e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: "za chlebem"  (Przeczytany 33033 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:07
a ja właśnie zrobiłam licencjat ma podobno najbardziej rozwojowy  i nowoczesny zawód w polsce bo jestem logistykiem ale generalnie pracy dla mnie nie ma bo muszę mieć doświadczenie
studiowałam zaocznie i pracowałam w sklepach z ciuchami (najpierw poznań, potem rodzinne miasto) nie było łatwo studiować, nawet zaocznie, i pracować w soboty i niedziele nie uważacie?????????
ale się dało bo się chciało mimo iż mama wcale nie zmuszała mnie do pracy
ona ma na szczęście tak dobry zawód (jest mgr farmacji) że pracy dla niej nigdy nie zabraknie

teraz w czerwcu urodzę dzidzie i w pażdzierniku chce wrócić na studia i zrobic magisterke a potem zobaczymy
jakoś zawsze jak szukałam pracy to prędzej czy poźniej się znajdowała
wiem że muszę zacząć od zera żeby wspiąć się wyżej i taki jest mój zamiar

Offline **sloneczko** Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 02-05-2007
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:08
Cytat: "asia"
Co do studiów - zazwyczaj studenci studiów dziennych są na utrzymaniu rodziców.
jasne ale co jeśli rodzicom jest trudno i młody człowiek po prostu musi iść do pracy żeby odciążyć trochę rodziców? to musiałby wieki na studia zarabiać gdyby jego pensja wynosiła 600 zł.
Cytat: "asia"
Ale takie są realia - podejmując taki kierunek studiów i zamierzając pracować później w zawodzie zdawałam sobie sprawę z zarobków

Ja dokładnie tak samo. Dlatego też jeśli nie praca w zawodzie tylko męczarnia jakaś to przynajmniej kasa żeby była przyzwoita.

Offline MMarta

  • użytkownik
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:10
Cytat: "asia"
A ja myślę, że ten z mgr ma prawo mieć większe wymagania od tego, który jeszcze studiuje... To chyba logiczne...skoro ma większe wykształcenie.


masz racje, ale niestety w Polsce ludzie na studiach mają o wiele lepsze perspektywy niż osoby po, zacząć pracę w trakcie studiów w dużych miastach a w Warszawie szczególnie nie jest naprawe trudno-jest masa ofert dla osób studiujących i niekoniecznie jest to praca typu barmanka/kelnerka/kucharz choć trzeba przyznac ze i w tych zawodach znacznie poprawiły sie zarobki i nie trzeba być Pamelą Anderson i dawać klepać się po dupie zeby nieźle zarabiać, ale zacząć pracę po studiach jest znacznie trudniej,własnie tego nie moge zrozumieć....

moim zdaniem, jesli ktos skonczył studia w dużym mieście i niestety musi wrócić do swojego miasta rodzinnego do 80 tys., gdzie niestety stare znajomości z LO się utraciło lub połowa kumpli nie wróciła z miast sowich studiów, mieszka sie u rodziców, nie ma 2 połówki w wieku 25,26 lat a poznac kogos nie jest łatwo bo i lokale oklepane i każdy każdego "zna" i pracuje nawet za biurkiem za  1200 zł na ręke to niech lepiej namówi kogoś ze znajomych i wyjeżdza stąd w 3 wiatry...bo takie życie to nie życie

Offline szajo Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 28.IV.07
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:16
Cytat: "asia"
To chyba logiczne...skoro ma większe wykształcenie.


O MY GOD... po studiach jak juz bede "bardziej wykształcona" zdania nie zmienie. Zreszta mam znajomych bardziej wykształconych... bo przecież co ja mam tylko średnie... i mysla jak ja.. ze magister w polsce nie rowna sie pracy

Cytat: "asia"
Jesteś bardzo młoda więc kształcąc się w tym zawodzie na pewno o tym wiedziałaś


jaki kolwiek bym zawod wybrala tu kokosów bym nie zbiła :) no chyba że złodziej czy dealer narkotykowy albo polityk hehe  ;) no ale "niestety" mamusia również nauczyciel dypolomowany dobrze mnie wychowała ;) zreszta wybieralam kierujac sie tym co lubie a nie ile po tym bede miala kasy

Cytat: "asia"
jest on świetnie opłacany np. w Anglii


a jest znam z autopsji

Cytat: "asia"
a nie w Polsce


no niestety tu póki co dostałabym darmową praktykę parzenia kawy ;) albo robienia czegoś za pracowników co jest banale i nuuuuuudne i długo się robi....
również znam z autopsji ;)

Cytat: "asia"
więc chyba Polska Ciebie w tym względzie nie rozczarowała?


nie ... moje plany i oczekiwania co do zawodu nie zmieniły się od podstawówki  :brewki: ale to co się wyrabia w kraju nie idzie w dobrą stronę i jak podejmując ostateczną decyzję o zawodzie miałam jeszcze nadzieje i optymizm... teraz go zabrakło... widze co sie wyrabia i ręce załamuję... Na ekranach tylko Łyżwiński, Giertych, Wielgus... tylko aferami się zajmują....

Cytat: "asia"
A ja myślę, że ten z mgr ma prawo mieć większe wymagania od tego, który jeszcze studiuje... To chyba logiczne...skoro ma większe wykształcenie.


wiesz co nie zrozumiałas mnie od samego początku... i wolałabym tą dyskusję uciąć.
do mgr inż brakuje mi roczek... ale plany i oczekiwania co do pracy mogę mieć... znam rynek świetnie się orientuję co będę mogła jak już bede ta lepsza z mgr. I jak Beth od czasu studiów mysle co tu robic zeby miec lepsze CV. Za moje cv do Angli przyjeli mnie z otwartymi rekami mimo ze nie mam mgr i jeszcze etat po skończonych studiach proponują...

Asiu... mamy swoje wizje apropo przyszłości... ja mam zamiar jeszcze wrócić do kraju... ale chociaż chcę sobie ułatwić start i spłacić mieszkanie i zarobić na to po za granicą bo tu jest po prostu ciężko... nie chce sie sprzeczac kto ma racje.. bo widze ze ani ja Ciebie nie przegadam ani Ty mnie... jest jak jest...
 :brewki:

Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:16
a i jeszcze jedno przeciez w innych krajach (zachodnich) większość studentów zaczyna pracę w trakcie studiów
to tylko u nas studenciki są pod kloszem i przez 5 lat się obijają
a teraz nawet głupie doświadczenie jako sprzedawca duzo daje bo pracodawca wie że nie boisz się ciężkiej pracy i jesteś obrotny

Offline asia Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 10.09.2005r.
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:20
Podoba mi się Twoje podejście Jagódko - studiowanie i pracowanie równocześnie naprawdę nie jest łatwe! Wiem coś o tym... Ale wystarczy chcieć! Zagryźć zęby i zasuwać! Bo nie ma NIC za darmo!
Ja Słoneczko studiowałam zaocznie i pracowałam w szpitalu psychiatrycznym jako salowa za około 500 zł/miesięcznie (obniżali nam pensje sukcesywnie - zaczynając pracę w 1995 roku miałam na rękę, razem z super premią około 800 zł...potem było coraz mniej...).. I dlatego wiem doskonale, że życie nie jest łatwe i proste...
Ale teraz doceniam swoja pracę za 1300 zł i robię staż na nauczyciela dyplomowanego aby zarabiać 300 zł brutto więcej... Może kiedyś zmienie zawód, może się "wypalę" ... Ale deneruje mnie częste podejscie ludzi "mi się należy"...bo jak narazie to tyle się każdemu należy ile sam sobie wypracuje...

Offline redzia Kobieta

  • Gosia
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 02.09.2006
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:21
Cytat: "jagodka24"
a i jeszcze jedno przeciez w innych krajach (zachodnich) większość studentów zaczyna pracę w trakcie studiów


I tutaj sie mylisz, bo z tego co zauwazylam, to w Irlandii mlodziez zaczyna prace juz w szkole sredniej. Nastolatki pracuja 4 godz wieczorem, lub 8 godz w łikendy. Nie musza tego robic, bo maja dzianych rodzicow, ale pracuja i to mi sie tutaj podoba  :brawo_2:

Offline szajo Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 28.IV.07
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:21
Cytat: "jagodka24"
to tylko u nas studenciki są pod kloszem i przez 5 lat się obijają


Elu  :brewki: nie wszyscy...... nie wszyscy....
ja i połowa mojego roku dorabia sobie
albo dla siebie żeby umieć coś w praktyce a przy okazji marny grosz jest
by mieć doświadczenie bo w Polsce przecież każdy szukający musi mieć 2 lata doświadczenia ;) (z reguły)
a i tak większość wyfrunie z kraju...

Offline MMarta

  • użytkownik
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:23
Cytat: "jagodka24"
a i jeszcze jedno przeciez w innych krajach (zachodnich) większość studentów zaczyna pracę w trakcie studiów
to tylko u nas studenciki są pod kloszem i przez 5 lat się obijają
a teraz nawet głupie doświadczenie jako sprzedawca duzo daje bo pracodawca wie że nie boisz się ciężkiej pracy i jesteś obrotny


nie masz racji..u nas studia stosunkowo są trudne w porównaniu do krajów zachodnich, wiem co mówie bo ode mnie z roku osoby wyjeżdzały na stypendia do niemczech czy francji -u nas na nauke musisz poświęcić znacznie więcej niz u nich, czy jednak system szkolnictwa jest lepszy tam (gdzie jest bardziej transparentny i uczysz sie tego co chcesz) niz u nas (gdzie uczysz sie mase rzeczy zbędnych) to temat na oddzielną dyskusje..

o tyle sie zmieniło w ostatnich latach, ze własnie pojawily sie oferty pracy dla studentów, kiedys kilka dobrych lata wstecz naprawde ciezko było znaleźć prace i niektrzy imali sie nawet "promocji", praca za barem byłą traktowana jako wyróznienie, teraz takim jest np. praca recepcjonistki w hotelu, takze jaks zmiana jest

Offline szajo Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 28.IV.07
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:23
Cytat: "asia"
Ale deneruje mnie częste podejscie ludzi "mi się należy"...bo jak narazie to tyle się każdemu należy ile sam sobie wypracuje...


i wyobraź sobie mnie to denerwuje... przynajmniej u ludzi zaraz po studiach z brakiem doświdczenia...

Offline asia Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 10.09.2005r.
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:29
Widzisz....skoro uważasz, że w naszym kraju tylko polityk, dealer narkotyków czy złodziej mogą do czegos dojść to faktycznie chyba mamy inne spojrzenie na świat.
A co do sprzeczania się - ja się nie sprzeczam tylko piszę to co myślę... I wcale nie uważam, że jestem "najmądrzejsza" i mam rację... Tylko jakoś tak myśle "Co z tą Polską będzie za kilka lat"...skoro większość Polaków albo ucieka, albo tylko wymaga nie dając nic w zamian, albo ma wszystko w d.... I tyle...

Offline MMarta

  • użytkownik
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:31
Cytat: "szajo"
Cytat: "asia"
Ale deneruje mnie częste podejscie ludzi "mi się należy"...bo jak narazie to tyle się każdemu należy ile sam sobie wypracuje...


i wyobraź sobie mnie to denerwuje... przynajmniej u ludzi zaraz po studiach z brakiem doświdczenia...


45 lat komuny to było najgorsze co mogło spotkac nasz kraj, te lata nauczyły 2 pokolenia Polaków takiego życia, a teraz także duża część dzieci ludzi żyjących w tamtych czasach postępuje podpobnie...ciągłe wyciąganie łapy, bo "mi sie należy", górnicy, kolejarze, cała masa pseudo urzędasów darmozjadów jaka żyła na koszt państwa pozostawiły duże piętno w Polakach, teraz też byle "rynta" czy emerytura albo minimalizm mam tyle i "starczy" albo co gorsza "czy sie stoi czy sie leży"..jasne nie jest dzisiaj łatwo, ale zostaje alternatywa wyjazdu, jesli ktos nie ma tutaj jakiegos startu, umie brac sie z życiem za bary -powinien spróbować...
trzeba walczyć i tym optymistycznym akcentem kończe dzisiejszy wywód w tym temacie

Offline Madzialena Kobieta

  • Prawdziwie kochasz wtedy, kiedy nie wiesz dlaczego...
  • maniak
  • data ślubu: 17.09.2005r.
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:31
Cytat: "**sloneczko**"
A można wiedzieć czym się zajmujesz?

 studiowałam pedagogikę wczesnoszkolną i przedszkolną, pracuję w zawodzie, obecnie w SP , w oddziale zerowym.

Wybierając te studia wiedziałam na co się piszę,,, zdawałam sobie sprawę z "wysokości" pensji..  ale przyznam, że bardziej  okropne  jest to, jak ludzie cię traktują.. całe studia słuchasz od wszystkich, że podjęłaś najgorszą z możliwych decyzji, że będziesz się "użerać z dzieciakami za grosze" itp. a ty tłumaczysz, że wiesz, co wybrałaś, że właśnie to chcesz robić.. chociaż i tak nikt cię nie słycha :drapanie: Potem po studiach zarabiasz właśnie te grosze.. i jeszcze czytasz na forach internetowych jakim to jesteś pasożytem..  :nie: masz pół dnia wolnego, wszystkie święta, długie wakacje, wszystkie weekendy.. pracujesz mniej niż pozostali i śmiesz się domagać podwyżki.. mało tego.. rodzice wiecznie mają pretensje: ze sala nie taka, że książki za drogie, że dziecko siedzi nie z tą koleżanką, że plan źle ułożony, że źle dzieci uczysz, wychowujesz, że masz złe metody,  itp.. :nerwus:

  Wszyscy mają wieczne pretensje o długie wakacje nauczyciela, wolne pomiędzy świętami, za krótki dzień pracy... a proszę bardzo.. mogę pracować w wakacje.. czy pomiędzy 27 a 31 grudnia.. tylko niech ktoś próbuje wprowadzić obowiązek uczęszczania dzieci do szkoły w tych dniach-zaraz będzie wielka afera..  :nerwus:
 Czy to moja wina, że ktoś tak to wymyślił? nie.. a czy moja wina, że dzieci przebywają w szkole 18 (I-III) czy 25 (zerówka) godzin a nie 40? Czy to moja wina, że do zajęć muszę przygotowywać się w domu, ponieważ w szkole nie mam gabinetu z komputerem, dostępem do internetu i drukarką oraz napędem CD i głośnikami lub innym sprzętem grającym. A konkretnie w mojej pracy są to sprzęty niezbędne...  :taktak:

 i czasem wolałabym przygotowywać się w szkole niż zmuszać męża do słuchania piosenek dla dzieci. ba.. obecnie jestem pozbawiona swojej drukarki i potrzebne rzeczy mąż drukuje mi cichaczem w swojej pracy...

  Ktoś powie, że się użalam, ale co tam.. ja lubię to co robię..moje dzieciaki są kochane  :skacza:  póki co staram się o mojej pensji nie myśleć.. raczej o tym, by mąż nie stracił pracy..

a zagranica?.. nie dla mnie...
wolę nasz Szczecin  :taktak: [/color]

Offline szajo Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 28.IV.07
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:34
Cytat: "asia"
skoro uważasz, że w naszym kraju tylko polityk, dealer narkotyków czy złodziej mogą do czegos dojść to faktycznie chyba mamy inne spojrzenie na świat.


jeeeej.... ŻART... żart

Cytat: "asia"
skoro większość Polaków albo ucieka, albo tylko wymaga nie dając nic w zamian, albo ma wszystko w d.... I tyle...


no cóż nie ja jedna mam takie plany... ale widzę jak jest... i że nie zmierza ku lepszemu... i nic się z tym nie robi...

[ Dodano: Pon Sty 08, 2007 10:36 pm ]
Cytat: "MMarta"
umie brac sie z życiem za bary -powinien spróbować...
trzeba walczyć i tym optymistycznym akcentem kończe dzisiejszy wywód w tym temacie


o tak... podpisuje sie obiema rękami ;)

Offline asia Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 10.09.2005r.
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:37
Brawo Madzialenko - Ty moja "siłaczko"  :skacza:

Offline szajo Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 28.IV.07
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:38
Madzialena te same studia jak my mother :) a jeżeli o prace nauczyciela chodzi to Cie rozumiem w 100% :)

Offline **sloneczko** Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 02-05-2007
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 22:49
Cytat: "asia"
Ja Słoneczko studiowałam zaocznie i pracowałam w szpitalu psychiatrycznym jako salowa za około 500 zł/miesięcznie

Ja się przyznaje, że na początku studiów nie szukałam pracy. Zaczęłam szukać jakieś 2 lata temu. Pracowałam na świetlicy (staż z PUP) za 470 zł ( o który walczyłam pół roku), potem w sklepie z ciuchami za 650. I gdyby nie to, że kierowniczka nie zwalniać mnie raz w miesiącu w sobotę do szkoły to pewnie nadal bym tam pracowała.

MMarta też ma sporo racji odnośnie poziomu nauki naszych studentów i tych z Zachodu

jagodka24 ja bardzo chętnie poszłabym do pracy. I cały czas jej szukam, ale to nie jest łatwe. Nie mam wielkich wymagań. Ale tu jest ciężko. Albo źle, że student, albo narzekają że bez doświadczenia. Paranoja

 asia a tak z innej beczki. Skor nie wyjazd to co? Jak młode małżeństwo ma się tutaj usamodzielnić? Ile lat mają zbierać kasę na wyposażenie mieszkania, ile lat musza pracować, by wreszcie awansować i wziąć kredyt mieszkaniowy na połowę życia? Jak młode małżeństwa mają decydować się na dzieci? Skoro w wieku 24-25 lat się kończy studia, zanim człek awansuje i zarobi na meblosciankę, piecyk gazowy i TV to bedzie już prawie 30-stka na karku, a gdzie dzieci?? Ja już od dawna marzę o dziecku, ale jak za co??

Offline asia Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 10.09.2005r.
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 23:04
Wiem Słoneczko, że ciężko jest młodym małżeństwom w Polsce... I to jest naprawdę smutne... Jeśli nie wyjazd to co pytasz? Nie wiem... naprawdę nie wiem... Ale znam wiele młodych małżeństw, które jakoś sobie radzą... Jednym jest łatwiej innym ciężej ale jakoś żyją i nie jest to życie na bardzo niskim poziomie... A skąd mają pieniądze...nie wiem - nie rozmawiam ze znajomymi o pieniądzach ale sądzę, że nie kradną ... ;)

Offline **sloneczko** Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 02-05-2007
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 23:23
No właśnie. My też sobie radzimy, bo jesteśmy na utrzymaniu rodziców, z brakiem perspektyw na lepsze jutro i determinacją, by wreszcie to zmienić.
By zmienić a nie zmieniać latami.
Cytat: "asia"
ednym jest łatwiej innym ciężej

No właśnie, ja podałam konkretne liczby, przykłady, stronę naszego PUPu, ofertę jaką dostał mój A. za całe 420 zł. Chyba należymy do tej drugiej kategorii.

asia a jak u Ciebie wygladało usamodzielnianie? Czy wyobrażasz sobie młodych ludzi zarabiających razem 1500 zł których stać na własny kąt? Można wynająć tanio kawalerkę i żyć od 1 do 1. Bo za ta kasę nic więcej

Offline asia Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 10.09.2005r.
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 23:41
Nie za bardzo chcę się "uzewnętrzniać" publicznie ale mogę powiedzieć jedno - łatwo w życiu nie miałam .... Teraz jest dobrze bo mam cudownego męża, dbamy o siebie nawzajem i staramy się realizować swoje plany... Na pewno mielismy lepszy start niż większość młodych ludzi ponieważ oboje posiadaliśmy mieszkania - to jest baaaardzo dużo... Tomek na swoje mieszkanie zarobił sam, ja nie musiałam bo Tata mi je kupił... Ale to moje mieszkanie nadawało się do całkowitego remontu a Tata zrobił tylko remont podstawowy - podłogi i ściany... Resztę robiłam baaaardzo powolutku sama (wieczne kredyty - jeden spłacałam to brałam drugi) ... Ale byłam (i jestem) szczęśliwa, że mam swój kąt... mimo, że przez 5 lat mieszkałam bez ogrzewania a znajomi, którzy mnie odwiedzali musieli siedzieć w kurtkach bo było tak zimno...
Nie podam Tobie "recepty na szczęśliwe życie".... ale myślę, że jeśli naprawdę się czegoś chce i ma się ukochaną osobę przy boku to wiele marzeń da się zrealizować...

Offline **sloneczko** Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 02-05-2007
"za chlebem"
8 stycznia 2007, 23:55
Cytat: "asia"
ponieważ oboje posiadaliśmy mieszkania
no właśnie. I oto chodzi. Wiadomo, że pewnych rzeczy się człek musi dorobić, można spać kilka miesięcy na materacu, bo akurat zakup wanny czy lodówki jest ważniejszy. My staramy się czasem cosik kupić do mieszkania którego jeszcze nie mamy, więc magazynujemy już komplety pościeli, zastawę itp. Ale jak zarobić u nas na ten własny kąt? Mając swoje mieszkanie byłas minimum 300-400 zł do przodu (bo nie musiałaś spłacać rat) i tą kase mogłaś przeznaczyć na remonty.  A ja pytam jak przy pensji 700 + 700 można się usamodzielnić. Choć nawet te kwoty wydają mi sie wysokie biorąc pod uwagę ostatnie oferty pracy, jakie spotykaliśmy

Offline asia Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 10.09.2005r.
"za chlebem"
9 stycznia 2007, 00:04
Słoneczko - myślę, że powinnaś zacząć bardziej optymistycznie patrzeć na życie! Życzę Ci tego. Bo nie ma dla mnie nic gorszego jak tylko ciagłe narzekanie...
A mieszkanie "dostałam" poniewaz gdzieś mieszkać musiałam po śmierci Mamy i przeprowadzki Taty do domu nowej żony a mój brat przeprowadził się do swojej dziewczyny.... Wtedy sprzedaliśmy mieszkanie rodzinne i Tata kupił mi kawalerkę w starym budownictwie...  Nasze rodzinne mieszkanie było bardzo ładne ale niestety nie stać nas było na jego utrzymanie... Ja zarabiałam 500 zł i miałam rentę po Mamie - około 300 zł...musiałam zrobić opłaty, utrzymać się.... Na remonty naprawdę niewiele zostawało... Faktycznie - start miałam lepszy ale TYLKO a może AŻ o to mieszkanie...

Offline aneta_81 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 22.07.2006
"za chlebem"
9 stycznia 2007, 08:55
moze i ja wtraca swoje 3 grosze.
W Polsce nie jest latwo - to niezaprzeczalny fakt. Standard zycia np. w Anglii (podaje ten przyklad bo tam bylam i na wlasne oczy widzialam ) jest o wiele wiele wyzszy. Kazdy kto ma tam prace moze zyc godnie i stac go na wynajecie mieszkania, jedzenie, ciuchy ..........  

Wszystko zalezy od tego, jak ktos jest bardzo przywiazany do miejsca, w ktorym zyje lub w ktorym sie wychowal. Nie mozna generalizowac, ze lepiej zostac, czy lepiej wyjechac.

Ja wyjechalam i mimo, ze zarabialam o wiele wiecej niz  w Polsce, bardzo chcialam wrocic.............. i nigdy juz nie chcialabym pojechac tam do pracy zarobkowej!

Ja akurat mialam szczescie bo skonczylam studia :Budownictwo drogowe, a w tej chwili ruszyla budowa drog i autostrad (na nasze szczescie) i znalazalm dobra prace w rozwijajacej sie firmie i nie narzekam na zarobki. Atmosfera w pracy swietna, szefostwo super....... A w Anglii mimo, ze wszyscy byli dla mnie bardzo mili....... czulam sie jak biedny Polak, ktory jest na łasce wspanialomyslnych Anglikow! Strasznie mnie to zdolowalo, ze tyle sie meczylam i teraz z tytulem mgr inż. mogę zmywać po nich gary. Nie chodzi mi o to, ze to jakas ciezka praca, ale o to, ze chcialam do czegos dojsc w zyciu, cos osiagnac. Byc zadowolona z samej siebie ;)

Ale mam wielu znajomych co wyjechali i chca tam zostac, no coz, ich wybor........

Kazdy ma swoje zycie i kazdy podejmuje decyzje sam za siebie. Niech kazdy uklada zycie po swojemu.
Koniec kropka :hahahaha:

Offline goni@ Kobieta

  • bywalec
  • data ślubu: 23.09.2006
"za chlebem"
9 stycznia 2007, 09:02
Nie wyjechałabym za granicę ...Pewno,że tam lepsza płaca,ale ja nie potrafię tak z dala od rodziny,przyjaciół,znajomych...
Wiem,że ciężko by mi było opuścić kraj nawet na krótki okres czasu...
To tak jak ze zmianą miasta...przeprowadziłam się prawie 3 lata temu a wciąż tęsknię i nie mogę przywyknąć...A co dopiero obcy kraj....   :nie:

Offline Maja Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 28 sierpnia 2004r.
"za chlebem"
9 stycznia 2007, 09:26
Przeczytałam, przebrnęłam i powiem co ja myślę. Nie chciałabym wyjeżdżać za granicę w poszkiwaniu lepszego życia, bo wcale tak różowo nie jest. Mój tato pracował kilka lat w Niemczech, nie będę pisac co i jak ale kokosów na tym nie zbił. Teściowa od 15 lat mieszka za granicą i co z tego jak sałata kosztuje ją nawet 7 euro? Opłaty, podatki...wszystko to jest okropnie drogie tzn. porownywalne do tych o niebo lepszych zarobków. Czynsz w granicach 1000 euro w małej mieścinie jest normą, więc co mi po takich zarobkach?
Ja nie mogę narzekac na życie w Polsce. Pracuję od 18 roku życia, małż podobnie i być może dlatego nie mam postwy roszczeniowej. Nie uważam, że coś mi się należy. Za studia płaciłam sama. Zaczynałam pracować za 600zł i nie narzekałam na nadgodziny i nie płacone delegacje, teraz mam świetną pracę w niespełna 80 tys. mieście, które niektórzy nazywają sypialnią Szczecina. Małż tez pracuje "na miejscu" i czasem jego premia jest większa niż moja pensja...jestem zadowolona z mojej pracy, robię to co lubię, mam świetnego szefa - owszem są dni gorsze, ale nie psiocze wtedy "Co z tą Polską", nie- biorę życie takim, jakie jest - nie idę na łatwiznę.
Jesteśmy trzeci rok po ślubie, oboje mamy pracę, autka i dom. Dom otrzymaliśmy w spadku ale wymagał genrelnego remontu, który kosztował nas tyle, co budowa nowego małego domku - wzięliśmy kredyt i spłacamy, nie są to jakieś tragiczne kwoty. Planujemy wakacje i powiększenie rodziny, planujemy naszą przyszłość. Za granicę mogę jechać opalać się lub zwiedzać. Moje kilkakrotne pobyty uświadomiły mi, że nigdy nie byłabym traktowana na równi i to mnie boli najbardziej. Tu jestem u siebie, mam wszystko czego mi potrzeba i dobrze mi z tym.

Offline **sloneczko** Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 02-05-2007
"za chlebem"
9 stycznia 2007, 09:34
Cytat: "Maja"
Jesteśmy trzeci rok po ślubie, oboje mamy pracę, autka i dom
Cytat: "Maja"
Planujemy wakacje i powiększenie rodziny, planujemy naszą przyszłość

no to gratuluję.
Cytat: "Maja"
Mój tato pracował kilka lat w Niemczech,

Mój pracuje cały czas. I skoro opłaca mu się pracować tam, utrzymywać siebie w Niemczech oraz mnie i mamę tutaj to chyba znaczy, że nie jest źle.
Cytat: "Maja"
bo wcale tak różowo nie jest.

Nie jest łatwo, bo się tęskni za ludźmi, za rodziną, przyjaciółmi. Zycie jest droższe, zgadzam się, ale zarobki są o tyle wyższe że można żyć nie martwiąc się o to, czy starczy pieniędzy do następnej wypłaty.

Cytat: "Maja"
nie idę na łatwiznę.

A myslisz, że wyjazd daleko daleko od domu to pójście na łatwiznę?

Offline Maja Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 28 sierpnia 2004r.
"za chlebem"
9 stycznia 2007, 10:17
Cytat: "**sloneczko**"
Mój pracuje cały czas. I skoro opłaca mu się pracować tam, utrzymywać siebie w Niemczech oraz mnie i mamę tutaj to chyba znaczy, że nie jest źle.


to nawet kwestia kasy nie jest - ale on tam a Wy tu, dla mnie to nie jest rozwiązanie. Poza tym mój tata po powrocie sam założył działalność i okazało się, że zarabia nawet więcej niż tam.

Cytat: "**sloneczko**"
myslisz, że wyjazd daleko daleko od domu to pójście na łatwiznę?


Tak myślę, bo tak w pewnym stopniu jest. Sama napisałaś, że nie możesz pracy znaleźć a za granicą jest łatwiej....

Uważam, że nie można czekać z założonymi rękoma i narzekać, że się nie da, że trudno, że pracy nie ma, a jak jest to źle płatna, w soboty albo kadra nie pasuje itp.itd.-to jest własnie typowe dla nas Polaków, czas to zmienić. Uważam, że jesteśmy jeszcze za mało kreatywni, mobilni. W Polsce zmiana miejsca zamieszkania, czy pracy w innym mieście to jakaś tragedia, ale wyjazd za granicę jak najbardziej - dziwne to jest, nie sądzicie?

Offline **sloneczko** Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 02-05-2007
"za chlebem"
9 stycznia 2007, 10:31
łatwiej jest zarobić żeby godnie żyć, tam można zarobić na mieszkanie, tu niestety nie. Ale emocjonalnie na pewno nie jest łatwiej.
Cytat: "Maja"
czy pracy w innym mieście to jakaś tragedia

dla mnie absolutnie. Zanim wyjedziemy za granicę spróbujemy w jakimś innym, większym mieście. Na razie studiując ciężko jest zdecydować się na pracę za 600 zł i poświęcać na dojazdy dwie godziny dziennie i prawie 200 zł, nie uważasz?? Ja nie wiem, jak mają inni ludzie, ja piszę o swojej sytuacji, podaję konkrety, same konkrety a nie tylko że tak lepiej, a tak lepiej
Cytat: "Maja"
Uważam, że nie można czekać z założonymi rękoma i narzekać

A ja czekam? ślę CV gdzie tylko można, odwiedzam PUP kilka razy w tygodniu, walczyłam pół roku o staż za który zarabiałam 470 zł, ale był to staż w zawodzie, więc chciałam go odbyć, żeby zdobyć nowe doświadczenie, dwa razy starałam się o wolontariat w MOPSie, a  teraz myślę o zmywaniu garów daleko od bliskich mi osób bo nie mogę znleźć pracy a ktoś mi mówi, że idę na łatwiznę. To absurd

Offline Maja Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 28 sierpnia 2004r.
"za chlebem"
9 stycznia 2007, 11:15
**sloneczko**, nie irytuj się tak - ja nie piszę moich postów pod Twoim adresem. Nie chciałam Cię jakoś osobiście oceniać, a tym bardziej urazić - nie taką miałam intencję. Jednak, jesli z czymś się nie zgadzam albo uważam inaczej to po prostu piszę - uważam, że w Polsce też można zarobić na mieszkanie, utrzymanie. Na prawdę można.
Piszesz, że
Cytat: "**sloneczko**"
studiując ciężko jest zdecydować się na pracę za 600 zł i poświęcać na dojazdy dwie godziny dziennie i prawie 200 zł, nie uważasz??

Nie uważam, bo ja też zaczynałam od pracy za 600zł, studiowałam i musiałam dojeżdżać praktycznie 2 godziny - to nie była praca na miejscu, ale od czegoś trzeba zacząć.
Można wiele rzeczy osiągnąć, trzeba tylko wierzyć, że to możliwe  :taktak:

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
"za chlebem"
9 stycznia 2007, 16:28
Chciałam jeszcze dodać parę słów  

Niezależnie od tego czy się zostanie czy się wyjedzie…zmieni się kraj...jedna rzecz pozostanie niezmienna - nasza psychika, nasza zaradność życiowa, nastawienie do świata, zmysł organizacyjny itp
Nikt kto ku nie potrafił zmagać się z życiem, nie zarobi kokosów na zachodzie. Bo my się nie zmienimy...zmieni się wiele wokół nas, być może powstaną nowe możliwości, ale to czy będziemy je umieli wykorzystać zależy od nas…
Dlatego niektórzy Polacy na obczyźnie zasilają grono miejscowych kloszardów. Tu im nie idzie, wyjeżdżają, myśląc ze trafią do Eldorado…a tu niestety też proza życia.

Radzę sobie w tym kraju, razem z mężem sobie radzimy. Mamy dwa mieszkania, za kilkanaście dni będziemy właścicielami nowego autka…
Nikt nam nie pomaga, ani moi ani męża rodzice nie mają takich możliwości finansowych.
Ja nie narzekam…stać mnie na odrobinę luksusu. Nie ważne, ze na ten luksus pracuje ok 80 godzin tygodniowo, że nie ma mnie w domu, że bywam tak zmęczona, że potrafię zasnąć w połowie kłótni z mężem.
Jednego żałuje - brakuje mi czasu na naukę. Rzecz w moim zawodzie niezbędną, która podobno jest moim obowiązkiem.
A poza tym mamy z mężem kilka fajnych pomysłów, które chcielibyśmy w życie wprowadzić i na nie też niestety nie mam czasu.

Moje wyobrażenie o zawodzie lekarza (wyobrażenie, nie polskie realia, proszę tego nie mylić)…były nieco inne. Może i naiwne, ale proszę mi wybaczyć, jestem pierwszym magistrem w mojej rodzinie od kilku pokoleń, nie miałam porównania.

Mam prawo je realizować …a skoro wyjazd jest przepustką do tego, to czemu nie.

Nie mam obaw, że stanę przy zmywaku. Wystarczająco długo inwestowałam w siebie, żeby być docenioną.

I co do pesymizmu. Widząc wszystko w ciemnych barwach wokół siebie nie zauważysz MOŻLIWOŚCI i ALTERNATYW,  które są wokół nas (także tu w kraju)….po prostu będzie za ciemno. A jak już bardzo pogorszy Ci się wzrok, to nawet po wyjeździe zobaczysz wszystko w ciemnych kolorach - efekt ten sam…
Frustraci nic w życiu nie osiągną…ani tu ani tam.