e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: Dyskusje...o życiu...  (Przeczytany 64887 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline kjp83

Odp: Dyskusje...o życiu...
23 grudnia 2010, 13:55
Mariolka Oponki wypowiedzi trochę przyjęły charakter pytający, stąd te podpowiedzi co może robić kobieta siedząc w domu z dzieckiem. Nie wydaje mi się żeby ktoś tu pouczał, a na pewno nie układamy życia oponce!
Rozmowa jest na ten określony temat więc jeśli większość wypowiedzi jest raczej w pozytywnym brzmieniu, że większość nie ma problemów i jest zaradna to fakt- tylko się cieszyć  ;D

♡ Szymon & Leon ♡

Offline ooppoonnkkaa Kobieta

  • Traktuj ludzi tak jak byś sam chciał być traktowany...
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 29.07.2006
Odp: Dyskusje...o życiu...
23 grudnia 2010, 14:07
Zaradność a występowanie problemów to często baaaaardzo odległe sprawy. Bo np zdrowia sobie nikt nie wybierze i tego co dzieje się z bliskimi a w mojej sytuacji np to wszystko zepsuło. Teraz nie miałabym takich problemów.

Kasiu Twoje wypowiedzi i niektórych innych, życzliwe naprawdę można odróżnić od "najmądrzejszego dawania rad i podśmiechiwania się, że jestem nie zaradna, nie przystosowana do życia itp... mogę się założyć, że takich zdań było mnóstwo po drugiej stronie komputera ;D

Ale mam to w nosie. Ja dalej szukam czegoś w godzinach wieczornych lub w weekendy. I wg moich kryteriów, co mogę a czego nie. Może coś znajdę. 

Offline Mariolka Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
23 grudnia 2010, 13:26
nie wiem, ale jakoś Ja czytając ten wątek odniosłam wrażenie,że większość wpisów jest poradami dla oponki
a ona i tak z nich nie skorzysta, to po co się niepotrzebnie produkować?

jest dorosła, wie co ma robić. Niech sama kieruje swoim życiem

Offline KAHA Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
23 grudnia 2010, 13:28
wspaniale i miło poczytać,że forumki są takie  zaradne, zorganizowane i nie mają żadnych problemów. Tylko się cieszyć z tego

 a najlepiej na świecie wychodzi nam Polakom dawanie rad innym, układanie im życia i ocenianie...aha i jeszcze "wychowywanie" cudzych dzieci

coście się tak uczepiły tej oponki?Jej sprawa czy chce siedzieć z dzieckiem w domu czy nie?Niech siedzi. Czy ona was prosi o pieniądze, paczki?To co komu przeszkadza jej statut bezrobotnej?
mi np to lata i powiewa. Nie spędza mi to jakoś snu z powiek.
Ona na razie zajęła się wychowywaniem dziecka, wiele matek tak robi,że rezygnuje z kariery na rzecz dziecka. Co w tym takiego złego?

Wesołych świąt  :)


Mariolka, a to do mnie było ?
Jeśli tak to nie widzę w swojej wypowiedzi "rad" ani "recepty na życie". Swoją wypowiedzią określiłam własne zdanie na ten temat. Jak się mieszka na prowincji to nie ma mowy o dobrze płatnej pracy "na etat". Albo trzeba wyjeżdzać do większego miasta, albo robić coś na własny rachunek. Albo ewentualnie mieć znajomości lub ustawionych rodziców, którzy dadzą na start wszystko, na co szarak musi pracować całe życie. Można jeszcze ewentualnie zacząć bawić się w politykę i zostać znajomym króliczka...i siedzieć na stolku prezesa, dyrektora, naczelnika....lub pierdzieć w stołek w jakiejś miejskiej spółce lub urzędzie za przyzwoite pieniądze...
Mieszkamy z Oponką w jednym mieście. Ja na jej miejscu zrobiłabym inaczej niż ona. Ona zrobi jak uważa.

Jeśli sama zainteresowana poczuła się urażona - przepraszam.

Offline Maja Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 28 sierpnia 2004r.
Odp: Dyskusje...o życiu...
23 grudnia 2010, 13:32
Łatwo mówić - daj do żłobka, weź opiekunkę ale trudno jest jednocześnie znaleźć dobrą nianię i pracę bo przecież niani trzeba zapłacić. Ze żłobkami to w ogóle nie ma sensu się wypowiadać. Ja sama mam 2 ale moje dziecko do żłobka nie pójdzie, do przedszkola miejskiego też nie bo nie mieszkamy w mieście, a gminnego nie ma i koniec kropka.

Oboje pracujemy i tutaj mam na pewno o niebo lepiej ale opiekunkę znaleźć muszę i pewnie też z połowa pensji pójdzie. Poza tym do domu będę wracać różnie. Właśnie uświadomiliśmy sobie, że musimy kupić drugie auto bo mąż teraz dojeżdża do pracy do Szczecina, ja będę dojeżdżać do Stargardu ::)

Wracać zbyt wcześnie nie będę, a jak pójdę na studia to mi jeszcze co drugi weekend odpadnie ale wiem na co się piszę i robię to z pełną świadomością. Nie mam zamiaru komukolwiek doradzać jak ma sobie życie poukładać bo to nie moja sprawa, a że komuś czasem źle to chyba ma prawo się pożalić, nie ???

Offline ooppoonnkkaa Kobieta

  • Traktuj ludzi tak jak byś sam chciał być traktowany...
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 29.07.2006
Odp: Dyskusje...o życiu...
23 grudnia 2010, 13:34
Pewnie, że nie skorzystam bo nie mogę. Ale większość boli jak ktoś nie robi tego co dla reszty jest normalne i proste do wykonania.

Kaśka nie poczułam się urażona. Chyba nie mam czym? Nie korzystam z wielu rad tutaj bo są one w mojej sytuacji nie do spełnienia. I tyle. Ale nie każdy wie o mnie wszystko po 3 postach na krzyż a tak się większości wydaje.
Ale po co kontynuować temat mojej osoby. Nie można nigdzie napisać, że żyje się w chorym kraju bo zaraz miliard postów atakujących dlaczego się narzeka... jak są powody to się narzeka i tyle.

A Mariola chyba nie do Ciebie pisała akurat.

Offline Mariolka Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
23 grudnia 2010, 13:40
KAHA dokładnie
Ja w ogóle nie odnosiłam się do Ciebie
nic takiego przecież nie napisałaś, co mogłoby urazić oponkę
przynajmniej Ja tak uważam
miałam na myśli całokształt wątku

Odp: Dyskusje...o życiu...
23 grudnia 2010, 14:03
Albo ewentualnie mieć znajomości lub ustawionych rodziców, którzy dadzą na start wszystko, na co szarak musi pracować całe życie.

O tak, czasami zazdroszcze takim znajomym, co to rodzice kupili im mieszkanie/dom + jeszcze dali na remont i na wakacje...ja musze na wszystko z mezem sama zapracowac, a potem oni sie dziwią, że co roku nie jezdzimy na Majorke ::)
"Travel is the only thing you buy that makes you richer"

Offline Mariolka Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
23 grudnia 2010, 14:49
anusiaaa my te z na wszystko sami pracujemy
ale Ja nie zazdroszczę...
przynajmniej nikt mi potem nie wypomnie,że coś komuś zawdzięczam

Offline Vall Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
23 grudnia 2010, 14:53
Dokładnie... wszyscy Ci w naszym otoczeniu, którzy faktycznie się dorabiają pracują całe dnie, dzieci nie widują... tylko w weekendy. Takie życie niestety.

niestety tak to wygląda... czasem nawet nie maja tych weekendów....
Ja uważam, ze to nie wina naszego kraju...ale c'est la vie, po prostu!

Ja podziwiam te wszystkie z Was, które zostają w domach z dziećmi. Podziwiam w pozytywnym sensie! wg mnie nie ma cięższej pracy niż całodobowa opieka nad dzieckiem. W życiu nie zdobyłabym sie na taki wysiłek. Rok w zupełności wyczerpał moją energie i pokłady cierpliwości.

Mam szczęście, że mam nienormowana pracę i mimo dwóch etatów udaje mi sie spedzać z dzieckiem więcej niz godzine, dwie dziennie... ale bywa i tak, że nie ma mnie w domu po kilka dni... jestem w rozjazdach.... Czas spędzony w komplecie, z całej naszej trójki można policzyć na palcach... Ja mam więcej czasu w tygodniu, w weekendy z młodym zostaje tata, ja pracuje all day long, często poza miejscem zamieszkania...

Ale może zabrzmi to brutalnie ... ale lubie te moje wyjazdy, jest to chwila dla mnie..męcząca-pracująca... ale podobnie jak rybka - czuje wiatr w żaglach, wiem, ze robie cos dla siebie, ale i dla nas!! Dzieki temu możemy realizować nasze plany....

Owszem często targają mną sprzeczne uczucia... ciesze sie, rozwijam, ale  miewam poczucie winy, choć może źle to ujęłam... hmm.. po prostu zdarza się, że tęsknie za synkiem... ale przechodzi mi bardzo szybko, gdy jestem zbyt długo... z nim sam na sam ;-)


Odp: Dyskusje...o życiu...
23 grudnia 2010, 15:22
anusiaaa my te z na wszystko sami pracujemy
ale Ja nie zazdroszczę...
przynajmniej nikt mi potem nie wypomnie,że coś komuś zawdzięczam

dlatego Mariolka, napisalam "czasami" zazdroszcze ;) bo potem zdaje sobie sprawe, ze dalam sobie rade ze wszystkim SAMA.
"Travel is the only thing you buy that makes you richer"

Offline Vall Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
23 grudnia 2010, 15:24
dalam sobie rade ze wszystkim SAMA.

o tak..to jest największa satysfakcja!


Offline chlebosia Kobieta

  • Mąż i żona to jedna dusza w dwóch ciałach...
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 16.08.2008
Odp: Dyskusje...o życiu...
23 grudnia 2010, 15:41
Dlatego ja się cieszę,że mam zawód jaki mam i który wybrałam z pełną świadomością.nie jest może dla innych niczym szczególnym,ale dla mnie jest.dzięki mojej pracy,spędzam w szkole 4-5 godzin dziennie i wracam do domu,albo od rana do 12 pracuję,albo od 11 do 15.-jestem nauczycielem w kl I-III. mam czas i na pracę i czas dla dziecka i bardzo mi z tym dobrze. mój mąż pracuje często do 18-19 a teraz w okresie jesienno zimowym pracuje za granicą.  w weekendy lub w sezonie" dorabiam " jako wizażystka. teraz jeszcze kończę studia podyplomowe z terapii. jeśli ktoś chce pracować w zawodzie,to myślę,że warto zastanowić się przed studiami czy w danym kierunku znajdzie pracę.zazwyczaj studia robimy takie by odpowiadały naszym zainteresowaniom,ale jak potem nie będzie z tego pracy to nie fajnie.mnie osobiście interesowały trzy kierunki ,wybrałam taki,w którym wiedziałam,że znajdę pracę i zrealizuję siebie.


I ja też czasem zazdroszczę tym,co im dali rodzice na mieszkanie itp - sama bym tak chciała,bo czemu niby nie

Offline ooppoonnkkaa Kobieta

  • Traktuj ludzi tak jak byś sam chciał być traktowany...
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 29.07.2006
Odp: Dyskusje...o życiu...
23 grudnia 2010, 20:18
Ja też sama na wszystko pracuję... od 17 roku życia... więc nikt mi nie wmówi, że nie jestem zaradna. Ale wszystko się zmienia i raz ma człowiek więcej możliwości a raz mniej, raz więcej siły a raz mniej, raz więcej zdrowia a raz mniej...

Zawsze człowiek się cieszy jak zapracuje sam na wszystko ale gdybym miała jakąś działkę po dziadkach, mieszkanie itp... napewno byłoby to mega szczęście bo nie miałoby się teraz problemów.

Dlatego ludzie ze wsi bardzo często dostają dużą pomoc, bo tu trochę ziemi się odda, tu część sprzeda itp... mnóstwo moich znajomych tak ma. Mieli rewelacyjny start, bo ziemia to największa inwestycja i najlepsza

Offline tete Kobieta

  • "Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań."
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 2.06.2007
Odp: Dyskusje...o życiu...
26 grudnia 2010, 17:41
ale ,ze Wam się chce licytowac jak przekupy na targu..która ma lepiej która bardziej samodzielna....itp...która musi sama na wsio zarobic.

Matko,ŻYCIE SIĘ TOCZY szybciej lub wolniej,w miejscach gdzie jest praca albo nie,gdzie są żłoby alby nie,gdzie sie dzieci dostaną do przedszkola lub nie...czasem jest jak u agi ze okolicznosci sa do bani,czasem  sie wybiera 'siedzenie z dzieckiem' itp..

Czasem tescioWa /mama zostaje z dzieckiem (i nie piszczcie mi tu ze "to nic wielkiego" i ze ';samemu sie dochodzi do wszystkiego" bo taka mamA alub tesciwoa to ok 1000zł W KIESZENI I SWADOMOSC TEGO ZE MA SECRE NA DLONI DLA DZIECKA.i DOBRZE jesli Bóg da ze mama/tesciowa moze zostac z dzieckiem,gorzej jesli nie ma szans realnych na powrót do 'starej pracy') ,jest jedna pensja i zero prespektyw.

Dlamnie jest sprawa jasna,trzeba zakasac rękawy,pomyśclec,pochodzic po UP,poszukac dofinasowania,
zrobic cokolwiek aby ROBIC COS.(wiem ze masło maślnane).

Aby nas ten stan ie doprowadzil do frustracji i zlosci.

Sama siedze 3lata w domu,nie czuje sie ani matka polką ani sfrustrowana karierowiczka której sie nie udalo...czuje sie normalnie.Znaczy na swoim miejscu..
Nikt nie lubi samotności. Ja tylko nie próbuję się z nikim na siłę zaprzyjaźniać. To prowadzi do rozczarowań.

Offline karolina5600 Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
4 lutego 2011, 22:36
Powiem tak, od 16 roku życia pracuję (przez moją matkę), dorabiałam gdzie się dało ulotki, drukarnie, promocje. Zawaliłam przez to technikum po którym miałam perspektywy do znalezienia DOBREJ pracy. Miałam nie całe 18 lat jak zamieszkałam z moim narzeczonym. Powiem wam tak, dopiero we wrześniu 2010 roku zapisałam się do LO, ale nigdy wcześniej nie miałam problemu ze znalezieniem pracy. Nie mówię tu o pracy na produkcji czy w spożywczym czy w MC' Donald. To zależy jakim człowiekiem postrzegają nas inni ludzie. Pomimo nie skończonej szkoły. Nie uważam się za osobę głupią czy też jakąś nie doinformowaną, upośledzoną ? Po prostu tak mi się życie potoczyło. Można skończyć studia i dalej być głupim jak but. Mało takich co przez znajomości na studia, czy tam do pracy się dostają.

Pozdrawiam

Offline Mariolka Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
4 lutego 2011, 22:44
Karolina popieram ...i się zgadzam

Offline karolina5600 Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
4 lutego 2011, 23:12
Dzięki ;) taka prawda, jak komuś się nie chce pracować to trudno. W tych czasach za darmo nic nie ma. Co do studiów też trzeba patrzeć jaki jest rynek pracy, jakie zapotrzebowanie na dane stanowiska. Co z tego że mi się podoba np "archeologia" jak pracy żadnej po tym kierunku nie znajdę. Ja np myślę o czymś związanym z księgowością, rachunkowością. Chociaż matematyki szczerzę nienawidzę  ;D Ale daję rade, o dziwo  :P

rybkawiedenka

  • Gość
Odp: Dyskusje...o życiu...
4 lutego 2011, 23:15
Karolina masz wiele racji, aczkolwiek nie we wszystkim sięz Tobą zgodze. Natomiast kierunek studiów rzeczywiście nie zawsze wiąże nas z zawodem. Ja po 11 latach psychologii zajmuję się finansami i administracją  ;D

Offline karolina5600 Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
4 lutego 2011, 23:22
Wiadomo, to co nam się wydaje najlepsze nie raz okazuje się nie tym co chcielibyśmy w życiu robić. Nie rzadko kierunek studiów jest wybierany pod presją rodziców. Ale nie raz się spotkałam z tym że koleżanka czy kolega ze szkoły poszli na swój wymarzony kierunek studiów i stwierdzili że jednak to nie to.

Odp: Dyskusje...o życiu...
5 sierpnia 2011, 23:52
Karolina masz wiele racji, aczkolwiek nie we wszystkim sięz Tobą zgodze. Natomiast kierunek studiów rzeczywiście nie zawsze wiąże nas z zawodem. Ja po 11 latach psychologii zajmuję się finansami i administracją  ;D

Ja ostatnio stwierdziłam, że mogłam otworzyć listę studiów, zamknąć oczy i celować w cokolwiek. I tak pewnie będę bezrobotna, albo nie będę pracować w zawodzie.  ;D ;D ;D ;D ;D

Offline Lirene Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
30 kwietnia 2012, 19:32
Teraz kiedy już na dobrę muszę się zająć organizacją slubu mam ochote rzucić to wszystko i pojechać z narzeczonym na jakąś bezludna wyspę, tak mnie zniechęcają te wszystkie formalności, jednak z drugiej strony chciałabym, żeby wszyscy bawili się dobrze i miło spędzili czas, to bardzo wazne!

Offline MAGGDA Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
5 września 2012, 09:05
Powiem tak, od 16 roku życia pracuję (przez moją matkę), dorabiałam gdzie się dało ulotki, drukarnie, promocje. Zawaliłam przez to technikum po którym miałam perspektywy do znalezienia DOBREJ pracy. Miałam nie całe 18 lat jak zamieszkałam z moim narzeczonym. Powiem wam tak, dopiero we wrześniu 2010 roku zapisałam się do LO, ale nigdy wcześniej nie miałam problemu ze znalezieniem pracy. Nie mówię tu o pracy na produkcji czy w spożywczym czy w MC' Donald. To zależy jakim człowiekiem postrzegają nas inni ludzie. Pomimo nie skończonej szkoły. Nie uważam się za osobę głupią czy też jakąś nie doinformowaną, upośledzoną ? Po prostu tak mi się życie potoczyło. Można skończyć studia i dalej być głupim jak but. Mało takich co przez znajomości na studia, czy tam do pracy się dostają.

Pozdrawiam

a ja nie przez mamę tylko z własnej chęci odkąd skończyłam 15 lat to gdzieś dorabiałam - a to zbierałam owoce, a to składałam rysunki w biurze projektowym, potem zastępowałam sekretarkę na urlopie, a to pomagałam w sklepie, na studiach dawałam korki, robiłam tłumaczenia. i nie dlatego, że MUSIAŁAM. Chciałam. a to chciałam martensy, a to firmowe jeansy któe tak naprawdę nie były potrzebne. i na dobre mi to wyszło bo nauczyło mnie pracy - nie boję się łapać czegokolwiek mimo, że pracuję w zawodzie. i moje dziecko na pewno będę namawiać do dorabiania. nie zmuszac broń Boże!! jak mnie bedzie stać dziecko będzie miało na podstawowe "wymysły" - ale na swoje "wybryki" będę chciała, żeby odkładało pieniążki z kiszonkowego, ew cos dorobić. to uczy zaradności w zyciu

Offline Mariolka Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
5 września 2012, 09:22
MAGGDA ale jest różnica wg nie jesli dziecko idzie dorobić na swoje wybryki, typu markowe jeansy itp
a co innego jak musi zarobić na swoje podstawowe potrzeby, jak ubrania, podręczniki, itp
bo te rzeczy powinni zapewnic rodzice
a przykre jest jak zasuwa dzieciak a z tych pieniędzy wlasnie nie może sobie kupić niczego dla przyjemności
bo uważam ,że mając 15 lat, to trzeba się głównie kształcić

Ja odrózniam te 2 sposoby dorabiania

Offline MAGGDA Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
5 września 2012, 09:37
zgadza się dlatego ja napisałam, że nie MUSIAŁAM dorabiać - sama chciałam, bo też rodzice nie dali mi wszystkiego co sobie zażyczyłam. ja tylko miałam w zamierzeniu przekazać, że dzieciom nie powinno dawać się wszystkiego czeo sobie zażyczą, trzeba je nauczyć pracować. bo potem są takie sytuacje jak moja współlokatorka ze studiów - bardzo zdolna dziewczna, jedna z lepszych na studiach, mogła uczyć angielskiego, tlumaczyc, ale nie ona tylko narzekala ze nie ma kasy (bo rodzice mało jej dawali bo nie mieli) ale spała do południa, popołudniami po zajęciach wiecznie  w necie siedziała lub tv oglądała w czasie kiedy ja studiując dwa kierunki wstawałam na 7 rano b pracowałąm na pół etatu na budowie, potem szłąm na uczelnię, potem jeszcze korki... do tego był okres że ciężko chorowałam... ale dałam radę i się pracy nie bałam - wtedy miałam kasę na dodatkowe ubrania, wyjazdy. mi o to chodzi. mi rodzice dali wszystko żeby żyć normalnie dzięki Bodu, ale wymagali, żeby oszczędzać.

to, że rodzice każą zarabiać bo im się nie chce dawać kasy, lub nie mają możliwości lub cokolwiek innnego - to inna sprawa. mnie rodzice nauczyli, że najpierw potrzeby dziecka potem oni - pamiętam czasy, że mnie na angielski wysyłali, a sami nie mieli w co się ubrac - ale to było ważniejsze

nie chcę żebyście mnie żle zrozumiały

Offline Mariolka Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
8 września 2012, 18:54
Ja też dorabiałam
zbierałam truskawki(ciężka robota -nie powiem), sprzedawalam kurczaki z rożna, potem na budzie z hamburgerami(na nocki)

Offline MAGGDA Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
8 września 2012, 19:15
i zle ci to zrobiło??? bo ja uważam że mi taka praca dobrze zrobiła. a jaka dumna byłam np z moim big starów czy martensów!!!

ps. ty truskawki a ja maliny :))))

Offline dziubasek Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
8 września 2012, 19:39
Ostatnio miałam podobne przemyślenia widząc jak 18letni syn mojej koleżanki ciągnie od niej wiecznie kasę, której po prostu nie ma, a całe wakacje przebalował, albo przeleżał do góry brzuchem...

Moi rodzice nigdy na mnie nie oszczędzali, mogła mieć wszystko co chciałam... a mimo to czułam wielką potrzebę zarobienia na swoje potrzeby sama i już jako 17 latka pracowałam po 3 weekendy w miesiącu, całe wakacje, aby móc sobie pozowlić na "luksusy" ;) Wakacje studenckie wyjeżdżałam za granicę pracując w fabrykach, na farmach byle tylko zarobić na swoje własne m... co zresztą wspólnie z ówczesnym narzeczonym nam się udało. Mając 22 lata mieliśmy swoje gniazdko podczas gdy większość naszych znajomych tylko wypominała nam "szczęście" (no bo przecież praca w wakacje po 14 godzin na dobę w koszmarnych warunkach wcale się do tego nie przyczyniła)  podczas gdy sami byli na utrzymaniu rodziców nie hańbiąc swoich studenckich rączek pracą ;)
Chciałabym, aby moje dzieci też dorabiały i zapracowywały na swoje większe wydatki. nie wyobrażam sobie fundnąć dziciom np. samochodu, mieszkania nawet jak byłoby mnie na to stać. Dołożyć się? Nawet jak miałoby to  być 90%- nie ma problemu, ale chciałabym, aby znali wartość pieniądza, a tego nauczyć się da tylko przez pracę i wyrzeczenia, niestety.

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • Total likes: 0
  • data ślubu: 30 września 2006
Odp: Dyskusje...o życiu...
8 września 2012, 19:55
a ja zrywałam porzeczki do skupu...miałam 15 lat...maaatko jak marnie za nie płacili wówczas... ::)  zarobiłam na piłkę do soccera...

Dziubas zgadzam się z Twoją teorią co do wychowywania dzieci...

Offline MAGGDA Kobieta

Odp: Dyskusje...o życiu...
10 września 2012, 10:39
Chciałabym, aby moje dzieci też dorabiały i zapracowywały na swoje większe wydatki. nie wyobrażam sobie fundnąć dziciom np. samochodu, mieszkania nawet jak byłoby mnie na to stać. Dołożyć się? Nawet jak miałoby to  być 90%- nie ma problemu, ale chciałabym, aby znali wartość pieniądza, a tego nauczyć się da tylko przez pracę i wyrzeczenia, niestety.

no włąśnie ja tak samo myśle... i uważam, że rodzice moi właśnie mnie tak wychowywali...