e-wesele.pl

social media

Autor Wątek: NASZE PORODY..czyli co? jak? kiedy ?i czemu tak bolało:)....  (Przeczytany 72527 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Asia-85 Kobieta

  • uzależniony
  • data ślubu: 8.09.2007 nasz magiczny dzień...
Olu pieknie to opisałaś, łezki same cisną się do oczu :-* :-* :-* dziewczyny ten temacik naprawde potrafi podnieść człowieka na duchu, sama czasem spoglądam na test ciążowy i nie mogę uwierzyć że to juz tuż tuż, dzieki wam wiem że można znieść wszystko i choć poród bywa niejednokrotnie bardzo ciężki i tak najważniejszy jest ten maleńki człowieczek.

Offline Olaa Kobieta

  • Chuck Norris
czasem spoglądam na test ciążowy i nie mogę uwierzyć że to juz tuż tuż
Ja zaraz po powrocie do domu znalazłam moje testy i spojrzałam na małego...i łzy same popłynęły do oczu :)

jak slysze wypowiedzi w stylu: "moglabym znowu rodzic" to jakos nie bardzo chce mi sie w to wierzyc...
Przecież nikt Cię na siłę nie przekonuje...Ja mogłabym, po prostu...
There is no such thing as an ending. Just a new beginning...

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
pewnie
ja też po porodzie stwierdziłam, że mogę jeszcze raz...tylko potem mogę oddać komuś na pierwsze trzy miechy  ;D

Offline Olaa Kobieta

  • Chuck Norris

tylko potem mogę oddać komuś na pierwsze trzy miechy  ;D

To też przejdę  ;) 1/3 już za mną   ;D
There is no such thing as an ending. Just a new beginning...

Offline aneta_81 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 22.07.2006
każda z nas przeszla inaczej poród.. ja majac taki porod jaki mialam niestety trudno mi wierzyc , ze mozna chciec jeszcze raz... ot, takie moje zdanie.

Offline Gemini Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30.06.2007
Ja też mogę jeszcze raz rodzić, tylko w ciąży juz bym nie chciała chodzić :hahaha: , no i te pierwsze tygodnie po porodzie też bym komuś oddała ;) :D

Offline jagodka24 Kobieta

  • Chuck Norris
lilian wyjełaś mi to z ust
ciąza always, poród taki jak mialam co tydzien ale kurde pierwsze trzy miechy na księżyc  ;D

Offline agusia1213 Kobieta

  • "Trzy rzeczy pozostały z raju: gwiazdy, kwiaty i oczy dziecka"
  • uzależniony
  • data ślubu: 21 kwiecień 2007
a ja bym mogła i w ciąży chodzić, i rodzić (godzinka) i wychowywac :)

Offline liliann Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30 września 2006
a ja nie...
bo to siedzenie w domu odmóżdża i człekowi odwala...

Offline .:Anka:. Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris
a ja bym mogla chodzic w ciazy (ale tylko w pierwszej  ;D - mozna leniuchowac na maxa)
rodzic...niekoniecznie
siedziec w domu - tak z pol roku/9 miesiecy - ok bo jestem leniem i prawie zawsze spalam z moim dzieckiem
czyli codzinnie drzemka  ;D ;D ;D

Offline ANNUUSSIIA Kobieta

  • uzależniony
hmm.... czy odmóżdża jeszcze nie wiem jestem w domu dopiero 3 miesiące, całą ciążę pracowałam.... zobaczymy czy mi odwali bo zamierzam być z niunią 2-3 lata, a w miedzy czasie może jeszcze jedno maleństwo będziemy chcieli mieć. Co do ciąży i porodu mogę chodzić i rodzić , dla mnie najtrudniejszy był pierwszy miesiąc.

Offline Gosia-oosta Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 30.06.2007
odmóżdża jeszcze nie wiem
odmóżdża, odmóżdża..jestem już rok w domu i cos o tym wiem..musiałam chwycic się dodatkowego zajęcia, zeby szare komórki nie zapomniały, po co są :)

kiedy byłam w ciązy (wydaje mi sie, ze to wieki temu), najbardziej denerwowały mnie pytania typu: boisz się porodu? wiesz, ze to bardzo boli? a to jest taki ból, jakiego nigdy nie doznałaś, jestes na to przygotowana? nie, nie bałam się i nie spodziewałam się, ze to będzie jak spacer o zachodzie słońca z ukochanym, a raczej jak wędrówka w ciężkiej zbroi przez pustynie Gobi z pełnym ekwipunkiem na plecach..i była..nie ma się co oszukiwac..poród to wysiłek, którego nie sposób opisac i nie sposób sobie wyobrazic...przynajmniej ja nie potrafiłam..

w oczekiwaniu na kruszynkę..emocje dopadły mnie dzień wcześniej..było to lekkie podniecenie wymieszane z obawą, czy wszystko odbędzie się bez problemów..ale chyba bardziej czułam się podniecona, bo przeciez na przyjście kruszynki (51% do 49% wolelismy córkę, ale przed porodem nie znaliśmy płci) czekaliśmy dośc długo steki razy wyobrażajac sobie, jaka będzie, do kogo podobna..i kiedy w Święto Niepodległości lekarz powiedział mi, że jeszcze daleko do porodu, byłam rozczarowana..ja chciałam już, w tym momencie, nie chciałam czekac ani chwili dłużej...kruszynko kochana, to wyczekiwanie na Ciebie wydawało się trwac w nieskończonośc..tysiące myśli piętrzyło się w mojej głowie układając się w bezsensowne zdania..totalny chaos i to pragnienie, abys była juz w moich ramionach..

w między czasie KTG - zero skurczy..ile to jeszcze potrwa? połozna zaczęła badac mnie ginekologicznie i jakie było jej zdziwienie, kiedy stwierdziła rozwarcie na 7 cm..w tym momencie poczułam, ze zaczynają mi drżec nogi a chwile po tym całe ciało..zrozumiałam, że to już...rozwarcie na 10 cm..mogłabym rodzic, ale skurcze, gdziez te cholerne skurcze, bez nich nie będę wiedziec, kiedy przec...nie było sensu dłużej czekac..wenflon do żyły, chwila oczekiwania i nagle pojawił się nieziemski ból...od razu zaczęłam przec...w połowie marszu przez pustynie Gobi, chcialam prosic o cc, ale odwrotu juz nie było..kruszynko Ty moja, teraz wszystko było w moich rękach..wszystko zależało ode mnie..dam radę, dam radę i zaraz będziesz już z nami..

w chwilę potem usłyszałam glos połoznej: "mają państwo córeczkę" i nagle na brzuchu poczułam małe rączki, ktore zdawały się mnie obejmowac..byłam z siebie dumna i z Ciebie kruszynko..córeczka..a jednak te 2 % zwyciężyły..to było niesamowite uczucie, kiedy przytulałam o piersi swoją własną miniaturkę..

od porodu minęło już prawie pół roku i z perspektywy czasu pustynia Gobi zdaje sie byc tylko dużą piaskownicą..a moja kruszynka, która wygladała po porodzie tak




teraz wyglada tak :)


Offline elisabeth81 Kobieta

  • Chuck Norris
Gosia, córeczkę to masz obłędną!
opis przyjścia na świat wzruszający. Aż mi się mój poród przypomniał...

Offline Zaneta_81 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 7.07.2007
 

                         Dzieci się nie wychowuje, dzieciom daje się przykład...

Offline nikola/23 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 4.10.2008
słodka ta twoja córa :) , fajnie czytać jak ktos pieknie opisuje porod, wiadomo bol bedzie bo musi byc ale samo to że pozniej polozą ci takie malenstwo na ktore tak dlugo czekalaś jest czymś pięknym.

Ja rowniez troszke boje sie porodu ale czekam z niecierpliwoscią kiedy zobacze moje malenstwo ,do kogo bedzie podobne, jego pierwsze spojrzenie.......

Offline ela Kobieta

  • Moderator
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 13.08.2005
To, że się uśmiecham, śmieje i żartuje jak zawsze nie znaczy, że u mnie jest zajebiście. Ja po prostu nie lubię pokazywać, że jest mi bardzo źle. -

Offline dziubasek Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: .:25.08.2006:.

Offline .:Anka:. Kobieta

  • Global Moderator
  • Chuck Norris

Offline aneta_81 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 22.07.2006
łezka kreci sie w oku.. piękny opis.. i jaki prawdziwy  :Serduszka:

Offline ASIA39 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 18.08.2012
pięknie napisane  :) a córcie masz prześliczną  :D

Offline **sloneczko** Kobieta

  • maniak
  • data ślubu: 02-05-2007
 Gosia :o ten fryz  :szczeka: jestem pod wrażeniem czuprynki Twojej córeczki - bosssko

Offline Gosiaczek80

  • Chuck Norris
ech pozazdrościć tylko takiego porodu....
A z Natki taki fajny czupurek...i strasznie do Ciebie podobna.

Offline madziq Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 26.04.2008
a ja dopiero wczoraj zabrałam się za opisanie porodu, takie szczegółowe, z emocjami i uczuciami. Wydrukowałam i schowałam, może kiedyś Martynka będzie chciała przeczytać... Od razu ostrzegam że jest to długa relacja, bez ciekawej akcji więc pewnie nie będzie się Wam chciało czytać, ale że ja czytałam Wasze porodu stwierdziłam że powinnam podzielić się moim...

To było jak sen... najpiękniejszy sen mojego życia... otumaniona emocjami nie mogłam uwierzyć że to dzieje się naprawdę...

30 kwietnia 2009 roku. Ta data  została wyryta na moim sercu... od tego dnia cząstka mnie stała się odrębnością...

Miesiąc wcześniej usłyszałam wyrok - cesarskie cięcie. Czy byłam rozczarowana? Nie sądzę, od początku ciąży lekarz stopniowo przyzwyczajał mnie do tej myśli. Nie ważne jak się rodzi - ważne Kto przyjdzie na świat. tym Kimś miała być moja Córeczka.

Poród był zaplanowany co do godziny. Dzień wcześniej nie było łatwo ukryć emocji a chciałam utrzymać To w tajemnicy, To miała być niespodzianka dla całej Naszej rodziny. Cały dzień bujałam w obłokach, głaskałam brzuszek by nacieszyć się nim na resztę lat mojego życia, wsłuchiwałam się w moje ciało by zapamiętać każdy Jej  ruch, każde kopnięcie, przeciągnięcie się, uderzenie po żebrach, pęcherzu. Chciałam zapamiętać rytmiczny puls który towarzyszył Jej częstym czkawką. Nie mogłam uwierzyć że następnego dnia się to wszystko skończy...

Noc minęła spokojniej niż myślałam, zapadłam w głęboki sen, w którym widziałam Ją oczami wyobraźni. Nadszeł długo oczekiwany poranek. Otworzyłam oczy, spojrzałam na Męża leżącego obok mnie i dotykając brzuch pomyślałam "to już dzisiaj..." a Ona przywitała się ze mną mocnym kopnięciem, tak jak to robiła od tak dawna...

Poczułam mocne ssanie w żołądku. Niestety śniadanie nie było mi dane tego dnia, mogłam jedynie zaspokoić pragnienie kilkoma łykami wody. Nawet zwykła woda w Tym dniu smakowała jak najwytrawniejsze wino. Widziałam napięcie na twarzy Męża, starał się zachować zimną krew, ale ja wiem jak bardzo to przeżywał... oboje przeżywaliśmy Tą chwilę.

Przygotowaliśmy się do wyjścia i w wielkiej tajemnicy wyjechaliśmy do kliniki. Moje emocje chyba się córeczce udzieliły, była bardzo aktywna, a na fotelu samochodowym każdy Jej ruch sprawiał mi ból. Zamknęłam oczy wchłaniając w siebię każdą sekundę tego uczucia, a zanim je otworzyłam byliśmy już na miejscu.

Do recepcjii przyszła przed nami inna para, wyprzedzili nas dosłownie kilka sekund. Czekaliśmy na swoją kolej. Masa papierkowych formalności i musieliśmy poczekać na zwolnienie się pokoju. Oczekiwanie przedłużało się niemiłosiernie, tysiące myśli, ręce spocone z emocji, serce pulsujące w niewiarygodnym tempie.

W końcu przyszedł po nas lekarz, by rozładować atmosferę zażartował "dłuższe czekanie, lepsze śniadanie". Jedyne co wydobyło się z moich ust to nienaturalny śmiech, wizja kroplówek była na prawdę zachęcająca.

Pojechaliśmy windą na drugie piętro i przekroczyliśmy próg mojego pokoju. Okazało się, ąe moją "współlokatorką" będzie kobieta spotkana przy recepcji. Przebrałam się w białą i szorstką szpitalną koszulę, sięgała ledwo za pośladki. Mąż włożył zielony fartuch... zawsze Mu było do twarzy w zielonym, ale tym razem wyglądał wyjątkowo, w końcu to była wyjątkowa okazja. Położyłam się na łóżko. Przyszła pielęgniarka, podpięła mi ktg. W tym czasie kobieta z łóżka obok szła na cięcie. Wsłuchiwałam się w rytmiczne bicie małego serduszka, jak zahipnotyzowana wpatrywałam się w zapisywane wykresy ściskając męża za rękę. Siedzieliśmy w ciszy upajając się tą ciszą. Ta sama pielęgniarka odłączyła ktg, założyła mi welfron i podłączyła kroplówkę.  Wtedy powstało zamieszania, przywieźli Tą kobietę, a za nimi szła pielęgniarka z Ich dzieckiem. Widziałam szczęście na Ich twarzach. Jaj ja jej wtedy zazdrościłam... Byłam zła na siebie, przecież jakbyśmy się nie spóźnili tych kilka sekund to właśnie ja tuliłabym już moją Córeczkę...

Czas dłużył się i dłużył... zaczęłam liczyć spadające krople w kroplówce, kap, kap, kap, o niczym nie myślałam, uścisnęłam Męża mocno za rękę, drugą ręką głaskałam brzuch i liczyłam kap, kap, kap. Z transu wyrwała mnie pielęgniarka, jej słowa "Idziemy się rodzić" były zbawienne. Szłam na salę operacyjną na miękkich nogach. Weszliśmy przez pierwsze drzwi do małego pomieszczenia gdzie kazali mężowi zostać a ja miałam wejść do następnej sali. Miałam się położyć na wysoki, wąskim i zimny stół operacyjny. Personel był niezmiernie miły, uśmiechnięty, żartowali cały czas, starałam się ich słuchać ale nie mogłam się skupić. Pytali kto zaraz wyjdzie z brzuszka, jak się czuję. Czekaliśmy na anestezjologa. Gdy przyszedł miałam położyć się na boku. Niewiele myśląc powiedziałam "Bardzo zabawne, ciekawe jak ja to zrobię" i usłyszałam gromki śmiech pielęgniarek. Jedna z nich pomogła mi, czułam się taka słaba... było już po 12 a ja przecież nic nie jadłam. Miałam podkurczyć nogi i zrobić koci grzbiet, starałam się jak mogłam ale z tak dużym brzuchem to zadania do łatwych nie należało. W końcu udało się. Widziałam twarz Męża spoglądającego na mnie zza szybki, uśmiechał się, dodawał mi otuchy...

Słowa anesteziologa "Teraz proszę się nie ruszać, wbijam igłę" sprawiły że przeszły mnie ciarki. Nagle poczułam jakby  po koniuszki palców u nóg przeszył mnie gorący prąd, zaraz wszystko zaczęło drętwieć, więc musiałam szybko położyć się z powrotem na plecach. Prawą rękę musiałam wyprostować, pielęgniarka podłączyła mi ciśnieniomierz. Nogi były całkowicie bezwładne, jakie to śmieszne uczucie. Wiedziałam że mnie golą, przygotowują do zabiegu. Lekarz sprawdził czy znieczulenie poprawnie działa i powiedział że już tniemy. Czułam dotyk, tak jakby łaskotanie. Lekarz cały czas informował mnie co robię, a ja byłam jak na haju, tysiące myśli, wpatrywałam się cały czas w oczy Męża. Dziękowałam Bogu że mogłam mieć cały czas z nim kontakt, żałowałam tylko że nie mogłam go dotknąć...

Nagle poczułam szarpanie, nieprzyjemne uczucie. Coś stawiało duży opór, nie chciało być odłączone od mojego ciała z którym przez 9 miesięcy stanowiło idealną całość. Opór minął a ja usłyszałam najcudowniejszy dźwięk w całym moim życiu. To był płacz mojej córeczki, pielęgniarka stojąca obok mnie zaczęła bić brawo. O tak, należało się, przecież to był cud, cud narodzin. Lekarka wzięła moją Córeczkę do sali gdzie przebywał mąż by ją zbadać, umyć, zważyć a ja widziałam wszystko przez tą szybkę... i emocje puściły... nagle zrobiło mi się potwornie słabo, łzy płynęły mi ciurkiem po policzkach, ciało zaczęło całe drgać. Trwało to kilka sekund. Lekarka przyniosła mi zawinięte, już spokojne dzieciątko. Powiedziała gratulacje, ma Pani córeczkę, 3005gram , 54 centymetrów, 10 punktów". Zbliżyła mi Je do twarzy. Wzięłam głęboki wdech, Córeczka pachniała tak świeżo i niewinnie, ustami musnęłam jej policzek, skóra była niezmiernie delikatna. Zdołałam powiedzieć tylko "Witaj Martynko na świecie"

Gdy zostałam już oczyszczona i pozszywana zawieźli mnie do pokoju. Mąż szedł za nami. Po chwili przyszła pielęgniarka z moją Córeczką. Od razu chciałam wziąć ją w ramiona. Tuliliśmy ją oboje z mężem. Od tej pory byliśmy prawdziwą rodziną...

Dzisiaj minęło 3,5 miesiąca. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony czuję jakby to się działo wczoraj, a z drugiej jakby Martynka była z nami od zawsze... Już nie przypomina tej maleńkiej kruszynki. Obrosła cudownym tłuszczykiem, wyrosła z dwóch rozmiarów ubrań, ale jest coś, co się nie zmieniło... Jej zapach i dotyk jej skóry... chciałabym tą chwilę zachować na zawsze...

Offline *Ewcia* Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 24.05.2008
Madzia bardzo wzruszający opis  :Wzruszony: Kilka razy robiłam przerwę na kilka głębokich wdechów, aby nie wybuchnąć płaczem  :-*

Offline Lea Kobieta

  • Przyjaciele
  • Chuck Norris
madziq..piękny opis...piękny....

Offline Zaneta_81 Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 7.07.2007
pięknie to  opisałaś...jak zwykle mam łzy w oczach...
 

                         Dzieci się nie wychowuje, dzieciom daje się przykład...

Offline pileczka22 Kobieta

  • Aga
  • Chuck Norris
No i się popłakałam - pięknie to napisałaś Madziu. Martynka będzie miała niesamowitą pamiątkę  :Wzruszony:

Offline ika3w Kobieta

  • Ilona
  • Chuck Norris
  • data ślubu: 23.08.2008r
Piękne te wasze opisy! aż trudno powstrzymac łzy... mam nadzieję, że kiedyś bedzie mi dane tego doświadczyc

Offline Anjuschka Kobieta

  • Chuck Norris
  • data ślubu: 15.05.2010
Pięknie napisane... wzruszający opis...

Gabiś

  • Gość
Madziu przeczytałam jedyn tchem... i rycze jak szalona.
Pięknie!