam.... dramat. bez oporów podałam mu butelkę... i tak jest do teraz: cycujemy, staramy się rozbujać laktację i dokarmiamy się Bebikiem HA. Nie powiem, aby cycowanie sprawiało mi radość... jest obkupione  stresem, napięciem... i gdyby nie te piep..one przeciwciała rzuciłabym to w cholerę!! powoli dojrzewam do myśli, że nie będę cysiową mamą... to tylko kwestia czasu kiedy moje piersi na dobre się zbuntują.... narazie przystawiam małego co 2,5-3 h, później butla i dojarka (wpożyczona, elektryczna medeli) ale nie wiem jak długo tak pociągniemy  ::) chwilami myślę, żeby całkowicie przerzucić się na dojarkę plus sztuczne i już małego nie męczyć na cycku (pomimo kapturków denerwuje się przy jedzeniu - za wolno leci.... cwaniak butlę zasmakował ;) ) będę mogła wtedy częściej ściągać nie martwiąc się, że nic nie będzie na kolejne karmienie ::) w tej chwili z dwóch- 3 ściągnięć mam porcję ok 60-70 ml. tyle ile zjada za jednym razem.... ale czy to nie spowoduje zanik tej resztki pokarmu? mam wrażenie, że dojarka zdecydowanie mocniej stymuluje sutki niż Nikodem, więc śmiem twierdzić, że nie... ::) ehhh póki co walczę... ale cel mi się powoli zaciera....

Offline anusiaaa Kobieta

  • Chuck Norris
Moja historia jest taka ::)

Juz w czasie ciąży zastanawialam się nad kwestią karmienia i o dziwo, jak dla wiekszosci karmieni piersią jest czymś oczywistym...dla mnie nie było ::) Nie widziałam w tym nic przyjemnego, a jedyną rzeczą, która mnie do tego przekonywała było zdrowie dziecka.

Kiedy Zuzię przyniesli po paru godzinach od porodu bo lezala w inkubatorze nie wiedzialam jak ją wyjąć z tego jeżdzącego łóżeczka, a co dopiero nakarmić. Pani wstawila lozeczko i powiedziala...przystawiac, przystawiac, przystawiac...taaaaa tylko jak, ja sie pytam ::)

Obok mnie lezala kobieta po 40, ktora urodzila drugie dziecko i to ona poczatkowo pomagala mi przystawic Zuzie. Na poczatku mala nie umiala sie przyssac wiec kilka godzin walczylysmy o to, aby zassala..kiedy sie udalo okazalo sie, ze jeden sutek jest jakis dziwny ::) i lecialo z niego wszedzie ale nie do buzi Zuzi. W koncu ublagalam jakas polozna zeby pokazala mi o co w tym chodzi...pokazala, udalo sie...mala zalapala. Wiec cyckowalysmy od rana do nocy, a Zuzia ryczala i ryczala, nikt nie powiedzial ze trzeba dokarmiac, a ja glupia sie nie domyśliłam ::) W koncu moja mama w czasie odwiedzin powiedziala...przeciez Ona jest glodna...i od tego momentu Zunia zaczela byc dokarmiana.
Kiedy wrocilismy do domu byl istny cyrk, pila 10 min, zasypiala, po 5 min sie budzila i RYK....i tak w kolo. Zaczelam odciagac mleczko, ale polozna nastraszyla mnie, ze zatory, zapalenia piersi itd. Chcialam poradzic sie w jakiejs poradni laktacyjnej ale w naszym ilustam tysiecznym miescie nie ma takiego ustrojstwa nawet ::) Kiedy przychodzil czas, ze trzeba karmic mialam zimny pot na plecach...i zaczely sie jeszcze wielogodzinne placze Zuzi..wtedy moja psycha byla juz na wykonczeniu...a minelo zaledwie 10 dni. Maz powiedzial..pieprz to, przechodzimy na sztuczne. Bilam sie z myslami, jeszcze odciagalam i mrozilam...ale wiedzialam, ze bedzie to dla mnie najlepsze rozwazanie inaczej bym zglupiala. Zaczelismy karmic sztucznym...ja troszke zlapalam oddechu, ale Zuzia trafila do szpitala, miala brzuszkowe problemy..obwinialam sie, ze to dlatego, ze nie je mojego mleka...znowu popadlam w jakas depreche, ryczalam w szpitalu non stop, az doszlo do rozmowy z psychologiem...Ona uswiadommila mi, ze i tak Kocham wlasna córke, mimo tego, ze jej nie karmie. Teraz wiem, ze podjelam sluszna decyzje pomimo tego, ze Zunia z brzusiem jeszcze ma male klopoty ale jakos dajemy rade i wcale sie nie czuje gorsza mama niz te karmiace cyckiem ale szczerze powiem, ze zawsze myslalam, ze jestem silna psychicznie, ale zderzenie z CYCEM calkowicie zmienila to myslenie ::) Fakt, nie walczylam dlugo ale juz tego nie zaluje.
"Travel is the only thing you buy that makes you richer"

Offline Kasia-Wrocław Kobieta

  • uzależniony
  • data ślubu: 16.06.2007
Dziubasku, u nas sytuacja miała się dość podobnie...

Najpierw rzeka siary w ciąży, potem 43 tydzień, a u nas wciąż cisza. Wreszcie poród zakończony cesarką. Mały nie przystawiony od razu po porodzie, w cycach posucha... Lekarz na obchodzie chwalił, że synek pięknie ściąga, bo mam miękkie piersi. Jassssne, miękkie, bo kompletnie bezrobotne. W dodatku Bartek nie miał u mnie co chwycić, więc z pobudzania laktacji nici. Sięgnęłam w końcu po najzwyklejszy laktator. I tak dzień i noc, dzień i noc, on na butli, ja się pobudzam. Non stop!
Wreszcie pojawiło się mleko. Jezu, jak ja się cieszyłam, że Bartek dostał ŁYŻECZKĘ mojego pokarmu. Potem pomału, pomału rozkręciło się, do teog stopnia, że miałam tak twarde piersi, że nie mogłam leżeć na boku, nie mogłam nosić synka, tak bolało... Pomogła położna, ściągnęła mi troszkę mleka, nałożyła kapturek i Bartolini pociągnął :)
Inna historia, że wiecznie płakał, brzuch wzdęty, kupy niet, więc po 2,5 miesiąca cycowania przeszliśmy na NAN Active. Duży udział miało w tym moje leczenie dróg moczowych - byłam na antybiotyku.

Teraz, jak synek ma prawie 10 miesięcy, krążą mi po głowie myśli, że chciałabym karmić naturalnie. Nie teraz, ale że dłużej, że może powinnam wziąć się w garść, jeść ryż z kurczakiem i zagryzać gotowanym jabłkiem, ale karmić. Bo czuję się teraz taka...niespełniona? Czuję, że bardzo chciałabym poczuć maluszka, wtulonego we mnie, obejmującego cycusia... Tyle, że jemu dość szybko wyszły ząbki i na pewno by mnie zjadł ;)

Ale gdzieś tam, cząstka mnie tęskni do tej jedynej w swoim rodzaju bliskości...

Offline tete Kobieta

  • "Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań."
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 2.06.2007
"i znajdę tu jedynie opinie nakręconych na cycowanie mam..."
po częsci poto załozylam ten wątek Ania.
a wybacz-teraz sama jestes "nakręcona na cycowanie" ;D-czasem trzeba podzielic to co w człowieku siedzi na dwóch-mnie to akurat ulge przyniosło...




kazdą z Waszych historii przeczytalam BARDZO uwaznie.
I wiecie co mnie najbardziej irytuje?ze tak naprawde nikomu nie mozna powiedziec wprost o swoich problemach...idziemy do pediatry pytanie uno"karmi pani" ? jak Maja miala 5mcy na wizycie przed szczepieniem padło to pytanie
odpowiedziałam
"oczywiscie.butelką z nutramigenem oraz owocami i jarzynkami"
Kobieta zbladła
widze konsternacje wiec ciągne"niemam ani czasu ani ochoty tłumaczcyc sie bo nie jestem niczemu winna i niech pani na mnie nie patrzy w ten sposób prosze zbadac dziecko przed szczepieniem-poto tu przyszłam"

Nie powiedziała NIC/
tu dochodzimy do sedna.
ze juz samo myslenie o"niekarmieniu" wywołuje poczucie winy,zgorzknienie,swiadomosc"gorszej kategori" u wielu mam.
a nie tak byc.
ma byc naturalne ,ma byc naszym wyborem,a nie wiązac sie z depresją niemal.
Załozyłam ze przy 2gim dziecku będe CODZIEN tuz przed porodem czytac ten wątek,oraz poprosiłam G aby walnął mnie w łeb jesli jeszcze raz cycek doprowadzi mnie nad przepasc załamania nerwowego niemal.
« Ostatnia zmiana: 31 stycznia 2009, 18:56 wysłana przez tete »
"-To wódka?- słabym głosem zapytała Małgorzata. Kot poczuł się dotknięty i aż podskoczył na krześle. -Na litość boską, królowo- zachrypiał- czy ośmieliłbym się nalać damie wódki ? To czysty spirytus. "

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
hee heee Tetku...
miałam podobną historię...
"karmi pani piersią?" słyszę na szczepieniu...
ponieważ lekarza się nie oszukuję, odpowiadam zgodnie z prawdą "jesteśmy na mieszanym", a mogłam iść na skróty i potwierdzić karmienie piersią, zgodnie z prawdą...właściwie półprawdą, ale co to kogo...
i tu w odzewie...a dlaczego?...nie wierzy pani, że jest pani w stanie wykarmić piersią?...
i moja  riposta "za długa historia, nie chce mi się od początku opowidać"...
widząć wielki pytajnik w oczach lekarki dodaję"niech się pani cieszy, że jest jak jest i że nie jest zupełnie na sztucznym"...
bo by się kobieta naprawdę zmartwiła...a wierzę, że źle dla Młodej nie chciała...

Offline KAHA Kobieta

  • Przyjaciele
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 11.09.1999
Tetku - uwielbiam Twoje posty "cyckowe". Wiecie jak było u mnie.....

I przy ostatnim szczepieniu też padło pytanie ...w zasadzie stwierdzenie "karmi pani piersią" NIE...A DLACZEGO ??!! ....w wyniku komplikacji po porodzie....A CO TAKIEGO SIĘ STAŁO??!!....proszę przeczytać w karcie informacyjnej ze szpitala...A TO PANI...

....więc miałam trochę na skróty....bo pediatra ma też dyżury w szpitalu i pewnie słyszała o "portagenowej" - bo tak mnie nazywali....i dała spokój...nie wiem tylko czy z powodu mojego zabójczego wzroku czy też ze znajomości sytuacji....NO I JAK SIĘ PANI CZUJE?...doskonale, prócz tego, że gazy znalazły nową drogę ujścia.....NO I CO PANI Z TYM ROBI?..., nic - puszczam - bo nie jestem w stanie nad tym zapanować....i cisza....coś tam sobie naskrobała i nigdy więcej nie pytała mnie i karmienie.

Nie czuję się złą matką, bo butelkową, czuję się z tym dzisiaj doskonale, mogę zostawić córkę i wyjechać na kilka dni, a moja butelkowa córka, która to miała nie mieć odporności - poza katarkiem w 4mż jest zdrowa ja byk, nie jest też głupia i mniej inteligentna.

Koniec z cycową komuną!!!!

rybkawiedenka

  • Gość
U nas jak padało (czasami pada i dziś u lekarzy którzy nas nie znają i zakładają karte) pytanie "karmiona piersią?" odpowiedz zawsze była "NIE" i jak ktoś pytał dlaczego to nie wdawałam się w dyskusję tylko odpowiadałam " bo nie. nie widze takiej potrzeby. i prosze nie kontynuować tematu." Nawet mój gin, kiedy przed porodem przepisywał mi bromergon nie dyskutował ze mną. W szpitalu pediatra od noworodków też nie. Dlaczego? Dlatego że ja stanowczo, bez lęku i niepewności zawsze mówiłam że karmić nie bede i nie znalazłam NIKOGO, żadnego lekarza, pielęgniarki, nikogo kto by ze mną wchodził w dyskusje.